Wyszukiwarka

Weekend w Szklarskiej – gdzie spać, gdzie jeść i co robić?

Kilka porad po przedłużonym weekendzie w Sudetach.

Do Szklarskiej Poręby wybraliśmy się trochę na spontanie. Jednego dnia Sonia zarezerwowała nocleg, minęło kilka tygodni, w czasie których w ogóle nie zaprzątaliśmy sobie głowy wyjazdem, a potem przyszedł ten dzień i pojechaliśmy. Cel był jeden: odpocząć. Coś zobaczyć, wiadomo, ale przede wszystkim odpocząć, więc raczej bez szaleńczego tempa, by w ciągu trzech dni doświadczyć „wszystkiego, co się da”.

Zobacz vloga z wyjazdu i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

GDZIE SPAĆ?

Willa Nostalgia

Wolności 5, Szklarska Poręba | www

Tutaj brawa należą się Soni, która nocleg znalazła i zarezerwowała termin. Moja rola w tym procesie ograniczyła się do zatwierdzenia pomysłu słowami „no spoko”.

Willa Nostalgia okazała się spełniać moje wszelkie wyobrażenia o „domku w górach”. Piękny widok z okna, w dodatku z okna w pokoju (wprost na Szrenicę), drewniane, wiekowe meble (w ogóle, wszędzie drewno!) i swojskie śniadania.

Te ostatnie za dodatkową opłatą (30 zł / os.), ale warto się na nie skusić. Wszystkiego pod dostatkiem, produkty wysokiej jakości, a część nawet własnego wyrobu (chociażby dżemy). Jest też możliwość zamówienia obiadów lub obiadokolacji, z czego jednak nie skorzystaliśmy. Warto się w sumie nad tym zastanowić, zwłaszcza jeśli nie zamierzacie opuszczać Szklarskiej Poręby – gastronomia w tym mieście raczej nie stoi na wysokim poziomie.

Wrażenia z pobytu zatem bardzo pozytywne. Miejsce mogę śmiało polecić. Na booking.com zdarzają się jakieś promocje, więc możecie monitorować.

CO ROBIĆ?

Kilka propozycji na podstawie naszych doświadczeń. Szklarska Poręba i miejsca, do których bezproblemowo dojedzie się samochodem.

Wodospad Kamieńczyka – Szklarska Poręba

Klasyka. Będąc w Szklarskiej, musisz tu podejść i zobaczyć. Byłem zimą, byłem latem. Na wycieczce szkolnej i z rodzicami. Teraz też. Jest tak samo ładnie i w pobliżu samego wodospadu można sobie zrobić zdjęcie chyba z tym samym bernardynem co kilkanaście lat temu (niestety, pies wygląda na starego i zmęczonego).

Wejście pod sam wodospad kosztuje 6 PLN (dla studentów 3 PLN). W cenie biletu jest także wypożyczenie w kasku, w którym wygląda się głupio i który chroni nas przed ew. spadającymi kamieniami. Żeby dotrzeć do Wodospadu Kamieńczyka trzeba kawałek podejść pod górę – nie jest to wymagająca trasa: dzieciaki i małe psy tutaj wbiegają błyskawicznie, ja się trochę spociłem. Aha, przy wodospadzie jest też mały bufet – ceny przyzwoite, jedzenie wygląda na podłe, ale można wypić coś ciepłego lub np. piwo.

Kompleks skoczni narciarskich – Harrachov

Malutka mieścina po drugiej stronie polsko-czeskiej granicy w naszym kraju słynąca przede wszystkim z mamuciej skoczni, na której co roku odbywają się zawody Pucharu Świata. Za dzieciaka nawet na nią wchodziłem (latem), tym razem po prostu popatrzyliśmy z daleka. Obok, na mniejszych obiektach ja,cyś juniorzy nawet skakali – muszę się przyznać, że pierwszy raz widziałem na żywo skoczków na treningu i robi to wrażenie (nawet na takim, niższym poziomie).

