Wyszukiwarka

Wygraj czeską wieczerzę!

1907933_314728695405097_1558356702619762637_n

Wystarczy, że powiesz, co Ci się z najbardziej kojarzy z Czechami.

Wpis powstał we współpracy z restauracją Pysna Chalupa.

Być może parę razy już o tym gdzieś ukradkiem wspominałem, nigdy nie robiłem jednak tego wyraźnie: byłem i wciąż chyba jestem lekkim czechofilem. Do tego stopnia, że jeszcze niedawno zawziąłem się na studiowanie filologii czeskiej – wiele z tego nie wyszło: ze względu na niski poziom nauczania, zrezygnowałem z tego kierunku po paru miesiącach.

Prawdę mówiąc, nie bardzo wiem, gdzie szukać źródeł mojej fascynacji. Przytoczę więc może kilka skojarzeń, historii i faktów z mojego życia, które może pozwolą to ustalić:

– Często podróżowałem do Czech. Z rodzicami, na kolonie i obozy, czy na wypady ze znajomymi. Z pierwszą wycieczką w czeskie Karkonosze wiąże się anegdota knajpiana: Jako mały berbeć jadłem wprawdzie sporo, ale wolałem rzeczy dobrze mi znane, więc w jednym z lokali zażyczyłem sobie naleśników z truskawkami. Niestety, takich w karcie nie było, a kelnerka usilnie proponowała mi te z jagodami. Po małej awanturze w końcu się na nie zgodziłem. Średnio to pamiętam, ale musiałem być zachwycony, gdy otrzymałem naleśniki z truskawkami, czyli czeskimi jahodami.

rys1
Tak to mniej więcej wyglądało.

– Język naszych południowych sąsiadów zawsze mnie bawił. Do dziś pamiętam, jak cała moja rodzina „śmiała się i dokazywała”, gdy powiedziałem im, że wiewiórka po czesku to drevnikocur. I choć w czasie nauki czeskiego wyszło szydło z wora i okazało się, że to nieprawda (to po prostu veverka), to na całe szczęście zostałem obdarowany czymś lepszym: jeptiška na poruhanym ripadle to zakonnica na zepsutej koparce.

rys2
„Jeptiška na poruhanym ripadle”, Blatkiewicz Maciej, 2016

– Skoro przy języku jesteśmy, to gdy miałem te naście lat, chodziłem jeszcze do gimnazjum, a moje muzyczne zainteresowania były mocno osadzone w polskim rapie, znudzony rodzimą sceną, zacząłem sprawdzać, jak w hip hopie radzą sobie Czesi. Nawet sobie nie wyobrażacie, ile radości sprawiało mi odgadywanie prawdziwych znaczeń tekstów tamtejszych raperów. Jeszcze większą euforię przeżyłem odkrywając, że Czesi chętnie współpracują (przynajmniej wtedy współpracowali) z polskimi artystami. Ba, na początku XXI w. płyty raperów znad Wisły były chętnie słuchane przez naszych sąsiadów.

– Łącząc słuchanie rapu i podróże do Czech, w 2011 roku dotarłem na Hip Hop Kemp – cudowny festiwal odbywający się co roku w sierpniu w Hradec Kralove. Wspaniałe święto kultury czterech elementów, na którym występują raperzy zarówno z Czech i Polski, jak i zza oceanu i które chwali się wyjątkową atmosferą oraz – nieco mniej chętnie – legalną możliwością zażywania lżejszych narkotyków, z marihuaną na czele.

– Gdy skończyłem już 18 lat, wakacje w Czechach kojarzyły mi się mocno z piwem. Długo uważałem, że czeskie browary warzą najlepsze piwo na świecie (zwłaszcza jeśli ma ciemną barwę) i w dodatku sprzedają je za bezcen (parę razy zdarzyło mi się być w sklepach, w których piwo było tańsze niż woda). Piwna rewolucja zmieniła nieco moją opinię, choć dalej sądzę, że byle Kozel bije każdego rodzimego lagera-koncerniaka na głowę.

Utopence (na dole), piwo (w ręku) i ja (z dziwną fryzurą i bez brody).
Utopence (na dole), piwo (w ręku) i ja (z dziwną fryzurą i bez brody).

– Do piwa niezbędne są przegryzki i przekąski, a z tych najlepsze są utopence – marynowane kiełbaski podawane z cebulą i czasem też z pikantną papryką. A jeśli już przy jedzeniu jesteśmy, to totalnie nie kumam na cholerę Czesi ładują tak dużo kminku do pieczywa. Ich chleb jest przez to dla mnie niejadalny.

Mógłbym tak pisać jeszcze długo, choćby o ulubionych książkach Hrabala. Ale przejdę już może do tej części wpisu, dla której kliknęliście w link.

10849020_313719485506018_6162588573408958290_o

Zadanie konkursowe

Napisz w komentarzu swoje skojarzenie z Czechami. Pierwsze, jakie przychodzi Ci do głowy czy ulubione? Nie ma znaczenia. Zaskocz mnie!

Nagroda

Do wygrania jest czeska wieczerza w Pysnej Chalupie na Starym Rynku w Poznaniu, na którą zwycięzca będzie mógł zaprosić dodatkowo aż 5 osób. Oprócz czeskich specjałów (w karcie są wreszcie utopence!) zostanie zaserwowane również piwo.

10530943_323506154527351_2733340316493170054_n

Zasady konkursu

1. Skojarzenia z Czechami należy publikować w komentarzach pod tym wpisem.

2. W komentarzu KONIECZNIE musi się znaleźć adres e-mail osoby zgłaszającej skojarzenie. Na niego zostanie wysłana informacja o ew. wygranej.

3. Konkurs trwa do 24 kwietnia do godz. 23.59. Propozycje zgłaszane później nie biorą udziału w konkursie.

4. Konkurs zostanie rozstrzygnięty do końca miesiąca (kwiecień 2016), jego wyniki zostaną opublikowane w tym wpisie.

Zwycięzca konkursu

Zwycięzcą konkursu został autor poniższego komentarza. Gratuluję!

