Wyszukiwarka

KNAJPY ZNISZCZYŁY MI ŻYCIE #2: Pizza w Nowy Rok to zły pomysł

Karpacz, Nowy Rok, na miejscu od kilku dni. I od tych kilku dni ze znajomymi zaklinam pogodę, dzień w dzień robiąc grilla w śnieżnych zaspach i rozgrzewając się wysokoprocentowym alkoholem.

rysunek3

Tak wyglądała sytuacja.

Uwielbiam mięso z „żywego” rusztu, ale ile można. Po kilku dniach jedzenia tego samego nawet największa pyszność może się znudzić. Jest nas kilkoro i wszyscy wkoło wpadamy na ten sam pomysł: czas na pizzę.

Znalezienie otwartej pizzerii w Karpaczu w Nowy Rok to jednak nie taka łatwa sprawa. No, jeśli chcielibyśmy się na tę pizzę gdzieś wybrać, to byłoby może ciut łatwiej, ale poddanych zostało kilka poważnych argumentów, by jednak tego nie robić:

Po pierwsze primo, jest cholerny Nowy Rok, pijemy alkohol któryś dzień z rzędu, każdy z nas ma choćby lekkiego kaca i średnią ochotę na jakikolwiek spacer.

Po drugie primo, musicie sobie zdawać sprawę, jak wyglądają górskie miejscowości. Otóż ciągną się kilometrami. My mamy to szczęście lub nieszczęście mieszkać na skraju Karpacza. W taki sposób, że po wyjściu z naszej chatki, widzimy pnący się w górę las. Pizzerie i knajpy mieszczą się w „centrum”, a to trochę daleko, tym bardziej że sprawdź „po pierwsze”.

Mapka poglądowa nie uwzględnia różnicy poziomów (duża i wracalibyśmy pod górkę).

Mapka poglądowa nie uwzględnia różnicy poziomów (duża i wracalibyśmy pod górkę).

Po trzecie primo ultimo, jedna osoba jest chora – chora w sposób „nie powinna wychodzić z domu, bo to pogorszy jej stan”, a nie „aśneabeam” – więc o ile dwa pierwsze argumenty daje się jakoś odbić, o tyle na trzeci nie istnieje żaden kontrargument.

A ponadto połowa z nas (męska połowa) gra w Heroes of Might & Magic 3 i ani myśli odrywać się od kompa (tak się zwykle kończą wycieczki na łono natury).

To zaważa. Znajdujemy pizzerię, która tego szczególnego dnia realizuje dowozy – dzwonię i składam zamówienie na 8 (słownie: OSIEM) pizz.

– Dziś jest duży ruch, także te półtorej godziny trzeba czekać – słyszę w słuchawce i wcale mnie to wielce nie dziwi. Normalka.

Przez półtorej godziny wszyscy myśleliśmy tylko o pizzy.

Przez półtorej godziny wszyscy myślimy tylko o pizzy.

Po godzinie i czterdziestu pięciu minutach wykonuję pierwszy telefon z grzecznym pytaniem o stan naszego zamówienia.

– Pizze wyszły z kuchni, ale nie ma obecnie kierowcy – dowiaduję się. Czyli moja pizza jest już gotowa i stygnie, bo nie ma kto jej zawieźć.

– Niedługo zamówienie powinno jednak do Państwo dotrzeć – zapewniono mnie. Zimna pizza jest lepsza niż żadna pizza. Pozostaje poczekać.

I tak sobie czekamy przez następne pół godziny. Nie gramy już w Hereosy, za głośno burczy nam w brzuchach. W oknie zawsze ktoś stoi, wypatrując zagubionego dostawcy pizzy.

rysunek6

Nie przejechał ani jeden samochód.

Dzwonię ponownie. Strategia „dyspozytorki” ulega zmianie. Pizza już do nas wyjechała i pizza już u nas była. Tylko nas nie było. A w ogóle to kierowca dzwonił 5 razy.

Tyle że nie, nic takiego nie miało miejsca.

Ze strony pizzerii nie słyszę żadnej propozycji rozwiązania tego problemu. Tylko sprzeczanie się i wypieranie się.

