Wyszukiwarka

10 najsmaczniejszych wspomnień z Holandii

holandia

Kraj kilku specjalności i miksu kultur, który także objawia się na talerzach. Przegląd tego, co wylądowało w moim żołądku.

W chwili, gdy piszę te słowa, mija miesiąc od mojego powrotu z tygodniowego pobytu w Holandii. Wrażeń nie spisuję bieżąco, ale korzystam ze wspomnień i notatek – pozwala mi to na potraktowanie silnych emocji z dystansem.

Przed wyjazdem nie zagłębiałem kuchni holenderskiej w teorii – to nie w moim stylu. Z kolei na miejscu z jednej strony omijałem sieciówki, z drugiej nie siliłem się też na to, by jeść tylko w knajpach z kuchnią tutejszą. W Holandii – a zwłaszcza w Amsterdamie, gdzie spędziłem 2 dni – na każdym kroku napotyka się na przedstawicieli tak wielu kultur, że aż szkoda byłoby nie spróbować czegoś, co mają do zaoferowania. W ten sposób w ciągu 1 tygodnia spróbowałem przynajmniej kilku kuchni świata.

W każdym razie: jadłem. Co takiego? O tym dowiecie się dalej.

10. Ben & Jerry’s

Lody, których brakuje w Polsce. Bardzo. Ale o tym już pisałem. Masło orzechowe z kawałkami Reese’s – palce lizać!

DSC01292 (Kopiowanie)

DSC01210 (Kopiowanie)

DSC01208 (Kopiowanie)

9. Śledź w bułce

Narodowa przekąska. Taki hot dog, tyle że ze śledziem i cebulką. Co najdziwniejsze, ryba siedzi w lekko słodkiej bułce. Połączenie jej ze słonym śledziem pewnie nie dla każdego będzie do przełknięcia. Mi smakowało. Na zabicie małego głodu w sam raz. Dla trzęsiportów bezpieczniejsza wersja z łososiem.

Jak widać jest też wersja z surimi.
Jak widać jest też wersja z surimi.

DSC00814 (Kopiowanie)

DSC00819 (Kopiowanie)

DSC02092-Kopiowanie1_Fotor

8. Sałatka Van Gogha

Keukenhof

W czasie całego pobytu w Holandii nigdzie nie wynudziłem się tak, jak w Keukenhof. To taki Disneyland, tyle że bez kolejek górskich i Myszki Miki. Za to z tulipanami. Wprawdzie wygląda to bardzo ładnie, ale po 15 minutach robi się nudno. Ożywiam się tylko w dwóch momentach: gdy robię sobie zdjęcie z kozą i gdy jem obiad. Choć w zasadzie trudno to nazwać obiadem: ot, sałatka z krewetkami, czerwoną cebulą, czymś zielonym, pomidorem, słonecznikiem i sosem picadilly, który robił różnicę. W zestawieniu wysoko ze względów estetycznych. Sposób podania: level master.

DSC01088 (Kopiowanie)

Ciasto też było piękne. Jabłka sztosy.
Ciasto też było piękne. Jabłka sztosy.
Piwko Van Gogha? Można. Piwo jak piwo.
Piwko Van Gogha? Można. Piwo jak piwo.
A to ja z kozą.
A to ja z kozą.

7. Stroopwafels

Miejscowy street food na słodko. Dwa wafle podawane na ciepło, pomiędzy którymi przecudownie ciągnie się karmel. Tak mi zasmakowało, że w czasie pobytu jadłem to ze 3 razy. A – co w tym momencie istotne – przy poznawaniu nowych smaków raczej nie lubię się powtarzać.

DSC00826 (Kopiowanie)

To ja z waflem.
To ja z waflem.
Tu sprzedają.
Tu sprzedają.

6. Poffertjes

To takie skrzyżowanie pączków z racuchami w wersji mikroskopijnej. Podawane z cukrem pudrem i masłem. Swoją drogą, odniosłem dziwne wrażenie, że masło w Holandii smakuje tak z 10 razy lepiej. Na słodką przegryzkę w sam raz. A że to tutaj w zasadzie dominujący street food, to okazji do takiej przekąski jest sporo.

Tak to wygląda.
Tak to wygląda.
Tak się to robi.
Tak się to robi.
Tu się kupuje.
Tu się kupuje.

5. Naleśniki z serem jabłkiem i bekonem

Oudt Leyden, Lejda

Knajpka, która kiedyś miała gwiazdki Michelina, a najsłynniejszym gościem był sam sir Winston Churchil. Potem się jednak przeprofilowała i teraz słynie z naleśników. Dwa razy większych od moich głowy. A nie taką znów tajemnicą poliszynela jest fakt, że mam łeb jak hipermarket (przynajmniej Tesco Extra, jeśli nie Wallmart). Karta pęka od naleśników różnej maści, jest ich kilkanaście – biorę takiego, którego mógłbym pokochać: z jabłkiem, serem i oczywiście bekonem. Całość przyrządzono inaczej niż się spodziewałem: składniki są w cieście, a nie na nim. Ma to swoje plusy i minusy: zyskuje ser, który miesza się z naleśnikiem i rodzi się przez to coś niezwykłego, ale traci bekon, który nie chrupie, tylko jest miękki i zwiotczały. Ale i tak klasa – zapamiętam do końca życia i z chęcią tu wrócę.

