Wyszukiwarka

UŁAN BROWAR (Poznań)

To taki blockbuster wśród poznańskiej gastronomii. Hollywoodzka superprodukcja. Gwiezdne Wojny, część VII, Przebudzenie Mocy.

UŁAN BROWAR spełnia wszystkie nasze zachcianki i wyobrażenia. Nie daje za to żadnej głębi i żadnych uniesień. To nie sztuka, tylko biznes, który w zamian za pieniądze oferuje dobrą zabawę. I – proszę, nie przeoczcie tego – nie ma w tym nic złego.

Spójrzmy tylko w kartę. Kuchnia bezpieczna, wręcz zachowawcza. Tatar, golonka, sznycel, burger, żeberka i mięso w kilku jeszcze wariacjach, kompozycjach i rozmiarach. Dania, które wcale nie intrygują, ale które zwyczajnie chce się zamówić i spróbować, mimo że się jadło je już wielokrotnie.

Dlatego też przede mną ląduje wspomniany tatar (28 PLN). Jeśli widzę go w menu jakiejkolwiek knajpy, nie mogę się oprzeć. Ba, podobnie ma Sonia, przez co jest to jedno z niewielu dań, które w restauracjach zamawiamy „każdy tylko dla siebie”. W normalnej sytuacji wzięlibyśmy dwie różne przystawki i podzielilibyśmy się nimi (przynajmniej trochę).

Przyznam, że jest to smaczny, słusznych rozmiarów tatar, z dobrej jakościowo wołowiny, z klasycznymi dodatkami i podany w tradycyjny sposób, bez żadnych udziwnień, których w przypadku tego dania szczerze nie znoszę. Jedyna niby-wada to brak jakiegokolwiek doprawienia. „Niby-wada”, bo wszelkie niezbędności służące do doprawiania tatara stoją obok nas na stole, więc możemy dopieprzyć, dosolić i do-co-tam-jeszcze-chcemy wedle własnego uznania. Mimo wszystko wada, gdyż jestem zwolennikiem szkoły, która mówi, że z kuchni wychodzą dania w pełni doprawione.

Podobnego problemu nie ma przy drugiej potrawie, którą również stale zamawiam w knajpach. Żeberka (28 PLN) smakują całkiem zacnie (w porównaniu do tych z UP in SMOKE BBQ – mojego poznańskiego faworyta – gorzej), choć są momentami zbyt tłuste. W UŁAN BROWAR podaje się do nich kwaszoną i podsmażaną kapuchę z boczkiem i zniewalające puree tymiankowe – jeden jedyny element, który oceniam na więcej niż „dobry”. Cóż, nawet w blockbusterach takie rzeczy się zdarzają.

Mniej emocji budzi we mnie sznycel (30 PLN) Soni, który wygląda cool (to jajo rozbite na kotlecie, te połówki pomidora ze szpinakiem!), ale który jest smaczny i nic ponadto. Taki zwyczajny. Jak kolejny sequel hollywoodzkiej superprodukcji.

Jest też ogromny. Ogromny jak uniwersum Gwiezdnych Wojen. Serio, każde danie w UŁAN BROWAR to spore wyzwanie nawet dla największego żarłoka. Nieczęsto to słyszycie – w zeszłym roku taka sytuacja wydarzyła mi się chyba raz – ale nie dojadłem swojej porcji, a co dopiero mówić o tym, co zostawiła dla mnie Sonia (ona akurat często nie dojada, z czym jednak nie mam problemu). Mała rada dla przyszłych odwiedzających to miejsce: zamówcie jedno danie główne, nic więcej – żadnych tatarków, żadnych przystawek. Wtedy może uda się Wam je zjeść w całości!

Totalnie musicie jednak spróbować warzonego na miejscu piwa. Mam jednak pewne wątpliwości, czy polecić Wam zamówienie „deski degustacyjnej” (12 PLN), składającej się z trzech, stale robionych piw – lagera, pszenicznego i ciemnego (każde po 6/8 PLN 0,3/0,5 l). To pierwsze jest takie sobie, to drugie przeciętne, a to ostatnie nie więcej niż niezłe. Jeśli lubicie Tyskie Książęce, to jest to ociupinkę wyższy poziom. Mówiąc inaczej, są to lepsze piwa niż 99% kocerniaków dostępnych w sklepach, ale do choćby średnio udanych wyrobów piwnej rewolucji nie mają one startu. Podobnie muszę powiedzieć o dwóch piwach specjalnych z oferty UŁAN BROWAR, które miałem okazję spróbować. Zarówno APA, jak i Porter bardzo mi smakowały, ale podejrzewam, że wielbiciele piw rzemieślniczych będą z nich średnio zadowoleni.

Tyle że nie wydaję mi się, aby było to miejsce dla beer geeków. Tak samo jak nie jest to knajpa dla foodies, szukających kulinarnych uniesień, ani jak amerykański blockbuster nie jest adresowany do fanów kina offowego.

UŁAN BROWAR oferuje dobrą zabawę. Tylko tyle i aż tyle. Jedzenie jest smaczne – tak po prostu, porcje są ogromne, a warzone na miejscu piwo kosztuje tyle samo lub nawet mniej niż koncernowy eurolager bez smaku w każdej innej knajpie. Generalnie ceny nie zwalają z nóg. Ba, biorąc pod uwagę rozmiary serwowanych dań, są wręcz niskie, co lekko kontrastuje z innymi restauracjami w City Parku.

Polecam wybrać się jak na hollywoodzką superprodukcję – większą ekipą, z przyjaciółmi, być może rodziną. Miejsca jest od cholery, to w końcu jeden z największych lokali w Poznaniu. Można tu wpaść na jedzenie i piwo, piwo i bilard, czy samo piwo. Jest co robić, co jeść i co pić. Jeśli nastawiacie się na rozrywkę, a nie na sztukę, będziecie zadowoleni.

Lokalizacja: Wyspiańskiego 26, Poznań | fanpage

zakres cen: 30-50 PLN

 

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
3.9/5 (99)
Ja oceniam na...