Wygraj czeską wieczerzę  – Wygrywam z Anoreksją

Wszystko jasne? To do dzieła! Trzymam za Was kciuki!

  • rooolka xyz

    Przyszło mi do głowy jak tylko zobaczyłam posta na fejsie. Czechy=smażony ser <3
    Pozdrawiam, Zdeklarowana Seroholiczka 😀
    rooolka@gmail.com

  • mów mi V

    http://cdn1.stopklatka.pl/dat/movie/0000000079/0000079769/g-9.jpg
    pierwsze skojarzenie to ewidentnie dwóch spierdzielających krawaciarzy z „Český sen”. Genialny dokument z 2004r : D boska komedia o tym jak wpływać na ludzi
    violla8822@gmail.com

  • Helen Marcolla

    Jak Czechy to czekolada Studentska z tymi pysznymi dodatkami, i wycieczki szkolne to obowiązkowo wizyta w Czechach żeby nakupić worki słodyczy 😀 w Polsce nie było takich łakoci, dopiero niedawno odnajduję „kocie języki” z czekolady. Byłam wielką fanką. Z Czechami kojarzy mi się też taki ich napój „Kofola”, nie potrafię opisać smaku, ale jest specyficzny, bardzo słodki, ale lepszy od coli 🙂 od niedawna z Czechami kojarzą mi się też…kaktusy, dużo tam hodowców kaktusów, szklarnie robią wrażenie 😀
    helen.marcolla@o2.pl

  • Damian Skotarczyk

    Bajka sąsiedzi. Ile w tym było prawdy
    damianskotarczyk@o2.pl

  • Hanna Marszałkowska

    A mi z Czechami kojarzy się czeski luz, którego nam tak bardzo brakuje! Czesi robią co chcą, żyją jak im się podoba i nie przejmują się opinią innych ludzi na ich temat. Gdyby wszyscy tak potrafili, świat byłby piękniejszy!
    (bo o jedzeniu czeskim to w ogóle nie ma co wspominać, ślinka mi tak pociekła, że muszę iść się najeść :D)
    Na shledanou!

    najeli5@gmail.com

  • Bez Anna

    Z Czechami kojarzy mi się sytuacja mająca miejsce w Pradze, która pokazuje, jak dobrze przyjezdni się tam czują i jaka jest ich chęć aklimatyzacji. Na kampusie uniwersyteckim zaczepiamy Chińczyka i pytam po angielsku, czy może w okolicy polecić jakąś knajpę. Na co Chińczyk prezentuje minę, jakbyśmy mówili, nomen omen, po chińsku i odpowiada: Cesky prosim. Szach-mat. aniapnt@wp.pl 🙂

  • Aliszka

    Ahoj żarłoki !
    Czechy zimą = szusowanie na fantastycznych stokach i między jednym szusem, a drugim – pyszna, aromatyczna zupa czosnkowa „Česneková polévka” i obowiązkowy Smažený sýr. Dupsko rośnie, więc szybka regeneracja i wracamy do szusowania, ale wcześniej.. grzaniec dla kurażu i szybki dymek. Teraz jest moc!
    Czechy latem = leniwe spacery nagrzanymi, uroczymi uliczkami Pragi, zagryzane knedlikami ze śliwkami i śmietaną z kultowej Havelskiej Koruny. Ooo człowieku, one są genialne! Teraz spacer na górkę Petřín z widokiem na całe to cudo, zimne piweczko i czujesz że żyjesz. Nawet język czeski staje się wtedy jeszcze śmieszniejszy (chyba że robi się za śmieszny, wtedy czas odstawić trawsko:p )
    No pięknie i pysznie jest w Czechach! 🙂

    mailbox89@o2.pl

  • DRP

    Bażant, Knedliki i „ja sem netoperek”

    danielracjan@gmail.com

  • Kasia M

    Pierwsze skojarzenie: genialne czeskie komedie, szczególnie polecam Muži v naději, ten humor, ten dystans! Czy u nas są takie filmy? Jeśli chodzi o kinematografię i umiejętność pokazywania w jednym dziele wielu emocji Czesi biją nas na głowę.
    solsagannn@gmail.com

  • Weronika Filipiak

    Ahh… Kofola, Lentilki i pyszne Lipanki (takie czeskie Danonki). Za dzieciaka co roku na wakacje jechałam z rodzicami w góry i obowiązkowo powiązane to było z wypadem do naszych sąsiadów i zakupami w sklepikach przy granicy. Teraz, dla mnie, Czechy to Złoty Bażant i coś co bardzo utkwiło mi w pamięci – słodycze o smaku Marihuany, oraz cudowne Wino z Moraw! Z rozczuleniem wspominam też ser o wdzięcznej nazwie ”Romadur” w smaku – pyszny, jeśli chodzi o zapach… Jedliśmy go tylko na dworze, a trzymaliśmy szczelnie zamkniętego w słoiku, skrzyżowanie przepoconych skarpet i wyziewu z wodociągowej rury! Najpiękniejsze miejsce, jakie w Czechach odwiedziłam, to Jaskinia Macochy, do której na pewno jeszcze przynajmniej raz w życiu wrócę!
    weranga@wp.pl

  • Wiktoria Czech

    Moje nazwisko 😂😁 czechwiktoria@wp.pl

  • Agnieszka Matkowska

    Pyszne knedle z restauracji „U parlamentu” w Pradze, Becherovka z Karlovych Var i Kofola, pierwszy raz pita po czeskiej stronie Śnieżki 🙂 matkowska.aga@gmail.com

  • Magda

    Czekolada studencka, Zuzka Light (youtuberka fitnesowa, jakby ktoś nie wiedział ;), i ser prażony(nigdy go nie jadłam, ale jak tylko o czymś takim usłyszałam to nie daje mi to spokoju, muszę gdzieś go znaleźć w Pl albo pojechać w końcu do tych Czech!).
    madziulka_03@o2.pl