To tutaj.
To tutaj.

DSC00906 (Kopiowanie)

Skala porównawcza. Wielkie naleśniory.
Skala porównawcza. Wielkie naleśniory.
Były też takie. Równie smaczne.
Były też takie. Równie smaczne.
I to chyba nie jest syrop klonowy. Ale bardzo smacnzy.
To chyba nie jest syrop klonowy. Ale wchodzi jak złoto.

DSC00922 (Kopiowanie)

4. Fajitas

The Mexican, Amsterdam

Nazwa jakby znajoma, ale to nie polska sieciówka. Meksykańska knajpka w centrum Amsterdamu – trafiam tam przypadkiem, ale szczęście mi dopisuję. Margharita smaczniutka, fajitas – z wołowiną i kurczakiem – doskonałe. Równie mocno zachwycałem się w Mamasitas w Poznaniu, gdzie zresztą jadłem dokładnie to samo. Jem jeszcze chili con carne, które w zasadzie wygląda jak fajitas, tyle że w smaku jest ostrzejsze. Tego pięknego wieczoru w Amsterdamie nie zapomnę. Omnomnom.

DSC01173 (Kopiowanie)

DSC01181 (Kopiowanie)

DSC01185 (Kopiowanie)

DSC01186 (Kopiowanie)

DSC01193 (Kopiowanie)

DSC01195 (Kopiowanie)

3. Tuńczyk

Namiot na plaży, Wassenaar

Słuchajcie tej historii: spaceruję sobie po plaży, moja dziewczyna zbiera muszelki, a ja robię się głodny. Idziemy do pobliskiego namiotu z napisem „Heineken”, licząc na jakieś fryteczki, ew. rybkę, tak jak to bywa nad Bałtykiem. A tam homary w akwarium. Dostajemy karty. Niestety, wyłącznie w języku holenderskim – nic nie rozumiemy. Już myślę o ewakuacji gdzie indziej, kiedy okazuje się, że szefem kuchni jest Polak. Jedyna knajpa podczas mojego pobytu w Holandii, w której nie było menu w języku angielskim i akurat tutaj gotuje nasz rodak. To się nazywa fart!

DSC00468 (Kopiowanie)

DSC00490 (Kopiowanie)

DSC00494 (Kopiowanie)

DSC00501 (Kopiowanie)

Lokal dog friendly.
Lokal dog friendly.

Piotr, bo tak mu chyba na imię, najpierw ma nas za typowych turystów z Polski – cebulaczków, którym proponuje jakieś tosty za kilka euro, bo to co powyżej dyszki, to oczywiście za drogie dla obywatela urodzonego nad Wisłą. Szybko sprowadzamy go na ziemię i dopiero teraz zaczyna wymieniać rzeczy naprawdę godne naszego podniebienia. Jest mniej więcej 14, a wołowinka wjeżdża na ruszt dopiero po 17, więc decydujemy się na tuńczyka.

Smażony dosłownie chwilę, dzięki czemu z wierzchu jest lekko chrupiący, a w środku w zasadzie surowy. Podany na tutejszych, popularnych wodorostach – chef nie potrafi przetłumaczyć ich nazwy na swoją mowę ojczystą. Do tego sos sojowy z sezamem, przez co danie skręca trochę w stronę Japonii. Istna rewelacja.

DSC00515 (Kopiowanie)

DSC00522 (Kopiowanie)

DSC00526 (Kopiowanie)

Ponoć typowe holenderskie śniadanie. Wielki tost, 3 jajka i ser. Smaczne!
Ponoć typowe holenderskie śniadanie. Wielki tost, 3 jajka i ser. Smaczne!

2. Magnum

A konkretniej: moje własne Magnum skomponowane w Magnum Pleasure Store. Nie będę się powtarzać, zajrzyjcie tutaj.

DSC00666 (Kopiowanie)

DSC00676 (Kopiowanie)

DSC00650 (Kopiowanie)

DSC01978-Kopiowanie_Fotor

1. Absolutny sztos

Het Konings Huys, Delft

Siadając w knajpie na rynku w Delft, zupełnie nie spodziewałem się, że zaraz zjem coś wyjątkowego. Szczerze? Nie wiedziałem, co zamawiam. TO BYŁ STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ! Pikantne szaszłyki z kurczaka w słodkim sosie z orzeszków ziemnych, podane z czipsem krewetkowym, frytkami z majonezem i nic nie znaczącą sałatką. Czuć tu wpływy kuchni indonezyjskiej, która na holenderskich ulicach jest dość mocno obecna (zwłaszcza w porównaniu do polskiej rzeczywistości) – pewnie wynika to z faktu, że dzisiejsza Indonezja przez wiele lat była niderlandzką kolonią. Najważniejszy jest tu mocno orzechowy sos – to on tu robi robotę, to jego wspominam i to od niego nie mogłem się oderwać. Absolutny hit. Reszta jest „tylko” bardzo smacznym dodatkiem.

