Wyszukiwarka

YetzTu (Poznań)

Jako znany i ceniony (hehe) bloger kulinarny muszę wam powiedzieć, że nie jest to łatwe życie. Ludzie patrzą na was jak na debili, gdy robicie zdjęcia żarcia (głównie w sieciówkach), wydajecie masę hajsu na szamę na mieście, aby potem dowiedzieć się że jesteście „nie znającymi się debilami /szczeniakami/ samozwańczymi guru/ dopisz co chcesz”. Oj, nie jest lekko, tym milej, gdy raz na jakiś czas, zostaniecie przez kogoś zaproszeni. Tym razem zrobił to Poznański YetzTu, czyli sushi/bento/ramen bar.

WP_20130920_011W gruncie rzeczy propozycję złożył mi rednacz, a jak wiecie, jego propozycji się nie odrzuca #mafia, więc poszliśmy. On, bo jest rednaczem i ja, bo jako jedyna osoba z redakcji jadam sushi (serio, nie jem tylko burgerów). O tym, że do sushi nie dotrwaliśmy, opowiemy wam w kilku następnych akapitach. Ale chcę żeby była między nami jasność – nie uciekliśmy stamtąd przez niesmaczne jedzenie, ponieważ żarcie było pierwszorzędne.

WP_20130920_006Ale zanim o żarciu, opowiem wam o wystroju i klimacie lokalu, który miałem okazję dobrze poznać, bo Maciek miał się spóźnić. Lokal jest dość ascetyczny, a zarazem przyjemny, tablica służąca jako menu kolorowa i aż chce się ją czytać. Na kanapie ustawionej wzdłuż całej ściany leżą kupki z prasą i komiksami rodem z Japonii (Dragon Ball <3). Panuje tu prostota, ale i jakaś taka przyjazna atmosfera. Kot na ladzie nie ustaje w machaniu nam.

WP_20130920_010Po chwili odkąd się rozsiadłem, przyszła przemiła pani z obsługi i wytłumaczyła mi, co jest co (kilka potraw serwują jako jedyni w mieście i kraju). Bardzo dobre wrażenie, fachowa i miła obsługa, widać, że pracuje tam, bo interesuje się tym regionem, a nie tylko dlatego, że hajs musi się zgadzać. Lubię ludzi z pasją i w YetzTu takich można znaleźć, o czym doskonale świadczą potrawy, które mieliśmy niewątpliwą przyjemność tam pałaszować.

WP_20130920_009No właśnie, potrawy. Każdy z nas, zdecydował się na Ramen (ich specjalność i duma – jako jedyni go serwują), ale nie samym głównym żyję człowiek. I w tym miejscu płynnie przechodzimy do przystawek.

WP_20130920_003Przystawką przed przystawkami właściwymi była miska orzeszków ziemnych pokrytych wasabi. Bardzo fajne rzeczy, chrupkie i ostre zarazem, dobrze się je przegryza w oczekiwaniu na resztę, nie wypalają nam trzewi ale zaostrzają apetyt. Polubiłem.

WP_20130920_005[rednacz]

J-Mac powiedział wszystko, co trzeba. Podpisuję się pod każdym napisanym przez niego słowem. Nawet orzeszki w wasabi mi smakowały. A za wasabi nie przepadam, raczej omijam szerokim łukiem. Zapowiadało się doskonale.

WP_20130920_017

J-Mac

Kakuni

[J-Mac]

Przystawka składająca się z boczku i sosu śliwkowego. A dokładniej mówiąc z japońskiego boczku marynowanego z sosem śliwkowym. Sam boczek – takiego jeszcze nie jadłem – wręcz rozpływał się w ustach, delikatny, miękki a przy tym nie pozbawiony smaku. Jednak sam on nie był tak ważny jak wspomniany sos. Nie boję się tego powiedzieć i ręczyć za to moim dobrym imieniem: to jest drugi najlepszy sos, jaki miałem przyjemność jeść w Poznaniu. Ustępuje tylko wychwalanemu na łamach tego bloga BBQ z Whiskey in the Jar. Ten w YetzTu jest zarazem słodki i ostry, czuć w nim śliwkę i wiem jedno – nie jest to jakieś kupne pitu pitu, to jedna z receptur, które muszę poznać. Płacę jak za prezydenta .Gdy już skończyliśmy z boczkiem, było mi smutno, że nawet nie mam jak oblizać po nim tacki. Wrócę i będę to jadł. Wiem o tym.

WP_20130920_018rednacz

[rednacz]

Mistrzostwo świata – tak bym skwitował kakuni. Dotąd byłem zdania, że każdy boczek jest smaczny, ale najlepszy jest jest sztywny i chrupiący. Ten był miękki, łatwy do pogryzienia. I wcale nie taki znowu tłusty. W kompozycji z genialnym sosem śliwkowym – pychota. Do YetzTu warto się wybrać nawet tylko po to, by spróbować kakuni. Serio. Najeść się nie najesz, ale wrażenia smakowe pozostaną w pamięci na długo i sprawią, że zechcesz tu wrócić.

