Tokyo Tey (Poznań)

20160312_143200~2~2

Smaczne i tanie sushi z rozmachem. I nie tylko sushi.

Wychodzę z założenia, że jedzenie jest przede wszystkim dla ludzi. Nie dla koneserów dobrego smaku i krytyków kulinarnych, a dla takich zwykłych osób jak ja, a bardziej jak Ty, Ty i może jeszcze Ty. Z tego powodu średnio przepadam za sushi – nie za samą surową rybą zawiniętą w ryż (ta jest bardzo spoko), a za moim zdaniem trochę sztucznie tworzoną aurą elitarności, że to niby sztuka dla wybranych. Nie zrozumcie mnie źle, jedzenie może być sztuką. Ba, nawet fajnie, gdy nią się staje. Dotyczy to jednak każdego rodzaju szamki – sztuką może być i burger, i bigos czy kiełbasa z grilla. Nie ma jedzenia, które sztuką musi być z definicji, a czasem mam wrażenie, że tak postrzegają sushi wyznawcy tej japońskiej specjalności.

W czym rzecz? W tym, że o ile sushi barów kreujących się na elitarne – gdzie sushi faktycznie stara się być także sztuką, a sushi masterzy dążą do perfekcji w swoim fachu – mamy w Poznaniu całkiem sporo, o tyle miejsc „dla ludzi”, gdzie cena jest niska, a jakość po prostu „okej” zwyczajnie brakuje. Ale coś się zaczyna w tej kwestii zmieniać, bo na Półwiejskiej otworzyło się niedawno miejsce, które bliższe jest mojemu spojrzeniu na sushi.

20160312_143019~2

Na Tokyo Tey, bo tak nazywa się lokal, ktoś musiał wywalić sporo pieniędzy – przynajmniej takie wrażenie odnoszę, sunąc wzrokiem po przestronnym nowoczesnym lokalu. Podoba mi się nie tylko wystrój, ale i wszechobecny branding czy nawet nazwa, prosto nawiązująca do poznańskiej gwary. Od czasu otwarcia pierwszego Whiskey in the Jar nie przypominam sobie, by jakiekolwiek inne miejsce w Poznaniu było tak dobrze przygotowane już na starcie.

Pomysł na miejsce jest prosty: to połączenie sklepu z knajpą. Sushi przygotowuje się jeszcze przed otwarciem, mieszając rolki w różnorodnych zestawach. W sprzedaży jest 10 rodzajów sushi boxów – 3 czerwone (po 19 zł), 4 żółte (po 26 zł) i 3 niebieskie (po 34 zł). Kolory odpowiadają wielkości zestawów, a w każdym z nich znajdziecie klasyczne rolki i nigiri oraz trochę sosu sojowego, wasabi i marynowanego imbiru. Brak tu i udziwnień, i większego zaskoczenia – ot, wszystko, czego można spodziewać się po sushi w tej cenie. Istnieje także możliwość stworzenia swojego własnego zestawu, dobierając pojedyncze rolki – to dla indywidualistów, którzy nie chcą jeść „tego, co wszyscy”. Oprócz tego w ofercie Tokyo Tey są onigiri – kanapki ryżowe, które do tej pory można było kupić jedynie w Min’s Onigiri na Taylora – oraz hit dla wszystkich fit: owocki w plastikach na wynos.

20160312_142130~2

20160312_142140~2

20160312_142143~2

Za wybrane produkty płacimy przy kasie. Otrzymujemy pałeczki i albo decydujemy się na spałaszowanie sushi na miejscu, albo zabieramy zestaw ze sobą do domu. Z racji tego, że jest to de facto połączenie sklepu z knajpą, polecam tę pierwszą możliwość – zwłaszcza że istnieje możliwość domówienia ciepłych dań czy efekciarsko zaparzanej herbaty (niestety, nie zrobiłem zdjęcia). Z Sonią decydujemy się na zupy – ja tom yum, ona miso – ale w ofercie są także przekąski (krewetki w tempurze!) oraz dania główne. Wszystko – podobnie jak sushi boksy – w bardzo przyzwoitych cenach.

