Mugi (Szczecin)

Screenshot_2016-06-13-10-57-29-01

Takie rzeczy w Szczecinie? Jestem pozytywnie zaskoczony!

No bo wiecie, to miasto paprykarza, śledzi, a przede wszystkim kebabów – serio, są one tutaj na każdym rogu – i dziwnych wynalazków otoczonych kultem pokroju pasztecików czy frytkebaba (frytburgera?). Mugi jawi się tu jako coś totalnie z innego świata, bo spokojnie przyciągałoby gości w każdym innym, większym mieście w Polsce. I w prawie każdym – chyba tylko poza Warszawą – pozostałoby totalnie bezkonkurencyjne.

Jak sama nazwa – „Atelier Japońskich Smaków” – wskazuje, w Mugi skupiają się na kuchni z Kraju Kwitnącej Wiśni. Nie na sushi, choć i to ostatnio się pojawiło w ofercie (martwi mnie to, nie tędy droga), a na daniach w Polsce mniej znanych. I tak w menu jest m.in. zyskujących na popularności w kraju ramen, smażony makaron, ryż ten-don oraz specjalność lokalu – udon na kilka różnych sposobów.

Zaczynam od przystawki. Proszę o pierożki gyoza, których od wizyty w poznańskim Sushi Point jest ogromny fanem, ale nie ma ich tego dnia w ofercie, więc zamawiam sałatkę wakame. Prosta, całkiem sycąca przekąską złożona z wodorostów wakame, świeżego ogórka, pora, marynowego imbiru, surimi i sezamu. Świetna rzecz na start, nieźle pobudza apetyt i smakuje naprawdę znakomicie. Przy następnej wizycie mam jednak nadzieję, że załapię się na pierożki.

Screenshot_2016-06-11-20-16-56-01

Na główny posiłek wybieram specjalność Mugi, czyli udon yudame ebi z warzywami i owocami morza w tempurze. To jedno z tych dań, na które trzeba poświęcić sporo czasu i mnóstwo cierpliwości.

Zacznę od tego, że jest to potrawa DIY („do it yourself”). Niemal wszystkie składniki otrzymujemy w osobnych miseczkach. Gruby i śliski makaron udon w tej największej, pełnej wody. W nieco mniejszej tuż obok znajduje się bulion, do którego trzeba najpierw wrzucić nitki pora i wcześniej rozgniecione ziarna sezamu. Z kolei do miseczki ulokowanej bliżej warzyw i owoców morza w tempurze trzeba wsypać marynowaną rzodkiew i imbir, a następnie zamerdać powstałym sosem.

IMG_20160608_144855

Przygotowania mamy z głowy, teraz możemy jeść. I o ile wcinanie różnych dobroci w tempurze nie sprawia kłopotów – po prostu chwytamy krewetkę, szparaga czy cokolwiek innego i maczamy w sosiku, o tyle z udonem mniej wprawionych w bojach czeka prawdziwa walka. Cała zabawa polega bowiem na tym, by wyciągać udon z jednej miski z wodą i wkładać do tej drugiej z bulionem, by po chwili go wyjąć i zjeść. Prawda, że proste?

No, niezupełnie. Makaron udon ma to do siebie, że jest bardzo śliski. A je się go pałeczkami. No i teraz sobie wyobraźcie, jak wygląda proces przekładania go z miski do miski. Tragedia! Serio, je się to bardzo upierdliwie, więc mniej cierpliwym nie polecam tego dania.

Screenshot_2016-06-11-20-03-48-02

Niemniej, smak mi te katusze nad miskami trochę wynagrodził. Tylko trochę, bo liczyłem jednak na bardziej intensywne smaki. Myślałem, że będzie jak z ramenem czy sajgońskim pho, które mają sporą głębię. Tu zarówno bulion, jak i sos do tempury, smakują bardzo dobrze, ciekawie, ale są przy tym dość delikatne i brakuje im – przynajmniej dla mnie – ciut wyrazistości. Ale udon jem po raz pierwszy w życiu, może właśnie tak ma być. Tempura przygotowana w punkt.