  • No cóż, czy wystarczająco zaskakujące będzie, że Czechy kojarzą mi się automatycznie ze stratą ukochanej pracy? 😉

    milena.lewinska@gmail.com

  • monami

    A mnie to chyba jeden z odcinków Krecika, kiedy chodził po parkingu i wsadzał parówki w rury wydechowe samochodów ( miałam kilka lat, ale zachwyt tym, że jest jednak jakieś użyteczne zastosowanie dla parówek, trwa do dziś). Kiedy zapytałam mamę czemu Krecik tak robi, odmruczała, zajęta czymś innym „bo jest z Czech”. Czechy stały się w mojej ówczesnej wizji świata rajem na ziemi, gdzie nikt nie zmuszałby mnie do jedzenia parówek, mogłabym za to bezkarnie dokonywać za ich pomocą destrukcji samochodowych silników.

    Zderzenie z rzeczywistością było straszniejsze niż prawda o św. Mikołaju, wielkanocnym zającu, zębowej wróżce i krasnalach razem wzięte.

    monami00@op.pl

  • lemontree96

    Prace Davida Černego, szczególnie dziesięciometrowa fioletowa dłoń, która w 2013 roku dryfowała po Wełtawie, wystawiając środkowy palec w stronę siedziby prezydenta Czech na Hradczanach.

    Teraz wyobraźcie sobie, co by się działo, gdyby ktoś powtórzył to w Polsce 😉

    lemontree96@wp.pl

    • Justyna Mleczak

      raz dwa trzy, kto wie, gdzie w Polsce znajduje się praca Davida Cernego?
      szanowny autor bloga powinien wiedzieć!

  • Karol

    Czeszka Nicky Tuckova, która szuka męża z Warszawy. Uwielbiam jej parodie na youtubie. 😉
    kzajac16@gmail.com

  • hbrt

    Pierwsze skojarzenie to Kundera i Hrabal, dwóch z trzech moich ulubionych pisarzy. I książki świetnie obrazują czeskie podejście do życia.

    Hubertzieciak@gmail.com

  • Michał

    Pierwsza rzecz która przychodzi mi na myśl to „Wycieczka do Czech w 3 klasie LO” 🙂

    michal.gielniak@op.pl

  • Elwira Sell

    Czechy kojarzą mi się z moimi pierwszymi sukcesami narciarskimi, to w czeskiej Bedrichovce na obozach nauczyłam się jako tako jeździć i obywac bez rodziców. Teraz jest już więcej wspomnień, pierwsza singielska wycieczka do Pragi, najlepsze na świecie lagery i Karel Capek 🙂
    surfinia@op.pl

  • Ada

    Muszę przyznać, że pierwsza w kolejności załącza mi się edukacyjna trauma z dzieciństwa kiedy to Krecik dał mi solidną lekcję życia. Pół dzieciństwa spędziłam oglądając tę kreskówkę ale pamiętam tylko i wyłącznie dwie rzeczy. Poród zająca i włosy łonowe u tego facecika, który się z krecikiem kumplował. Ahoj!
    aswiderska66@gmail.com

  • Mateusz

    dobry den , smazeny syr, divka, pivko Kozel, skoda:D

  • Tyśka

    Trdelniki z cynamonem, płatkami migdałowymi, nutellą… którymi zajadaliśmy się podczas weekendowego wyjazdu do Pragi 🙂 Okazało się, że w Polsce też je można kupić! 😀 tyskatyska88@gmail.com

  • Małgorzata Borowicz

    Dla mnie Czechy będą chyba zawsze się kojarzyły głównie ze specyficznie dietetyczną strawą (mój faworyt na kolację to nakládaný hermelín, czego kelnerzy w Pyšnej Chalupie nie znają ;)) i równie specyficznymi, moralizującymi bajkami Miloša Macourka, jak np. ta „O Krzysztofku, który schował się w mikserze” (jaki jest morał, to już domyślicie się sami)

  • AS

    Książki! Czesi przoduja w czytaniu w Europie, podobno srednio w kazdym czeskim domu znajduje sie 200 książek <3 brodziak.ann@gmail.com

  • Ewa Nowak

    Mnie kojarzy się z anegdotką znajomego z Pragi że u nich każdy ma swój zachód (zachod to po czesku toaleta :D), albo że każdy Czech chodzi na zachod xD ewasobkowiak@wp.pl

  • Gosten

    Czesi najbardziej mi się kojarzą z charakterystycznym dubbingiem:
    https://www.youtube.com/watch?v=e0WjsuUGmtE

    a konkretniej scena, gdy ‚Pernikovy tata’ mówi:
    Ja sem ten kto klepe! (I’m the one who knocks)

    kw2321@gmail.com

    • To jest tak piękne, że nie mógłbym tego nie nagrodzić. WYGRYWASZ!

  • Michał Głodek

    Możliwość wynajęcia sanek na śnieg gdzie w pakiecie otrzymałem dwa talony na małe grzane wino. Proste bezcenne i życzliwe wspomnienie.
    mih83@wp.pl

  • Ola Hotaj

    Moje wspomnienie z Czechami to praski mcdonald. To bylo w ferie, co najmniej 10 lat temu, kiedy w Szklarskiej zabrakło sniegu, wiec trzeba bylo kombinowac. Skończyliśmy z tata na wypadzie w Pradze, a jako ze bylam małym grubaskiem i nie znałam sie na kuchni – wylądowaliśmy w mcdonaldzie. Wierzcie mi na slowo, jesli uważacie mc Donald za najgorsze jedzenie, to tamten obiad byl jeszcze gorszy, niz Wasze najgorsze jedzenie. Skonczylo sie niefortunnie dolegliwościami żołądkowymi – takze nigdy nie bylo mi dane sprobowac prawdziwego czeskiego jedzenia!! Moze dzieki wygranej w konkursie sie uda i odmieni sie moj czeski sen!
    E-mail: a_hotaj@wp.pl

  • Tomek W.

