Pasztecik (Szczecin)

DSC_0654

Po długiej, długiej przerwie (tak, pamiętam, Po Sąsiedzku wygrało w lutym, a ja jeszcze nie odwiedziłem, spokojnie) Szczecin wrócił do comiesięcznej loterii nowo odwiedzonych miejsc. Tym razem padło na Pasztecika. Legendę. A takiej legendy nie można opisać bez przedstawienia chociaż krótkiej historii tego dania.

DSC_0651

DSC_0655

1969. Szczecińska WSS „Społem” otrzymuje z demobilu, od stacjonującej w mieście Armii Czerwonej, Пирожковый автомат – owoc radzieckiej myśli technicznej, spożywczej i zbrojeniowej lat 50., zdolny wykarmić krasnoarmiejców w każdych, nawet najgorszych warunkach przygotowywanymi automatycznie „pirożkami”. Jednak po spolszczeniu nazwa „pierożki” kompletnie nie odpowiadała temu, co smażyła maszyna, czyli drożdżowym bułeczkom z farszem. I to właśnie dzięki temu farszowi, przypominającemu pasztet, Bogumiła Polańska, ówczesny technolog żywienia w Społem, nadała jego obecną nazwę. Przyjęła się natychmiast i szturmem zdobyła Szczecin.

Nowy bar otwiera się w nieistniejących już pawilonach naprzeciwko kina Kosmos – ten w obecnej lokalizacji otwiera się wpierw jako filia, w roku 1975. Rok wcześniej Spółdzielnia otwiera też niezależny, drugi bar, na Wielkiej – ten jednak nie dochowuje oryginalnej, starej receptury, choć istnieje do dziś. Wspólnym mianownikiem tych miejsc były gigantyczne kolejki, jakie towarzyszyły próbie zakupu tego specjału. Próbie – bo nie zawsze starczało dla każdego. Nie zawsze było też z czego zrobić mięsny farsz – wszak PRL lat 80. to okres niedoboru różnych produktów. Wtedy też narodziły się alternatywne wersje pasztecika – z masą jajeczną, z rybą, z twarożkiem.

Gwałtowna zmiana czasów – XXI wiek, mimo remontów wystrój praktycznie nie zmienia się. Właścicielka sprywatyzowanego już Pasztecika, Bogumiła Polańska, dba o kultowość tego miejsca. Na ścianie dalej wiszą te same mozaiki, nadal zamawia się w kasie przy wejściu, a posiłek odbiera w osobnym okienku, nadal można usiąść na starych, wysokich hokerach i zjeść przy starych, wysokich stołach. Kolejek już nie ma – ale lokal radzi sobie nieźle. Jeszcze tylko kilka dat: 2010 – pasztecik szczeciński zostaje wpisany na Listę Produktów Tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa. 2015 – miasto Szczecin chce naliczyć ogromną opłatę za istniejący od lat szyld. W obronie legendy staje cała rzesza szczecinian, a także lokalne media. Miasto ugina się, wprowadza tylko symboliczną opłatę.

DSC_0656

Czas na moją wizytę. Gdy się wchodzi – czuć klimat. Krzywe spojrzenie kasjerki, rzut okiem na cennik, od razu wiem gdzie jestem – poproszę po jednym z każdego. – Nie ma. – To poproszę po jednym z tego co jest. I barszcz. Dostaję paragon, który po drugiej stronie sali wymienię na 2 paszteciki z mięsem, jeden z jajkiem. Normalnie by były jeszcze z kapustą i grzybami, ser i pieczarki oraz parówka w cieście. Ale, no właśnie, nie ma.

DSC_0652

DSC_0649

Jemy! A jest co jeść. Najpierw ten z mięsem. Obsmażone na złoto-brązowo ciasto jest dość tłuste, ale pulchne i mięciutkie w środku i o swoim niepowtarzalnym zapachu. Skrywa w sobie przepyszne nadzienie z drobno zmielonej wołowiny, świetnie przyprawionej, z dominującym aromatem pieprzu. Danie proste, ale dość pożywne i sycące. Wielkość niezmienna od lat – jeden pasztecik na małą przekąskę, dwa na mały głód, po trzech przetrwałem pół dnia do kolacji.

DSC_0641

DSC_0645

Jako drugi spróbowałem wariant z jajkiem, i by się zbytnio nie rozpisywać, dostajemy ćwiartkę jajka w znanym już cieście. Jeszcze prostsze, jeszcze mniej doprawiania, mniej sycące, i mniej smaczne, przynajmniej moim zdaniem. Ale przyzwoite mimo wszystko, zjadłem ze smakiem.

DSC_0642

Do pasztecika obowiązkowo bierze się barszcz, i to nie byle jaki: żadne tam badziewie z proszku, tylko porządny barszcz z buraków. Gorący, dobrze doprawiony, rozgrzeje w nawet najgorszą zimę. A i latem nie ma czym pogardzić. Do pełnej nostalgii (lub vintage) brakuje jeszcze tylko kubków ze Społem lub GS. Ale takich niestety nie uświadczymy i musimy spożywać z jednorazówek.

Lubię przychodzić do tego lokalu. I często to robię. Bo wiem, że zjem tu szybko. Może i w 1969 to nie Sowieci, ale Amerykanie wysłali człowieka na Księżyc, ale to Sojuz wymyślił maszynę która karmi nas do dziś. A jakoś nie przypominam sobie, by dziś ktoś latał na Srebrny Glob…

Lokalizacja: aleja Wojska Polskiego 46, Szczecin

Cena:
* każdy pasztecik 2,90 zł
* barszcz 2 zł

Smakowitość:

pasztecik z mięsem 95%
pasztecik z jajkiem 80%
barszcz 85%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: Sowieckaja tiechnika – Гнется, не ломается, niezmiennie od 1969

[icon-box icon=twitter width=1/3]
Bądź na bieżąco i obserwuj mnie na Twitterze.
[/icon-box]

[icon-box icon=photo width=1/3]
Najapetyczniejsze zdjęcia? Sprawdź na Instagramie.
[/icon-box]

[icon-box icon=user width=1/3]
Nie wiesz, gdzie zjeść w Poznaniu? Zapytaj w grupie na Facebooku.
[/icon-box]

 

  • Kasia

    Smak dzieciństwa i wizyt w Szczecinie – najbliższym dużym mieście w promieniu 100km. Najpierw zakupy na „Słonecznym” a potem pasztecior w rękę i do domu. No i wycieranie tłustych palców w tapicerkę 😀 Chyba czas się wybrać do Szczecina niebawem!

  • Szatan, cholera

    Ooo ja, ciekawe. Z wielką chęcią bym spróbowała.

  • MG fan WZA

    Bardzo ciekawy artykuł, dobrze się czyta. Jeśli kiedyś będę w Szczecinie, spróbuję 🙂

  • Muszka

    O rany mam łzy wzruszenia gdy zobaczyłam paszteciki wiem,wiem głuptas ze mnie to tylko jedzenie:) . Paszteciki jadłam jako 6-latak mieszkająca tam Boże niebo w gębie to było . Czasem myślami wracam do tego smaku. Za rok jedziemy tam na wakacje do rodziny to i paszteciki zjem o ile nie zamkną tego kultowego miejsca:(