Wyszukiwarka

Whiskey in the Jar (Poznań)

_DSC1070Są chwile, dla których opłaca się prowadzić najbardziej nierentowne blogi – blogi kulinarne. Jedną z nich jest otrzymanie zaproszenia na otwarcie nowej restauracji. Chwila ta jest jeszcze przyjemniejsza, gdy w zaproszeniu padają takie słowa jak stek, whiskey, motocykle i rock.

Kilka razy byliśmy już w miejscach, które aspirowały do jakiegoś określonego wzoru. Kreowały w social media piękną otoczkę, która pękała przy pierwszym spotkaniu z kuchnią albo wizerunkiem. Zawsze pozostawał niesmak – mniejszy lub większy.  Do Whisky in the Jar śmiałków brakowało, ostatecznie przed szereg wyszli jednak J-Mac, rednacz i ja, czyli Chłop z Mazur.

Spotkaliśmy się przed samą restauracją i od razu wymieniliśmy wymowne uśmiechy. Przed wejściem stały motocykle, barek Jacka Danielsa i ok. 10 odzianych w skóry, postawnych fanów jednośladów. Między tym wszystkim przemykały zgrabnie dziewczyny w stylu nawiązującym do pin up. Chciałoby się rzec – Rockabilly!

_DSC0518
Ale jeszcze lepiej było w środku. Po otrzymaniu kilku upominków – za co serdecznie dziękujemy – zostaliśmy odprowadzeni do stolika, gdzie przedstawiono nam ofertę restauracji na ten wieczór. Podczas gdy uszy pękały od mocnego grania – tak, była kapela – podeszła do nas jedna z uroczych kelnerek. Jednak zanim cokolwiek zamówiliśmy, musieliśmy… podziwiać!

_DSC0202

Oprócz wcześniej wymienionych filigranowych kelnerek, za barem drinki podawane są przez postawnych barmanów. Każdy z nich wygląda na zimnego drania, przed którym dziewczynom uginają się kolana. Mogę wiec śmiało powiedzieć, że dla mnie, chłopaka, który dzieciństwo spędził w rockowym klubie i na koncertach, to miejsce jest rajem.

SAM_2721Jadnak jako blog kulinarny nie wybraliśmy się tam oczywiście dla samego klimatu. Mimo że ceny były wysokie, atmosfera w jakiej się znajdowaliśmy sprawiła, że zamówiliśmy po dużym drinku w słoiku i steku w zestawie.

Alkohol, który wybrałem na przystawkę to Marmelade Jar – Jacka Danielsa zmieszanego z marmoladą z pigwy, lodem, tajemniczym sosem i jasnym piwem. Frajerski drink? Nie stary, ja piję ze słoika! Smakowo pierwsza klasa. Mocny alkohol miesza się z chmielowym aromatem i kończy na słodko-kwaśnej pigwie. Ciężko jest tu coś wycisnąć, bo Jacka mimo wszystko większość chyba piła, o piwie nie wspominając.

SAM_2718Na prawdziwą ucztę wybrałem Rockera, czyli 260 g steka ze środkowej części rostbefu. Lokal reklamuje go jako chudy i delikatny. Poprosiłem o średnio wysmażone mięso, do tego wiaderko ziemniaczków z cebulą i boczkiem oraz grillowane warzywa.

Zanim przejdę do wychwalania mięsa – ziemniaki i boczek to prawdziwe zwycięstwo. Można powiedzieć, że dawno nie jadłem tak dobrze przyprawionej pyry, a tym bardziej tak świetnego boczku. Ba, nawet grillowane warzywa smakowały mi jak nigdy.

Król tego wieczoru był jednak tylko jeden. Pięknie opieczony kawał mięsa – naprawdę gruby. Gdyby nie ostre noże, chyba nie poradziłbym sobie z nim tak dobrze w domu. Mięso jak obiecali… delikatne, chude i pięknie się kroiło. Poza kawałkiem 10×10 mm z brzegu, który był dziwnie gumowaty i twardy, cała reszta to mistrzostwo. Ach, no tak, sos! Ja wybrałem ten, przed którym rednacz schowałby się na dnie basenu – grzybowy. I to grzybowy na tyle, że konkurować może z jesiennym wyrobem mojej mamy. Klasa!