    Jedź na wakacje, mówili. Zobaczysz trochę świata, mówili. Odpoczniesz od komputera, mówili.

    Dokładnie tydzień temu mame zasugerowała mi delikatnie, żebym udał się w kierunku Jasła chociaż na tydzień, żeby – jak to ona mówi – zejść z promieniowania. Mój CRT faktycznie wyglądał i pracował tak, jakby w jego wnętrzu stado krasnoludków z Kingsajza rozszczepiało czeczeński uran. Już miałem posłusznie się zgodzić i wyciągnąć kilka par cottonów z szuflady żeby je spakować do marynarskiego worka po tate, ale wtedy przypomniały mi się wszystkie nitki na henach z chłodnymi, czarno-białymi panami w cylindrach.

    Pierdolnąłem piąchą z całej pety w biurko ze sklejki, aż kluski śląskie potoczyły się po pokoju. Mame przerażona cofnęła się, ale widziałem że ręką już sięga za plecy po paralizator dla krów, którego okazjonalnie używa na mnie w trakcie kłótni o batony. Powiedziałem, że nie pojadę do żadnego Jasła, choćby ze mnie stuleję darli. Prowadziłem ten monolog przed kilka dobrych minut, aż sos z klusków zdążył wsiąknąć w bazarowy gobelin zdobiący podłogę mojej samotni. Przypomniałem sobie, że nie mam ani cylindra, ani tym bardziej wykałaczki, więc w trakcie tyrady tylko imitowałem obracanie drewienka w jamie ustnej jak pierdolony Rick z Casablanki. Zamiatanie żuchwą podziałało, bo mame otarła pot z czoła i powiedziała, że rozmawiali o tym z Mariuszem i pozwolili mi w końcu wybrać się gdzieś za granicę, żebym zobaczył trochę świata.

    >Super kluski, mamo

    Powiedziałem zadowolony i zabrałem się do planowania mojej stulejarskiej eskapady. Podróże to dla mnie nie pierwszyzna, myślę. Raz w podbazie, po komunii, byłem na wycieczce do zamku w Malborku, ale gdy przewodnik dla inby przebrał się w krzyżacką zbroję i wyskoczył na mnie z krzykiem zza węgła, zesrałem się na rzadko w moje porcięta z myszką Miki i musieliśmy wszyscy jechać do domu. Mame to doskonale pamiętała i za każdym razem, gdy oglądaliśmy w telepudle jak Zygfryd de Löwe w pelerynie wyłupia Jurandowi ze Spychowa oczy, zasłaniała moje ręką, żebym przypadkiem nie zebździł się na tapczan.

    Zacząłem selekcję ostrzejszą niż na bramkach w Treblince. Południe odpada, bo gorąco, poza tym tam za dużo cyganów i jakby ukradli maminą rentę to du dupy bym sobie więcej pojechał a nie na wczasy, a lajona to najwyżej bym zobaczyl w Gwiazdkę. Zachód? Z moim perfekcyjnym angielskim z Dr House’a pewnie bym się tam jakoś prześlizgnął, ale tam kalifat, będą mnie na ulicy wytykać palcami i sprawdzać przywilej.

    Zostają sąsiedzi. Litwini wiadomo co jedzą, na Ukrainie szkalują Polaków i pewnie zrobiliby mi z dupska drugi Wołyń i na co mi to. W przypływie rozpaczy spojrzałem na rozklapciane na talerzu kluski. Trafić w kurwę!

    Pominę szczegółową opowieść do momentu, w którym wsiadłem do pociągu do Pragi. Najsampierw nie mogłem znaleźć w ogóle dworca kolejowego we własnym mieście. Jak już znalazłem, to w holu pozbyłem się wszystkich pięciozłotówek na rzecz lokalnych wzbogacaczy kultury, a popierdoliwszy perony omyłkowo wsiadłem do interREGIO „Wały Chrobrego”, skąd dopiero konduktor wyrzucił mnie za bety. Władowałem się z tobołami do właściwego wagonu i westchnąłem głośno. Jechałem przecież do kraju słowiańskich Niemców, jak to anony pisały, nadludzi, tolerancyjnych ateistów i namiętnych wstrzykiwaczy marychułaniny oraz piwa. Wyciągnąłem spod nadpoconej pachy tablet pożyczony od kuzyna, na który zgrałem sobie śmieszne obrazki i parę filmów Zelenki, żeby umilić sobie podróż nad Wełtawę i trochę wczuć się w pepickiego ducha.

    >Jsi sám, pane?

    Piersiasta Czeszeczka właśnie serwowała mi pilznera, gdy usłyszałem mnie słodkie dźwięki hejnału ze staropraskiego rynku. Nagle się ocknąłem i okazało się, że to grupa wąsatych hydraulików przekrzykując się nawzajem po czesku próbuje zatamować eksplozję szamba z pociągowego kibla, a sam wagon stoi gdzieś w szczerym polu. Nierozmawiający here, więc na migi zapytałem sąsiada, gdzie jesteśmy. Odpowiedział mi, że to jakaś wiocha pod Pardubicami i że brakło nam pół kilometra do stacji. Co prawda przewodnik miszlena kupiony w Biedronce zachęcał mnie do odwiedzenia Małej Strany, gdzie przed wojną mieszkało 6 milionów Żydów wybitych do nogi podczas wojny, poczułem znany z Gothica zew przygody. Chociaż raz w życiu będę taki dynamiczny i losowy, pomyślałem, chwyciłem pakunki i uciekłem z pociągu. Moja kondycja wyrobiona przez 4 lata siedzenia na dupie od samiusieńkiej matury przyprawiła mnie o udar już po stu metrach. Ucałowałem swój medalik z waifu i popędziłem dalej do momentu, aż triumfalnie wyryłem facjatą o zimny bruk stacji ………ICE (nie podam nazwy w obawie przed tym, ze Pepiki mnie znajdą i spuszczą dla mnie wpierdol za później opisane wypadki).