DSC01273 (Kopiowanie)

DSC01276 (Kopiowanie)

Miejscowy kraft.
Miejscowy kraft.
Makaron z krewetkami też na propsie.
Makaron z krewetkami też na propsie.

BONUS: SERY!

Serio, sery w Holandii są mistrzowskie. I nie chodzi tylko o te sprzedawane na targu czy w sklepie z serami, a o zwykłym, paczkowanym, krojonym w plastry do dostania w każdym supermarkecie czy dyskoncie. Różnica w stosunku do polskich serów – kolosalna. Nie pamiętam, kiedy z tak wielką przyjemnością jadłem kromkę chleba z masłem (to też jest tu rewelacyjne) i serem. No, coś pięknego.

DSC00707 (Kopiowanie)

DSC00708 (Kopiowanie)

DSC00709 (Kopiowanie)

DSC02096-Kopiowanie1_Fotor

DSC02108-Kopiowanie_Fotor

Na deser: jeszcze trochę zdjęć. Głównie jedzenia. Ale nie tylko:

Wyglądało kiepsko.
Wyglądało kiepsko.
Tu sprzedawali też śledzia w bułce.
Tu sprzedawali też śledzia w bułce.
Jakbym był małą dziewczynką, to byłbym zachwycony.
Jakbym był małą dziewczynką, to byłbym zachwycony.
Pies, który lubił jeździć rowerem.
Pies, który lubił jeździć rowerem.

DSC00823 (Kopiowanie)

Niestety, u Wietnamczyka jakaś lipa.
Niestety, u Wietnamczyka jakaś lipa.

DSC00832 (Kopiowanie)

Czipsy z warzyw. Jest tu parę sztosów.
Czipsy z warzyw. Jest tu parę sztosów.

DSC00841 (Kopiowanie)

DSC00842 (Kopiowanie)

DSC00843 (Kopiowanie)

DSC00846 (Kopiowanie)

DSC02416 (Kopiowanie)_Fotor

Tak, dobrze widzicie. Mini lody do grande macchiato.
Tak, dobrze widzicie. Mini lody do grande macchiato.
Quattro formaggi gdzieś w Amsterdamie. Rozczarowała mnie: ciasto było ciut za suche, a trzy pozostałe sery ginęły w obliczu jednego: wędzonego.
Quattro formaggi gdzieś w Amsterdamie. Rozczarowała mnie: ciasto było ciut za suche, a trzy pozostałe sery ginęły w obliczu jednego: wędzonego.
Lody naturalno-tradycyjno-prawdziwe też są w Holandii.
Lody naturalno-tradycyjno-prawdziwe też są w Holandii.
Pomarańcza + mango = pychota.
Pomarańcza + mango = pychota.
Raj utracony.
Raj utracony.
Raj nieco inny.
Raj nieco inny.
Makaroniki czy buty. Co wybieracie?
Makaroniki czy buty. Co wybieracie?
Park rozrywki Duinrell - nieźle chlapało.
Park rozrywki Duinrell – nieźle chlapało.
Dziewczyna w czerwieni zbiera muszelki na plaży.
Dziewczyna w czerwieni zbiera muszelki na plaży.

[column size=1/3]

To ja.
To ja.

[/column][column size=1/3]

Dzięki za przeczytanie!
Dzięki za przeczytanie!

[/column][column size=1/3]

Pozdrawiam!
Pozdrawiam!

[/column]

GDZIE MAMY ZJEŚĆ W CZERWCU?

Znów pytam, gdzie mamy zjeść w tym miesiącu. Skupiamy się na dwóch miastach – w Poznaniu i Warszawie. Co dla nas proponujecie? Głosowanie zamykamy w niedzielę, 7 czerwca, o godz. 15.00.

[column]

Jakie miejsce w Poznaniu powinniśmy odwiedzić w czerwcu?

  • Cafe La Ruina / Raj (39%, 241 Votes)
  • Bazylia i Oregano (29%, 183 Votes)
  • Projekt Kuchnia (12%, 77 Votes)
  • Wieniawskiego 5 (10%, 64 Votes)
  • Burganic (10%, 60 Votes)

Total Voters: 625

Loading ... Loading ...
[/column][column]

Jakie miejsce w Warszawie powinniśmy odwiedzić w czerwcu?

  • Słoik (29%, 98 Votes)
  • MOMU.Gastrobar (22%, 76 Votes)
  • Niezłe Ziółko (20%, 68 Votes)
  • Pho14 (19%, 64 Votes)
  • Lukullus (10%, 33 Votes)

Total Voters: 339

Loading ... Loading ...
[/column]