Wyszukiwarka

Czy knajpy „zdzierają” na napojach? 5 kroków, jak się o tym przekonać

To dość drażliwa kwestia. Jak jest naprawdę?

Istnieje przekonanie, że lokale gastronomiczne najwięcej zarabiają na napojach. W wielu przypadkach jest to na pewno prawdziwe stwierdzenie – marża na jedzenie często rzeczywiście bywa niższa.

Szczerze mówiąc, dopiero niedawno zainteresowała mnie ta kwestia. W opublikowanym jakiś czas temu artykule „Jak być mile widzianym klientem w knajpie?” napisałem, że w knajpie wypada zamówić coś do picia. Oczywiście, nic na siłę – jeśli nie jest się spragnionym, to mija się to z celem. Aczkolwiek warto pamiętać, że w większości miejsc siedzimy dłużej niż 15 minut i chęć napicia się może pojawić się, nawet jeśli nie w związku z jedzonym daniem, to ze zwykłym upływem czasu.

Choć najbardziej kontrowersyjnym stwierdzeniem z tamtego artykułu pozostała kwestia zostawiania napiwków, to i w sprawie napojów pojawiło się kilka ciekawych głosów. Choćby taki, że po co mamy zamawiać coś do picia w knajpie, skoro w Żabce obok dokładnie to samo można kupić kilka razy taniej. Pomijając oczywistą rzecz, że czym innym jest sklep spożywczy, a czym innym lokal gastronomiczny i nie wolno wymagać takich samych cen i tu, i tu, to wbrew pozorom w takim komentarzu jest sporo racji.

Zmusiło mnie to zdanie do myślenia. Jak jest z tymi napojami – knajpy wołają za nie za wysokie kwoty i robią ludzi w balona? Doszedłem do tego, że problem jest o wiele bardziej złożony i nie dotyczy lokali gastronomicznych jako ogółu.

Zanim krzyknie się, że jakaś knajpa „zdziera” z biednych klientów, warto odpowiedzieć sobie na 5 prostych pytań.

1. Czy w knajpie jest darmowa woda?

W niektórych krajach norma, w Polsce ewenement. Uważam, że w każdym miejscu, które jest czymś więcej niż food truck czy bar mleczny, woda powinna być dodawana do każdego zamówienia całkowicie za darmo. To nie musi być woda źródlana sprowadzana z drugiego końca świata, może być to nawet kranówka, o ile ujęcie wody spełnia wszystkie normy.

I to nie jest tak, że mając darmową wodę, biedna knajpa nic nie zarobi. We wszystkich lokalach oferujących darmową wodę, w których jadłem, zawsze zamawiałem coś jeszcze do picia. I goście przy sąsiednich stolikach także. Pora wyłączyć stereotypowe myślenie, że klient to typowy cebulak, który chce zjeść i napić się jak najtaniej.

2. Czy w karcie są własne napoje?

Kwestia fundamentalna. Całkiem inaczej patrzę na miejsca, w których napoje się przygotowuje, niż na takie, w których oferuje się jedynie gotowce. Niech to będzie wyciskany sok z pomarańczy lub zwykła lemoniada. Inaczej płaci się dyszkę za takie „rarytasy” niż dychę za Coca Colę. A jeśli w lokalu przygotowuje się coś bardziej wymyślnego, jakieś koktajle, drinki lub poprawnie zaparza się dobrą zieloną herbatę, to już jestem w niebie i wybaczam brak darmowej wody. Oczywiście, jeśli coś się przygotowuje na miejscu, to to coś można też spieprzyć, ale wszystkiego idzie się przecież nauczyć.

3. Czy w ofercie jest coś więcej niż tercet Cola-Fanta-Sprite?

No dobra, uściślę. Poza wymienionymi markami także sok Cappy, Kropla Beskidu i inne produkty, które rzeczywiście możesz kupić obok w Żabce. Bardzo mnie irytuje takie pójście na łatwiznę – podpisujesz umowę z jednym dostawcą i już masz cały asortyment popularnych napojów. To samo tyczy się alkoholi. Nie wymagam wszędzie piwa rzemieślniczego (choć dobre dobranie go pod serwowane dania może przynieść fantastyczne efekty, lecz to temat na inny artykuł), ale fajnie byłoby zobaczyć w karcie coś więcej niż eurolagera.

Oczywiście, popularne marki są lubiane przez klientów, którzy nie bardzo lubią przekonywać się do nowości. Trzymanie ich nie jest jakąś totalną zbrodnią, o ile ma się inne ciekawe napoje. Można sprowadzać coś z zagranicy (zwłaszcza jeśli w knajpie dominuje kuchnia z określonego kraju), można mieć w ofercie coś bardziej oryginalnego – teraz tego jest sporo, zwłaszcza w street foodzie czy lokalach określanych jako „hipsterskie”.