Mojej zupie mogę zarzucić tylko jedno: jak na tom yum jest zbyt łagodna. Do tej pory spotkałem się z ostrzejszymi wersjami tego tajskiego dania – niektóre wręcz wypalały wnętrzności! W Tokyo Tey tom yum jest tylko delikatnie pikantna, ale pomijając to, sprawia wiele radości: w zupie pływa sporo krewetek, jest też makaron udon i trochę sezamu. Biorąc pod uwagę fakt, że za tę dość dużą porcję płacę tylko 12 zł, to nie ma zmiłuj, jeszcze na nią kiedyś wrócę! Choć z drugiej strony, może przy ponownej wizycie skuszę się na miso? Sonia jest nią zachwycona: słony wywar, makaron udon, łosoś, tofu – spróbowałem kilku łyżek i za te 9 zł to prawdziwy sztos.

20160312_143323~2
tom yum
miso
miso
człowiek jedzący zupę
człowiek jedzący zupę

Zupy zupami, ale jak to sushi? Smaczne, choć jadłem lepsze. Zawsze też płaciłem za nie znacznie więcej. Tutaj wszystko trzyma odpowiedni poziom – składniki są świeże, ale zważywszy na to, że sushi przygotowywane jest przed otwarciem, nie jest to „świeżość najświeższa”; z kolei ryż robi dobre wrażenie, nie jest za twardy i prezentuje się o wiele lepiej niż ryż w Nagoya Sushi, ale do „barów” bardziej premium, takich jak np. Sushi Point, nie ma już startu. Balans między „niską ceną i niską jakością” a „wysoką ceną i najwyższą jakością” uzyskany w punkt: cena jest bardzo zachęcająca, a jakość zwyczajnie dobra.

20160312_143253~2

20160312_143248~2

Mówiąc inaczej, jeśli kochasz sushi i od każdej rolki oczekujesz perfekcji, Tokyo Tey nie jest dla Ciebie. Jeśli jednak nie jesteś takim fetyszystą i uważasz – tak jak ja – że sushi to rodzaj jedzenia jak każdy inny i oczekujesz, że będzie po prostu smaczne, to jest to miejsce w sam raz dla Ciebie. Co więcej, zważywszy na niskie ceny, możesz jeść tu naprawdę często, a nie tylko od święta.

Na koniec dwie małe uwagi. Po pierwsze, kanapki ryżowe może wyglądają o niebo lepiej od tych z Min’s Onigiri, ale smakują znacznie gorzej. Obie wersje, których próbuję – z wołowiną na słodko i kimchi – smakują słabo, za co winą obarczam oba „farsze”. W Tokyo Tey muszą jeszcze popracować nad tą przekąską, przydałoby się więcej intensywności.

20160312_145220~3

Drugą uwagę, a w zasadzie poradę, kieruję do Was: sprawdźcie dwa razy, jaki zestaw wybieracie. Ja przez nieuwagę wziąłem wegetariański box, w którym nie znalazłem ani grama ryby. Skusiło mnie nigiri z omletem (nomen omen bardzo smaczne). Na całe szczęście Sonia podzieliła się ze mną swoim setem – tam już ryb nie brakowało.

sushi wegetariańskie (wegańskie?) :(
sushi wegetariańskie

Tokyo Tey wróżę ogromny sukces. Podejrzewam, że format „sklepo-knajpy” sprawdzi się doskonale, a pieniądze, które zostały wydane na stworzenie tego miejsca, okażą się trafioną inwestycją. Nie zdziwię się, jeśli w przyszłości Tokyo Tey stanie się siecią, której powoli zacznie wyrastać konkurencja. Trzymam kciuki za powodzenie biznesu – tego właśnie mi brakowało!

Lokalizacja: Półwiejska 22, Poznań | fanpage

Ceny:
* sushi box – 19 / 26 / 34 zł
* tom yum – 12 zł
* miso – 9 zł
* onigiri – 6 zł

Smakowitość:

sushi 70%
tom yum 80%
miso 80%
onigiri 35%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: zupa + 3/4 zestawu za 26 zł = pełen brzuch

  • Patryk

    Polecasz osobie która nigdy nie jadła sushi , czy raczej wybrać np. sushi point ?
    Bo wiele słyszałem o tym jak łatwo można zrazić się do sushi.

    • Na pierwszy raz bardziej polecam Sushi Point lub inny sushi bar premium. Sam długo nie lubiłem sushi, bo jadłem tylko słabo przygotowane i dopiero wizyta w Matii Sushi zmieniła ten stan rzeczy.

