Wyszukiwarka

Jak być mile widzianym klientem w knajpie?

picjumbo.com_IMG_0895

5 zasad, do których warto się stosować.

Co rusz wbijam szpilę w knajpy mówiąc, co robią źle i co powinny poprawić w swojej działalności. Prawda jest jednak taka, że my, klienci, sami nie jesteśmy święci. Poniżej 5 zasad, o których lepiej nie zapominać, jedząc na mieście.

1. Zachowaj kulturę

Siedząc w knajpie, warto pamiętać o tym, że dzielimy przestrzeń wspólną z innymi, często obcymi ludźmi i należałoby z szacunku dla nich zachowywać się odpowiednio do panujących w danym lokalu norm. Oczywiście, wszystko zależy od charakteru miejsca – na dłuższą rozmowę przez telefon można krzywo patrzeć w drogiej restauracji, a nie w nowomiejskiej kawiarni, która dla freelancerów może spełniać rolę mobilnego biura. Są jednak takie zachowania, których nie powinno się tolerować wszędzie. Poza obrzydliwymi i oczywistymi należą do nich również trajkotanie o problemach seksualnych sąsiadki oraz wykrzykiwanie tajemnic handlowych. Mówiąc w skrócie: zachowuj się tak, jakbyś chciał, by inni zachowywali się wobec Ciebie.

2. Zamów coś do picia

Mówi się, że knajpy najwięcej zarabiają na napojach. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale jeśli tak w istocie jest, to na pewno obsługa bardziej doceni klienta, który zamówi coś do picia. Jasne, nic na siłę – jeśli nie jesteś spragniony albo nie masz ochoty na żaden napój z karty, nie ma musu. Chodzi raczej o to, by wyeliminować postawę „knajpy tak dużo tną klientów na napojach, że chyba posiedzę o suchym pysku, by nie dać im więcej zarobić”. Z takim podejściem nie wróżę szczęścia w życiu. Aha, trochę pomijam fakt wody – moim zdaniem powinna być ona darmowa w KAŻDEJ knajpie – zwykła gościnność tego wymaga.

Przeczytaj: „Czy knajpy „zdzierają” na napojach? 5 kroków, jak się o tym przekonać”

picjumbo.com_IMG_7852

3. Pamiętaj, że w knajpie nie pracują roboty, tylko ludzie

Potraw nie przygotowują i nie przynoszą do stolika maszyny. To ludzie z krwi i kości, którzy mają prawo popełniać drobne błędy w pracy. Trudno tolerować większe wpadki obsługi, które wyrządzają klientowi krzywdę (kucharz gotujący posiłek prowadzący do zatrucia pokarmowego, kelnerka oblewająca nas gorącą zupą itd.), ale na drobniejsze potknięcia czasem warto przymknąć oko i wykazać się dozą wyrozumiałości oraz empatii. Jeśli nie potraficie, to mam dla Was małe ćwiczenie: przypomnijcie sobie swój ostatni gorszy dzień w pracy oraz popełnione przez siebie tego dnia błędy. Pomogło?

4. Zostaw napiwek

Dla wielu wciąż sprawa kontrowersyjna, dla innych oczywista oczywistość. Generalnie zgadzam się z Magdą z Krytyki Kulinarnej i uważam, że jeśli wszystko było w porządku, należałoby ten napiwek (ok. 10% rachunku) zostawić. Pozwólcie, że powtórzę: nie kiedy było „wyjątkowo i fantastycznie”, ale kiedy było „po prostu okej”. Dla tych kilku-kilkunastu złotych kelner wcale nie musi stawać na rękach. Gwoli ścisłości: mówię tutaj wyłącznie o Polsce, każdy kraj ma własną kulturę napiwków i warto się do niej dostosowywać.

picjumbo.com_IMG_3750

5. Nie miej roszczeniowej postawy

Odnoszę wrażenie, że hasło „klient – nasz pan” często jest mylnie interpretowane jako „klientowi wolno dosłownie wszystko”. To prawda, że w tym biznesie chodzi o to, aby klient wyszedł z knajpy zadowolony. Tyle że po pierwsze są jakieś granice, a po drugie słowo „klient” w przypadku gastronomii nie jest chyba najtrafniejsze. Sam używałem go w tym tekście nagminnie, ale zrobiłem to specjalnie, by podkreślić różnicę. „Klient” w knajpie jest „gościem”, a jej właściciel i pracownicy nie są „sprzedawcami”, lecz „gospodarzami”. Jedząc gdzieś na mieście, warto o tym rozróżnieniu pamiętać. Gospodarz chce jak najlepiej dla gościa, a gość, jako że nie jest „u siebie” (tylko właśnie „w gościach”), wie, że trzeba zachować się odpowiednio – nie może czegoś zażądać, a może jedynie poprosić. Rzecz jasna, gdy zostajemy zaproszeni na obiad przez rodzinę lub znajomych, to nikt nam nie każe płacić za posiłek. W przypadku konsumpcji w knajpie, gospodarz nie dzieli jednak z nami więzów krwi czy przyjaźni, a mimo to daje nam jeść i pić, więc wypadałoby się za to odpłacić.

Ciekaw jestem, na ile się ze mną zgadzacie? A może dodalibyście jeszcze jakąś zasadę? Piszcie w komentarzach!

  • Sama prawda, ale warto pamiętać, że punkt 5 nie wyklucza „warto domagać swego” – jeśli zamówisz krwistego steka, a dostaniesz suchą podeszwę, to niezwłocznie poproś o wymianę, a nie jedz na siłę, a potem narzekaj (pierwsza sytuacja jest znacznie przyjemniejsza dla obu stron niż druga)

  • Justyna Mleczak

    Z napiwkami też ostrożnie. W niektórych krajach na końcu menu znajduje się informacja, że do zamówienia już „z automatu” jest dopisany dodatek za obsługę, wówczas często pozostawione przez nas napiwki w ogóle nie trafiają tam, gdzie byśmy sobie życzyli; takie rozwiązanie pozwala na rozdzielenie kwoty między całą obsługę (łącznie z kucharzami), a nie tylko wynagrodzenie kelnerów. Jeszcze ważniejszą kwestią jest kultura – są miejsca na świecie, gdzie zostawiając napiwek, po prostu obrazimy obsługującego.

    • Oczywiście pisałem z punktu widzenie knajp W POLSCE. Za mało ze światem jestem obyty, żeby mówić, w jakim kraju napiwki dawać, a w jakich nie. 🙂

      • kpycio

        Zwłaszcza na Węgrzech się z tym spotkałem – praktycznie w każdej restauracji z automatu było doliczone 10% do kwoty posiłku. Też na Ukrainie, ale nie wszędzie. Na zachodzie chyba nigdzie nie zauważyłem, czyli raczej przede wszystkim bardziej wschód, a w szczególności te Węgry. 😉 Swoja drogą strasznie ciekawy kulinarnie kraj.

    • zipperblog

      W droższych restauracjach można po prostu zapytać kelnera czy opłata za serwis jest doliczana do rachunku. Jeżeli tak, to można sobie napiwek darować. Chyba, że chcemy kogoś naprawdę wynagrodzić, albo mamy taki dobry humor.

  • Alicja Borkowska

    Jesli chodzi o napiwki na karcie to warto zapytac kelnera do kogo trafiaja. Jesli napiwki gotowkowe trafiaja do kelnera to te z kart rowniez on dostaje.szczegolnie jesli restauracja jest skomputeryzowana- nie mozliwosci popelnienia bledu :).

