Wyszukiwarka

Jak dobrze wybrać danie w knajpie? 5 prostych rad

Do zapamiętania.

Często wybierając się do jakiejś knajpy po raz pierwszy, mam już upatrzoną pozycję w menu, którą chcę koniecznie spróbować. Zdarza się jednak i tak, że nie bardzo wiem, na co mam ochotę. Albo że muszę decydować między kilkudziesięcioma daniami.

Wtedy staram się stosować do pięciu poniższych rad. Staram się, bo często o nich zapominam. Mam tak przy jedzeniu, że czasem przestaję racjonalnie myśleć. Trzymam kciuki za to, żebym po ich spisaniu i opublikowaniu na łamach bloga zaczął się do nich stosować za każdym razem, gdy jem na mieście. Tym bardziej, jeśli w danym miejscu robię to po raz pierwszy.

1. Zapytaj o specjalność lokalu

Punkt nadrzędny, zwłaszcza przy pierwszej wizycie w lokalu. Danie, którym knajpa się szczyci. Czasem jest ono oznaczona w menu, czasem trzeba o nie zapytać kelnera. Jeśli specjalność „zakładu” Ci nie posmakuje, to już wiesz, że raczej nie masz po co tutaj wracać. Skoro nie przekonali Cię swoim najlepszym daniem, to raczej nie zrobią tego jakimkolwiek innym. Jedyne ryzyko, jakie istnieje to, że zakochasz się w tej specjalności po uszy i przy kolejnych wizytach nawet nie spojrzysz na inne pozycje z menu, a tego z kolei nie polecam.

2. Wybieraj proste potrawy, klasyki

Rzecz, o której najczęściej zapominam. Widzę w karcie wiele wymyślnych dań, o których nie mogę przestać myśleć – zwyczajnie ciekawi mnie, jak będą one smakować. Często na tym źle wychodzę, bo okazuje się, że kucharz jednak przekombinował i wprawdzie jest to smaczne i jadalne, ale przy okazji wbrew wszystkiemu niczym nie zaskakuje. W tym samym czasie Sonia zamawia proste do bólu danie i jest zachwycona. Obiecuję sobie, że będę od teraz robił to samo, tym bardziej przy pierwszej wizycie, o ile nie wydobędę z menu i kelnera specjalności kuchni.

3. Wybieraj dania, które lubisz

Dość prosta rada. Jeśli widzisz w menu coś, za czym nie przepadasz – nieważne, czy to są gołąbki, pieczarki, ostre przyprawy czy owoce morza – to ich nie zamawiasz i nie myślisz, że „jakoś to będzie”. Jest to bez sensu nawet w sytuacji, gdy mowa tu o specjalności lokalu. Jeśli z kolei wybierasz między daniem, które bardzo lubisz, a takim, które dla Ciebie fajnie brzmi lub uważasz je za niezłe, decyduj się na to pierwsze. To takie banalne.

4. Nie zamawiaj czegoś, czego nigdy nigdzie nie jadłeś

To rada pełna małych „ale”. Nie zamawiaj czegoś, czego nigdy nigdzie nie jadłeś, ale jeśli jesteś w knajpie, która oferuje tylko nowe smaki, to raczej nie masz wyboru. Nie zamawiaj czegoś, czego nigdy nigdzie nie jadłeś, ale jeśli jest nią specjalność kuchni, to zaryzykuj. Nie zamawiaj czegoś, czego nigdy nigdzie nie jadłeś, ale jeśli jesteś tu drugi raz i masz już za sobą doświadczenie z klasyką, to rzuć się na głęboką wodę i spróbuj czegoś nowego. Mówiąc inaczej, bądź otwarty na nowe smaki, ale przy pierwszej wizycie nie przeszarżuj za bardzo – jak już się przekonasz do danego miejsca, to próbuj do woli i wybaczaj ew. wpadki.

