Wyszukiwarka

Gdzie zjeść w Berlinie?

berlin

8 nieoczywistych miejsc. Coś innego niż wursty i kebaby. Zjedz dobrze przy okazji przyjazdu na Wiehnachtsmarkt.

Ostatni długi listopadowy weekend spędziłem w Berlinie. Stolica Niemiec oddalona jest od Poznania tylko o kilka godzin jazdy, a oferuje naprawdę wiele, również pod względem gastronomicznym.

screenshot_2016-11-12-13-41-10-01

Nie ukrywam, że zwiedzaliśmy Berlin trochę inaczej niż robi to większość osób. Głównymi punktami naszej wycieczki były wizyty w knajpach, które wybraliśmy na podstawie poleceń od znajomych, poleceń czytelników bloga oraz poleceń polskich i niemieckich blogerów. Chwilę spędziliśmy również na zakupach, no i jednak zobaczyliśmy kilka bardziej turystycznych atrakcji.

Dojazd

Wraz z Sonią przeanalizowaliśmy kilka różnych możliwości dostania się do Berlina i wyszło nam, że od dwóch osób wzwyż najkorzystniej przyjechać do niego samochodem – paliwo okazuje się tańsze niż bilety na pociąg. Wychodzi taniej jedynie z założeniem, że auto zostawiamy na jednym z parkingów buforowych z dala od centrum, do którego dojeżdżamy komunikacją miejską. My wybraliśmy ten przy stacji U-Bahna Wuhletal. Zaznaczę jednak, że naprawdę mocno nam się przyfarciło, bo cały parking zastawiony był samochodami, ale akurat ktoś wyjeżdżał.

screenshot_2016-11-12-13-42-15-01

Nocleg

Spaliśmy w pokoju w czyimś mieszkaniu wynajętym przez Airbnb (gospodarz był obecny w domu), co kosztowało nas około 650 zł za 3 noce – teraz euro podrożało, więc wyszłoby trochę więcej. Była to najtańsza opcja noclegu przy założeniu, że nie chcieliśmy dzielić z nikim pokoju. Co więcej, nocleg znaleźliśmy w bardzo dobrej lokalizacji, przy samym Alexanderplatz, skąd było blisko do wielu miejsc, które chcieliśmy odwiedzić.

Poruszanie się

Głównie dlatego poruszaliśmy się przede wszystkim na piechotę. Jednorazowe bilety na komunikację miejską są dość drogie (2,7 euro), więc na krótszych dystansach nie opłacało się z niej korzystać. Oczywiście w sytuacji, kiedy dużo jeździmy po mieście, warto kupić bilety dobowe lub kilkudniowe – my jednak robiliśmy to zdecydowanie za rzadko, by rachunek się zgadzał.

screenshot_2016-11-13-12-57-03-01

Ceny

W knajpach zazwyczaj rachunek opiewał na ok. 30 euro. W tej kwocie najczęściej zawierały się dwa dania główne, jedna przystawka, napoje dla dwóch osób oraz skromny napiwek dla obsługi w wysokości 2-3 euro. Czasem się jednak zdarzało, że nie zamawialiśmy startera i chyba raz, że zapomnieliśmy zostawić tipu dla kelnera. Mniej zapłaciliśmy jedynie w Five Elephant i Flakes Corner, co jednak wynika ze specyfiki tych miejsc.

Rezerwacje – niezbędne czy nie?

Do niemal wszystkich odwiedzonych przez nas lokali przychodziły tłumy ludzi. Na całe szczęście, były to prawie zawsze spore knajpy z dużą ilością stolików. Niemniej zawsze chwile trzeba było poczekać na swoje miejsce, a i tak bardzo często dochodziło do takich sytuacji, że dosiadaliśmy się do stolika już po części zajętego. My mieliśmy łatwiej, bo byliśmy tylko we dwójkę, ale będąc w Berlinie rodziną lub jakąś większą ekipą, warto jednak wcześniej skorzystać z opcji rezerwacji.

screenshot_2016-11-12-13-39-47-01

Co warto zobaczyć poza jedzeniem?

Poza klasykami w stylu Bramy Brandenburskiej, Reichstagu czy Pomniku Pomordowanych Żydów Europy (wszystko blisko siebie), warto spędzić dzień w berlińskim zoo (ale raczej latem, teraz sobie darowaliśmy, tym bardziej że to droga zabawa) oraz godzinkę w Naturkundemuseum – muzeum historii naturalnej, której wizytówką są szkielety mniejszych, większych i ogromnych dinozaurów. Poza tym znajdują się tu inne eksponaty, w tym zwierzęta wypchane przed wiekami. Wejście za 8 euro, chyba że macie jakieś zniżki.

Gdzie zjeść w Berlinie?

Knajpy w porządku alfabtecznym. Nie ma lepszych i gorszych, wszędzie mi naprawdę smakowało.

