Co warto wiedzieć, wyjeżdżając do Chorwacji / Splitu?

Screenshot_2016-05-22-18-50-28

Kilka praktycznych porad i ciekawostek.

Przed wyjazdem do Splitu w głowie miałem mnóstwo pytań. Co gorsza, nie na wszystkie znalazłem odpowiedź w internecie, więc niektóre mogłem zweryfikować dopiero na miejscu. Skoro mam już jednak to doświadczenie, to trochę głupio byłoby się nim nie podzielić, prawda?

Pamiętajcie jednak, że wszystko, co tutaj piszę, to nie są żadne prawdy objawione. To moje obserwacje i spostrzeżenia, a nie suche fakty podparte badaniami naukowymi. Nie jestem alfą i omegą, czasem mam prawo się pomylić.

Przeczytaj też: Gdzie zjeść w Splicie?

Co warto wiedzieć, wyjeżdżając na wakacje do Splitu / Chorwacji?

1. Chorwację odwiedzisz „na dowód”

Nie potrzebujesz paszportu. Chorwacja od 2013 roku jest w Unii Europejskiej i jej obywatele są wpuszczani do kraju za okazaniem dowodu osobistego. Potwierdza to także strona Ministerstwa Spraw Zagranicznego – to najlepsze źródło szukania tego typu informacji.

13288957_1200607639957911_415782334_n

2. Najkorzystniej jest płacić kartą

Przed wyjazdem mocno naszukałem się kun (chorwacka waluta) sprzedawanych po dobrym kursie. W Poznaniu nie znalazłem kantoru, który oferowałby je po kursie niższym niż 70 groszy za 1 kunę. Lepiej było w moim rodzinnym Gorzowie, niemniej i tak zapłaciłem o ok. 10 groszy więcej niż w przypadku kursu bankowego. Na 10 kunach straciłem złotówkę, na 100 dychę, na 1000 stówkę. A kupiłem 3000.

Czyli +/- 300 zł zarobił na mnie kantor. To nic złego, w końcu na tym ten biznes polega, ale jednak 3 stówy to całkiem spora suma, którą z chęcią przeznaczyłbym na coś innego, np. na jeszcze więcej jedzenia.

Oczywiście można było tego uniknąć, a w zasadzie mocno ograniczyć zarobek kantoru. Zdecydowanie najkorzystniejsze jest płacenie kartą. Dlaczego? Bo kurs jest najniższy z możliwych. Nie jestem pewien, ale bank raczej nie zarabia na samym przewalutowaniu, a jeśli tak, to jest to tylko promil tego, czego żądają w kantorach (popraw mnie, jeśli się mylę). Dodatkowych prowizji za płatność kartą nie ma, a jeśli w Twoim banku jest, to czym prędzej zmień bank.

Rzecz jasna płacenie kartą wszędzie, gdzie się da, niesie ze sobą też kilka minusów. Po pierwsze, no właśnie nie wszędzie się da. W Chorwacji było to normą w każdym markecie czy knajpce, ale już na targu za owoce, w piekarni za chleb, czy w lodziarni za lody płacić musiałem gotówką. Po drugie, jeśli nie mamy na wyjeździe internetów, to monitorowanie salda przysparza sporo problemów – w takim przypadku może ponieść nas fantazja i obudzimy się z wyczyszczonym kontem albo co gorsza z debetem.

Koniec końców jakąś sumą w gotówce warto ze sobą wziąć. Są jednak alternatywy: można nie wymieniać złotówek w Polsce, tylko zrobić to w Chorwacji – nie wszystkie kantory je przyjmują, ale te, które to robią, oferują często lepszy kurs niż u nas w kraju. Poza tym, warto dowiedzieć się, jaką ma się w banku prowizję przy wypłatach pieniędzy z bankomatów zagranicą – wbrew pozorom może okazać się to korzystniejsze niż kupno waluty w kantorze.