Jeśli nie ma większego wyboru, to chociaż niech odpowiedź na dwa poniższe pytania będzie przecząca.

4. Czy napoje sprzedawane są także w większych pojemnościach niż 200 ml?

To jest serio największa zmora. Idziesz do knajpy, zamawiasz coś pikantnego, a do picia możesz poprosić jedynie Colę o pojemności 200 ml, dajmy na to za 8 zł. Wypijasz ją w dwóch łykach i bierzesz kolejną. Jak jesz coś naprawdę ostrego, to i czasem dwie buteleczki nie wystarczą. Jeśli już nie można przebierać w rodzajach, to niech chociaż można w pojemności. Są ludzie, którym 200 ml wystarcza, ale większość społeczeństwa do posiłku potrzebuje zwyczajnie więcej.

5. Czy ceny są odpowiednie?

Na to odpowiedź jest zawsze subiektywna. Zależy od miasta, lokalu i szeregu innych kwestii. Niemniej, trudno nie zauważyć, kiedy cena za napój jest z kosmosu. Mały Sprite za dychę? Dziękuję, postoję.

Jeśli na wszystkie pytania odpowiadasz przecząco, knajpa ewidentnie „zdziera” za napoje. W takim przypadku lepiej serio nie zamawiaj nic do picia, a po posiłku skocz do Żabki. I najlepiej nie wracaj do takiego miejsca nigdy więcej.

Jeśli przecząco odpowiedziałeś na jedno, dwa lub trzy pierwsze pytania, nie skreślaj lokalu od razu, bo wszystko tak naprawdę zależy od odpowiedzi na dwa ostatnie. Jeśli znów brzmi ona „nie”, to tak, masz rację, knajpa „zdziera” za napoje.

Mam nadzieję, że pomogłem. Chciałbym doczekać czasów, kiedy w każdej miejscówce będę odpowiadać twierdząco na każde z pytań. Marzenie ściętej głowy?

  • Ja w Katowicach dopiero od roku zacząłem zauważać trend na darmową wodę w lokalach. Nie wszędzie wiadomo, ale może kiedyś nastaną takie czasy, że nikt się nie będzie dziwnie patrzył jak się poprosi o szklankę wody 😉

  • cameel

    Bardzo dobry wpis.
    Logicznie i konkretnie.
    Również mam nadzieję, że restauratorzy wezmą sobie do serca Twoje przemyślenia (a pewnie wielu z nich czyta Twojego bloga).
    Pozdro

    • Będę szczęśliwy, jeśli choćby jeden właściciel lokalu gastronomicznego weźmie sobie do serca moje przemyślenia. To już będzie spory sukces. 🙂

  • Kinga Kasprzyk

    Dlatego ukłony dla Suszonych Pomidorów w Poznaniu, które darmową karafkę do zamówienia dorzucają. To chyba jedyne miejsce z pizzą (kuchnią włoską), gdzie po ostrzeszej wersii nie musieliśmy usychać 😉

    • Akurat woda słabo łagodzi pikantność, a wręcz przeciwnie. Potwierdzone naukowo!

      Niemniej OGROMNY plus dla Suszonych Pomidorów. Tak się to robi!

      • Kinga Kasprzyk

        Od każdej reguły podobno musi być wyjątek, więc najwidoczniej ja takim jestem, bo woda pomaga idealnie na ostrość 😀

  • Zgadzam się ze wszystkimi punktami i dodam jeszcze jedną rzecz, która mnie irytuje (a w Łodzi tak zdarza się w wielu miejscach): idziesz do pubu ze znajomymi, patrzysz w kartę, a tam piwo 0,5l z nalewaka tańsze niż Cola 0,2l. No i co tu zrobić, jak człowiek akurat alkoholu nie może się napić? Jasne, piwo z nalewaka to nie jest rarytas, ale niezbyt to w porządku, jak możesz taniej napić się alkoholu niż bezalkoholowego napoju.

    • Prawie jak w czeskich marketach – bardziej opłaca się kupić piwo niż wodę. Osoby, które nie chcą lub nie mogą pić alkoholu, mają naprawdę ciężką sytuację…

  • Weronika Bartczak

    W Łodzi sporo knajp serwuje wodę z kranu, żeby promować w ten sposób łódzką kranówkę, która jest naprawdę dobrej jakości:)

    • Aż zachciało mi się odwiedzić Łódź! Jakieś knajpki polecasz? 🙂

      • Weronika Bartczak

        Polecam knajpki zwłaszcza na OFFie, otworzyło się tam teraz m. In. DOKI Gastrobar, polecam ato sushi, LOKAL, rodowitą łódzką kuchnię w paru miejscach czy na spróbowanie kuchnię żydowską. Ale najbardziej polecam Festiwale – to świetna okazja do spróbowania wszystkiego:)