Oczywiście w Harrachovie poza podziwianiem skoczni można jeszcze jeździć na nartach. Zainteresowanie tutejszymi stokami jest całkiem spore. Oprócz tego w mieście znajduje się huta szkła, którą można zwiedzać – my z tego zrezygnowaliśmy, bo w Harrachovie byliśmy w zasadzie przejazdem. Naszym celem było miasto położone trochę dalej.

Stare Miasto – Liberec

To jedno z większych miast w Czechach, co dla Polaków może być szokiem, bo ma ledwie nieco ponad 100 tys. mieszkańców. Niewielka starówka jest całkiem urokliwa, choć gdzieniegdzie zdarzają się jakieś potworki. Mimo wszystko warto się nią przejść.

Jested – Liberec

Szczyt górujący nad Libercem, na której stoi trzygwiazdkowy hotel – jego budynek zakończony jest charakterystyczną anteną telewizyjną. Na górę można wejść szlakiem, wjechać samochodem (przynajmniej do pewnego momentu) oraz – co polecam najbardziej, bo to największa frajda – wjechać kolejką linową. Koszt to 149 koron za podróż w dwie strony od osoby. Widoki są fantastyczne i właśnie dla nich warto wybrać się na Jested. Kilka akapitów niżej piszę o restauracji, którą znajdziecie na szczycie.

Termy Cieplickie – Jelenia Góra

Park Zdrojowy nr 5 | www

W drodze powrotnej do Poznania zahaczyliśmy o ten aquapark. Dwie zjeżdżalnie, sauny, basen sportowy, basen rekreacyjny, dzika rzeka i – to, co podobało mi się najbardziej – gorące baseny, które wychodzą również na zewnątrz budynku. Odnoszę wrażenie, że teraz takie obiekty są w co drugim polskim mieście (sam troszkę „wychowałem się” na podobnym w moim rodzinnym Gorzowie), więc Termy Cieplickie nie zrobiły na mnie jakiegoś mega wrażenia, ale na pewno miło spędziliśmy tam czas.

GDZIE JEŚĆ?

Pizzaria Alfredo – Szklarska Poręba

1 maja 15 | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Kiedy zapytałem o to, gdzie zjeść w Szklarskiej Porębie na swoim fanpage’u, nie brakowało głosów, że najlepiej to w zasadzie nigdzie i że w tym małym mieście nie ma dobrej gastronomii. Najczęściej polecane (i zarazem najrzadziej odradzane) były dwie knajpy: Niebo W Gębie oraz Alfredo. Odniosłem wrażenie, że ta pierwsza tylko ze względu na ogromne porcje dań, jakie tam się podaje (słynne schabowe na cały talerz), więc skusiliśmy się na tę drugą.

I rzeczywiście – było całkiem smacznie. Nie porywająco, tylko tak po prostu dobrze, choć trudno było nie zauważyć, że to jednak mocno nastawione na turystów miejsce (w zasadzie: nic dziwnego). Właścicielem jest Włoch, który – mam wrażenie – poszedł na kompromis między gustami Polaków i tym, jak w jego mniemaniu powinna smakować pizza. Efekt jest bardzo ciekawy: ciasto cienkie, ale pulchne jednocześnie, smaczne same w sobie. Na placku znajduje się bardzo dużo dodatków, wszystkie dobre jakościowo, podaje się także dodatkowe sosy. To naprawdę dobra pizza.

W menu poza tym są dania, które kojarzą się regionem – kwaśnica, placek po węgiersku itd. Próbowałem obu wymienionych dań – z zupy byłem zadowolony, z drugiej potrawy już trochę mniej. Rozmiar powalający, sam placek ziemniaczany bardzo smaczny, ale już podany do niego gulasz taki bez wyrazu – przydałoby się więcej przypraw i ognia.