    • Jasna sprawa! Jeśli jednak odpowie, że nie wpadają do jego kieszeni, to pozostaje nam się smucić… Dlatego gotówka pozostaje zawsze najlepszą opcją! 🙂

      • Jędrzej

        Wszystko zależy od właściciela knajpy, restauracji itp. Napiwki zostawiane w postaci elektronicznej często są opodatkowane na 23% więc jeśli chcemy zostawić napiwek na karcie trzeba się zastanowić ile gdyż pracodawca odbiera prawie 1/4 tego co zostało nabite i zostawianie 5 zł napiwku mija się z celem. Nie mówiąc o tym, że te pieniądze często gęsto nie trafiają do obsługi więc zgadzam się z ideą gotówkową. Przynajmniej mam pewności, że te pieniądze trafią tam gdzie mają trafić 😉

        • Julia Z.

          i tu się nie mogę zgodzić. Sama pracuję w knajpie i napiwki, które
          nabite są na kartę w 100% idą do mojej kieszeni, podatek płacą
          właściciele. Wystarczy tylko zapytać

          • Jędrzej

            To masz bardzo uczciwego pracodawcę, gdyż ja zawsze miałem odciagany podatek mimo próśb.

          • Chyba po prostu zależy od knajpy. To prawda, że zawsze warto się zapytać, a najlepiej to po prostu mieć przy sobie gotówkę (choćby tylko drobne na napiwek). 🙂

  • Mateusz Lubański

    Nigdy nie byłem wielkim zwolennikiem idei zostawiania napiwków i prawdopodobnie nigdy nie będę. Nie wręczam dodatkowych pieniędzy taksówkarzowi, kasjerce i pani w sklepie za obsługę zgodną ze standardami właściwymi dla danego zawodu, nie czuję więc potrzeby robienia tego w knajpie. Jak ktoś jest nadzwyczajnie miły, sympatyczny i zaangażowany, chętnie coś zostawię, ale nie uważam, że goście powinni traktować to w kategoriach obowiązku. Kwestia indywidualna. Utożsamianie napiwków z elementem gastronomicznego savoir vivre’u w moim odczuciu nie ma sensu. Mogę być nazwany cebulakiem, jasne, ale ja wolę kogoś wynagrodzić napiwkiem niż uznawać to za coś obowiązkowego.

    • Obowiązkiem byłoby to wtedy, gdybyś miał z góry narzucane zostawiane napiwków, nawet dla kelnera niedojdy, który rozbił cztery talerze i nazwał cię śmieciem. Uważam, że nie trzeba być nadzwyczajnie miłym i sympatycznym, by móc zostać nagrodzonym napiwkiem. Wystarczy dobrze wykonywać swoją pracę. Porównanie do kasjerki, której rola w dzisiejszych czasach ogranicza się do roli robotnika pracującego na taśmie, trochę nie na miejscu. 😉

      Swoją drogą, sam nie daję napiwków taksówkarzom, bo nigdy nie jest dobrze. Zawsze mnie zirytują swoją głupią gadką.

      • Kampo

        „Porównanie do kasjerki, której rola w dzisiejszych czasach ogranicza się do roli robotnika pracującego na taśmie, trochę nie na miejscu.” – pozwolę sobie się nie zgodzić. Kasjerka zazwyczaj odpowiada również za sprzątanie sklepu, odbieranie dostaw, układanie layoutu produktów w sklepie, do tego to ona zwykle dostaje po głowie, kiedy coś jest nie tak (nawet jeśli idzie o błąd terminalu płatniczego czy brak dostępności towaru, a nawet w przypadku kradzieży) i pewnie jeszcze zależy od niej dużo więcej obowiązków, niż pamiętam i, szczerze, chce mi się wymieniać. Co tutaj jest nie na miejscu w tym porównaniu?

        • Sprzątanie sklepu, odbieranie dostaw, układanie layoutu produktów – tu nie ma kontaktu z klientem. Pomywacz w knajpie też nie dostaje napiwku za umycie naczyń. 🙂

          • Kampo

            Co nie zmienia faktu, że kasjerka w sklepie to dużo więcej, niż „robotnik pracujący na taśmie” oraz kontakt z klientem też ma. Kontakt kelnera z klientem w uproszczeniu to „Dzień dobry, co podać”, zapisanie zamówienia, przekazanie go do kuchni (gdzie też kontaktu z klientem już nie ma), odebranie zamówienia i przyniesienie go, „smacznego” a potem podanie rachunku. A kasjerka w sklepie również może być bardzo uprzejma i pomocna, a napiwków nie dostaje i tak. Ekspedientka w sklepie obuwniczym, która pomoże znaleźć odpowiedni rodzaj butów, poszuka odpowiedniego rozmiaru na zapleczu oraz przeprowadzi transakcję także nie dostaje napiwków, a kontakt z klientem jest dużo większy. I to nadal jest kasjerka, jakby na to nie patrzeć.

          • Zapomniałem dopisać, że chodziło mi o markety. 🙂 Dobry sklep obuwniczy to już zupełnie inna bajka – i tutaj byłbym gotów dać napiwek. Nie robię tego, bo buty kupuję tylko online. 😉 Druga rzecz, to ciekaw jestem reakcji na ew. napiwek w sklepie obuwniczym. Trudno ocenić, czy zostałoby to dobrze odebrane przez „kasjerkę”, czy źle.

          • Co do sklepu obuwniczego mogę się wypowiedzieć, że byłoby to co najmniej dziwne, bo ludzie tego na ogół nie robią – prędzej robią maślane oczka, żeby dać im rabat, którego nie można dać albo krzyczą przy reklamacjach, kiedy ja osobiście jako sprzedawca nie mam wpływu na decyzje rzeczoznawcy 😀
            Wydaje mi się, że w polskich realiach to byłby raczej podejrzane. Pamiętam, że kiedyś jakiś klient ze Stanów (albo Norwegii, bo szczerze mówiąc to dwóch klientów zagranicznych których zapamiętałam na dłużej) zostawił za dużo pieniędzy, i zabrał buty jeszcze przed wydaniem paragonu i wyszedł, wybiegłyśmy za nim, żeby mu wydać resztę (to było coś około 20-30 złotych), ale machnął ręką i zniknął w tłumie, zanim zdążyłyśmy go dogonić. Nie miałyśmy pojęcia co zrobić z tymi pieniędzmi i zostawiłyśmy je na „czarną godzinę”, gdyby kiedyś zabrakło gotówki w kasie.
            Warto w tym momencie dodać, że nie wzięłyśmy pieniędzy dla siebie ze względu na dość specyficzne szefostwo – gdyby ktoś chlapnął przy nich o tej sytuacji, mogłoby być różnie, więc w tej sytuacji dużo chyba też zależy od „góry” 😉 Sytuacja całkiem podobna do tej z kawiarni, której post wstawiłeś na Facebook’u 😉

    • Na zachodzie przecież napiwki zostawia się we wszystkich typowo usługowych lokalach i to jest rozgraniczenie. Sklep nie, ale restauracja, fryzjer, obsługa hotelu czy kosmetyczka już tak.
      Zupełnie inną kwestią są już Stany Zjednoczone, bo tam napiwek jest obowiązkiem i często jest z automatu doliczany do rachunku. Zostawia się nawet w taksówce.

      • Adam Rafalski

        Bo zarabiają mniej podstawy niż w innych zawodach czaisz? U nas tego nie ma i jest to mylnie podebrany zwyczaj.

        • Nieprawda. Mój fryzjer pracował kilka lat temu w prestiżowym salonie w Londynie (później wrócił do Polski by otworzyć swój lokal) i mówił, że zarobki pracownika są względnie lepsze niż szeregowego fryzjera w Polsce. A w Londynie fryzjer dalej dostaje napiwki. W Polsce nie.

          • Adam Rafalski

            No niebywałe, fryzjer dostaje w LONDYNIE więcej niż w Polsce… szok!

        • zipperblog

          „U nas tego nie ma”

          raczysz żartować? W Gdańsku nie brakuje lokali gdzie jest płacone 5 zł za godzinę brutto podstawy

          a ja u fryzjera zostawiam napiwek jeżeli jest dla mnie miły, potrafi ciekawie zagadać i zainteresować się fryzurą klienta.