    Był wieczór i dął lekki wiaterek. Gdzieś między ciasnymi, brukowanymi uliczkami dojrzałem typową małomiasteczkową karczmę. Głodny i zmęczony bez zastanowienia wprosiłem się do środka, gotowy błagać o talerz zupy, kawałek kąta i poszewkę do pościeli, do której mógłbym zwalić kolosa. W środku wszyscy oglądali chyba jakiś mecz, bo cała ciżba stłoczyła się wokół telewizora i między łykami piwa darli gęby. Podszedłem zestrachany do kontuaru, ale w tej chwili przypomniałem sobie, że nie zamówiłbym nawet pierdów z octem po czesku. Czeski taki śmieszny, mówili! Taki podobny do polskiego, mówili! Mózg gorączkowo szukał jakichkolwiek skojarzeń. Z głupia frant rozpostarłem ręce i krzyknąłem pierwsze, co przyszło mi do głowy, zwijając usta w podkówkę, o tak: „:3”

    >Zelená je tráva, fotbal to je hra!

    Ryknąłem na cały zajazd. Wszyscy odwrócili twarze od telewizora i okazało się, że oglądają jak jakieś bonusy w maskach grają na łyżwach korkiem od wanny. To chyba nie gała. Ładne [i]foie gras[/i], Anon. W końcu podleciał do mnie grubawy kelner o aparycji Benny’ego Hilla i zdołałem zamówić jedyną potrawę, która kojarzyła mi się z czymkolwiek – knedliczki.

    Pałaszowałem właśnie knedle z gulaszem, gdy moją uwagę przykuł drugi stół, wyraźnie nie zainteresowany hokejem. Przy nim, wraz z grupką starszych ludzi siedział jakiś elegancko ubrany, siwy pan w okularach, który mieszanką polskiego i czeskiego rozbawiał towarzystwo przednimi dowcipami.

    >Wiecie Państwo, jacy są trzej najsłynniejsi czescy hokeiści? Zesrál, Spierdiál a Smrdí!

    Aż zakrztusiłem się knedliczkiem, Boże mój, jak śmiesznie, prawie jak na czanach. Kelner źle zinterpretował moje spazmy i machanie rękami, oferując mi dokładkę. Przełknąłem pierożek i powiedziałem, że bramborowe – zawsze i wszędzie. Knajpa umilkła. Wszyscy znowu się odwrócili i wlepili wzrok we mnie. Kelner z maksimum dyskretności nachylił mi się do ucha, beknął cicho i powiedział:

    >Tyto nejsou bramborové, jsou houskové. To je hanba pane…

    Wszystko było jasne, nie doczytałem przewodnika. W Pradze mieszczuchy żrą inne knedle, przyznać się do tego tutaj to tak, jakby w obozie koncentracyjnym serwować wieprzowinę, albo w Warszawie wychodzić na pole. Klienci nadal wybałuszali oczy i wiedziałem, że nawet Edmonton Oilers już dzisiaj mnie nie uratują.

    Próbowałem desperacko uratować sytuację. Za oknem po drzewie skakała wiewiórka. Zadowolony coś skojarzyłem, pokazałem palcem na zewnątrz i krzyknąłem:

    >DREVNI KOCUREK! XDDD

    Niestety, Pepiki już powstawali z miejsc i sunęli ku mojemu stolikowi. Usiłowałem kontynuować swoje liche przedstawienie. Zacząłem lubieżnie skakać pod obrusem i targać ręką spodnie, wydzierając się

    >POZOR, POZOR, BUDU TRISKAT!!!

    ale przez moje szaleńcze harce nie zauważyłem, że łokciem pierdolnąłem wiszący z tyłu portret Franciszka Józefa I. Gdy obraz dziadka z wody źródlanej rozdupcył się w drobny mak na polepie, kelner chwycił tasak i zaczął mnie gonić, wzywając wszystkich świętych.

    >Jaki święty Brzetysławie, przecież wy jesteście w 34,2% ateistami!

    Jęknąłem i pokazałem gawiedzi tablet z gifem, na którym papież Polak kopulował z małpą szerokonosą gatunku bonobo. Czesi pobledli i zaczęli grozić mi natychmiastową defenestracją. Odpowiedziałem, żeby zdefenestrowali sobie do ryja, chwyciłem menażki z knedlikami które dostałem w prezencie i wyprułem jak szalony z szynku.

    Co za szczęście. Na stacji kolejowej stał eIC „Helena Vondráčková” relacji Praha–Kraków i momentalnie dałem nura do wagonu. Byliśmy gdzieś przed przejściem granicznym, gdy przestałem się oglądać i rozprostowałem nogi. Chyba nawet zdrzemnąłem się kapkę, ale ze snu wyrwało mnie szturchanie. Widząc znajomą twarz już miałem krzyknąć zadowolony – o, to ten Polak z knajpy! ale zmiarkowałem, że delikwent trzyma mnie mocno za jądra, a drugą ręką majstruje przy spodniach. W jednej chwili trzustka wywróciła mi się na drugą stronę. To Mariusz Szczygieł, największy reporter i czechofil czasów wojny i pokoju, prywatnie demon, pedofil i poplecznik Havla.

    >Obraził pan największy naród, jaki chodził po tym kontynencie. Teraz ukaramy pana za pańską nieznośną lekkość bytu.

    To wyrzekłszy, wypuścił pytona z rozporka i zabrał się do roboty. Skowyczałem i jęczałem, ale nikt z sąsiednich przedziałów nie słyszał moich wołań, a przechodzący korytarzem konduktor z Pardubic tylko stuknął palcem w daszek czapki i mrugnął porozumiewawczo do znanego dziennikarza. W międzyczasie autor „Gottlandu” dokładnie penetrował moje Zaolzie. Na wysokości Suchej Beskidzkiej trochę już się zmęczył, poprawił muszkę, wręczył zapłakanemu mnie egzemplarz swojej książki, powiedział „Ahoj” i wyszedł z wagonu.