13293039_1200607669957908_233425850_n

3. Plaże

Są słabe, ale z plażami jest jak z pizzą i seksem – nawet słaba jest dobra. Zwłaszcza jeśli tylko pogoda dopisze (o niej zaraz). Zacznę może od tego, że 99% plaż w Chorwacji jest kamienista, co trochę odstaje od polskiego wyobrażenia o wypoczynku na wybrzeżu. O ile jeszcze leżenie na takiej plaży jest całkiem spoko, o tyle dojście do wody i samo pływanie (dno to również kamienie) może być okupione bólem i płaczem. Warto więc zainwestować w obuwie crocsopodobne.

Chyba że uprzemy się na plaże piaszczystą. W takim Splicie jest jedna i jest to główna plaża miejska, zdecydowanie najpopularniejsza ze wszystkich. Już w maju było na niej trochę ludzi i podejrzewam, że w sezonie jest na niej przynajmniej tyle osób, co we Władysławowie w lipcu, gdy słońce mocniej zaświeci – człowiek na człowieku. I niby wszystko fajnie, ale Bačvice wielkością przypomina plaże nad byle polskim jeziorem. Szału nie ma, ale jeśli jest pogoda, doskonałe towarzystwo i drink w łapie, to w zasadzie nic więcej nie jest Ci potrzebne.

13289101_1200607626624579_700981776_n

4. Toalety publiczne

Blisko atrakcji turystycznych są, zazwyczaj płatne. Utrzymana jest w nich względna czystość. Jeśli chodzi z kolei o plaże w Splicie, toaletę widziałem jedynie na piaszczystej plaży (Bačvice) i jest ona bezpłatna, na innych człowiek i jego pęcherz pozostawieni są sami sobie.

5. Nawet gdy pada, to pogoda jest doskonała

Dzień przed wyjazdem sprawdziłem prognozę pogody i nie wierzyłem własnym oczom – akurat przez tydzień mojego pobytu miało dzień w dzień padać. Skończyło się na tym, że coś siąpiło w dzień przyjazdu i nazajutrz, mniej więcej do godz. 13, bardzo mocno lało. Później wyszło słońce, które z rzadka chowało się za chmurami, a na dłużej znikało jedynie nocą.

Przez cały czas było ciepło, ale nie upalnie, ok. 20 stopni Celsjusza w cieniu – dla mnie jest to wręcz idealna temperatura. Warto jednak pamiętać, że temperatura nie jest mocno związana z promieniowaniem UV – my o tym zapomnieliśmy i już pierwszego dnia plażowania spiekliśmy się na różowo jak prosiaczki, po czym płakaliśmy godzinami z bólu i wycieńczenia. Nic poważnego nam się nie stało, ale nie popełniaj naszego błędu. Dobry krem z mocnym filtrem UV to podstawa, tym bardziej w sezonie.

6. Piwo

Piwa w Chorwacji nie brakuje. W większości marketów można odnaleźć marki znane w całej Europie, ale moim zdaniem warto zainteresować się tutejszymi wyrobami – przemawia za nimi zarówno cena, jak i smak.

Najczęściej dostępnym piwem w sklepach i knajpach są dwie marki – Ožujsko i Karlovačko. Oba to eurolagery, płaskie, nijakie i bez wyrazu, pasujące do wszystkiego i możliwe do wypicia w większej ilości. Ožujsko jest jednak moim zdaniem słabsze, smakuje w zasadzie jak barwiona woda, a jeśli nie daj Boże nieco się ogrzeje, to przestaje być zdatne do picia. Karlovačko na tym tle prezentuje się znacznie lepiej – ma „jakiś” smak i pije je się z małą przyjemnością. Wiadomo, że nie jest to kraft, ale szczerze mówiąc plaża to nie miejsce na piwną rewolucję, większość rzemieślniczych piw jest na taką aurę zwyczajnie za ciężka.

13250354_1200607599957915_1703159509_n

W takich okolicznościach przyrody najlepiej wchodzą radlery. Tu znów rządzi Karlovačko ze swoim limonkowym piwem – kwaśnym, orzeźwiającym i tylko lekko słodkim.