SAM_3152

J-Mac

Takoyaki

[J-Mac]

Druga z przystawek. Jestem pewien, że serwują ją jako jedyni bądź nieliczni. Maszyna do robienia tych kuleczek zawędrowała do nich aż z Japonii. Takoyaki to małe kulki z ciasta z ośmiornicą i imbirem w środku i płatkami z jakiejś ryby, której nazwy nie pamiętam, na zewnątrz. Kolejna rewelacja. Ośmiornica ładnie zgrywa się z imbirem, ona w miarę łagodna, on bardzo wyraźny i mocny. Ciasto niezwykle miękkie, płatki ryby dodają tego posmaku, którego się spodziewamy. Fajna rzecz na kęsa. A jak ładnie podane (to dla wielu też ma znaczenie). Dodają do tego jakąś sałatkę z glonów czy czegoś, ale kto by się tym przejmował (mimo że niezłe), skoro samo takoyaki naprawdę jest warte grzechu?

WP_20130920_023rednacz

[rednacz]

Bardzo ciekawe połączenie. Ciasto, ośmiornica, ryba i imbir. I wszystko jest wyczuwalne. Paleta smaków. Tak bardzo smaczne – mógłbym jeść to na wiadra. Fajną rzeczą w takoyaki jest też konsystencja – wygląda na dość zwartą i solidną kulkę, a jest miękka i giętka.

WP_20130920_024

J-Mac

Ramen Misu 

[J-Mac]

Ramen, to najprościej mówiąc zupa. Ale nie jakaś tam zwykła zupa – bulion na nią gotuje się od 8-12 godzin i to czuć w smaku. Jest szalenie wyrazisty (mój wieprzowy), bardzo intensywny, a co najważniejsze smaczny jak cholera. Oprócz głównego smaku, w moim przebijały się jeszcze krewetki (które również pływają w zupie – niezbyt wiele, ale to nie problem). Sporo było natomiast tofu (dość neutralne w smaku) i robionego na miejscu makaronu i warzyw (+ połówka jajka).

WP_20130920_027Warzywa nieco równoważyły smak bulionu komponując się z nim, w sposób bezawaryjny dla harmonii . W drugiej połowie miski (ogromnej) znajduje się masa robionego przez pracowników lokalu makaronu, bardzo smaczny, sycący ale ciut ciężko go pogryźć. Niemniej jednak ramen jest rewelacyjny i grzechem byłoby go nie spróbować. Każdy żarłok powinien mieć go na swojej liście rzeczy zjedzonych.

SAM_3155

rednacz

Ramen Shoyu

[rednacz]

W mojej zupie pływa kurczak, a nie jakieś tofu, a to dopiero pierwsza z przewag. Po drugie, jest oparta na bulionie drobiowo-rybnym, też gotującym się do 12 godzin. Połączenie kury z płetwą jest ciekawsze od jakiejś tam świni. Do tego nie brakuje krewetek, jajka, zielonego ogórka, kiełków, bonito, kukurydzy i oczywiście domowego makaronu.

SAM_3157Składników jest bardzo dużo, ale pijąc sam wywar czuć na mój gust dość ciężki sojowo-rybno-drobiowy smak. Mi to się podoba. Tym bardziej, że każda łycha to inna dobroć – a to krewetka, a to kukurydza, a to kura.

SAM_3160Bardzo różnorodnie, bardzo pysznie i bardzo syto – nigdy nie najadłem się tak zupą, nawet porządną zupą gulaszową. Rednacz approved.

J-Mac

[J-Mac]

A Sushi koniec końców nie zjedliśmy, bo ani Rednacz, ani ja nie mieliśmy już po Ramenie miejsca w żołądkach. Czujecie to? Największe żarłoki w redakcji wymiękły po Zupie. Ale wrócę tam i będę jadł ich sushi, jestem pewien, że będzie trzymało poziom reszty dań.

[alert]
Jesteś w pobliżu i masz ochotę na coś innego? Zobacz, co proponujemy w tej okolicy.
[/alert]

Lokalizacja: Krysiewicza 6, Poznań

Cena:
* kakuni – 14 zł
* takoyaki – 18 zł
* ramen miso – 25 zł
* ramen shoyu – 25 zł

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: jedz tu!

Smakowitość:
* kakuni – 9,25/10 (J-Mac – 9/10, rednacz – 9,5/10)
* sos śliwkowy – 9,75/10 (J-Mac – 9,5/10, rednacz – 10/10)
* takoyaki – 9/10 (J-Mac – 9/10, rednacz 9/10)
* ramen miso – 9/10
* ramen shoyu – 9/10

Ocena Ogólna

Rewelacja

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
5/5 (7)
Ja oceniam na...

  • Dopiero teraz trafiłem na ten wpis. Jestem ciekawe czy w Yetztu nadal jest tak dobrze, byłeś może tak jakoś ostatnio?

    • Staram się chodzić tam w miarę regularnie (chociaż raz na parę miesięcy). Rameny są równie smaczne, jeśli nawet nie lepsze. Polecam ten z yakitori.

      Ostatnio miałem jednak wątpliwości, co do przystawek – kakuni i takoyaki nie jest takie samo jak kiedyś. Dla mnie są ciut gorsze.

  • Amelie Lanneugrasse

    Yakitori jest piękny 😀i smaczny nawet -jadlam pierwszy raz. Napewno wielka porcja i pożywna. Byłam w sobotę. Rezerwacja konieczna, ludzi masa a lokal malutki i stolik mamy tylko na godzinę. Piwko japońskie 15 zł