    Gdy chwiejnym krokiem dotarłem do domu, nie miałem siły nawet rozmawiać z mame. Jedyna pamiątka z moich podróży to rozepchany odbyt i nieszczęsne menażki z knedliczkami. Chociaż tyle dobrze. Odpaliłem komputer i zacząłem pisać relację na /trv/, w której spotkałem Karela Gotta i wyruchałem 5 azjatek a to wszystko autostopem, w namiocie i za 150 PLN. Sięgnąłem po knedlika, żeby coś przekąsić. Na pojemniku była przyklejona karteczka z odręcznym napisem:

    „Nasrałem Panu do menażki. PS Oddajcie Cieszyn. M.Sz.”

    tomasz.reaktor.wisniewski@gmail.com

    • Mirek

      te wypociny to choroba, czy kompletny brak gustu?

  • Michal Bohdziewicz

    Bożkov Tuzemsky + Kofola, Kozel, parek v rohliku, smazeni syr, bramborak, knedliczki. To są te rzeczy, za które się kocha Czechy. michal.bohdziewicz@gmail.com

  • Drevni kocur to żart obiegowy. My śmiejemy się z Czechów, Czesi ze Słowaków, Słowacy z nas. Potwierdzone info – podczas kolacji z Czechem i Słowakiem, kiedy to licytowaliśmy na różne rzeczy, w tym na przesądy o naszych językach. Czech wygrał, Wygrał czymś tak śmiesznym, że nawet śmieję się zawsze, kiedy to sobie przypomnę. Nawet teraz chichocę.

    Wiesz, jak jest po polsku/czesku/słowacku (zależy, kto pyta) „jeż”? Nie wiesz? To już wiesz.

    Kaktus pochodowy.

  • Fran Kee

    https://www.youtube.com/watch?v=7wyARKc8VrY
    Wiadomo, że dla nas, Polaków najzabawniejsze są skojarzenia związane z językiem czeskim, jak np. w coverze Evy Pilarovej- refren jest dość dwuznaczny. Ciekawe co by na to powiedziała Janis Joplin 😀
    tufrankee@gmail.com

  • Dasza

    To przede wszystkim mały bar w Pradze raczej w tej mniej turystycznej stronie acz niedaleko chyba najstarszego pubu w stolicy: U Fleku – w którym i dobre piwo mają i napoje. Bar o którym mowie to jednak mniej oblegane przez turystów miejsce – za to pub z typową czeską duszą: barmanka pijaca z Tobą piwo i śpiewająca Edith Piaf z gramofonu. (tak wiem pachnie bohema francuska- ale kto był w takim pubie zrozumie) częstująca Cię przy tym skrętem. Psy włascicieli biegające w knajpce. Na półkach Kafka, Shulz czy Hrabal. Krzesła i stoły które juz nie jedno widziały… a do około żadnych turystów. .. no prawie nie licząc Ciebie jeśli tam zawitasz lub mnie…tylko mieszkańcy i ich życie. Jeśli nie zachowujesz się jak turysta z Mostu Karola zaproszą Cie do biesiady i duuuzo opowiedzą. Ahhh. Miejsce to, to Mala Ryba 🙂

    ressa@op.pl

    Dasza

  • ewa

    Ostatnio? Bezwzględnie Cypisek, ktorego non stop słuchamy w samochodzie, kiedy jedzie z nami pięcioletnie dziecko (czyli praktycznie zawsze). Jiczin i Rzacholecki las, nimfy, Hanka (powiedzmy jasno: Hanka jest najlepsza!!!) i Cypisek…

    Z boską sceną porodu (to akurat irytuje mnie): „Hanka wyszła z jaskini i powiedziała do Rumcajsa: Rumcajsie, właśnie urodził się nam synek”! Sic!
    Ze wstrętnym kupcem Szpanihelem (co to tak okrutnie Hankę i Cypiska oszukał – co irytuje dziecko) i jeszcze bardziej przerażającym Niedźwiedziem z trzeciego rewiru.

    A wszystko czytane głosem Wiktora Zborowskiego… I czasami naszym. Ale Zborowski jest bezwzględnie lepszy 🙂

    Do tego własna córka, która od jakiegoś czasu na wszystkie niespodzianki reaguje hasłem: „O święty Jacku z pierogami”…

    No więc jak mieć inne skojarzenia? No jak???

    mail: brzydkaryba@gmail.com

  • Justyna Mleczak

    http://justynamleczak.natemat.pl/166681,zab-ja-kov-czyli-jak-czesi-przelewaja-krew
    Moja czeska anegdota jedzeniowa. : ) Audycja zawiera lokowanie produktu!

    mleczak.justyna@gmail.com

  • Martunia

    Czechy? Ahoj wie, z czym to się może kojarzyć? 😛

    martunia915@vp.pl

  • Mateusz Lubański

    Moje pierwsze skojarzenie to wolontariat podczas ME U-18 w koszykówce, kiedy byłem team atteche reprezentacji Czech. Zaskoczyło mnie to, jak sympatyczni, skromni i wdzięczni to ludzie.

    Poza tym oczywiście lentilki, smażony ser, znakomite piwo, najdroższe w świecie haluszki na praskiej starówce i tanie pistacje.