Z mniej dostępnych piw Tomislav wydawał mi się ciut za ciężki, za to całkiem fajne wrażenie zrobił Zlatni Pan oraz Niksičko – też lagery, podobnie jak Karlovačko i Ožujsko, ale znacznie bardziej wyraziste.

Aha, jeszcze taka ciekawostka: w jednej z knajp dorwałem Pale Ale z Zagrzebia. Do Chorwacji też dotarła piwna rewolucja.

7. Wzgórze Marjan

Wprawdzie główną atrakcją Splitu jest starożytny Pałac Dioklecjana wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, który wraz z całą okoliczną zabudową jest rzeczywiście bajeczny, ale o wiele większe wrażenie zrobiło na mnie Wzgórze Marjan, oddalone od historycznego centrum miasta o jakieś pół godziny drogi piechotą. Wspaniała przyroda i przepiękny widok na Split – dla tych dwóch rzeczy warto się tutaj wdrapać (lekki spacer, trochę schodów, trudno się mocniej zmachać). Poza tym na Wzgórzu działa także zoo. A w zasadzie powinno działać, bo w dzień, w który wszedłem na Marjan (Marjana?) było zamknięte na cztery spusty. Widziałem tylko osła, zawsze coś.

13288864_1200607683291240_944474811_n

8. Jest tu dużo kotów

Nie wiem, czy tak jest w całej Chorwacji, ale w Splicie na 10 spotkanych kotów przypadał 1 pies. Kota spotykałem na każdym kroku – zarówno te ładne, rasowe i zadbane, jak i brzydkie mieszańce z wygryzionym futrem. Jeden nawet wtargnął nam do mieszkania i nasikał na dywan.

13249498_1200607633291245_199687136_n

9. Rakija? W Splicie towar deficytowy

Przed wyjazdem sporo znajomych i czytelników mówiło mi, że nie ważne, co będę jadł, ważne, że będę zapijał to rakiją. No i guzik prawda. Rakija w Splicie to towar deficytowy, dostępny w niewielu sklepach. Nawet nie miałem okazji spróbować.

O wiele popularniejsze jest wino – produkt eksportowy z Dalmacji. To, które piłem, było raczej z niższej półki, zatem trudno mi się odnieść do jego smaku. Tym bardziej, że za winem jako takim raczej nie przepadam.

10. Piekarnie

Na każdym rogu jak Turek w Berlinie Zachodnim. W ofercie wypiekane na bieżąco chlebki (w smaku przypominające polskie bułki), burek (tutejszy fast food – coś w rodzaju ciasta francuskiego z dodatkami, sam jadłem z serem i było smaczne i sycące), gotowe kanapki, tortille, słodkie wypieki itd. Spory przekrój świeżych smakołyków, po które zawsze jest blisko i można je zjeść często również w późnych godzinach nocnych. Chciałbym tak w Polsce!

13275874_1200607653291243_788841162_n

11. Wycieczki z biurami podróży

Split to fajne miasto, ale na kilka dni, później zaczyna się nudzić. W związku z tym szukaliśmy wycieczek w inne rejony. Początkowo myśleliśmy o Jeziorach Plitwickich, które są ponoć najpiękniejszym miejscem w Chorwacji. Rozważaliśmy dwie opcje: albo pojechać tam na własną rękę, albo z biurem podróży. Po szybkim przeliczeniu wyszło nam, że pojedyncze wejście do parku narodowego jest droższe niż cała wycieczka (wraz z przewodnikiem, dojazdem itd.) z biura podróży. Nieźle, co?

Ostatecznie do Jezior Plitwickich nie pojechaliśmy, wybraliśmy coś tańszego i znajdującego się bliżej Splitu…

12. Krka Waterfalls

Park Narodowy Krka zrobił na mnie OGROMNE wrażenie! Ze Splitu jechaliśmy tam ok. 1,5 godziny autobusem, a następnie mniej więcej 30 minut płynęliśmy łódką (czy to prom? czy to prom? czy to prom?).