 

Obejrzyj video z Berlina i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

 

Cocolo Ramen

Paul-Lincke-Ufer 39-40 | fanpage

screenshot_2016-11-12-13-38-43-01

Ponoć najlepszy ramen w Berlinie. Nie jadłem wprawdzie w innych miejscach, ale jestem w stanie wierzyć tym pogłoskom. Smakowało rewelacyjnie. Spróbowałem ramenu tonkotsu, dość słonego i tłustego, z kawałkami karkówki, zniewalającym boczkiem, połówką jajka ugotowaną półtwardo, makaronem i innymi dodatkami. Bardziej smakował mi bulion w ramenie negi shoyu, który jadła Sonia. Był wyrazistszy, głębszy, ciekawszy i ostrzejszy. Szkoda, że reszta składników aż tak nie powaliła. Przed zupą warto jednak zamówić jakąś przystawkę. U nas było to kakuni, czyli boczek w wersji japońskiej – pyszny, choć ten w ramenie smakował chyba ciut lepiej.

 

Five Elephant

Reichenbergerstr. 101 | fanpage

screenshot_2016-11-13-12-53-52-01

Kawiarnia na Kreuzbergu słynąca z pysznej kawy i smacznego sernika. Jak wiecie, za kawą nie przepadam, więc trudno mi się wypowiedzieć – Sonia, która pije kawę regularnie, była zadowolona. Jeśli chodzi o ciasto, to czy słyszeliście o Ósmym Cudzie Świata? To właśnie sernik w Five Elephant. Sernik nowojorski, a więc na serku philadelphia. Zimny. Lekki. Wyjątkowy. Przepyszny. Serio, nigdy nie jadłem tak smacznego sernika nowojorskiego, ten z poznańskiego The Deli się chowa, a przecież wielokrotnie przy nim moje kubki smakowe przeżywały prawdziwy orgazm. Próbowałem też ciasta z orzechów laskowych, ale nie popełniajcie mojego błędu, zamówcie więcej sernika. Jest naj-lep-szy!

 

Flakes Corner

Neue Promenade 8 | fanpage

screenshot_2016-11-12-11-19-00-01

Wyobraźcie sobie miejsce, które przeniesie Was do czasów dzieciństwa. Takie, w którym na ścianach wiszą fotografie znanych postaci z pierwszej połowy lat 90. i można pograć na starej konsoli. W końcu takie, w którym możecie zjeść płatki śniadaniowe z całego świata i dzięki temu spełnić swoje proste, dziecięce marzenia. Jeden raz w Flakes Corner wystarczy, ale ten jeden raz jest obowiązkowy.

 

House of Small Wonder

Johannisstr. 20 | fanpage

screenshot_2016-11-11-15-54-59-01

Nie ma drugiego takiego miejsca. Po pierwsze, wejście do knajpy jest obłędne! Kręte schody wyjęte niczym z jakiejś bajki. Po drugie, karta dań to śmiałe połączenie europejskich, kontynenantalnych śniadań z kuchnią wschodnioazjatycką, głównie japońską. Widać to już po naszym zamówieniu. U Soni – klasyczna i pyszna croque madame, u mnie – sandwich z kakuni, boczkiem w miodowo-sojowej glazurze, zamkniętym w czymś w rodzaju croissanta. Smakowało rewelacyjnie, a zachwyciła mnie jeszcze lemoniada – tak kwaśna i orzeźwiająca, jak nic innego, co piłem do tej pory. Chcę tam wrócić!

 

Mogg & Melzer

Auguststr. 11-13 | fanpage

screenshot_2016-11-13-11-38-06-01

Jak już tu trafisz, co wcale nie jest takie proste, to czujesz się jak w domowej kuchni. Potem patrzysz w menu i widzisz tyle smakołyków, że najchętniej zamówiłbyś wszystko. Koniec końców decydujesz się na najdroższą rzecz w menu – reubena („tylko” 15 euro) – i gdy go dostajesz, nie możesz przestać na niego patrzeć. Tak powinien wyglądać ten sandwich: ser szwajcarski, sos rosyjski, kiszona kapusta i od groma pastrami. Zresztą sami zobaczcie na zdjęcie, tego nie da się nie pokochać. W tym czasie Twoja towarzyszka je bezmięsnie: jajko w koszulce na bułeczce z zieleniną i grzybkami truflowymi i też jest bardzo zadowolona. To jednak reuben śni Ci się po nocach.

 

Monsieur Vuong

Alte Schonhauserstr. 46 | fanpage

screenshot_2016-11-10-18-02-31-01

Kultowa miejscówka z ponoć autentycznym wietnamskim jedzeniem. Zjadłem tutaj najlepsze smażone sajgonki w życiu – w papier ryżowy zawinięta była krewetka wraz z warzywami, a całość maczało się w pysznym sosiku. Potem spróbowałem zupy Pho Bo – mocno korzennej w smaku, przy każdej łyżce czułem w zasadzie co innego: kolendrę, kardamon, cynamon, anyż czy imbir. Byłem naprawdę zadowolony, w przeciwieństwie do Soni, której zupa z wontonami bardzo przypominała zwykły rosół. Chciałbym przyjść tu jeszcze raz i spróbować czegoś innego, może tym razem nie zupy.