  • Kuba Adamczewski

    Na wstępie poproszę o wybaczenie bo nie jestem wielkim fanem blogów kulinarnych i treści, które przekazują. Jako osoba pracująca w gastronomii i znająca kuchnię i pracę taką jaką jest, a nie taką jak postrzegają inni, po prostu mierzi mnie fakt, że ktoś wygłasza opinie mniej lub bardziej trafne, lub o zgrozo całkiem z d.. no. Jednak pomijając moje zapatrywanie się na jakość kulinarnej krytyki blogerskiej w naszej cebulandii tekst wart jest uwagi ze względu na temat, który porusza. Choć duch poprawności politycznej w jakim został on napisany porusza zaledwie czubek góry lodowej, a ten czubek góry skrywa całą kupę łajna i zgnilizny, która zaczyna drążyć społeczeństwo i spędzać sen z powiek prowadzącym biznesy w gastronomii właścicielom . O co chodzi? No chyba mniej więcej o to, że na przestrzeni ostatnich kilku lat wraz z rozwojem rynku gastro, rozwinęła się nieadekwatnie rozbuchana roszczeniowa postawa ludzi. Osobiście odnoszę wrażenie, że takiemu polskiemu Januszowi vel. Krystynie, który obejrzał Kuchenne Rewolucje, Master Chefa, Hells Kitchen czy produkcje podobnego formatu nagle zakiełkowała w głowie wizja siebie jako znaFcy i krytyka kulinarnego. I chodzą takie Janusze po polskiej krainie i wydając 20 ziko czują się jak hrabia na włościach. Janie do burgera poproszę sztućce i serwetę, a i zamienię wszystkie dodatki. Och Janie pełna sala, a ja chcę usiąść TERAZ! Janie, dlaczego przygotowanie posiłku trwa tak długo, bo chyba nie dlatego, że jest pełna sala. Janie, chciałem coś fit i z małą ilością tłuszczu, przyszedłem do knajpy, która mięsem i majonezem stoi, jak to się stało, że teraz boli mnie brzuszek. Janie chyba przyszedłem nie do tego miejsca, do którego chciałem, no to Janie teraz muszę jebnąć im 1 gwiazdkę na fb, to mnie popamiętają… No i takim paszkwilem dochodzimy do momentu kiedy robi się naprawdę mało śmiesznie, przykro i żenująco. Pracownicy na kuchni naprawdę ciężko zapierdalają, nie bójmy się ciężkich słów. Bo zdarzyło się Wam kiedyś nie zjeść śniadania, obiadu, kolacji, przez cały dzień pracując na pełnych obrotach, ba nawet nie ma czasu skoczyć na szybko do toalety, nie wspominając o kawce, ciasteczku, papierosku itp, itd.. I człowiek się stara w pocie czoła dopieścić wszystko, a na końcu ląduje z trzema nowymi jedynkami bo: włos był w talerzu – ale zjadłem wszystko, bo moje mięso blue nie było gorące jak rosół na domowym obiedzie w Pcimiu Dolnym, bo znajomy powiedział, że sztos ale dla mnie chociaż spoko to nie sztos. Była taka książka P. Coelho „Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam” i parafrazując ten tytuł napiszę nad zimnym piwem usiadłem z szefem i płakałem, jak czytałem te wszystkie oceny. Broń Boże nie wymawiam, że ktoś musi dostawać same 5, ale walenie jedynkami na prawo i lewo bo konina w menu, bo kelnerka była zmęczona i nie uśmiechała się dostatecznie szeroko lub za włos w talerzu, stało się nagminne.

    I nikt nie myśli, w kategoriach, że w sumie dopiekając wybranemu lokalowi jedyneczką na fejsbuczku, rzutuje na opinię tego lokalu. Że w ten sposób spadają obroty, knajpa popada w kłopoty finansowe, a na końcu upada i właściciel zostaje czasami z długami na całe życie. PODKREŚLĘ TO PRZEZ CZYSTY EGOIZM LUDZKI, KTÓRY NIE POZWALA CO NIEKTÓRYM SPOJRZEĆ DALEJ NIŻ NA CZUBEK WŁASNEGO NOSA. I jeszcze jedna kwestia, która irytuje mnie osobiście bardzo. Powiedzmy, że blog po fachu z poznaniewa nagminnie używa sformułowań, że jakby było taniej albo więcej to byłoby lepiej.. Możecie mi wierzyć nie byłoby lepiej. Byłoby tylko gorzej. Ludzie kiedy dostają danie mają wbudowany czytnik rodem z marketu i przeliczają to według biedronkowego algorytmu i krzyczą, że drogo. Nikt absolutnie nie przejmuje się tym, że trzeba to przygotować, że produkt dobry kosztuje, że media kosztują, lokal kosztuje, wszystko kosztuje. Pracownik też kosztuje, a to właśnie on jest w wypadkowej tego co dostajecie na talerzu elementem kluczowym bo to od niego tak naprawdę zależy jakość dania.

    Pracownik który ma wiedzę i umiejętności, musi otrzymać zapłatę za swoją pracę i jak każdy inny człowiek chce otrzymać zapłatę godziwą i adekwatną do wykonywanej pracy. I nie wcale nie chce robić na 9pln na zleceniu. A pierdzielenie, że wszystko drogie do tego się sprowadza. Bo jeśli nie da się bardziej przyciąć na towarze to przytniemy na pracowniku i jego pensji…

    Podsumowując, to tak pokrótce, jeśli chcesz być mile widziany w restauracji traktuj innych jak sam chciałbyś być traktowany. Płać, tak jak chcesz by za Twoje usługi Ci płacono. Jeśli masz jakieś uwagi to zgłoś je bezpośrednio do obsługi,z pewnością zostaną one uwzględnione, a błędy naprawione. A jeśli jesteś nie starcza Ci odwagi, do konwersacji z drugim człowiekiem to nie zgrywaj bohatera na fb.

    • Czyli tak w skrócie i dużym uproszczeniu: zgadzamy się ze sobą. 😉

      • Kuba Adamczewski

        w dużym skrócie tak 😉

    • cameel

      Nie ma to jak post sfrustrowanego Janusza z gastronomii narzekającego na innych Januszów, bo mu dali jedynkę na fejsbuniu.
      Taka ściana tekstu z powodu nieprzychylnych komentarzy.
      I ta płynąca z tekstu pogarda dla klientów, którzy mają czelność oczekiwać czegokolwiek od restauracji. No w dupach się poprzewracało ludziom z dobrobytu, bo domagają się jedzenia bez włosów!
      Gdybym wiedział w jakiej to knajpie pracujesz Januszu biznesu gastro, to nigdy bym się tam nie pojawił (oczywiście z grzeczności, żeby nie burzyć twojego kruchego spokoju ducha i nie zmuszać cię do „zapierdalania” o suchym pysku).

      • Kuba Adamczewski

        Odnoszę wrażenie że nie do końca zrozumiałeś idee ściany tekstu. Miała się rozpetac gownoburza prowadząca do kreatywnej dyskusji. Miło ze zdobyles się na odbicie piłeczki i nazwanie mnie Januszem vel. frustratem. O i nie przychodz, nie szukaj. My obsługujemy Gości nie klientów. I mimo paru mniej inteligentnych jednostek, większość dziękuję nam i wraca. A włos w talerzu skutkuje wymiana dania. Dziekuje za swietna motywacje z rana przed rozpoczęciem pracy. Tego mi było trzeba! Have a nice day tey!