5. Nie zamawiaj oczami

Tym trudniejsze, gdy widzisz, co dostają osoby siedzące przy sąsiednich stolikach i wygląda to fenomenalnie. Pamiętaj jednak dwie kwestie: po pierwsze, nie wszystko, co pięknie się prezentuje, jest smaczne, a po drugie, zamawiając oczami, zamawiasz za dużo. Później płaczesz Ty, bo albo nie możesz dojeść, albo będziesz gruby i płacze Twój portfel, z którego ubyło zdecydowanie zbyt wiele pieniędzy.

Mam nadzieję, że pomogłem. Pamiętanie o tych 5 prostych radach powinno wpłynąć na pozytywny odbiór restauracji. Zamawiaj to, co lubisz, stawiaj na klasykę i – przede wszystkim – pytaj o specjalność lokalu. Jeśli kuchnia niczego nie schrzani, to wyjdziesz zadowolony!

 

  • Gdy trafiam do nowej knajpy, to przeważnie stawiam na danie z kurczakiem. Nie dość, że jest to coś co lubię, to jeszcze ciężko go zepsuć. Dlatego w najgorszym wypadku dostanę przeciętne danie.

  • Wiktoria Różycka

    Nie wiem, czy byłeś już w Nóż Widelec na Czechosłowackiej, przykro mi jednak stwierdzić, że są rasistowscy.

    • Może więcej szczegółów?

      • Wiktoria Różycka

        Jestem Romką. Chyba 19 lipca wstąpiliśmy z mamą do tego lokalu, chcąc coś zjeść. Zostałyśmy odesłane z kwitkiem. Mimo połowy sali wolnej, kelner tłumaczył się, że zbliża się pora lunchowa i mają rezerwacje. Poprosiłyśmy o stolik na ogródku-też się wykręcili, że może padać deszcz. Pani menedżer nie podała ręki mojej mamie, mimo że ona ją do niej wyciągnęła. Ok, odjechałyśmy i zjadłyśmy w lokalu Siedem Drzew (ktory Ci polecam :))
        W sumie bym nie drążyła, gdyby nie fakt, że… ledwo odjechałyśmy, zadzwoniłyśmy pod ich numer. Okazało się, że stolików wolnych mają od groma i proponują nam jeden nawet zaraz 🙂 Kiedy pani menedżer zorientowała się, z kim rozmawia, rzuciła słuchawka, mówiąc: „To moje polecenie odgórne”.

        • Nawet nie wiem, jak to skomentować. Chyba tylko jednym słowem: MASAKRA!

          • Wiktoria Różycka

            Tragedia. Nigdy w życiu nie byłam tak potraktowana, a jadam w różnych lokalach, poczynając od bardzo drogich a kończąc na tanich. Zabawne jest podpieranie sie Europą i wielkim światem, kiedy słoma z butów wychodzi.

          • Jorik

            Radze nie pisac takich komentarzy, to wyglada na wymysl a pewnosci miec nie mozesz. Zdajesz chyba sobie sprawe ilu powalonych klientow przychodzi a potem zlorzeczy na lokal

        • Jorik

          Jassssssssssne, na pewno wlasnie tak bylo. Chodze tam z kumplami i wsrod nas jest czesto jeden Tunezyjczyk i jeden kolega z Nigru i powiedzialbym, ze jest bardzo normalnie i w porzadku. Jak zwykle jednak znajdzie sie jakis ucisniony ktos innego pochodzenia, bo taka jest przeciez obecnie moda

          • Wiktoria Różycka

            Żebyś wiedział, ze ‚jasssssssne’, właśnie tak było. Cóż, może taka preferencja właścicieli. Nie mnie to oceniać.

  • Ja w sumie lubię łamać zasady i rzadko się do nich stosuję 😀 Jedyna zasada to ta z burgerowniami – jak idę do nowej to oceniam je zazwyczaj po sztampowym bacon cheese 😀