W międzyczasie Hasztag Gastro zajada się smażonym makaronem z wieprzowiną. Próbuję trochę od niego i to jest to, co lubię w tej kuchni – intensywny smak i prostota składników. Mateusz był w Mugi po raz drugi, po pierwszej wizycie napisał recenzję na swojego bloga, więc jeśli zainteresowała Was ta miejscówka, spójrzcie jeszcze na jego opinię.

Screenshot_2016-06-13-10-58-54-01

Wnioski? Po pierwsze, cieszę się, że spróbowałem udon – to cenna lekcja i przy następnej okazji trzy razy zastanowię się, czy jestem na tyle cierpliwy, by go zamówić. Po drugie, bardzo podoba mi się wnętrze Mugi – jest klimatycznie i przestrzennie. No i po trzecie, mała rada dla właścicieli knajpy – nie idźcie w sushi, przecież wszyscy je mają, a Wy macie lepszy i ciekawszy produkt. Spójrzcie na YetzTu z Poznania – tam też przez długi czas była surowa ryba z ryżem w menu, ale gdy z niej zrezygnowano i postawiono na ramen, to wyszło to temu lokalowi na dobre.

Mówiąc inaczej, wizyta w Mugi to pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy odwiedzają Szczecin. Coś naprawdę innego!

ZOBACZ MOJEGO VLOGA ZE SZCZECINA I SUBSKRYBUJ KANAŁ NA YOUTUBIE

Lokalizacja: Al. Wojska Polskiego 22, Szczecin | fanpage

Ceny:
* sałatka wakame – 15 zł
* udon – 35 zł
* makaron smażony – 25 zł

Smakowitość:

sałatka wakame 85%
udon 80%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: kuchnia japońska to nie tylko sushi!

Bądź na bieżąco i obserwuj mnie na Twitterze.
[/icon-box]

[icon-box icon=photo width=1/2]
Najapetyczniejsze zdjęcia? Sprawdź na Instagramie.
[/icon-box]

[icon-box icon=user width=1/2]
Nie wiesz, gdzie zjeść w Szczecinie? Sprawdź blog Hasztag Gastro.
[/icon-box]

[icon-box icon=star-full]
Jestem na Snapchacie! Dodaj mnie do znajomych. Nick: wza_bekon.
[/icon-box]

  • Jeszcze 2 miesiące i też zjem 😀

    • zgadula

      że w Szczecinie? zapraszamy 😉

      • Si, jadę do znajomych na tydzień 😀 A na to czaje się od kiedy się dowiedziałem o otwarciu 😀

        • zgadula

          jeśli akurat za 2 miesiące, to trafisz też na Festiwal Sztucznych Ogni „Pyromagic”, jedna z najfajniejszych miejskich imprez w Szczecinie 😉

          W ogóle Szczecin to da się lubić. Naprawdę polecam, myślę że @maciejblatkiewicz:disqus może to potwierdzić 😉

          • Yup – byłem na tym festiwalu w zeszłych latach 🙂 Miasto mi znane, bo dość często tam bywam 🙂

          • Potwierdzam! 😀

    • Smacznego!

  • Drago

    Udon taki właśnie jest, ale trochę wprawy i człowiek się uczy. W Mugi jest smacznie, ale w sumie jedzenie nie smakuje, jak japońskie odpowiedniki. Ramen, ewentualnie, ale makaron też nie do końca jest tym, czym powinien. A gyoza to już w ogóle chińskie pierożki 😀

    • Chińskie czy japońskie – ja po prostu uwielbiam te pierożki. 😀

      • Drago

        Mi też bardzo smakowały, ale byłam bardzo nastawiona na gyozę, bo mi jej brakowało, więc uroniłam łzę rozczarowania, zanim je wszystkie, no, zeżarłam 😉