Zimna pizza pozostaje w sferze marzeń, pizza „żadna” staje się rzeczywistością, a obowiązkiem – rozpalenie grilla.

Kolejny dzień kiełbasy i marynowanego kurczaka pilnowanych na grillu przez kilka osób sączących wódkę, próbujących w ten sposób znieść siarczyste mrozy.

Tak wyglądała sytuacja. Znów.

Tak wyglądała sytuacja. Znów.

To była Pizza King. W Karpaczu, przy 3 maja 14. Tak od niechcenia zostawiam nazwę i adres, byście nigdy nie dali się im zwodzić za nos.

A w ogóle to założę się, że komuś z Was też przydarzyła się podobna historia. Siadaj i opowiadaj! Możesz w komentarzach.

  • Ewa Dworczak

    Uwielbiam Twoje rysunki poglądowe. 😀

    Ja miałam taką sytuację. W sobotę miałam pierwszy zjazd podyplomówki. Niestety kiedy się stresuję, to nie mogę jeść, a że się stresuję byle duperelami jak pierwsze zajęcia, to przez cały dzień zjadłam może dwie bułki. Po zajęciach mieliśmy z chłopakiem coś zamówić, ale chłopak trochę się zasiedział i wrócił do domu o 20.00. Byłam wkurzona, ale cóż, zamawiamy. Postawiliśmy na „Nasz Naleśnik”, bo długo mają otwarte. Zamówienie przez Pysze, telefon od Naleśnika (już tradycyjny), że nie ma karkówki (karkówka z sosem meksykańskim) i czy może być kurczak, może. Czekamy. Czekamy. Mija półtorej godziny, miało być za godzinę. Tomek dzwoni do knajpy i pyta, gdzie nasze naleśniki. Po drugiej stronie poruszenie, w tle słychać dźwięczne „o k*rwa”. Okazało się, że tak jakoś zapomnieli, kuchnia już zamknięta i nie dadzą rady. I koleś jechał nam oddać hajsy, bo płaciliśmy kartą przez Internet. I tak oto poszłam wkurzona spać o 22, z pustym żołądkiem…

    Ale ta historia nie wpłynęła na nasze podejście do tej knajpy. Najpierw byliśmy obrażeni i długo nie zamawialiśmy, ale potem nam przeszło. 😛

  • Patryk Zieliński

    Skądś znam tę sytuację! 🙂 Świetny tekst i mega fajne rysunki 😀 Osiągnąłeś lvl. 99 w Paincie! BARDZO NIE POLECAM TEJ PIZZY Z KARPACZA, chociaż nawet nie wiem czy była dobra, bo jej nie jadłem :/ Obsługa Klienta to jednak 0 punktów – nawet w skali 0-1,000,000 🙁

