Wyszukiwarka

Szarlotta Bistro (Poznań)

Podczas mojej wizyty wydarzyło się wszystko: od totalnych zachwytów po ogromną porażkę i zwrot dania. Nie spodziewałem się, że tak będzie wyglądać pierwsza recenzja w 2017 roku.

Zacznę od tego, co Was na pewno bardziej interesuje (nie wiem, czemu tak jest, ale statystycznie ludzi przyciągają negatywne odczucia – trochę szkoda). Tak, zwróciłem danie. Chyba po raz pierwszy w życiu, a już na pewno, odkąd prowadzę tego bloga. Gwoli ścisłości nie tyle zwróciłem ja, co zwróciła Sonia, ale po mojej organoleptycznej konsultacji.

Chodziło o rybę. Mówiąc konkretnie, o pstrąga (34 PLN). Przy składaniu zamówienia spodziewałem się mrożonego fileta, a na talerzu wylądowała faszerowana ryba w całości (naturalnie bez wnętrzności) zapakowana jak prezent. Fajnie. Tyle że śmierdziała.

Niby każda ryba ma swój specyficzny zapach, ale ten był na tyle intensywny, że Sonię aż odrzucało od jedzenia. Wziąłem to na siebie. Najpierw powąchałem tego pstrąga i rzeczywiście cuchnął (nie ma co używać lekkich słów). Potem go spróbowałem, w myśl zasady „niektóre rzeczy może i cuchną, ale są diabli smaczne”. Sery pleśniowe na przykład – zazwyczaj im mocniej wali, tym bardziej się nim zachwycam.

Z rybą w Szarlotcie tak jednak nie było. Smakowała nie bardzo, co wraz z ostrym, nieprzyjemnym zapachem prowadziło do nieciekawych konkluzji. Nie chcę zgrywać tu kozaka i „czego to ja nie wiem o rybach” (bo prawdę mówiąc, moja wiedza na ten temat nie jest zbyt szeroka), ale z tego, co wiem, ryba aż tak śmierdzieć nie powinna. A już na pewno, jeśli danie w knajpie sprawia nam przykrość i powoduje odruchy odwrotne do oczekiwanych (mówiąc wprost: wymiotne), to chyba lepiej je wymienić.

I tutaj przechodzimy do momentu, w którym Szarlottę Bistro będziemy chwalić. Kelner wraz z szefem kuchni zachowali się wzorowo i dobrze wybrnęli z sytuacji, która nie miała prawa się zdarzyć, ale jednak się zdarzyła i trzeba było coś z nią zrobić. Najpierw przepraszał jeden, potem drugi, następnie znów kelner, a na sam koniec jeszcze raz pojawił się szef kuchni, który całą sytuacją wyraźnie się przejął. Oczywiście danie zostało wymienione i za feralnego pstrąga nie zapłaciliśmy choćby złotówki. Gdyby było inaczej, to byłby to skandal.

Oczywiście mam nadzieję, że podoba sytuacja nigdy więcej w Szarlotcie się nie powtórzy. Bo jeśli się powtórzy, to znaczy, że lepiej omijać to miejsce z daleka. A byłoby naprawdę szkoda, gdyż pod każdym innym względem knajpa nas oczarowała.

Po pierwsze, pierogi (18 PLN). W zasadzie to pierożki. Jest ich pięć, mają rozmiar „tyci tyci” i nadziane są polikami wołowymi. Podaje je się z pieczonymi burakami i rewelacyjnym sosem z podgrzybków, w który wkrada się słodycz fajnie kontrastująca z mięsnym farszem. Jestem wielkim fanem pierogów ruskich i inne mogłyby dla mnie w zasadzie nie istnieć. Do teraz. Serio, to były najlepsze pierogi (inne niż ruskie), jakie jadłem od lat, jeśli nie w całym swoim życiu. Jeśli odwiedzicie Szarlottę, to nie macie wyjścia – musicie je zamówić.

Po takiej przystawce macie dwie opcje. Albo skusić się na łopatkę wieprzową ze świni złotnickiej (34 PLN) w ciemnym sosie śliwkowym, podaną wraz z pęczakiem, modrą kapustą i musem z topinamburu (już myślałem, że kucharze o nim zapomnieli), albo na robione na miejscu tagliatelle (20 PLN) z boczniakami, oliwkami, pomidorkami, serem i śmietanką. Oczywiście są w karcie jeszcze inne dania, ale akurat tych dwóch spróbowaliśmy.