Na miejscu możemy podziwiać niezliczoną ilość wodospadów. Wygląda to PRZEPIĘKNIE, a pod tym usytuowanym najniżej można kąpać się od początku czerwca. Szlak nie jest długi, w spacerowym tempie przeszliśmy go w mniej więcej godzinę. Najciekawiej było chyba na szczycie wodospadów, gdzie spaceruje się nad rzeką na drewnianych pomostach i skąd rozpościera się wyjątkowy widok. Czułem się trochę tak, jakbym był w jakimś naprawdę odległym i egzotycznym miejscu.

13245834_1200607663291242_910621753_n

Zatem jeśli odpoczywasz w Splicie, poświęć pół dnia i pojedź zobaczyć wodospady w Parku Narodowym Krka. Za wycieczkę, w cenę której wliczony był dojazd na miejsce i powrót, wejście na teren parku oraz krótkie zwiedzanie Sibenika (malownicza miejscowość nieopodal) zapłaciliśmy 300 kun na głowę (275 jeśli ma się ważną legitymację studencką).

Przeczytaj też: Gdzie zjeść w Splicie?

Na tę chwilę to wszystko, co przychodzi mi do głowy. Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach – postaram się odpowiedzieć, najlepiej jak potrafię.

ZOBACZ MOJEGO VLOGA Z CHORWACJI I SUBSKRYBUJ KANAŁ

  • Niezły tekst – dzięki niemu już mam rozeznanie co i jak 😀 Plusik za ukrycie Łony w tekście 😛

  • Joanna Opałka

    Co do piw, zgadzam sie, są niezbyt dobre, ale zdecydowanie większością glosów ozujsko wygrywa w smaku z karlovacko….

    • Większością głosów? Ale czyich? 😛 Nasza czwórka zdecydowanie opowiedziała się za Karlovacko. 😛

  • No weź, tylko jedna krótka wzmianka o burku? Toż to jest najlepsze na świecie, podstawa egzystencji bałkańskiej!

    • Zjadłem raz, przez przypadek. W Splicie nie było to aż tak popularne. 😉

      • Wracaj na Bałkany i nadrabiaj 😀

  • Patryk

    Brakuje Mi tylko wzmianki o noclegach, poza tym bardzo dobry tekst !

    • Jeśli chodzi o nocleg wynajęliśmy (przez Booking.com) w czwórkę apartament (dwie sypialnie, salon, łazienka, duża kuchnio-jadalnia) za 365 euro za całość na tydzień. Wyszło po 91,25 euro na głowę, czyli przy obecnym kursie ok. 410 zł / os. za 7 nocy. Moim zdaniem bardzo korzystna cena, zwłaszcza że wszędzie mieliśmy blisko (10 minut na plaże, 5 do portu i 5 do Pałacu Dioklecjana).

      Zarezerwowaliśmy mieszkanie jeszcze w listopadzie (żadnych zaliczek, płatność dopiero na miejscu) i niemal od razu kupiliśmy euro. Okazało się to o tyle korzystne, że było to jeszcze przed obniżką ratingu dla Polski przez jedną agencji, po którym kurs złotówki do euro wzrósł dość diametralnie. Nie pamiętam dokładnie po jakim kursie kupiliśmy euro, ale było to ok. 4,2 zł za 1 euro. Wyszło więc ok. 385 zł / os. za 7 noclegów.

      W okolicy widziałem bardzo dużo apartamentów w różnym standardzie, trochę hoteli (zapewne droższych) i żadnych tanich hosteli (może gdzieś dalej od centrum). Trudno mi się jednak szerzej wypowiedzieć na temat hosteli, gdyż szybko znaleźliśmy ofertę, z której skorzystaliśmy.

      Mam nadzieję, że choć trochę pomogłem rozwikłać tę kwestię. 🙂