        • cameel

          A ja odnoszę wrażenie, że doskonale zrozumiałem przesłanie ściany tekstu. Za parawanem narzekań na zachowanie niezadowolonych gości i argumentów na poparcie tezy dlaczego musi być drogo, skrywa się niebywała pogarda dla ludzi, wręcz do całego społeczeństwa („cebulandia”, „Janusze”, „kupa łajna i zgnilizny, która zaczyna drążyć” to społeczeństwo).
          Ja oczywiście zgadzam się z większością argumentów Maćka Blatkiewicza i uważam, że restauratorom należy się szacunek za ich ciężką pracę.
          Nie zgadzam się natomiast na podejście gastro Janusza, czy tam Kuby, który po przeczytaniu kilku nieprzychylnych opinii, na swój temat, na fejsbuniu, wylewa z siebie tony żółci na ludzi czerpiących wiedzę kulinarną z programów telewizyjnych.
          Jest niezaprzeczalnym faktem rozwój polskiej gastronomii, ale również niezaprzeczalny jest rozwój świadomości gastronomicznej wśród ludzi. Świadczy o tym nie tylko popularność programów kulinarnych, ale chociażby ilość i poziom blogów podejmujących tę tematykę. I nie powinno to, jak napisałeś, „spędzać snu z powiek prowadzącym biznesy w gastronomii właścicielom”, powinno ich to motywować do jeszcze lepszej pracy. Ludziom coraz trudniej wciskać chłam i domagać się za niego krocie i taka sytuacja jest jak najbardziej pożądana. Jak ktoś tego nie rozumie i gardzi ludźmi którzy go utrzymują, bo są tylko „znaFcami” (w przeciwieństwie do jaśnie oświeconego i wszechwiedzącego właściciela) i nie mają prawa krytykować, ten nie wytrzyma konkurencji.
          Wybacz drogi Kubo mój nieco konfrontacyjny ton wypowiedzi, ale jest on niczym w porównaniu z pogardą i jadem który popłynął z twojego pierwszego komentarza.
          PS. „My obsługujemy Gości nie klientów” – a jak przyjdzie klient to go wyrzucisz?
          Sam narzekasz na widownię Kuchennych Rewolucji, a wyjeżdżasz mi z tekstem Gesslerowej o Gościach, a nie klientach 🙂
          Zabawne

      • Zet

        Ten tzw „Janusz gastronomii” pisze najczystszą prawdę o BURAKACH. Zgadzam się z każdym jego słowem. Takie buractwo wynika z tego, że wielu nie dorosło do bywania w knajpach, nigdy nie mieli okazji zaobserwować jak zachowują się rasowi goście w knajpkach innych krajów Europy. A w kwestii ocen – zawsze zaczynam sprawdzanie od opinii z jedną gwiazdką i NIGDY się nimi nie sugeruję, ponieważ moja knajpka ma cztery takie – bo koleżanki mojej córki się na nią obraziły 🙂 Taki psikus a opinia na lata idzie się pi… Uczepiłeś się słów”przenośni” typu włos. To głupie, bo ludzie w knajpach naprawdę zapierniczają od rana do nocy.

    • KELNER PRZYSZŁOŚCI

      Święte słowa, sam jestem kelnerem od kilku lat i naprawdę uwielbiam tą pracę jak i kontakt z gośćmi których mogę miło obsłużyć, zamienić kilka zdań czasem nawiązać może jakiś lepszy kontakt. Bardzo się staram żeby gość czuł się jak u mnie w domu, nie ważne jaki stolik obsługuje każdy jest dla mnie najważniejszy, poprzez rozmowę potrafię się dostosować żeby mój gość czuł się jak najlepiej i wyszedł maksymalnie zadowolony. Mimo tego że słyszę często wiele dobrego na temat mojej obsługi i osoby, cały czas spotykam gosci których na prawdę chciałbym omijać wielkim łukiem. Nie potrafię zrozumieć daje tyle uśmiechu, pozwalam żeby czuli się jak u siebie a oni smutni tacy jacyś, źli, nie dają sobie nawet szansy na to żeby zapomnieć na chwile o tych sprawach co przytłaczają albo żeby na chwile spróbować być miłym i wyrozumiałym, bo robimy kupę dobrej roboty żeby im było dobrze, za co płacą grosze w Polsce a o nagradzaniu tipami juz nie wspomnę. Czas przejrzeć na oczy drodzy goście, nie robimy tego na pokaz czy dla pieniędzy przynajmniej Ja, chodzi mi o to skoro to moja praca niezależnie o tego czy ktoś zostawi napiwek czy nie obdarujcie nas chociaż miłym podziękowaniem i dużym uśmiechem.
      PS pracowałem za granicą jako kelner i poznałem trochę tamtego kulinarnego klimatu gdzie zrozumiałem na czym powinno to polegać. Pamiętajcie że mówimy o Polsce gdzie nie jest wcale tak kolorowo.

    • Ian Kraft

      Jeżeli dostałeś kilka niskich ocen, to pewnie nie ze złośliwości klientów/gości. Jeśli kiepskie knajpy upadają, to świetnie. Dziadostwa na świecie pełno, a GOŚĆ z pocałowałem ręki ma wpieprzać gówno z talerza, bo kucharz zaganiany i głodny? Ręce opadają. Z takim podejściem do ludzi nie powinieneś prowadzić żadnej knajpy.

  • Paulina Michalak

    Trochę nie zgadzam się z napiwkiem. Nigdy nie rozumiałam dlaczego kelner jest tym uprzywilejowanym zawodem i jako jedny właściwie otrzymuje napiwki. Dlaczego nikt nie zostawia napiwku w banku w urzędzie na poczcie czy u kosmetyczki ? Kelner otrzymuje wypłatę tak jak każdy pracownik wiec nie rozumiem dlaczego otrzymuje czasami naprawdę spory dodatek. Jasne są miejsca gdzie kelner zarabia grosze i największa część wypłaty ma właśnie z napiwków. Nadal jednak uważam ze jest to trochę naciąganie a wliczanie z góry napiwku do rachunku jest poprostu naciąganiem.

  • Adam Rafalski

    Sorry, ale co ja tu czytam? W tym kraju nigdy nie będzie normalnie, jeżeli to klient będzie robił więcej niż usługodawca. Tak, mają mi nadskakiwać żeby mnie PRZYCIĄGNĄĆ. Mam masę miejsc gdzie mogę sobie wybrać gdzie zjem. To w ich interesie należy zachęcenie mnie. Napiwek to jest mega absurd. Czyli jeżeli nie dam, to zostanę gorzej obsłużony/odebrany czy jak? Przecież to pracodawca im płaci? Idę sobie do knajpki, załóżmy z dziewczyną i bierzemy sobie coś na obiad, płacę dajmy na to 80zł czyli dniówkę Kowalskiego, a do tego mam dać godzinę-dwie pracy jako napiwek za to, że mi kelner łaskawie przyniósł posiłek? O ile się nie mylę ten zwyczaj powstał (albo spopularyzował się) w USA gdzie kelnerom płaciło się poniżej dopuszczalnego minimum w innych zawodach, tak by zmotywować ich do działania by resztę dostali od klientów. Sorry, ale niech mi napiszą w karcie zatem, że cena tego Kurczaka to nie 25 tylko 30, bo jeszcze napiwek.

    Knajpy nie zarabiają najwięcej na napojach, to absurd. W niektórych macie np darmową wodę i co? Chodzi o to, że to się tak nie psuje jak jedzenie i nie trzeba wyrzucać. I tak, ja nie mam ochotę płacić za to samo picie 10zł gdy w sklepie za rogiem mam to za 2-3zł. Po prostu nie chcę. Ich ceny, ich prawo, ale ja PO PROSTU kupować tego nie chcę, bo mi się to nie kalkuluje.

    • Nigdzie nie napisałem, że to klient ma robić więcej niż usługodawca. Czytanie ze zrozumieniem się kłania. 🙂

      W dobrych knajpach nie masz tego samego picia co w sklepie. Odchodzi więc problem kalkulacji. 😉

      • Adam Rafalski

        Ton Twojej wypowiedzi jest taki, jak gdyby klient wchodzący do restauracji doznawał niesamowitego duchowego doznania niczym w jakiejś świątyni i miał paść twarzą na ziemie.

        Nie wiem, ja tam pomorze zwiedziłem i inne napitki widziałem tylko w knajpach, gdzie idziesz na menu degustacyjne i płacisz 300zł za osobę. Recenzji takich jednak od lat na tym blogu nie widzę.

