Wyszukiwarka

Zdolni (Poznań)

Najpierw masa, potem masa.

Okolice skrzyżowania ulicy Piekary ze Świętym Marcinem są naprawdę ciekawe kulinarnie. Wysyp naprawdę niezłych food trucków, sushirolki, „starzy wyjadacze” w postaci Azalii i Mollini, a niedługo także poznański Shrimp House. Od paru miesięcy jest tu jeszcze knajpa Zdolni, która naprawdę udanie wpasowuje się w ten zróżnicowany krajobraz.

Teoretycznie miejsce spełnia wszystkie kryteria, żeby nazwa je pubem sportowym. Piwo? Jest. Telewizor, na którym non stop leci jakiś mecz? Stwierdzony. Klimatyczne dekoracje z przedmiotów związanych z różnymi dyscyplinami? Mamy to. Kropla potu Wilta Chemberleina zebrana po tym, jak w meczu NBA rzucił rekordowe 100 punktów? W toalecie, na honorowym miejscu.

Obejrzyj videorecenzję ze Zdolnych i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Mało tego, cyklicznie zmieniające się menu, również jest bardzo sportowe. Podzielono je w pół: jedna część dla tych, którzy stawiają masę na pierwszym miejscu, a druga dla tych ciut mocniej zorientowanych na robienie rzeźby. Czyli w zależności od swoich priorytetów i tak coś znajdziesz dla siebie. Dla mnie bomba.

screenshot_2016-09-26-20-07-39-01

Długo nie myśląc, stawiam na masę. Placek po węgiersku brzmi jak coś, co zrobi mi dzień. Domawiam do tego krem z chrzanu z boczkiem i grzankami, którym się dzielę z Sonią. Ona wybiera tagliatelle z prawdziwkami, kurkami i mięsem. Rzeźba nas najwidoczniej tego dnia nie interesuje.

screenshot_2016-09-26-20-06-11-01

Zaczynamy od zupy. Jestem do niej dość sceptycznie nastawiony, bo chrzan to jest jedna z ostatnich rzeczy, po którą sięgam w jakiejkolwiek sytuacji – nawet w Wielkanoc do białej kiełbasy. Krem jednak wykręca mordę delikatnie, a cała zadziorność chrzanu jest raczej subtelna, co mi pasuje. Tym fajniej przegryza się ją grzankami czy chrupkim boczkiem. Porcja solidna, podana w designerskim talerzu.

screenshot_2016-09-18-16-43-31-01

Solidność porcji nabiera nowego znaczenia wtedy, gdy na stole lądują dania główne. Czegoś takiego dawno nie widziałem. Mój placek po węgiersku ma masę KILO DWIEŚCIE. Przecież tym kolosem spokojnie najadłyby się dwie osoby! Co więcej, całość smakuje naprawdę dobrze – nie jest to wprawdzie nic wykwintnego, bardziej taka domowa szama, ale mnie to pasuje. W połowie porcji jestem nażarty pod korek, ale nie poddaje się i dopiero po wciągnięciu 2/3 talerza proszę obsługę o zapakowanie reszty do domu. Tu by pewnie wyrzucili, a ja mam na jutrzejsze śniadanie (bo kolacja w grę nie wchodzi).

screenshot_2016-09-18-16-42-06-01

Danie Soni to może już nie KILO DWIEŚCIE makaronu, grzybów i mięsiwa, ale też ogrom jedzenia. Zjadła może połowę, choć wygląda tak, jakby porcję ledwo musnęła i wzięła ze trzy gryzy. Sam biorę ze dwa i muszę powiedzieć, że trochę inaczej sobie to wszystko wyobrażałem. Mniej mielonego mięsa, więcej kurek i prawdziwków. W rzeczywistości jest na odwrót. Wiadomo, więcej masy.

screenshot_2016-09-18-16-40-40-01

Menu zmienia się cyklicznie. Prawdopodobnie w chwili, gdy czytacie te słowa, w ofercie są już inne dania niż te tutaj opisane. Możecie być jednak pewni, że w Zdolnych zjecie całkiem smaczne, więcej niż do syta i za bardzo przyzwoite pieniądze. Przynajmniej, jeśli chodzi o menu dla tych na masie. O rzeźbę musicie zapytać kogoś innego, ja to bym najpierw musiał przejść na dietę.

Lokalizacja: Piekary 24, Poznań | fanpage

Ceny:
* zupa – 9 zł
* placek po węgiersku – 25 zł
* makaron – 24 zł

Smakowitość:

zupa 80%
placek 70%
makaron 60%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: KILO DWIEŚCIE ŻARCIA

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.76/5 (21)
Ja oceniam na...

  • Ewa Dworczak

    Żryj zdrowo. <3

    Muszę kiedyś zajrzeć, chociaż sport to nie moje klimaty. 🙂 Przy czym mnie, drobną kobietkę, akurat denerwują takie duże porcje, bo normalnych najczęściej nie dojadam, a też niespecjalnie lubię brać resztki, żeby odgrzewać w domu. Pamiętam, że jak jeszcze zaglądałam do Sphinxa, to brałam shoarmę dla dzieci, bo to była porcja akurat dla mnie. 😛

    A napoje wyglądają cudownie!

  • Joanna

    Zachęcona tą recenzją wybrałam się dziś i zamówiłam 2 obiady na wynos. Kotlet, placek po węgiersku i zupę. Po otrzymaniu zamówienia poszłam na parking, jedzenie zabezpieczyłam w bagażniku i pojechałam do domu. Po powrocie do domu i otwarciu bagażnika, buchnął smród spalenizny. Kotlet był czarny. Dobrze, że placka jest dużo to we dwoje najemy się tym co jest. I to jest przykre, bo jakby danie było do zjedzenia na miejscu to pewnie usmażyliby drugi, ale że klient wychodził to zamknęli w styropianie i po problemie. Mieszkam pod Poznaniem i nie uśmiechało mi się wracać tam z reklamacją. Po prostu nigdy więcej i nauczka na przyszłość- po otrzymaniu zamówienia na wynos należy otworzyć pudełka i sprawdzić zawartość.