 

Standard

Templinerstr. 7 | fanpage

screenshot_2016-11-10-21-38-53-01

Reklamowano mi tę miejscówką jako najlepszą pizzę w Berlinie i rzeczywiście była fantastyczna. Prawdziwa pizza neapolitańska z pieca opalanego drewnem. Przepyszne cienkie ciasto z wyrośniętymi brzegami i jeszcze lepszy sos pomidorowy. Już placek z mozzarellą i salami smakował jak Niebo, mimo że słoną wędlinę pokrojono w dość dziwny sposób, z którym się wcześniej nie spotkałem. Ale to prosta marinara powaliła mnie na kolana – pomidory, bazylia, czosnek. Serio, to najlepsze możliwe połączenie i naprawdę nie trzeba na pizzy żadnych innych składników. Jeśli pragniecie pysznej pizzy w Berlinie, odwiedźcie Standard.

 

Transit

Rosenthalerstr. 68 | fanpage

screenshot_2016-11-11-18-16-12-01

Raj dla tych, którzy kochają kuchnię wschodniazjatycką, głównie tajską i indonezyjską i lubią próbować nowych smaków. Bo wiecie, teoretycznie możecie tutaj zamówić jedno duże danie z czterech dostępnych w menu, ale jest to totalnie bez sensu. Lepiej zamówić kilka mniejszych miseczek (tych do wyboru jest już 20) – tak samo się najemy, a posmakujemy ciut więcej. Koniec końców zdecydowaliśmy się na sześć takich małych dań i za najlepsze uznaliśmy kalmary w cieście (panierka trochę przypominająca tą z KFC) podane z dość ostrym sosem. Bardzo smaczne były też sajgonki (porównywalne do tych z Monsieur Vuong), kaczka w sosie śliwkowym zawinięta w naleśnik, warzywa na parze w sosie z orzeszków ziemnych, czy żeberka w sosie słodko-kwaśnym, które jadło się jednak dość trudno. Najmniej do gustu przypadła nam zupa z wontonami. Warto jednak jakąś zamówić, by mieć łyżkę do wyjadania pysznych sosików z pozostałych dań.

 

Gdzie to się wszystko mieści? Spójrz na mapkę:

 

Mało Ci? Sprawdź inne zestawienia:

 

Dajcie znać w komentarzach, gdzie jedliście w Berlinie i jak Wam smakowało!

  • dejvo

    zastanawiam się jak wy to wszystko zjedliście 🙂

    • Szczerze mówiąc, nie było to trudne! Byliśmy w Berlinie od czwartku od godz. 14 do niedzieli do godz. 13.

      W czwartek odwiedziliśmy 2 miejscówki – na obiad Monsieur Vuong i Standard na kolację.

      W piątek również 2 miejsca – późne śniadanie w House of Small Wonder i obiadokolacja w Transicie.

      W sobotę 3 knajpki – śniadanie we Flakes Corner, obiad w Cocolo Ramen i podwieczorek w Five Elephant.

      W niedzielę, na sam koniec – Mogg & Melzer na śniadanie.

      Na dobrą sprawę, dałoby radę w czasie tego wyjazdu dałoby radę wcisnąć jeszcze jakieś 2 miejsca, choć może niekoniecznie obiadowe, a takie bardziej w stylu Five Elephant, na coś mniejszego. 🙂

  • zipperblog

    a gdzie currywurst!

  • Aleksandra Grus

    Polecisz jakichś niemieckich blogerów kulinarnych? 😉

  • Kaśka Hubert

    Planuje wyjazd do berlina na te wejnachtsmarkiety, Co zjeśc juz wiem.pytanko techniczne : ile za ten parking zapłaciliscie ?

    • Ten parking jest darmowy. Z miejscem jednak było krucho już teraz, a jak będzie trwał Weinachtsmarkt, to pewnie będzie jeszcze gorzej. Takich buforowych parkingów jest jednak więcej.

  • Jacek

    Witam, również jestem fanem serników xD Próbowałem wczoraj właśnie tego z Five Elephant i zgadzam się, że jest mistrzowski.
    Natomiast ja chciałbym polecić sernik w restauracji Luizjana w Toruniu. Jest to trochę inna kategoria co prawda, trochę mniej kwaskowa, a bardziej kremowa, także nie będę ich porównywał bezpośrednio, ale stawiam oba te serniki w tej samej topowej kategorii. Naprawdę polecam przy okazji tam wpaść 🙂