        • No to słabo na tym Pomorzu musi być. Zapraszam do Poznania. 😉

          • Coocharz

            No Poznań i Wawka akurat najlepiej chyba stoją, to nie ma co siędziwić

        • Ania Cylka

          bo buraki są wszedzie i na pomorzu też się trafiają tacy jak Ty. Pracowałam kilka lat w Szczecinie jako kelnerka i na całe szczęście mogę zaprzeczyć tym bzdurom

    • Gdybym miała knajpę to zrobiłabym wszystko aby klientów z takim nastawieniem jak Twoje za żadne skarby świata nie przyciągać 🙂

      • cameel

        I właśnie dlatego nie masz i nie będziesz miała knajpy.

        • W zasadzie to nie. Jedynym powodem dla którego nie będę jej miała jest to, że kompletnie mnie ten biznes nie interesuje od tej strony.

      • Adam Rafalski

        Ale jakie jest moje nastawienie? Moja wizyta w knajpie wygląda mniej więcej tak, że zajmuję sobie mały stolik, wybieram żarcie, czasem jakieś piwo do tego jak mają dobre. Dostaję, zjadam i wychodzę. Jak dobre to zostawiam 5 np na fejsie, jak niedobre to piszę im uwagi. Z samego lokalu wychodzę szybko i bez marudzenia. No ale tak, nie pokłoniłem się kelnerowi za to, że wykonał swoją pracę i nie dałem mu 15% przez które granica zadowolenia z posiłku u mnie spada.

        A gdzie najczęściej zostawiam napiwek? Np w turystycznych miejscowościach w budkach, gdzie pracują np 3 dziewczyny non stop bez chwili przerwy, po 30 osób w kolejce ciągle. Wtedy kilka zł do słoiczka ode mnie leci 🙂

        NIKT z Was absolutnie nie jest w stanie polemizować z tym co napisałem.

        • Oczywiście, że nikt, bo to Twoje pieniądze i robisz z nimi, co chcesz. 😉 Uwierz mi, że ostry zapierdol jest nie tylko nad morzem. 😉

      • Coocharz

        Tyle, żę chcąc nie chcąc większość tego co napisał koleś wyżej, jest prawdą. A to, że ktoś chciałby żeby bylo super miło i w ogóle, to druga sprawa

    • Sebastian Siabadulu

      ^^^ Don’t be like this guy ^^^

      • Adam Rafalski

        Bo? Argument, ze dwa, jakiekolwiek…

    • zipperblog

      knajpy nie narzekają na brak klientów więc nie jest im potrzebny janusz twojego pokroju, naprawdę nie zbankrutują bez ciebie , cebulo xD

  • Drago

    Wymaganie napiwków to idiotyzm. Dlaczego mam zostawiać napiwek osobie, która podaje mi jedzenie, ale nie listonoszowi, pracownikowi sklepu, nauczycielowi? Czyli, na dobrą sprawę, osobom, których praca więcej wnosi do mojego życia? Dlaczego mam się przyczyniać do tego, że pracodawca będzie płacił swoim pracownikom mniej, ‚bo z napiwków dostaniesz’? Bzdura. W Stanach doprowadziło to właśnie do tego, że kelnerzy mają ogromny problem z utrzymaniem się, jeśli nie dostaną napiwku. W Japonii napiwki są nie do pomyślenia, to pracodawca jest odpowiedzialny za wypłatę i potwarzą jest sugerowanie, że nie płaci im wystarczająco. W swojej pracy robię dużo więcej, niż kelner, ale nie domagam się napiwków. Domagam się odpowiedniego wynagrodzenia ze strony pracodawców.

    • Ależ ja napiwków nie wymagam! Mówię tylko że obecnie w Polsce jest to taktowne zachowanie. 🙂

      A z listonoszem strzelasz w stopę, bo znam takich, którym emerytki chętnie dają napiwki. 😉

      • Adam Rafalski

        Taktowne? Chyba modne, szpanerskie? Nie bardzo widzę co w tym taktownego. Taktowne to jest powiedzenie dzień dobry starszemu sąsiadowi.

        Masz bardzo głupawy sposób rozumowania w stylu „widziałem gdzieś coś raz więc wszystko co ktokolwiek napisał, a się nie zgadza nie ma prawa bytu”

        Równie dobrze hajs możesz dawać przechodniom.

        Ode mnie napiwek poleci tylko i wyłącznie jak będę pełen podziwu dla czyjejś pracy. Tak to preferuję % pensji dać na potrzebujących, reszta jest moja bo na nią zapracowałem

        • Masz bardzo głupawy sposób rozumowania, wydając opinie o sposobach rozumowania innych na podstawie…. Eeee? Na żadnej podstawie. 😉 Reszty nie skomentuję, bo musiałbym być nietaktowny. 😉

        • Mr. Porpoise

          Oj Panie Rafalski… Nie chce Pan dawać napiwku, to Pan nie daje. Ja czasem chce dać i sprawia mi to przyjemność, to daje. I tak, taktowe jest za miłą obsługę dać napiwek. Nie musi to być duża kwota, czasem wystarczy 2 zł. Czy trzeba? Nie trzeba. Czy można? Jasne że tak! Pan zrobi ze swoimi pieniędzmi co chce, bo Pańskie. Jednak ocenianie, co ktoś inny robi ze swoimi, jest nie na miejscu! 🙂 Proszę rozdawać hajs przechodniom, niewidomym, bądź wrzucać do stawu… nikogo to nie interesuje, bo to Pańska kasa 😉

      • Drago

        Nie, to nie jest taktowne, kelnerzy i właściciele knajp desperacko forsują ten zwyczaj, bo ci pierwsi chcą mieć godną wypłatę (która im się należy), a drudzy chcą przyoszczędzić. I to robią, przez prezentowane tutaj podejście. Nadal zdarzają się oferty pracy za 5 zł za godzinę ze względu na takie właśnie przenoszenie odpowiedzialności.

        „Znam takich”. Ilu znasz? Jaki to procent w stosunku do populacji? Zapewne bardzo niewielki, ja nigdy w życiu nie spotkałam osoby dającej napiwki listonoszom, a jestem od Ciebie starsza, więc jakby nie było widziałam trochę więcej. Swoją drogą to już prędzej listonosz powinien dostać napiwek, niż kelner. Kelnerowanie to ciężka praca, ale są setki gorzej płatnych, bardziej odpowiedzialnych i potrzebniejszych zawodów.

        • Ale wiesz, że wzrost pensji kelnerów oznacza równocześnie wzrost cen dań w restauracji? I to nie o te zwyczajowe 10%, tylko znacznie więcej. 😉 Klient straci, kelner straci, bo pewnie i tak zarobi mniej niż przy starej pensji z napiwkami, a najwięcej zarobi fiskus i ZUS. 😉

          Co do listonoszów. Znajomy był nim przez jakiś czas, przy roznoszeniu emerytur zawsze coś dostawał od emerytek. 😉

          • Drago

            A to, że US i ZUS zarobią najwięcej, to już inna sprawa. Natomiast wolę, żeby potrawy były droższe, niż żeby ktoś próbował mnie przymuszać do płacenia napiwków i jeszcze tłumaczył to ‚kulturą’. Zasady prowadzenia interesu oraz chodzenia do knajp są proste: nie stać cię, to nie otwierasz biznesu, w którym musisz kogoś zatrudnić/nie stać cię, to nie chodzisz do drogich knajp, albo odkładasz sobie kasę na tego rodzaju wyjście raz na jakiś czas.

            Jeden znajomy, litości…

        • Mr. Porpoise

          Pewnie, tylko że kelnerowanie to taki zawód, z którym tradycyjnie wiąże się kwestia napiwków. I żadne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni. Jasne, że przez okres PRL tego pewnie nie było w takiej skali, bo i restauracji było tyle, by policzyć na palcach jednej ręki (mowa o prawdziwych restauracjach, nie miejscach dancingów, czy jadłodajniach… ) Ot za dobrą usługę, jeśli klient jest zadowolony, czasami się coś dorzuca. I to coś, zwie się napiwek. Jest to coś dobrowolnego, lecz taktownego. Pamiętajmy, że taktowne, nie znaczy obowiązkowe.