SAM_2724J-Mac

[J-Mac]

To miejsca wygrywa klimatem cały Stary Rynek. Barmani, przed którymi dziewczęta zachowują się niemądrze, a facet mógłby siedzieć i pić łychę całą noc, snując historię swojego smutnego życia. Kelnerki w klimacie (a nam się trafiła najmniejsza kelnerka świata, co nie znaczy, że nie sprostała zadaniu). Panowie za barem, co mnie prawie rozczuliło, podśpiewywali rockowe kawałki, gdy zespół poszedł się ochłodzić. Widać, że ludzie z klimatu, a nie łapanki. Powiedzieć, że jestem zachwycony to jak powiedzieć, że Guns N’ Roses było swego czasu dość popularne. Tak się robi klimat moi drodzy. Poza tym, co jest wielkim plusem, mimo otwarcia, pełnej sali i ogródka piwnego, obsługa i kuchnia wyrabiały się bez problemów. Wychodziliśmy po niecałej godzinie – najedzeni i szczęśliwi. No właśnie, najedzeni.

SAM_2703I w tym miejscu płynnie przejdę do kwestii gastronomicznych. Podobnie jak Artur zamówiłem Rockera, ale wcześniej piłem drink ze słoika. Jeśli ktokolwiek ma coś do powiedzenia na ten temat – radzę nie. Pomysł jest super i koniec. W końcu Whiskey in the Jar. W moim słoju polali mi coś, co nazwali Honey JAR, Jack Daniels Honey Tennessee Whiskey i Tonic. Tak mi się wydawało, gdy przynieśli mi słój, okazało się, że nie doczytałem, że pakują w to świeżego ogórka. O zgrozo, przecież ja go nienawidzę. Not this time. Nie wiem jak to się stało, ale wszedł mi znakomicie, słodkawy, schłodzony, z wyczuwalnymi nutami alkoholu. Ogórek po raz pierwszy rozjaśniał całość, zamiast mnie wkurzać. Myślałem przez chwilę nawet o dolewce tego samego! A tam jest ogórek, zrozumcie to!

W materii mięsa moim wyborem był ten sam steak co u Chasia (skubany, spapugował mój wybór). I też niewiele mogę dodać. Rocker jest wyśmienity, nie wybitny, ale wiele mu nie brakowało. Mięso delikatne, niemal rozpływało się w ustach. Zamówiłem średnio wysmażone i takie właśnie było. Ktoś na kuchni doskonale wie, jak obchodzić się z wołowiną, brawo. Steak w miarę sporych rozmiarów, jedynym minusem był u mnie lekko twardy kawałeczek na jednym z końców, ale to i tak na wierzchu i nieważne.

SAM_2710W tym miejscu przejdę do jedynej pomyłki lokalu. Zamawiałem frytki, a dostałem ziemniaki z boczkiem (moje frytki wylądowały u Rednacza). Jestem w stanie to wyjaśnić: gdy składałem zamówienie, akurat grała kapela i musiałem naszej kelnerce pokazywać palcem po menu – w takich okolicznościach dość łatwo o pomyłkę. Ale to nic, pyry były być może najlepszymi, jakie kiedykolwiek jadłem. Grubo pociachane, miękkie, ale nie surowe. Na pierwsze miejsce wskakiwały po połączeniu z sosem. Wybrałem ten o nazwie „Brown” – jeden z bardziej męskich sosów świata. Ciemny BBQ z dodatkiem Jacka Danielsa. Nie jestem w stanie go nie kochać. Wyrazisty, mocny w smaku, doskonale dopełniał smak mięsa i pyr. Nutkę Jacka było czuć, ale nie dominowała. Dostajemy go w małej miseczce i przez chwilę chciałem poprosić obsługę o łyżkę, aby wyjeść go do końca. Potem myślałem, czy może go nie wylizać z owej miseczki, ale to byłoby nieeleganckie.

Wrócę tam, jestem tego pewien, po burgery, resztę steaków, po dania z grilla i po każdy z drinów podawanych w słoikach. Zakochałem się w tym miejscu.

SAM_2708Maciej

[rednacz]

O klimacie Chłop i J-Mac powiedzieli już wszystko. Nie ma sensu się powtarzać. Zajmę się tym, co najważniejsze – jedzeniem.