        • Na Festiwale to ja nie dam rady. Dzięki za polecenie knajpek, zapiszę sobie. 🙂

  • Weronika Bartczak

    Czy zamierzasz może odwiedzić Łódź w kolejne weekendy? Czuję obowiązek jej zareklamowania, gdyż w dniach 17-19 odbywa się 12. Festiwal Dobrego Smaku (jest mega, polecam), a 24-26 jest Street Food Festiwal (11. edycja, jest dużo fajniejszy niż ten co się odbył u was:). Jak nie znajdziesz noclegu – zapraszam, udostepnie pokój i oprowadze po mieście:)

    • Nie no, jakbym miał odwiedzać Łódź to nie na festiwale, tylko żeby poznać łódzką gastronomię. Poleć coś smacznego, to dopiszę na listę. 🙂

      • Weronika Bartczak

        Polecam właśnie Festiwal Dobrego Smaku, bo wtedy łódzkie restauracje, kawiarnie i bary szykują dania/desery/drinki na tę okazję i ludzie chodzą sobie od knajpy do knajpy:) Mega fajnie, bo porcje są na próbę, żeby można było zjeść wiele rzeczy tego samego dnia. Na facebooku sobie zobacz, a nóż widelec się zaciekawisz 😉

  • Michał Jodłowski

    byłem 9 lat temu w Japonii i patrzę tęsknym okiem za ich darmową herbata i wodą. Czemu np do pikantnych rzeczy nie proponują chociaż darmowej wody 🙁

    • W Hogi na św. Marcinie w Poznaniu masz darmową zieloną herbatę do zamówienia. Ostatnio byłem też w Szczecinie, gdzie w Mugi również jest darmowa zielona herbata lub woda. Oba miejsca to nowo otwarte lokale, więc chyba idą zmiany w tym kierunku. 🙂

      • Michał Jodłowski

        To super, może wreszcie się uda odwiedzić Szczecin, bo to Mugi od dawna mnie interesuje.

  • W gliwickim Orient Ekspresie do jedzenia zawsze dostaję gratis słodką kawę z kardamonem albo herbatę (ale nie wiem jaką, bo kawa pycha). I miły gest i smakiem pasuje do jedzenia.

    • Kawa z kardamonem brzmi pysznie! Nic tylko chwalić takie zachowanie knajp. 🙂

  • Pewnie to trochę marzenie ściętej głowy, ale zawsze można mieć nadzieję 😉

    Mi pod tym względem pasują Chiny, ponieważ w większości restauracji ceny za napoje jak Cola czy Pepsi są takie same lub nieznacznie wyższe (maksymalnie kilkadziesiąt groszy) niż w 7/11 czy innych sklepach. Oczywiście są też hipsterskie restauracje, gdzie za sam napój zapłacimy krocie, ale to wyjątki 😉

  • Marek Szpak

    „Idziesz do knajpy, zamawiasz coś pikantnego, a do picia możesz poprosić
    jedynie Colę o pojemności 200 ml, dajmy na to za 8 zł. Bierzesz na dwa
    łyki i bierzesz kolejną. Jak jesz coś naprawdę ostrego, to i czasem dwie
    buteleczki nie wystarczą.”

    O jej, jak może coś takiego pisać osoba, która powinna się trochę na jedzeniu znać? Nie chodzi mi oczywiście o popijanie ostrego colą, tylko jakimkolwiek napojem gazowanym. To niezbyt mądre.

    • No właśnie. Często gazowane napoje to jedyne, jakie możesz zamówić. Źle zinterpretowałeś zdanie. 😉

    • Chodzi o to, że lepiej zagryźć chlebem albo ryżem? Ale wtedy to 200ml jeszcze bardziej nie wystarczy.

  • eV

    Mnie irytuje najbardziej, kiedy woda kosztuje tyle samo lub jest droższa od piwa. Po prostu nie potrafię wybrać wtedy tego pierwszego, zmysł cebulaka mi tego zabrania.

  • Znasz? http://gdzie.pijewodezkranu.org/
    Moim zdaniem inicjatywa warta promowania, niech jak najwięcej knajp „lansuje się” na tym 🙂

  • Ewa Dworczak

    Moja mama na hyzia na punkcie nie diet czy zdrowego odżywiania, ale na punkcie zdrowych nawyków żywieniowych. I w jakiś książkach wyczytała, że pić powinno się dopiero dłuższy czas po posiłku (nie pamiętam już ile czasu dokładnie), bo jak zalewamy żołądek płynami, to nie trawi on tak dobrze jak przy samym jedzeniu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że często nie da się bez picia, ale my akurat w domu rzadko jemy coś suchego, co mogłoby nas zapchać. No i ja zwyczajnie nie potrafię jeść, nie mając szklanki jakiegoś napoju. 🙂

    Przy czym ja za największą zbrodnie na portfelu uważam te wszystkie Fritz Cole i inne hipsterstwo, które nawet nie smakują specjalnie lepiej niż ich „mainstreamowe” (i tańsze) odpowiedniki.