    • zipperblog

      zawsze mnie rozczula jak w takim temacie jeden burak z drugim czuje się obrażony tym, że inni dają napiwki xDDD

      nikt ci cebulaku nie każe niczego dawać. Nikogo też nie obchodzi komu i dlaczego nie dajesz napiwków xDDD

      • Cerbin

        Mnie tak samo rozczula kolejny Sebix wyrzucający innym od buractwa i cebulaków 🙂 Ludzki odpowiednik ratlerka z przerostem ego 🙂

    • Ania Cylka

      bo kelner w Polsce zarabia podobnie do skali zarobkow w Stanach – od 5 do max 8 zl/h, wyższe kwoty to naprawde wyjatki. Idz dziecko popracuj w gastro miesiac to nabierzesz ogłady

  • seevietz

    Dla mnie niesamowicie irytujący są goście, którzy w knajpie typu burgerownia,(lub innej gdzie konsumentów przewija się bardzo wielu, w bardzo krótkim czasie) siedzą przy posprzątanym już przez obsługę stoliku, po zjedzeniu rzeczonego burgera i nad resztką wody w buteleczce gawędzą sobie w najlepsze, jednocześnie widząc obok ludzi, którzy mają już swoje jedzenie, ale nie mogą go zjeść bo nie ma wolnego stolika.

    • Bardzo celne! Trzeba pamiętać, że niektóre knajpy pomyślane są na szybki „przemiał” klientów (np. burgerownie), a są takie stworzone do posiedzenia i gawędzenia (choćby kawiarnie). W każdym lokalu obowiązują nieco inne normy i warto ich przestrzegać. 🙂

    • zipperblog

      dobrze powiedziane. Najlepsze są laseczki i panowie, którzy przychodzą np. do Manekina (hehe) z laptopikiem, zamawiają szklankę wody i pracują tam kilka godzin.

      Zero wyczucia.

      • Generalnie zamówienie szklanki wody w takiej sytuacji jest słabe. Często chodzę popracować „na mieście” (czasem muszę zmienić otoczenie, bo nie daję rady w domu) do kawiarni / śniadaniowni i ZAWSZE zamawiam coś do picia + coś do jedzenia. A jak siedzę dłużej, powyżej 2 godzin, to jeszcze coś domawiam. Nigdy nikomu do tej pory nie wadziłem. 🙂

        • Coocharz

          No bo jak to tak…. siedzisz gdzie dają fajne żarcie i nic nie wziąć:P A jak kasy nie ma, to się czlowiek tylko wkurza na zapachy

  • Sebastian Siabadulu

    Moi drodzy, jest taka jedna bardzo dobra zasada w życiu – wszystkim, którzy wykonują dla was jakąś usługę (i wykona ją dobrze), kelnerom, fryzjerom, taksówkarzom, gościom na stacji, itp. zawsze zostawiajcie napiwek. To was może bardzo daleko zaprowadzić w życiu. Oczywiście w kraju w którym się napiwek zwyczajowo zostawia. Bo jak się zwyczajowo nie zostawia to nie róbcie z siebie amerykańskich turystów szastających głupio zielonymi bo wyjdziecie na śmiesznych.

  • Co do napiwków, to szczerze wolałbym, żeby jako-takie przestały istnieć, a cena jedzenia była po prostu wyższa. Bo są kłopotliwe: trzeba mieć te drobne (a nie zawsze się ma, albo tyle ile trzeba by mieć) albo prosić o doliczenie ich do rachunku, a to znowu jakoś średnio dla mnie psychicznie komfortowe, dla kelnerów, mam wrażenie, czasem też.

    • Jest to jakieś rozwiązanie. 😉

    • Mr. Porpoise

      Hmm… nie wiem, według mnie kwestia obycia i tyle. Trzeba sobie uświadomić, że to żaden obciach zapytać, czy kelner może sobie doliczyć przy płatności kartą, bądź dać cokolwiek. Żaden obciach w sumie czasem nie dać nic. Ot tak już jest. Ja daje przynajmniej te 10%. Dziś kelnerka dała do zrozumienia, że kartą doliczanie to tak średnio… więc miała szczęście i do rachunku za niecałe 50 zł, dostała do ręki 10 zł napiwku. Ot tak bywa i już. W ogóle uważam, nie ma się co spinać, tylko potraktować kwestię zupełnie normalnie, tak na luzie. Napiwek to żaden obowiązek… ja uważam, że raczej przyjemność. Tak po prostu. Jak była zła obsługa, nie daje w ogóle. Jak była taka po prostu, zwyczajna, to coś dorzucam, zależnie jak mi akurat pasuje do rachunku 😛 . Jak była dobra, to minimum 10-20 zł daje. Bo dlaczego nie? Moje pieniądze, robię z nimi co chcę 😉

  • Adam Rafalski

    Jeszcze chciałbym zapytać: czy waszym zdaniem jeżeli codziennie przychodzę do jakiejś knajpy, chwalę ich jedzenie i cenię, nie zostawiam jednak napitku i rzadko zamawiam coś do picia (akurat co ciekawe nie przepadam za piciem podczas jedzenia, nietypowe, wiem) to jestem niemile widzianym klientem? Bardzo interesujące

    • Każdy ma swoje upodobania. Jak zresztą napisałem: nic na siłę. Jeśli nie chcesz, to nie bierz. 😉

  • Bartlomiej Huk Hukos

    Ja akurat napiwki zostawiam zawsze. Zawsze to znaczy za porządny serwis, czy poziom usługi niezależnie czy to fryzjer, czy taksówkarz, barman, czy kelner. Nie chcę być źle zrozumiany, że z tego powodu się wywyższam, czy coś. Po prostu stwierdzam fakt, że lata pobytów na emigracji (Anglia), a w szczególności Usa wyrobiły we mnie niejako machinalny nawyk dawania napiwków za dobrze wykonane usługi. Ja nie zbiednieje, a może komuś po drugiej stronie uprzyjemnie dzień. Małymi krokami budujmy lepszą Polskę hahahah (patetyczny koniec).

  • Popracowałam trochę w gastro w punkcie z kawą i naprawdę czasami ciężko o ludzki uśmiech. Uważam, że on wiele zmienia ;). Poza tym rady przydatne.

  • Wanda Rybka

    Jako że w trakcie studiów pracowałam przez pewien czas w jednej z poznańskich restauracji to czuję się niejako wywołana do tablicy tym tekstem, więc dorzucam swoje trzy grosze: jeśli chodzi o te nieszczęsne napiwki to zanim zaczęłam pracę w knajpie raczej ich nie dawałam, obecnie daję zawsze, tak jak napisałeś – gdy wszystko było w porządku. Pracując w restauracji w weekendy, od pon do piątku żyłam za weekendowe napiwki, a wypłaty odkładałam; nawet te 3-4 złote zostawione na stoliku robiły różnicę po wymnożeniu tego przez kilkanaście czy kilkadziesiąt stolików obsłużonych danego dnia. Inna sprawa, że nigdy nie traktowałam tego w ten sposób, że napiwek mi się należy i już – jeśli ktoś go zostawił to było bardzo miłe, ale nigdy nie uważałam że jest to obowiązek gości. Powiem więcej – lepiej nie dać napiwku wcale niż rachunek wynoszący powiedzmy 98,80 zapłacić stówką i rzucić wielkopańskim gestem „reszta dla pani”, a tak się często zdarzało 🙂 odbierałam to jako sposób na pozbycie się drobnych z portfela, a nie forma podziękowania 🙂 w przypadku płatności kartą – wiele osób po prostu pytało, czy napiwki z karty trafiają do nas i po zapewnieniu że tak, prosiło o doliczenie jakiejś kwoty.
    A co do napojów – rzeczywiście są sprzedawane z największą marżą – ale to właściciel się cieszy, gdy ktoś zamawia coś do picia, a nie obsługa 🙂 u nas właściciel zawsze powtarzał, żeby pytać o napoje przy wręczaniu kart, jeszcze zanim ktoś na dobre się rozsiądzie, ale raczej tego nie robiłam, bo nie lubię takiej nachalności – jak ktoś jest spragniony, to sam z siebie zamówi
    Jej, rozpisałam się, ale wreszcie mogę się wyżalić, może nawet ktoś przeczyta – chciałam jeszcze zaapelować: bądźmy uprzejmi ludzie! Byłam w szoku, ilu osobom nie przechodzi przez gardło zwykłe „dzień dobry”, „dziękuję”, nie wspomnę już o odwzajemnieniu uśmiechu… W ogóle jest to chyba problem poznaniaków nie tylko w knajpach, ale w sklepach na ulicy itd. Co ciekawe, to zdecydowanie kobiety mają większy problem ze zwrotami grzecznościowymi, uśmiechem itd., ciekawe czemu? Ufff… skończę na tym, bo to i tak chyba najdłuższy komentarz jaki w życiu napisałam w necie. Dzięki za ciekawy tekst i pozdrawiam!