Mikyna – Liberec

5. kvetna 62 | fanpage

Knajpka znaleziona przez Sonię na Instagramie. Dobra kawa, pyszne słodkości i zdrowe lunche. Totalnie nie-czeska kuchnia, w której przecież brakuje warzyw i która uważana jest za jedną z najcięższych na świecie. To miejsce zgodne ze światowymi trendami – podobne można znaleźć również w Polsce. Mimo to ze wszystkich odwiedzonych przez nas lokali w ten weekend, tutaj czuliśmy się najlepiej i tutaj nam najbardziej smakowało. Uwaga, Mikyna jest uwielbiania przez „lokalsów” i przebywa tu zawsze sporo mieszkańców Liberca. My na wolny stolik musieliśmy chwilę poczekać.

Restaurace Jested – Liberec

Na szczycie Jestedu znajduje się nie tylko hotel, ale i restauracja. W niej typowo czeska kuchnia: jest „svickova na smetane” czy „hovezi gulas”, nie brakuje knedlików, a czeskie piwo leje się strumieniami. Niestety, serwowane tu dania są bardzo przeciętne – o wiele smaczniejsze jadłem nie tylko w Pradze, ale i w czeskich restauracjach w Polsce. Rekompensuje to fantastyczny widok z góry, choć nie jest powiedziane, że załapiecie się na stolik przy oknie. Mimo że wjechaliśmy na Jested poza sezonem, to na miejsce w restauracji czekaliśmy kilkanaście minut.

Gospoda „Wedle Bucków” – Jelenia Góra

Agnieszkowska 2a | fanpage

zakres cen: 20-30 PLN

Na sam koniec zajechaliśmy tu skuszeni opiniami o dobrym pstrągu. I rzeczywiście: ryba bardzo nam smakowała, dawno nie jedliśmy nigdzie równie dobrej. Świeża, przyrządzona w punkt, za przyzwoite pieniądze (bodajże 29 PLN) i bez zbędnych udziwnień. Reszta dań – zupy i desery – była do bólu przeciętna, ale dla pstrąga (czy okonia, którym zajadała się Sonia) warto tutaj podjechać. Swoje robi także osobliwy, górski klimat, budujący klimat gospody.

To na dobrą sprawę taka nasza relacja z podróży. Żeby zbudować szerszy obraz na to „Gdzie spać? Co robić? Gdzie jeść?” potrzebna jest Wasza pomoc. Jeśli bywacie w tym rejonie, to koniecznie dajcie znać w komentarzach, proponując polecane przez siebie miejsca i atrakcje. Nie zawiedźcie nas i reszty czytelników!

  • Suti

    Byłem w weekend ze znajomymi u „Wedle Bucków” i może spowodowane to było tym, że zeszliśmy po 2 dniach z gór, ale zjedliśmy po 2 obiady i zastanawialiśmy się nad trzecim 😛 (bitki wołowe z kluskami śląskimi i czosnkowa godne polecenia!) Klimatyczne miejsce 🙂

    A z miejsc z dobrym jedzeniem to serdecznie polecam czeskie schroniska (są 4 bardzo blisko siebie, my byliśmy w Moravskiej Boudzie) – 2 godziny z Jagniątkowa czarnym szlakiem. Smażony ser niebo! Piwo Kocur KOT!

  • Colin

    Trochę szkoda, że nie wpadłeś tuż obok do Karpacza, do Manufaktury. Tamtejszy burger był według mnie rewelacyjny, niewiele ustępował temu z Fat Boba. Bardzo się zdziwiłem, bo nie spodziewałem się takiego miejsca w bądź co bądź raczej tandetno-kiczowatej miejscowości.

  • NaDiecie

    Spędziłem tydzień w Szklarskiej, przełom 2014/15, faktycznie gastronomia jest tam słaba. Jednak jak już znaleźliśmy jadłodajnię, to się jej trzymaliśmy do końca. Pizzeria Diavolo – to zdumiewające, ale w pizzerii jadłem najlepszy placek po węgiersku ever! Znajomi też zachwalali inne potrawy, niekoniecznie pizze: dewolaje, schabowe. Ostatniego dnia zawitaliśmy do restauracji „Pod Skocznią”, super pierogi!