W przeciwieństwie do kolegów, zamówiłem innego steka – Rib Eye – mniejszego i tańszego. Wrażenia raczej podobne. Miał być średnio wysmażony i był. W smaku świetny, odpowiednio przyprawiony, a w kooperacji z sosem Brown (o nim za chwilę) sprawiał, że moje kubki smakowe każdorazowo odtańcowały czaczę. Po konsumpcji stwierdziłem jednak, że w sumie smacznie było, ale jakimś wielkim fanem steków nie jestem. Tym bardziej tych średnio wysmażonych.

Frytki – fantastyczne. Grubo ciachane ziemniory, odpowiednio przyprawione – tak, jak lubię.

Do tego sos, wspomniany wcześniej Brown na bazie BBQ i Jacka Danielsa. Lekko ostrawy, dość ciężki, ale wyborny. Czysta kwintesencja barbecue nasączona alkoholem z górnej półki. Jego resztki wyjadałem widelcem. Taki dobry.

Mało znaczącym dodatkiem są grillowane warzywa. Zjeść się zje, ale są tu one tylko tłem.

Aha, też poprosiłem o drinka w słoiku. Padło na Ice Tea. Smakowało, a ponadto miałem dwa kawałki pysznego melona. Mniam.

Także pierwsze wrażenie – jak najbardziej dobre. Przyjdę tu jeszcze raz. Na burgery, na pewno!

***

Lokalizacja: Stary Rynek 56, Poznań

Cena:

* Rocker – 65 zł
* Rib Eye – 59 zł
* Marmelade Jar – 23 zł
* Honey Jar – 19 zł
* Iced Tea Jar – 19 zł

Smakowitość:

* Rocker – 9,25/10 (Chłop z Mazur – 9/10, J-Mac – 9,5/10)
* Rib Eye – 8/10
* Marmelade Jar – 7/10
* Honey Jar –8/10
* Ice Tea Jar – 9/10

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: in the jar

  • almond

    brzmi nieźle, ale ceny zwalają z nóg…

  • Lena

    Drinki zachęcają do odwiedzin. Znacie może przybliżone ceny burgerów?

    • Chłop z Mazur

      Wszystkie burgery kosztują 35zł.

      • rednacz

        34 zł Arturze. 🙂

  • Właśnie wróciłem z Whisky i o ile burger faktycznie zrobił pozytywne wrażenie (chociaż cena nadal powalająca),o tyle nie jestem w stanie powiedzieć tyle dobrego o reszcie.
    Krewetki z menu przystawek: za ~30 zł raczej spodziewałem się więcej niż 6 krewetek na krzyż,mimo iż były stosunkowo smaczne to ilość zdecydowanie za mała
    Żeberka – niby 500g, ale więcej kości niż mięsa w tych żeberkach. Smakowo były przyzwoite, ale jak człowiek płaci blisko 50 złoty to oczekuje sytej porcji i pełnego żołądka,a nie udawactwa
    I, ku mojemu wielkiemu ubolewaniu, stek Rocker – totalne nieporozumienie. Miał być średnio wysmażony, a wyglądał jakby był dobrze ugotowany. Jakość mięsa była wysoka, lecz przygotowanie pozostawia wiele do życzenia. Stek winien być przyrumieniony i delikatnie chrupiący z zewnątrz, i mięciutki w środku, a ten nie był ani mięciutki w środku ani przyrumieniony jak należy. Wielki minus – restauracja, której wiele osób przypina metkę jednej z lepszych jeśli chodzi o steki w Poznaniu nie sprostała oczekiwaniom, choć nadzieje były wielkie.

    Na koniec pozytywny aspekt: Spicy BBQ Burger był faktycznie duży, frytki stekowe przyprawione mieszanką ziół i przypraw ładnie komponowały się z najlepszym punktem tego burgera, czyli sosem. Był wyrazisty, słodki na początku,pikantny w drugim rzucie. O ile się nie mylę mięso jest siekane, a nie mielone, za co też duży plus. Do swojego burgera dorzuciłem boczek, którego 2 soczyste i chrupiące plastry zdecydowanie umiliły wgryzanie się w tego kolosa. Cena odstrasza, ale jak ktoś nie czuje się na siłach by samemu tworzyć mieloną krowę w bułce może śmiało wybrać się do Whisky.