    • Co do napojów i tego, że to się właściciel cieszy – no tak, to prawda. Tekst nie dotyczy tylko bycia mile widzianym przez szeregową obsługę. 🙂

      Dzięki za miłe słowo! 🙂

  • zipperblog

    Rzadko zamawiam coś do picia. Nie mam zamiaru przepłacać na 1000% marżę knajpy. Natomiast napiwki zostawiam, jeżeli nie muszę się dopraszać o podejście do stolika.

    • Jeśli chodzi o napoje, to teraz widzę, że tę kwestię poruszyłem trochę zbyt ogólnie. Nic mnie bowiem nie denerwuje bardziej w knajpie, niż lista rzeczy do picia, oparta na napojach typu Cola, Fanta, Sprite, Kropla Beskidu (wszystko 200 ml), piwie Lech i herbacie Lipton. To jest takie pójście na łatwiznę, że nie dziwię się, że wielu klientów nie ma zamiaru płacić za takie rzeczy.

      Dlatego doceniam, gdy knajpy mają w karcie „coś własnego” do picia, np. robione na miejscu lemoniady (wiadomo, z nimi bywa różnie, ale przy tej pierwszej wizycie z chęcią zamówię, by sprawdzić). Albo gdy mają w ofercie napoje czy piwa, które nie są dostępne w KAŻDYM sklepie spożywczym. Wtedy ew. wysoka marża mnie nie mierzi.

      No i zawsze doceniam miejsca, w których podaje się dobrej jakości zieloną herbatę JUŻ ZAPARZONĄ (i zaparzoną DOBRZE). Wciąż się spotykam ze zwyczajem podawania wrzątku i torebeczki. Kiepskie to.

      • zipperblog

        O, to też prawda. Jak zamawiam herbatę i dostaję liptona w torebce i wrzątek i za to mam zabulić 7 zł to jest mi głupio, żę taki ze mnie frajer.

        Za fajny imbryczek z zieloną herbatą naparzoną porządnie chętnie zapłącę. Za piwo z lokalnego browaru, regionalne wino czy nawet soki z pobliskiej fabryki też jestem skłonny wybulić.

        ale nie za tymbarka i liptona.

      • Coocharz

        Jeden z niewielu rozsądnych postów, które napisałeś w tym temacie

  • Anna Kuskiewicz

    Dodałabym jeszcze, żeby pamiętać o tym, że kelner/ka to tylko pośrednik między klientem a kuchnią. I że oni nie mają wpływu na to jak długo czeka się na posiłek, jak ten posiłek wygląda, czy jest przygotowany „tradycyjnie” czy są w nim jakieś obejścia jak np. carbonara ze śmietaną czy kawa wiedeńska z nutellą. Serio, uwierzcie, że oni nie mają to na wpływu, to nie oni ustalali przepisy, robią to co im odgórnie szefostwo narzuciło. Także wszelkie frustracje z tym związane lepiej wywalić na menagera lokalu niż na nic winną obsługę.

    • Coocharz

      Każdy jest odpowiedzialny za posiłek. Kelner ma wiedzieć co się dzieje, wiedzieć co podaje. Przepraszam, ale ja widzę, że tu się coraz mniej wymaga od kelnera, a coraz więcej chcecie mu dawać. I mówię to jako były kelner

      • Anna Kuskiewicz

        A niech mi pan powie w jaki sposób kelner jest odpowiedzialny za recepturę dania? Bo z tego co mi się wydaje to w żaden sposób.

        • Jest odpowiedzialny za to, żeby wiedział, co podaje.

          • Anna Kuskiewicz

            Przepraszam bardzo, ale panowie chyba mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem (po dziennikarstwie nie powinno coś takiego występować ;)). Ja nie mówię, że jest okej, gdy klient się pyta o danie, a kelner mówi, że nie wie. To coś zupełnie innego. Mam na myśli sytuacje, gdy kelner przynosi zamówienie, a klient zaczyna po nim jeździć tekstami, że co to ma być, że tak się nie podaje, że kto to widział, że to danie robi się zupełnie inaczej. Bo albo ja się nie znam(aczkolwiek doświadczenie w tym temacie mam) albo z takimi pretensjami to do szefa kuchni lub do menagera lokalu się chodzi.

          • Daruj sobie docinki o ukończonych studiach.

            Jeśli zapytałbym kelnera przed zamówieniem, czy ta carbonara jest ze śmietaną, to on musi poprawnie odpowiedzieć – o to mi chodzi. Na poziom dania nie ma wpływu, to jest jasne jak słońce. 😉

          • Anna Kuskiewicz

            No, w końcu się zrozumieliśmy! 😀 Bo ja braku wiedzy kelnerów nie broniłam w żadnym wcześniejszym zdaniu 😉 A wspominam o tym dlatego, że niestety ja i moje koleżanki nie raz zbierałyśmy mało sympatyczne opinie związane z tym co przyniosłyśmy klientom. I niestety żałuję, nie dla każdego jest to tak jasne jak dla ciebie.

          • Niesmaczne jedzenie rodzi złe emocje. Ostatnio zjadłem najgorszego burgera w życiu. Był paskudny. Stwierdziłem, że nie dam napiwku i powiedziałem to na głos. Na całe szczęście zostałem naprostowany przez znajomych: kelnerce napiwek bez dwóch zdań się należał, nie jej wina, że kucharz tak wysmażył wołowinę na podeszwę.

            Do czego zmierzam? Do tego, że pod wpływem złych emocji działa się impulsywnie i z człowieka potrafi wyjść dość bucowata strona. Nie chodzi o to, by być na nią wyrozumiały, piszę tylko, skąd się to czasem bierze. W takich sytuacjach warto mieć kogoś rozsądnego przy boku. 🙂

          • Anna Kuskiewicz

            Może to działanie impulsywne, a może właśnie to o czym pisałam, że zapomina się, że kelnerka to pośrednik między kuchnią a klientem. Jednakże, czuję, że ty mimo wszystko, nie zacząłeś prawie krzyczeć na niczemu winną kelnerkę. Bo w moich przypadkach było tak praktycznie za każdym razem, gdy klient miał jakieś zastrzeżenia do dania.

