Wyszukiwarka

Tavaa (Poznań)

20151213_150208

Dobre indyjskie jedzenie w centrum miasta.

Kuchnia ta nie jest zbyt popularna w Poznaniu. Jest raptem kilka lokali, ale o większości z nich krążą różne legendy. Z drugiej strony wiele dobrego słyszałem o Radhe Vega, którym się raczej rozczarowałem (druga, weryfikująca wizyta jest jednak nieunikniona). Postanowiłem jednak odwiedzić Tavę – lokal mający zarówno swoich wielbicieli, jak i przeciwników.

20151213_142148

Pierwszy raz odwiedzam to miejsce na potrzebę… zrobienia zdjęcia. W rankingu 10 książek i 10 rozgrzewających napojów na długie zimowe wieczory pojawia się masala chai. Ale, ale! Domawiam do niej curry z jagnięciną.

Porcja nie jest ogromna, taki żarłok jak ja musiałby domówić jeszcze przystawkę lub deser, by się nasycić. Osoby o mniejszych żołądkach powinny jednak zaspokoić głód.

20151118_130725

Smakowo jest smacznie, ale bez szału. Można powiedzieć: curry jak curry. Dobre i takie, jak być powinno. Szczerze mówiąc, akurat po tym daniu nie spodziewałem się więcej.

Już wtedy stwierdzam, że warto tu wrócić. Mija mniej więcej miesiąc i udaję się do Tavy tym razem w towarzystwie mojej dziewczyny, celem konsumpcji znacznie większego posiłku. Na start zamawiamy samosy.

Rodzaj pierogów nadziewanych jagnięciną pamiętaliśmy z gorzowskiego Raj India, gdzie bardzo nam posmakowały. Co najważniejsze, te z Tavy również spełniają nasze oczekiwania. Farsz poza jagnięciną składa się z groszku, przypraw i niezidentyfikowanego warzywa, który poniekąd przypomina ziemniaka.

20151213_144044

20151213_144104

Choć samosy są smaczne same w sobie, to podaje się je z zestawem sosów. Muszę przyznać, że ich obecność mocno podbija ocenę końcową dania. Słodki z tamaryndowca przypomina mi trochę ten z pad thaia z Raju na Śródce (to komplement), z kolei pomidorowo-czosnkowy jest bardzo intensywny – dla niektórych może być aż za mocny. Najlepiej „wchodzi” mi sos ostry – nie mam pojęcia z czego, ale nie dość, że jest serio pikantny, to pozostawia po sobie bardzo specyficzny i charakterystyczny posmak, trochę jakby kwaśny. Kelnerka mówi mi, że akurat tego sosu kucharz nie przygotowuje sam, ale sprowadza z daleka. Nie ma co, udany interes!

tavaa

Reszta dań pojawia się niemal równocześnie. Moja tikka masala z kurczakiem, jej paneer palak – indyjski ser ze szpinakiem w sosie cebulowo-czosnkowym. Do tego jeszcze Tavaa Special Naan – z dodatkiem masła, czosnku i cebuli.

Zacznę od tego ostatniego, bo nieoczekiwanie robi na mnie największe wrażenie. Chlebek jest ciepły, a dodatek masła i czosnku idealnie tu pasuje. Nie wiem, jak długi jest proces przygotowania naanów – jeśli jest w miarę szybki, to nie zdziwię się, gdy w końcu pod „swoje strzechy” przygarnie je street food i na ulicach miast zobaczymy food trucki serwujące indyjskie chlebki w różnych konfiguracjach. Wróżę sukces temu pomysłowi.

20151213_150250(1)

20151213_150245

Moje danie główne – chicken tikka masala – „robi robotę”. Kurczak jest w miarę soczysty, a sos pełen kontrastujących ze sobą smaków. Część składników odpowiadających za tę wyrazistość widać zresztą gołym okiem, chociażby imbir. Cieszę się ze swojego wyboru. To taka klasyczna potrawa, której w indyjskiej knajpie można być pewnym – za pewnymi nazwami w karcie czasem nie wiadomo, co dokładnie stoi, przez co zdarzają się nietrafione zamówienia (vide moja przygoda w Radhe Vega). Przy pierwszej wizycie w Tavie warto właśnie postawić na coś przynajmniej w miarę znanego (nawet ze słyszenia), a nie rzucać się na „ciekawie brzmiące” dania. Dzięki temu powinniśmy uniknąć zawodu.

20151213_150257

Moja dziewczyna wybiera ciut gorzej. W takim sensie, że w jej daniu jest wszystko w porządku, jednak brakuje jakiegoś bardziej wyrazistego elementu. Bo tutaj wszystko jest na swoim miejscu: indyjski serek ma fajną konsystencję, a szpinaku jest sporo i to ostatnia rzecz, na którą można by narzekać. Oczekiwałbym jedynie więcej przypraw, jakiegoś „wow”.

20151213_150301

Wszystko popijamy mango lassi. Prawdę powiedziawszy, zamawiam je zawsze, będąc w indyjskiej knajpie. To napój, który nigdy mnie nie zawiódł i w Tavie również potrafią go dobrze przygotować.

20151213_150143

Trudno nie być zadowolony z takiej wizyty. Tym bardziej, kiedy twoja dziewczyna mówi ci w połowie swojej porcji, że wprawdzie bardzo smaczne, ale już się najadła. Tak oto powstało to zdjęcie, które później zostało przerobione na wielce wymownego mema:

12376057_1190115181002780_8923624134036655005_n

Moja dziewczyna najada się połową porcji, ja zostawiam ryż i jem swoje i to, co zostaje mi podarowane. Tego dnia nie muszę już jeść nic więcej. Wynika z tego, że to, co zamówiliśmy, starczyłoby spokojnie na trzy osoby (ew. domawiając drugą porcję samosów). Indyjska kuchnia zakłada dzielenie się posiłkiem z innymi, więc jest to jak najbardziej na miejsce. Miejcie to na uwadze, wybierając się do Tavy – warto przyjść tu większą grupą, wtedy koszta rozłożą się bardzo korzystnie.

Zgłodniałeś? Kliknij w baner i zamów jedzenie z dostawą do domu.

Lokalizacja: Ratajczaka 30, Poznań | fanpage

Ceny:
* Lamb Curry – 25 zł
* Meat Samosa – 14 zł
* Tavaa Special Naan – 10 zł
* Chicken Tikka Masala – 31 zł
* Paneer Palak – 29 zł
* Mango Lassi – 10 zł

Smakowitość:

Lamb Curry 75%
Meat Samosa 80%
Tavaa Special Naan 90%
Chicken Tikka Masala 80%
Paneer Palak 70%
Mango Lassi 75%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: bardzo

  • Byłam ze znajomymi. Przede wszystkim, dla mnie dość ostro, ale ja wrażliwa jestem 😉 Niemniej, nie ZA ostro. Jedliśmy m.in. którąś wariację nt pieczonego sera oraz kurczaka, i obie potrawy był moim zdaniem lekko suche. Brakowało jakiegokolwiek sosu, a w menu nie znalazłam opcji zamówienia. Niemniej pysznie, na pewno jeszcze wrócę 🙂