Wyszukiwarka

The Cool Cat (Warszawa)

Z chęcią bym zamieszkał nad taką knajpą.

Dlaczego? Bo The Cool Cat zdaje się być lokalem skrojonym wprost pode mnie – jest tu wszystko to, co cenię, lubię i poszukuję w gastronomii. Tak jakby ktoś prześledził nie tylko to, co piszę na temat jedzenia na mieście w internecie, ale także zrobił pełen skan mojego mózgu, wszystko zanalizował i na tej podstawie stworzył knajpę, która koniecznie skradnie żołądki i serce Macieja Blatkiewicza. Choć tak nie było, to rzeczywiście tak się stało – zakochałem się po uszy w The Cool Cat z warszawskiego Powiśla.

Zobacz videorecenzję i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Lokal jest niewielki, raptem kilka stolików, co mnie bardzo odpowiada – im większa sala, tym więcej gości i tym więcej potencjalnych problemów, wpadek i trudności. W środku panuje luźna atmosfera, z głośników lecą rapsy prosto z USA – momentami może nawet ciut za głośno, ale ktoś taki jak ja, kto nie przepada za atmosferą nadęcia panująca w niektórych restauracjach, w takim klimacie poczuje się jak ryba w wodzie.

Jeśli mam być jednak szczery, to knajpa mogłaby być nawet wielkości Dworca Centralnego, obsługa mogłaby podawać jedzenie pod krawatem, a dominującym gatunkiem muzycznym mógłby być estoński jazz, o ile na talerzach serwowane byłoby to samo DOBRO, co obecnie. Jestem z tych osób, którą nad atmosferę, klimat i wystrój przedkładają jedzenie. Jeśli jest ono doskonałe, to mogę je jeść nawet na podłodze czy w obskurnej budzie.

W The Cool Cat żarcie jest właśnie doskonałe. Co więcej, totalnie wpasowuje się w moje upodobania, a przy okazji panujące trendy. Dużo kuchni azjatyckiej, ale takiej w nowoczesnym wydaniu; trochę streetfoodowych naleciałości; jedno czy dwa fit dania, żeby i Sonia była zadowolona; a do tego dobre jakościowo składniki i talent na kuchni. Wszystkie elementy tej układanki są wstrząśnięte i dokładnie ze sobą wymieszane, dając bombowy efekt „wow”, pojawiający się przy każdym kęsie każdego dania.

Mówię serio, nawet lemoniada mnie zachwyca – jest kwaśna, niemalże „wykręca mordę”, a przy tym doskonale orzeźwia. Większe oklaski należą się jednak bao, w których The Cool Cat zdaje się specjalizować. To azjatyckie bułeczki na parze podawane tu w różnych konfiguracjach smakowych. O ile soft shell crab z obłędną salsą mango może być lekkim rozczarowaniem (głównie w zestawieniu z dość wysoką ceną – 30 PLN), o tyle opcja z boczkiem w sosie hoisin z orzeszkami ziemnymi i kolendrą (16 PLN) to już czysta magia. Jadłem, aż mi się uszy trzęsły, takie to było smaczne!

Bao należy traktować jednak jako przystawkę – to nie jest danie, którym najemy się obiadowo. W porze popołudniowej lepiej domówić kaftan burgera (32 PLN), w skład którego wchodzi wołowina hereford lub angus (w zależności od dostawy), ser cheddar panierowany w panko (!), karmelizowana cebula i majonez jalapeno. Całość zamknięta w niepozornej, lekko mlecznej bułce. Powiem krótko: to jeden ze smaczniejszych burgerów, jakie jadłem w ostatnim czasie, a frytki obsypane pudrem z nori i gochujang były świetnym dopełnieniem jego wspaniałości.

A jeśli ma się ochotę na coś lżejszego, to można wybrać wędzoną makrelę z puree z białych warzyw i czipsami z topinambura (34 PLN). Trochę nie moja bajka, choć spróbowałem w dwóch kęsach i złego słowa nie powiem. Nie sądziłem, że „białe warzywa” mogą smakować tak dobrze.

Zanim z wywieszonymi jęzorami polecicie do The Cool Cat, pozwólcie, że coś Wam jeszcze powiem: zastanówcie się, czy ten pierwszy raz nie lepiej wybrać się rano, na śniadanie. Zwłaszcza jeśli myślicie o weekendzie. W tygodniu dostępne są bowiem zwykłe śniadania z karty, które owszem, potrafią zachwycić (banh mi z koreańskim pasztetem, boczkiem i jajem sadzonym wygląda doskonale – 17 PLN), ale w soboty i niedziele dzieją się już prawdziwe cuda! Właśnie w weekendy serwowane są zestawy śniadaniowe po 30 PLN każdy.

Jest np. zestaw śródziemnomorski, w skład którego wchodzi szakszuka, hummus buraczany, tabbouleh na kuskusie, chałwa sezamowo-migdałowa, pita i domowy labneh z zatarem. Albo zestaw klasyczny z jajecznicą ze szczypiorkiem, smażoną kiełbaską z jarmużem, twarożkiem z rzodkiewką i ogórkiem, pieczywem, masłem, sałatą z lekkim dressingiem i pomidorem, serem korycińskim z miodem i czarnuszką oraz muffinem jabłkowo-cynamonowym z kremem i wiśnią.

Moim faworytem jest jednak zestaw azjatycki. Marynowany korzeń lotosu z wiśnią i sezamem, ryż smażony z kim chi i jajkiem, pieczony boczek w sosie hoisin z fistaszkami, czipsy krewetkowe, koreański pasztet, piklowane warzywa z kolendrą, bagietka, sos ssamjang oraz naleśnik pandanowy z kayą, białą nutellą i prażonym kokosem (hit!). Wiem, że 3 dychy za śniadanie może wydawać się dość dużą kwotą – tym bardziej, że w cenę nie wlicza się żaden napój (a w ofercie jest choćby kontrowersyjna matcha latte) – niemniej za taki wypasiony zestaw, którym nie tylko się najesz po brzegi, ale i zachwycisz niemal każdą miseczką, nie są to wcale wygórowane pieniądze.

Kiedy jednak byście nie zdecydowali się na odwiedzenie The Cool Cat, to na pewno będzie świetnie i baaardzo smacznie. Życzę Wam, żebyście też się w tych wszystkich fantastycznych smakach zakochali. Ba, nawet Wam zazdroszczę, że spróbujecie ich po raz pierwszy – chciałbym przeżyć tę pierwszą ekscytację ponownie.

PS Żeby nie było samych „ochów” i „achów”: na jedzenie czeka się trochę długo, ale naprawdę warto uzbroić się w cierpliwość.

Lokalizacja: Solec 38, Warszawa | fanpage

zakres cen: 30-50 PLN

Ocena Ogólna

Rewelacja

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
3.67/5 (3)
Ja oceniam na...

  • Gezzior

    ‚Jestem z tych osób, którą nad atmosferę, klimat i wystrój przedkładają jedzenie. Jeśli jest ono doskonałe, to mogę je jeść nawet na podłodze czy w obskurnej budzie.’
    Próbowałeś może jedzenia w Hindustanie (obecnie ul. Opolska na Dębcu)? Jedzenie wg mnie i paru opinii na Facebooku bardzo dobre, ale buda straszy. Byłoby super przeczytać Twoją opinię czy recenzję na temat tego miejsca.

    • Dębiec mi jest tak bardzo nie po drodze… Ale postaram się, brzmi zachęcająco. 🙂