    • No Fritz Cola jest akurat nieciekawa. Ale już rabarbarowy John Lemon bardzo lubię. 🙂

      • Marcin Kot

        Rabarbarowy najlepszy!

      • Lubie Fritz Colę, przepraszam XD

        A w ogóle to miały być testy tych napojów! 😛

        • Dla mnie Fritz Cola nie różni się niczym od Coca Coli. 😉

          A testy będą, jak się znajdzie sponsor. 🙂

  • Adam Chełkowski

    Mi zdarzyło się zamówić burgera w zestawie – cola+frytki za dodatkowe 5 zł. Dostałem 200 ml coli niewiadomego pochodzenia – leciała Biedronką, a to już grube przegięcie. Inna sprawa, że w tej knajpie wszytko było „nie tak”.

  • Michał

    Dobrym przykładem zdzierania kasy na napojach i ogólnie jest Barn Burger. Nie dość, że prawie wszystkie burgery kosztują ponad dwie dychy (jest jeden za 19 zł), to za puszkę Dr Peppera życzą sobie 8 zł, choć w byle markecie ten napój kosztuje mniej niż 2 zł. Trudno o bardziej przereklamowany lokal.

    • Mam wrażenie, że strasznie tam spadła jakość. Kiedyś By-Pass to był serio wielki burger, a teraz to jakiś żart niestety. 🙁

  • Zet

    Możesz pisać ile chcesz, ale dopóki są idioci którzy dają się robić w bambuko i potem jeszcze wypisują jaka to super hiper wypasiona knajpa, dopóty ceny napojów bedą windowane. Dla informacji – butelka pepsi czy coca coli 0.2 kosztuje restauratora około 1,50. Jeśli cena jest zbliżona do 3-4 zł to w porządku bo chłodzenie, mycie szklanki itp też kosztuje. Jeśli płacisz więcej – jesteś jeleniem. (stąd określenie wielu tak uwielbianych przez jeleni knajp – restauracja myśliwska 🙂 )

    • kitteh

      A jak to jest z nalewaniem do szklanek z kartonu/pet 1,5 l? Mnie to jakoś odrzuca, szczególnie, jeśli szklanki (200 ml) nalewane są w cenie gastronomicznych buteleczek 0,2.

  • Często zwracam uwagę na stosunek ceny wody mineralnej do ceny piwa. Jeżeli piwo jest tańsze to zazwyczaj opuszczam lokal.

  • Tomek Markowski

    Co do zdzierania za napoje to jak w każdym innym temacie jest kilka prawd. Jedna jest taka, że za schłodzenie, szklankę i podanie do stolika trzeba zapłacić. Druga taka , że flaszka plus litr coli czy też butelka zwykłego wina za 150 zł to przegięcie. Trzecia taka, że jak coś jest modne na FB to lanserzy nawet za mocz w butelce zapłacą dychę czy dwie. Czwarta taka, że porównując do zachodu ceny piwa czy drinka zazwyczaj są zupełnie do przyjęcia, tam tzw bicie w restauracji jest wyższe.
    Reasumując : jak mi cena napoju nijak nie przystaje do klasy lokalu i dobrze rozumianego zdrowego rozsądku to sobie go daruję.
    PS.
    Mało kto wie, że ta sama puszka Coca-Coli dostarczona do restauracji jest droższa od tej dostarczonej do sklepu obok o 20-30%. Jak mi wyjaśnił przedstawiciel tej znanej marki ” bo w restauracji kasuje się więcej za taką puszkę ” . I to dopiero jest przegięcie…

  • Martyna

    A byłeś w Brovarii? Tam mają prawie wszystko własnego wyrobu (oczywiście piwo), ale również herbaty mrożone, soki, pyszne drinki na bazie piwa, a oprócz tego lody z sosem piwnym, ze słonym sosem karmelowy, z pistacjowym z kawałkami orzechów, i uwaga! własne pieczywo do dań i kanapek. Muszę przyznać, że od jakiegoś czasu to mój ulubiony lokal, właśnie ze względu na smak i różnorodność dań 🙂

  • Naj, naj, najgorsze są jednak knajpy, gdzie serwują colę z syropu. Fuj.

  • zipperblog

    Mnie najbardziej w oczy rzuca sie zdzieranie na herbacie. Placisz te 6 zl a dostajesz kubek wrzątku i torebkę liptona albo innego gówna