Oba mogę z czystym sumieniem polecić. Naturalnie bardziej do gustu przypadła mi łopatka wieprzowa, ale to z wiadomych względów: kocham mięso, nie jestem za bardzo grzybolubny, a sosy na bazie śmietany nie należą do moich ulubionych. Obu daniom trudno coś zarzucić, wszystko było smacznie i na swoim miejscu, choć z drugiej strony podanym na przystawkę pierożkom ani trochę nie dorównywały.

Gdyby tak było, nazwałbym Szarlottę Bistro kulinarnym objawieniem i jedną z najlepszych knajp w Poznaniu. Obecnie jest raczej bardzo dobrym i dość ciekawym wyborem na obiad lub kolację podczas spacerów w okolicy Starego Rynku. Wróżę restauracji duży sukces, o ile utrzyma poziom dań w zmieniającym się sezonowo menu (obecnie mamy wyłącznie typowo zimowe potrawy). Tym bardziej, że lokal jest naprawdę spory – w Poznaniu istnieje tendencja do otwierania mniejszych miejsc na kilka stolików i zwyczajnie brakuje dobrych knajp, w których ze spokojem można zorganizować większą imprezę typu chrzciny.

Na koniec pochwalę za udane, rozgrzewające poncze i jeszcze raz wrócę do nieszczęsnego pstrąga: radzę właścicielom dociec, czemu ryba o takim, a nie innym zapachu wylądowała na naszym talerzu i zmienić to od razu. Albo w ogóle zrezygnować z ryb. Wiem, że kwasy omega-3 są bardzo modne, ale z wołowiną czy wieprzowiną (pasztet ze złotnickiej świni w roli czekadełka – pycha!) nie było żadnych problemów. Ba, smakowały naprawdę dobrze!

Was zachęcam do odwiedzin – fajny klimat, sympatyczna i ogarnięta obsługa, no i pierożki zrobiły na mnie tak kolosalne wrażenie, że to one będą mi się dziś śnić, a nie pstrąg, którego zapach był „fuj-fuj”. To o czymś świadczy.

Lokalizacja: Świętosławska 12, Poznań | fanpage

zakres cen: 30-50 zł

Smakowitość:

pstrąg 10%
pierożki 95%
łopatka 80%
tagliatelle 70%

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.44/5 (25)
Ja oceniam na...

  • Fajnie się zachowali 🙂 Chociaż ja nie lubię, gdy przeprasza się milion razy – raz wystarczy. Ale wiem, że niektórzy kelnerzy lubią pyskować, gdy klient zwraca danie. Niby zachowali się po prostu tak, jak powinna reagować knajpa, ale jednak w dobie chamstwa i buractwa takie normalne zachowania są miłe i dobrze świadczą o restauracji 🙂 Trochę szkoda, że takie czasy mamy.

  • Ilona

    Moi rodzice są prawdziwymi smakoszami pstragów i jedna zasada, którą pamiętam jest taka, że im pstrag bardziej ‚wygięty’ tym świeższy ! Ale tyczy sie to pstrąga, któremu chwilę temu życie zostało ukrócone. Nie wiem czy po zamrożeniu ta zasada się jeszcze sprawdza 😀 ale tak czy inaczej ten ze zdjęcia jest prosty jak drut 😀

    • Szef kuchni zapewniał, że mają świeże (w sensie nie-mrożone) pstrągi. Dostawa jednak raczej na pewno nie była tego dnia, w którym go zamówiłem. 😉

  • Mateusz Sikorski

    Hej, na stronie masz źle zrobiony diagram procentowy. Tzn. spójrz na pstrąga – nie widać tych 10% (trzeba podświetlić stronę). Może czarne napisy polepszyłyby sprawę https://uploads.disquscdn.com/images/7924a1fbaacd15ef2a54f0e836b07c756eacc909556d50354d3f8c7710cbced7.png

    • Widzę to, ale uznałem to za bardzo zabawne. Pstrąg był tak kiepski, że nawet to widać. 😀