Wyszukiwarka

Suszone Pomidory (Poznań)

Wybraliście, że poznańską knajpą, którą bezwzględnie powinniśmy odwiedzić w grudniu, są Suszone Pomidory. Dotrzymaliśmy słowa, tłumnie udaliśmy się na Wildę i… przyznaliśmy Wam rację.

Jest czwartkowy wieczór, a knajpka pełna po brzegi. Dobrze, że wcześniej zarezerwowałem miejsce, bo w 8 osób moglibyśmy mieć problem. Już samo to jest dobrym prognostykiem.

Ja zamawiam dwie rzeczy: krem pomidorowy i pizzę quattro formaggi. Dodatkowo próbuję makaronu od swojej dziewczyny.

Na zupę długo nie czekam. Jest gęsta i bardzo mocno pomidorowa. Czuć, że przygotowana na świeżych warzywach i że za słowo „koncentrat” prawdopodobnie zostałbym wyrzucony z lokalu. Krem smakuje wybornie, ale mam wrażenie, że kiedyś gdzieś jadłem lepszy. O dziwo nie w Poznaniu lub innym dużym mieście, a w średniej wielkości Gorzowie, w niewielkiej restauracji Boungusto. W Wielkopolsce na lepszy krem z pomidorów nigdy nie trafiłem. A za tę cenę? Marzenie.

W międzyczasie moja dziewczyna dostaje swój makaron. Penne con pomodori secchi – świeże i suszone pomidory, czosnek, seler naciowy, pietruszka, parmezan. Bardzo smaczne, mocno pomidorowe, acz nie zwalające z nóg. Krem to zrobił, makaron nie musiał.

Tym bardziej, że kwintesencją lokalu jest pizza. Przed pójściem do Suszonych Pomidorów z ust wielu ludzi – blogerów, właścicieli innych restauracji i zwykłych, szarych obywateli – słyszałem, że to najlepsza pizzeria w Poznaniu. Z chęcią to sprawdzam, testując placek w wersji quattro formaggi (po nieudanej próbie w Mamma Mia chcę powrócić do dobrych wspomnień z czterema serami). Mozzarella, gorgonzola, parmezan i – uwaga, uwaga – feta. Trochę niespotykane połączenie jak na cztery sery.

Niespotykane i niespodziewanie smaczne. Mozzarella jest wysokiej jakości, gorgonzola daje o sobie znać trochę za rzadko, parmezan spełnia swoją rolę, a feta wbrew pozorom pasuje do tego zestawienia. Choć do najlepszych czterech serów, które jadłem w Rzymie, trochę Suszonym Pomidorom brakuje, to pizza może konkurować z najlepszymi poznańskimi lokalami pod względem ciasta. Cienkie, chrupkie i sztywne – nic nie opada. Do tej pory sądziłem, że ciasto z Frontiery jest bezkonkurencyjne – dziś mam poważne wątpliwości.

Trudno mi jest zdecydować, kto rządzi poznańskim rynkiem włoskiej pizzy. Suszone Pomidory są na pewno w ścisłej czołówce. Ciekaw więc jestem, co mają do powiedzenia pozostali redaktorzy. Jak uważacie?

kotu

[kotu]

Przyznam się od razu – idąc do Suszonych Pomidorów nie zakładałem, że w dziedzinie włoskiej pizzy w Poznaniu czeka mnie jakiekolwiek zaskoczenie. Jasne, pewnie będzie dobra, ale Frontiera i tak będzie lepsza, więc o co tyle zachodu?

Na przystawkę danie proste, ale jakże smaczne: grzanki ze świeżymi pomidorami. Smaczne chrupiące (ale nie twarde, bardzo kruche) pieczywo, ser mozzarella i skrojone w drobną kostkę pomidorki z czosnkiem i oliwą. Pycha. Polecam każdemu! Zdaję sobie sprawę, że to danie banalnie proste i można to sobie zrobić w domu w 5 minut, ale komu by się chciało…

Na „drugie danie” do jedzenia wybrałem pozycję mocno nietypową – pizza siciliana. Jest to pizza, która nie jest równomiernie pokryta serem, tak jak zostaliśmy do tego przyzwyczajeni, ale są na niej „placki” z białej mozzarelli. Ma to swoje plusy – doznania smakowe są zupełnie inne niż przy standardowej pizzy (mieliście okazję skosztować ciasta z sosem pomidorowym ale bez sera? a pizzę z podwójnym serem? tu macie 2 w jednym). Są też minusy: sera za cholerę nie da się przegryźć.. Jak już trafimy na ser, to czego byśmy nie robili zleci on z pizzy w całości – taaaak się ciągnie.

Na temat ciasta wypowiedział się już rednacz – absolutne mistrzostwo świata.