    Hip-hop Kemp, Jan Koller, Jakub Janda, Karel Poborsky i Most Karola, serce najpiękniejszego miasta, jakie kiedykolwiek widziałem.

    matlubanski24@gmail.com

  • Natalia Kita

    Moje czeskie skojarzenie jest trochę niepoprawne politycznie, ale mam nadzieję, że nikt się nie obrazi, bo jest to opis czystych faktów, jednie nieco podkoloryzowanych absurdalną interpretacją 🙂 Bo własnie z Absurdem mi się Czechy kojarzą. Na koniec liceum zafundowaliśmy sobie ze znajomymi nasz własny euritrip, który rozpoczął się nie gdzie indziej, a w Pradze. Naszym jedynym środkiem transportu była kolej (dzięki sympatycznemu biletowi 10-dniowemu na wszystkie europejskie InterCity). Jakaż była nasza niespodzianka, kiedy po zwiedzeniu Pragi i dotarciu na dworzec okazało się, że „vlak ne jede”. Takiż komunikat widniał na kilkunastu pod rząd pociągach, które miały odjechać tej nocy. Do dziś pozostaje dla nas zagadką, jaki kataklizm spotkał czeskie koleje, niemniej opóźnienie pozwoliło nam poczynić ciekawe odkrycie: otóż po północy wszyscy białoskórzy prażanie zamieniają się w prażan czarnoskórych, (political uncorectness alert!) niczym księżniczka w kopciuszka! Trudno powiedzieć, czy taki proceder zachodzi co nocy, niemniej nas to naprawdę spotkało i nie były to zbiorowe halucynacje kilkuosobowej grupy: podczas nocnego szwędania sie po jednej z centralnych dzielnic Pragi, tuż przed północą, wszystkich przechodniów jakby wessało i nagle z bram zaczęli wyłaniać się właśnie prażanie czarnoskórzy. Dziwny to kraj. A piwo i ser smażony żądza!

  • Ada Bubieńczyk

    Oh, po Twojej historii z restauracji przypomniała mi się moja. Takie pierwsze skojarzenie z Czechami.
    Jeden z pierwszych rodzinych wypadów do Czech, miałam może z 13 lat, postanowiliśmy zjeść w restauracji. Nie mieli w karcie spaghetti bolognese, na które bardzo miałam ochotę, a kelner nie bardzo kumał o co mi z tym bolognese chodzi. Bariera językowa była, więc jedyne co udało mi się ustalić, to makaron z sosem pomidorowym. W kuchni potraktowali ‚tomato sauce’ jako ugotowany makaron spaghetti z KECZUPEM:(.
    adriannabubienczyk@gmail.com

  • Piotr Szulc

    Moje to zakonnica jadąca na zepsutej koparce.

  • Katarzyna Picińska

    czekolada Sudentska!
    nie ważne czy tradycyjna mleczna z bakaliami lub z gruszką, czy biała z bakaliami – nawet gorzka Studentska nie wlicza się do grona „złych i okrutnych (bo gorzkich) czekolad”
    pomimo mnogości smaków jedyna w swoim rodzaju, pyszna i nie do podrobienia

    k.picinska@gmail.com

  • Justyna Jaworska

    Kiedy myślę o Czechach od razu pojawia mi się uśmiech na twarzy, bo to tacy pozytywni i sympatyczni ludzie 😉

    Pamiętam jak będąc w górach ze znajomymi spotkaliśmy siedzących i grających na gitarach przy ognisku Czechów. Zaprosili nas abyśmy dołączyli i poczęstowali nas swoja Kofolą. Jak się później okazało, nie była to sama kofola.. A że całkiem przypadkiem mieliśmy przy sobie samogon w postaci bimbru to noc minęła w bardzo przyjemnej atmosferze i zaczęliśmy mówić w tym samym języku. Śpiewaliśmy na zmianę polskie i czeskie piosenki. Jedna szczególnie zapadła mi w pamięć:
    https://www.youtube.com/watch?v=Ukdnh7ZgzeM

    jaworska_22@op.pl

  • Karol Chmieliński

    Pierwsze skojarzenie z Czechami to ten dziwnie machający rękami dziadek od piosenki Jozin z Bazin. Oprócz tego oczywiście pociągi, krecik, Żwirek i Muchomorek i Zdenek Smetana. Ponadto jedna z bardziej zmechanizowanych armii II WŚ którą Niemcy przejęli bez wystrzału, Zaolzie, husyci, dużo piwa i jeszcze raz pociągi. chmieluch56@wp.pl
    https://www.youtube.com/watch?v=FuOhQZP821o

  • Ania

    Pierwsze skojarzenie z Czechami to: góra hranolków z pysznym zasmazanym syrem oraz pierogi z bryndzą. Wszystko popite oczywiście hektolitrami niepowtarzalnej w smaku KOFOLI 😀 <3. Zawsze przyjazna obsługa w lokalach i domowa atmosfera :).

  • Mirek

    Twój starszy brat gdy miał 5 lat, dostał w Pradze „palaczinki z koniczkiem”. Z dwóch naleśników z jasnym i ciemnym sosem, bardziej smaokwał mu ten ciemny. Jak się okazało czekoladowy, a jasny, kremowy był nie dobry. Po spróbowaniu okazał się ajerkoniem (miał jakieś 40%)…

  • Marta Mozol-Jursza

    Czechy kojarzą mi się z czasem kiedy miałam 9 lat i byłam tam na kolonii. Piękne, wiejskie krajobrazy, pyszne knedliczki, smaki ciekawe, bo inne a jednocześnie swojskie. Chodzenie po górach, a potem wielki apetyt na czeskie smakołyki. Kminek, który ją bardzo lubię, a rzadko mogłam wtedy jeść, bo moja mama nie znosi. Piękna Praga,w której ostrzegli nas wychowawcy, żeby nie mówić „szukam” bo to znaczy sex ;). Krótko mówiąc Czechy to moja laska (jeśli to prawda, że to po Czesku miłość ;)). Mój email: marta.mozol@gmail.com