  • Misiówka

    Poznań, pizzeria koło mojej chaty (8 minut z buta jak się wleczesz slimaczym tempem). Zamawiamy u nich odkąd nowa ekipa przejęła lokal, bo mają dobrą pizzę, są blisko, więc pizza dojeżdża w max 20 minut, gorąca, pachnąca, wyśmienita i ceny są spoko, w dodatku mają przyjemny program dla klientów – za każde wydane 20 zł dostajesz pieczątkę, 10 takich pieczątek to jedna mała pizza w lokalu (30 cm) – miejsce idealne!
    Zawsze wszystko szło idealnie. Schody zaczęły się, gdy wprowadzili zamówienia online przez ich własną stronę internetową. Raz pizza, na której miał być świeży szpinak przyjechała gorąca ale bez szpinaku. Tłumaczyłam to sobie bardzo późną porą składania zamówienia, wybaczyłam. Raz pizza przyjechała bez sosu, trudno, system nowy, może się sypać. Nikt nie płakał za sosem.
    Ale to co wydarzyło się, kiedy dałam zamówieniu online ostatnią szansę, przebiło wszystko. Zamówiłam, sugerowany czas dostawy 50 minut. Oczywiście się tym nie przejęłam, bo są blisko, zawsze tak mówią, a pizza dojeżdża po 20 minutach. Mija pół godziny -żarcia brak. Po ustalonych 50 minutach uznałam, że czekam jeszcze 10 minut i dzwonię do nich z pytaniem „o co tu krwa jego mać chodzi?”. Zadzwoniłam. Odbiera facet, słychać że młody, chyba nowy bo nie przypominam sobie, żeby go wczesniej słyszała. Tłumaczę jak się sprawy mają, odpowiada, że dostawca wyjechał 5 minut temu (taaaaa, jasne, byłby już u nas w takim wypadku). Ok, rozłączyłam się i czekam, 5 minut minęło, faceta nie ma, po kolejnych 5 przyjechał. Dał pizzę, ale nie mogłam zapłacić bo nikt mu nie powiedział, że będę płacić kartą, więc terminal został w knajpie. Zostawił mi pizzę i powiedział, ze wróci z terminalem. W tym czasie zaczęliśmy jeść, okazało się, że pizza jest ZIMNA! 🙁 (byłam wykończona po pracy, głodna i już nie miałam siły dłużej czekać, zjedliśmy zimną). Po godzinie wrócił dostawca z terminalem, zapłaciłam bo to była ich pierwsza taka duża wtopa. Ale oczywiście zadzwoniłam do „miłego” pana z pizzerii ze zjebką. Gościu mnie olał, a nic mnie tak nie wkurwia jak olewatorski ton w stosunku do klienta, który ma uzasadnione pretensje. Napisałam do właściciela lokalu, że ma coś z tym zrobić, zwrócili mi kasę z nawiązką w postaci voucherów.
    Następne zamówienie zrobiłam już tradycyjnie przez telefon. Przyjechał mój ulubiony dostawca, który jest u nas najczęściej, zna nas i wie, że nigdy nie robimy problemów. Powiedział mi, że chłopak, którego opieprzyłam próbował wmówić wszystkim, że chcieliśmy naciągnąć knajpę ma darmowe żarcie. Serio?

    • W sumie wszystko dobrze się skończyło. Czyli nie taka zła ta historia. 🙂

      • Misiówka

        Na całe szczęście dobrze się skończyło. 😀
        Ale wtedy mnie to bardzo wkurzyło. Chociaż z drugiej strony właściciele udowodnili, że klient jest dla nich najważniejszy i to jest budujące <3

    • amor patriae nostra lex

      Ja bym im drugiej szansy po takiej wtopie nie dał.

  • musette

    Polecam recenzje na facebooku. Widać, że nie byliscie odosobnionym przypadkiem. Szczytem bezczelności są ich komentarze w odpowiedzi na nieprzychylną recenzję https://www.facebook.com/fyfus/posts/1910970605799256:0

  • amor patriae nostra lex

    Spróbuj kiedyś w Warszawie „Pizzy na wypasie” z Ursynowa. Według mnie najlepsza pizza na dowóz w stolicy. Jeszcze jedno pytanie – kiedy przetestujesz Bazylię i Oregano z Kuchennych Rewolucji?

  • Lato. Rodzice zamówili pizzę. Tradycyjnie ser, pieczarki, szynka. Zamówienie dojechało na czas, jednak żadne z nas nie sprawdziło, że to nie nasza pizza. Dostaliśmy hawajską. Niestety żaden z domowników nie uznaje ananasów na pizzy, więc po 30 miniatach zastanawiania się Tata stwierdził, że usunie ananasa i nie ma problemu. Zjedliśmy pizzę i już. Zimna, ale smaczna. Po dwóch godzinach od dostawy dzwoni pizzeria z wnioskiem o oddanie pizzy. Żadnego przepraszam. Mamy oddać pizzę i dowiozą nam tę, która powędrowała do kogoś innego. Kiedy dowiedzieli się, że ją zjedliśmy, no bo co mieliśmy zrobić… (nie ma potrzeby robienia zamieszania skoro w ciągu 30 minut nikt nie zadzwonił), usłyszeliśmy jedynie, że szkoda bo Ci, którzy mają nasze zamówienie czekają na swoje. Dwie godziny. Pizzeria szybko rozłączyła się i tyle. Nauczka na przyszłość: dzwonić od razu zanim ktoś po dwóch godzinach każe oddać pizzę. ^_^