Wyszukiwarka

Quesadille w Dolores (Berlin)

IMG_20130815_132811Ostatnim punktem „zwiedzania” Berlina było Dolores – lokalna sieciówka oferująca kuchnię texmex.

Byłem już totalnie przeżarty. 5 miejsc w ciągu paru godzin (nawet jeśli jednym z nich była lodziarnia), to jednak trochę dużo – nawet dla mojego czterokomorowego żołądka. Grzechem byłoby jednak czegoś nie zjeść – tym bardziej, że bardzo lubię kuchnię meksykańską – ale o burrito już nie było mowy. Postawiłem na quesadillę – jak się później okazało, bardzo słusznie.

Do quesadilli poprosiłem kurczaka sweet chipotle oraz salsę smokey peanut (w osobnym pojemniku). Pomiędzy dwiema tortillami oczywiście też standardowo ciągnący się żółty ser i chyba coś na wzór śmietany.

Kurczak sweet chipotle był strzałem w dziesiątkę. Pyszny, doprawiony, nie za ostry. W poznańskim Guac’n’ole jest bardzo podobny i również jest wyśmienity. Drób świetnie komponował się z serem i plackiem – i jedno, i drugie smakowało jak należy.

Dużo gorszym wyborem była salsa smokey peanut. Sos o smaku orzeszków ziemnych wzmocniony kapsaicyną kompletnie tu nie pasuje. O ile jeszcze trochę pikantności grało na plus (salsa nie była bardzo ostra), o tyle ta „fistaszkowatość”… Nie, po prostu nie.

Po paru „zamoczeniach” kawałków quesadilli w salsie zrezygnowałem z jednego z niezgrywających się smaków. Dwie tortille, ser i kurczak sweet chipotle wybornie dawały sobie radę bez sosu.

Warto więc będąc w Dolores wybrać lepszą salsę. A jak żadna nie zabrzmi zachęcająco, to po prostu zjeść quesadillę solo. No i nie bierzcie burrito z czarną fasolą, która wygląda najgorzej ze wszystkich rzeczy, które są jadalne i które miałem okazję zobaczyć.

20130814_175146

Chłop z Mazur

[Chłop z Mazur]

Zdecydowanie Dolores był ostatnim gwoździem do naszej gastronomicznej trumny. Żołądek już pękał w szwach, głowa bolała z przeżarcia, a tu jeszcze pyszna fuzja amerykańsko-meksykańskiej kuchni.

Jak już wspomniał wyżej rednacz, o czymś więcej niż poczciwa Quesa nie było mowy. Burrito (póki nie zobaczyłeś fasoli) naprawdę kusiło. Duże i solidnie wypełnione placki zachęcały wielu, jednak nam nie było to już dane. Zamówiłem więc dokładnie to samo co rednacz, jednak zdążyłem nasłuchać się już od niego o fatalności fistaszkowego sosu. Jako że obsługa była wyraźnie niezadowolona tym, że nie znam niemieckiego i średnio rozumiem ich rozbudowane menu, palnąłem jak najszybciej – chipotle majo.

Quesadilla była świetnie wyważona w smaku. Chrupiący placek, soczysty kurczak i łagodna śmietanka. Zastanawiałbym się, czy nie była to lepsza pozycja niż Quesa ze Spoco Loco z Warszawy. Ciężko moim zdaniem porównywać ją tutaj do Quritto z Guac’n’ole – chyba, że w jakości kurczaka.

Mój sos był równie nietrafiony jak ten rednacza. Majonez doprawiony papryką chipotle nie podchodził mi w ogóle. Pierwsze 3-4 gryzy jakoś przecierpiałem i nawet starałem się znaleźć dla niego miejsce wśród moich kubków smakowych – na próżno.

Placuszki z kurczakiem polecę więc z zamkniętymi oczami, ale za sos nie odpowiadam. Ani za swój, ani za rednacza. W sumie za żaden.

Cena: ~ 5 euro

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: <3

Smakowitość: 8/10 (rednacz – 8/10, Chłop z Mazur – 8/10)