  • Jagoda

    To dość nietypowe, ale pierwsze skojarzenie z Czechami to PIWO (np.
    Krusovice, Staropramen, itd.)! Zdecydowanie wszystkie jego warianty,
    choć większość z nich jest dostępna w Polsce w marketach to i tak ten
    smak w Czechach odpowiada mi bardziej. Po drugie, to LUDZIE, ja na
    swojej drodze w trakcie pobytu w Pradze napotkałam na tych miłych,
    pomocnych, potrafiących rozbawić każdego gburka i z pasją. Po trzecie,
    WSPOMNIENIA z podróży do Czech, gdy są wspaniali ludzie, piwo i taki
    kraj to zostaje się na całe życie z pięknymi wspomnieniami. 🙂

    jagoda101@op.pl

    • Jagoda

      *nietypowe – jak dla kobiety, że to jest pierwsze skojarzenie 🙂

  • Baśka Stróżyk

    Ahoj!
    Z Czechami mam dużo skojarzeń i wspomnień 🙂 Pierwsze zimowe wyjazdy, nauka jazdy na nartach (ach instruktor Igor :3), no ale język i kuchnię mają przecudowne.
    Anegdot wiele m.in. wizyta w piekarni: „-Dzień dobry, ten chleb świeży? -Ano čerstvý – A to dziękuję”. Do dziś mam ubaw, że w Czechach nie dostaniemy Hot-doga tylko Párek v rohlíku, a w knajpach ciężko o standardową surówkę do obiadu.
    Uwielbiam ich knedliczki z gulaszem, Česneková polevke, palačinky z jahodami, ale mistrzem, a wręcz królem dla mnie zostaje smažený sýr – o matko, na samą myśl dostaję ślinotoku i jestem gotowa w 5 min wsiąść w samochód i zasuwać do południowych sąsiadów na te pyszności <3 A po powrocie do Polski, jak 'za starych dobrych czasów' zakupy na granicy u Wietnamczyków: Lentilky, Studentska i Staropramen 🙂
    A ze skojarzeń to, aż grzech nie wspomnieć o nieśmiertelnym Kreciku 🙂 No i tak się rozczuliłam, że już chyba wiem, gdzie na weekend majowy wyskoczę 😉 Čau!

    beies@o2.pl

  • Dominika

    Houskove knedliki .. w każdej ilości z każdym sosem 🙂 sama nauczyłam się je robić w domu, bo w Polsce trudno dostać typowo czeskie, pyszne, rozpływające się w ustach ( moje też pozostawiają wiele do życzenia 🙂 )Poza tym góry, cisza, spokój, łąki, uprzejmość ( ahoj na każdym kroku) Z ubiegłorocznych wakacji jeszcze osy.. z Czechami kojarzą mi się osy, na przemian z Rumcajsem 🙂 dchwialkowska@wp.pl

  • Alicja Borkowska

    W Czechach bylam wiele razy…zazwyczaj na desce i chyba z tym najbardziej ten kraj powinien mi sie kojarzyc. I tak po dluzszym namysle sa wspomnienia z najlepszego sylwestra w zyciu, pysznego piwka na oswietlonym sloncem snieznym stoku….ale jak slysze Czechy to nie wiedziec czemu jako pierwsza staje mi przed oczami sytuacja gdy w wieku 8 lat z rodzina bylam w Pradze … moi i kuzynki rodzicow postanowili pojsc do muzeum sexu…no niestety 8latek tam noe wpuszczali wiec bez wiekszego przejecia rodzice zostawili nas na ruchliwej ulicy i kazali po prostu na siebie czekać. Wspomnienie miłe… w koncu zostalysmy same w nieznanym kraju i pozbylysmy sie rodziców…moze dlatego przywołuje je tak czesto 🙂
    alicjaa.b@op.pl

  • Martyna Kamińska

    Mi Czechy korzajrzą się, oprócz pysznego piwka i smakowitej szamki, z wyprawą autostopową z moją przyjaciółką podczas której pierwszy raz byłam w Pradze i to na domówce z 20 nieznanymi mi dotąd osobami w ciasnym mieszkanku i pierwszym mandatem za chodzenie po autostradzie, z której ekspresowo zwiozła nas policja.
    kam.martyna@gmail.com

  • weronika

    Gdy słyszę „Czechy” myślę o Anecie i Verze – dwóch Czeszkach, z którymi mieszkam od rozpoczęcia studiów. O naszych wspólnych sobotnich porankach (obowiązkowo smażymy wspólnie naleśniki na dobry początek dnia :)), o wieczorach z winem i czekoladą, o wspólnym śniadaniu wielkanocnym (z polską białą i czeskim cieście migdałowym – mniam!), o tym, że podczas studiowania za granicą stałyśmy się dla siebie druga rodziną, o tym, że Aneta jest wiecznie spóźniona a Verze zawsze przytrafia się coś szalonego 🙂

    mweronikam@gmail,com

    (na zdjęciu śniadanie wielkanocne :))

  • Martyn

    Bez cienia wątpliwości moim pierwszym skojarzeniem są rodzinne wyjazdy na narty, od lat zawsze w to samo miejsce, do gospody Na Rychte w Lipowych Łaźniach gdzie mieszkamy piętro nad gospodą, doprawdy, cudowny układ. 😉 Z roku na rok skraca się czas spędzany na stokach a wydłuża ten w knajpie, przy pałaszowaniu gulaszy z knedlikami, smażonych serów, tlaczenki czy niedźwiedziej łapy – wielkiego kawałka smażonego sera z zatopioną w środku szynką oraz – uwaga!- bekonem! <3 A to wszystko popijane oczywiście lokalnym piwem – Holbą. 🙂

    michal.martyniuk.93@gmail.com

  • mikolaj

    Ja nie dla konkursu, ale w tym roku miałem okazję zakosztować Utopenca. Najpodlejszy kawałek parówy (bez skojarzeń) jaki w życiu jadłem ! I tutaj pojawia się największy paradoks – dlaczego tak świetnie smakuje popijany piwkiem ? 😀 Co do kminku – pełna zgoda – jak jestem w Czechach to zawsze uciekam od ichniego pieczywa. Toż to zbrodnia na duchu i ciele !