      Z drugiej jednak strony, w dobrym sushi barze wydasz kupę forsy i to też może być powodem rozczarowania (coś w stylu „Jak na pieniądze, które wydałem, to nie było AŻ TAK smaczne”).

      • Patryk

        Dzięki za podpowiedź, spróbuje coś premium żeby od razu nie mieć uprzedzania, ew. później będę eksperymentował.

  • Dwie dychy to tanie sushi? 😀 Ale ja się tylko wymądrzam, bo u mnie taki zestaw pudełkowego sushi po godzinie 18 jest za 15RMB (~8 złotych).
    I jeszcze co do kwestii „elitarności”, to dla mnie sytuacja jest jasna. Kuchnia orientalna czyli coś, co w Polsce jest egzotyką i kojarzy się z daleką Japonią, zawsze będzie w jakiś sposób uznawana za coś „elitarnego”. Problem leży w tym, że w Polsce dobre sushi nie jest tanie w przygotowaniu, więc to dobre jakościowo będzie drogie, co w jakimś stopniu pociąga za sobą tę „elitaność”.
    To samo dzieje się w Azji z pizzą i burgerem. Włoska pizza, którą kupisz za 15 złotych we Frontierze, w Szanghaju jest już czymś elitarnym, kojarzącym się z odległymi Włochami. Cena mozzarelli czy szynki parmeńskiej to tutaj jakiś kosmos, więc i pizza kosztuje równowartość stu złotych, podczas gdy sushi to już zwykła tania przekąska od sąsiadów z za morza.

    • Na to sushi po 20 lub 21 też jest 50% zniżki. O ile coś zostanie. 😀

      Co do drugiej części komentarza, to na pewno coś w tym jest. Globalizacja jednak postępuje i uważam, że dni „elitarnego sushi” są już policzone. W takim sensie, że te elitarne bary może i zostaną, ale powstaną nowe, tańsze i dla ludzi. 🙂

    • MaxwellMcNetowid

      Weronika cena to wartość względna. W Bułgarii „Żur polski” jadłem za bodajże, 3,5 lew, co wychodziło jakieś 7-8zł, a za podobne doznania smakowe w polskich górach trzeba zapłacić ze 2 razy tyle 😛
      Co do tematu, to dla mnie może być świetna miejscówka, bo również zawsze mnie irytowała ta ‚elitarność’ sushi. No bo, co jak co, ale nigdy nie miałem ochoty zapłacić 8zł za położenie rozmrożonej krewetki na kulce ryżu 😀

  • Misiówka

    A jak ceny tych pojedynczych rolek? Pamiętasz ile kosztuje jedna do skomponowania własnego zestawu?

    • Coś koło złotówki-dwóch. W sensie, zależy jeszcze od rolki, są tańsze i droższe.

      • Misiówka

        Dzięki za info 🙂

  • Panda

    minus jaki tam znalazłam – to niestety, ale twarde awokado w sushi im się zdarza 🙂

    • A to niefajnie. Mam nadzieję, że zobaczą ten komentarz i to poprawią. 🙂

  • Ola Madejska

    Zupy wyglądają znakomicie.. 🙂 Uwielbiam Twoje wpisy i czytając to żałuję że tak daleko mam do Poznania. Nie jestem koneserem sushi, jadłam kilka razy w życiu. Choć za rybami nie przepadam, całkiem mi smakuje. Szkoda że u mnie nie ma takiej knajpki. 🙁

  • zipperblog

    Wszystko wygląda bardzo fajnie. Szkoda, że jak zwykle dominuje łosoś, to jest najnudniejsza ryba do sushi, jak już chodzę do knajp to wybieram ciekawsze (ale też niestety i droższe) ryby i owoce morza

    • W zestawie mojej dziewczyny rzeczywiście dominował łosoś. Nie wiem, jak to wygląda w przypadku innych boxów.

      • zipperblog

        raczej tak samo. za tę cenę nie spodziewałbym się marlinów, tuńczyków, ryb maślanych i węgorzy 😛

  • Rosenblaetter

    Onigiri rzeczywiście mają paskudne – farsz średni, ryż słabo zbity… ogólnie nic tam nie gra. Próbowałam dwa razy, trzeciego razu nie będzie…

  • ola

    Zupa smaczna !! Dobre też są pierożki z wołowiną i kurczakiem. Co do oringini smakowały mi te z wołowiną na słodko, z kurczakiem ciut za ostre . Dobre na szybką przekąskę.