  • Ania Cylka

    Maciek, jak zobaczyłam tytuł tego posta od razu wiedziałam, że będzie gównoburza w komentarzach. Nie chcesz dawać napiwku – nie dawaj, ale już burzenie się że jakim prawem w ogóle kelner dostaje napiwek, że jest to niesprawiedliwe i bezsensowne to szczyt buractwa. Ah cebula cebula…. (napiwek zostawiam zawsze [a nie kurwa napitek wtf?!] chyba, że obsługa jest słaba, naburmuszona, mega powolna mimo braku ruchu itd. Jesli kelner popelni blad ale widac po nim ze stalo sie to nienaumyslnie i przeprosi – zostawie napiwek nawet po oblaniu sokiem. Bo skoro stac mnie na wydanie 50 zl w restauracji to naprawde od 5 zlotych wiecej reka mi nie zwiednie.) Co do placenia karta – wszedzie gdzie pracowalam napiwek zostawal w kieszeni obslugi, dlatego ze kase rozlicza sie na podstawie bilansu gotowki i platnosci z terminali. Mozna „zmienic” sposob platnosci (w komputerze lub przy rozliczeniu) i odebrac naleznosc w gotowce. Jesli tak sie nie dzieje to po prostu oszustwo ze strony wlascicieli. Pracowalam tez w sieci restauracji gdzie w przypadku wystawienia faktury zabierano 50% napiwku – jesli napiwek rowniez znajdowal sie na fakturze jako obsluga kelnerska. Ale wtedy po prostu informowalismy o tym gosci 😀
    Znalam tez kelnera ktory zagranicznym gosciom zawsze dopisywal na rachunku service not included please add 10%. Ale to już buractwo z kelnera wychodzilo 😀

  • tangerineseed

    widać od razu po komentarzach kto choć dzień popracował w gastronomii 😉 Maciek, dobry tekst i jakże ważny, bo niestety nadal są osoby, które mają wątpliwości jak się zachować i dla nich na pewno był pomocną wskazowką. (tu mój komentarz powinien się skończyć, ale nie byłabym soba bez ciągu dalszego 😉 )

    Oczywiście są też osoby, które nie maja żadnej wątpliwości jak się zachować (ale nie w pozytywnym sensie) i z nimi nie ma co prowadzić dyskusji. Właśnie niestety pokutuje to nastawienie, że jak ktoś się po knajpach prowadza to go stać (czyli że jest PAN) i jest niczym Siara z Killera i toteż kelnerzyna ma wokół niego na uszach stawać, a on się zastanowi czy tym razem wynagrodzi go za to 50groszówką czy nie. A jak wynagrodzi to niech jeszcze całuje po rękach.

    Jak płacimy za obiad 50 złotych to naprawdę nikomu d**a nie pęknie jak dołoży piątkę. Jak cię nie stać na napiwek, to dalej do Lidla (taniej i WIĘCEJ!) po rarytasy z gazetki i gotuj co Okrasa poleca niczym majsterszef z telewizji, a następnie żonę w ramach napiwku klepnij w d**ę, bo pozmywać twoje talerze to przeciez jej psi obowiązek.

    Ja myślę, ze z tymi napiwkami tak jak i z kulturą osobistą w innych dziedzinach. można ją mieć, a można nie mieć i usprawiedliwiać tysiącem wywodów dlaczego nie bo nie i już.

    • Coocharz

      Więc wyganiasz kogoś do Lidla, bo go stać na obiad w knajpie, ale na napiwek już nie. No faktycznie masz kapitalne podejście do ludzi; już lecę Ci za to dopłacić. Bardzo głupie i roszczeniowe (z nie wiadomo jakiego powodu)

  • Coocharz

    Zauważyłem, że wbrew temu co piszecie, jedyne osoby, które reagują agresywnie i obrażają to są ci, co nie mogą pojać, że ktoś napiwków dawać nie chce.

    Ja chciałbym się odnieść do samego artykułu, który jest pełen bzdur i przekłamań. Po pierwsze gdy mam budżet 30zł i chcę zjeść na mieście – wyobraźcie sobie – mam zamiar wydać nie więcej niż 30 (no bo jak inaczej?). Według tego artykulu, musiałbym kupić wpierw picie (dajmy na to 10zł), przystawkę, pewnie ze dwa dania (15zł, 2×25) i dać jeszczę z dychę napiwku (nie wiem za bardzo za co). Sorki, ale to wolę teraz się „pogłodzić” przez parę godzin, niż potem umierać parę dni, bo wydałem za dużo w knajpie, bo tak wypada.

    Natomiast najciekawsza kwestia jest zarabiania na napojach. Niestety autor tutaj perfidnie oszukuje. Wyrobiłem sobie porządne znajomości wśród właścicieli restauracji i personelu (a dzięki temu zdobyłem wiedzę potrzebną do dyskusji tutaj), jako że miałem okazję kelnerować w czterech knajpach przez lata (wakacyjna praca, dorabianie na studiach itd) gdzie koszt dania wahał się powiedzmy od 20 w najtańszej do 100zł (steki) w najlepszej knajpie. Otóz moi drodzy napoje, kawa itd mają taką cenę BY UNIKNĄĆ sytuacji gdy ludzie przychodzą (dajmy na to jakieś młodziaki) zając stolik na 2h, a przy tym zamawiają sobie jeden soczek i dwie słomki. Wtedy faktycznie knajpa z tego niewiele ma. Jako, że jest to dozwolone i wyprosić takich gości nie można, to postanowiono podnieść ceny napojów. Dodam też, że nie w każdym kraju ceny picia są tak wysokie (inna kultura np picia kawy w knajpie, np Włochy). Tak czy siak napoje super tanie być nie mogą, bo knajpy także nie płacą za nie tak mało jak duże sklepy.

    I tak, jako kelner nie widzę żadnego sensu w gadaniu, że napiwek to jest obowiązek. Tak, fajnie było go dostać, bo któż nie lubi pieniędzy? Wykonywałem już jednak o wiele cięższe zawody i nie bardzo rozumiem, dlaczego w jednym mam mieć dodatek do pensji, a w innym nie. Podstawy i tak zarabiałem tyle co jakiś sklepikarz itd. Ktoś pisał o róznicy w wypłacaniu pensji w USA i Polsce i to też jest prawda.

    Na koniec dodam, że najżałośniejszy obrazek jaki widziałem, to moje koleżanki z pracy „poprawiające” sobie dekolt jak do knajpy wchodziły np stare dziady z Niemiec :). O tak, za to należy się napiwek jak nic!

    • 1) Jak masz budżet 30 zł, to go wydajesz, jak chcesz. Przy takim budżecie, zwyczajowo zostawiasz 3 zł napiwku. W takich miejscach raczej nie żyją z napiwków. 🙂

      2) Tak, wątek napojów wymaga rozszrzenia. Jutro będzie o tym wpis.

      3) Nigdzie nie piszę o OBOWIĄZKU.

      4) Pełna zgoda. 😉

  • Coocharz

    Dodam też, że jestem zawiedziony poziomem tej strony po latach. Zmieniła się w jeden wielki artykuł sponsorowany, robiony przez kolesia, któremu wydawało się, że jest raperem, a teraz że jest krytykiem kulinarnym. Ta strona nigdy nie będzie opiniotwórcza tak długo jak on sam ją prowadzi i dostaje regularnie w łapę

    • Nie jestem krytykiem kulinarnym. Piszę o tym, co jem. I nie biorę w łapę. 😉

  • Tuturutu

    Pracowałam w znanej sieciówce z pizzami (nawet przewinęła się na tej stronie w jakiejś recenzji) za 5,50 zł na godzinę. Podczas rozmowy o pracę obiecywano wysokie napiwki, po czym trafiłam na lokal, który raczej wiał pustkami, a nawet jak przychodzili goście to nie byli chętni do napiwków. I naprawdę frustrujące jest, gdy po 10 godzinach pracy na nogach (bo nie ma sytuacji, że nie ma co robić) w rozliczeniu widzisz „55 zł”. Nie zachęcam do napiwków, uważam, że to one zepsuły pracodawców w gastronomii. Liczą na kasę od gości lokalu zamiast sięgnąć do własnej kieszeni, by zapłacić tyle, ile się należy. Podejrzewam jednak, że taka sytuacja zostanie jeszcze na długo, więc ja za dobrą obsługę zostawiam tip, bo byłam po tej drugiej stronie.

    • 5,50 zł / godz. to jakiś skandal.

      • Tuturutu

        Po pół roku podwyżka na 6zł! Oczywiście zgadzam się, takie stawki są skandaliczne. Pracodawcy pozwalają sobie na nie, bo w lokalach w dobrej lokalizacji napiwki wynoszą 100-200zł dziennie.