Pozostałe dodatki są bardzo skromne: czarne oliwki i 2 listki bazylii. Oliwki pyszne, świeże, doskonale pasowały mi do fragmentów pizzy bez sera. Były dość delikatne, nie takie intensywne jak. np w Pizzy Hut. Jedyny problem – SPADAJĄ Z PLACKA. Nie wiem co trzeba robić, żeby to zjeść poprawnie, po kilku próbach zacząłem posiłkować się widelcem i podjadałem oliwki prosto z talerza.

Frontiera ma jednak bardzo, bardzo silną konkurencję w Poznaniu. Dawno tam nie byłem, więc nie chcę rozsądzać, kto wygrywa ten pojedynek, ale nie jest to sprawa prosta. Może inni redaktorzy będą bardziej zdecydowani?

J-Mac

[J-Mac]

Cóż, w temacie włoskich lokali zostało w Poznaniu powiedziane bardzo wiele. Suszone Pomidory mają jednak pełne prawo, żeby dorzucić do tej dyskusji swoich kilka groszy. Co ciekawe, pomimo pełnego lokalu, obsługa działała bardzo sprawnie, przystawki cały nasz stolik dostał niemal jednocześnie i tak samo było z daniami głównymi, co jeszcze ważniejsze. Po niecałej godzinie wszyscy byliśmy już po jedzeniu, bardzo sprawnie to poszło. Ja zdecydowałem się na bruschettę i pizzę Napoli.

Co do bruschetty – niewiele można w jej temacie wymyślić i w Pomidorach nie silili się na udziwnienia, tylko podali tę przystawkę w sposób klasyczny, ale przy okazji bardzo smaczny. Grzanki ciepłe jak trzeba, pomidor świeży, smak oliwy wyczuwalny, czosnek – jeśli się nie mylę – też udało mi się wyłapać. Dobrej klasy starter.

A pizza? W niej najważniejsze jest ciasto – a tu jest świetne. Cienkie i chrupiące, w smaku bardzo dobre, bez słabszych momentów. Zaczyna się dobrze. Dalej też jest okej: sos smakuje rewelacyjnie – jako baza do całości sprawdza się jak ta lala. Mozzarella również bardzo dobra i współgra z papryką i salami napoli. Dodatki naprawdę stoją na poziomie, salami jest wyborne, wyraziste w smaku tak jak trzeba i jest go całkiem niemało (papryki też). Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to ilość gorgonzoli – jak u rednacza było jej za mało. Ale kiedy się pojawiała, czyniła cuda.

DSC_0477

DSC_0481

Czy Suszone Pomidory mają najlepszą pizzę w Poznaniu – tego nie wiem. Czy to moje TOP3? Z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że tak.

MruMru

[MruMru]

Suszone pomidory zdobyły moje serce sekundy po wejściu do lokalu. Uwielbiam takie miejsca! Ciepło, przytulnie, gwarnie. Wystrój minimalistyczny, ale pasujący. Kuchnia na widoku – widzisz, że twoje jedzenie jest w dobrych rękach. Kelnerki – uśmiechnięte od ucha do ucha. Lubię to! Człowiek w takiej restauracji od razu czuje, że jest w dobrym miejscu, że ta restauracja żyje i ładuje w Ciebie dobrą energię. A przy takiej konkurencji ciężko jest mieć lokal wypełniony po brzegi – to najlepszy znak, że jedzenie jest dobre.

Ja jem skromnie. Zamawiam grzanki z mozzarellą i suszonym pomidorem oraz krem z buraków z kozim serem. Grzanki proste – bagietka, mozzarella, oliwa i suszony pomidor. I bardzo dobre, prosta i smaczna przystawka. Nie da się jej zepsuć, a smakuje świetnie. Najważniejszy jest krem z buraków. Ja do buraków mam specyficzne podejście – barszcz uwielbiam, do buraczkowej przekonałam się niedawno, ale jak burak jest dodany do soku to się krzywię – zbyt ziemisty posmak. Krem miał smak, który można określić między buraczkową a sokiem z buraka. Ziemisty posmak był lekko przełamany przez kozi ser, konsystencja była świetna – nie był to mega gęsty krem w którym łycha stoi, nie była to też rzadka zupka. Taki w sam raz. I pyszny!

DSC_0449

DSC_0465

Chłop z Mazur

[Chłop z Mazur]

Wilda tuż obok Jeżyc jest jedną z moich ulubionych dzielnic Poznania. To tutaj czuć prawdziwy klimat poznańskich kamienic i uliczek. Z drugiej strony Wilda była dla mnie zawsze realnym GTA San Andreas. Miejsca gdzie lepiej nie chodzić po zmroku, chłopaki pilnujący nienaruszalności granic klatki, parkowanie na środku ulicy i raz na jakiś czas zwłoki/kosa w żebra/płonący samochód. Dziwi mnie to, że w tej całej wybuchowej mieszance dopiero stosunkowo niedawno powstała tak dobra miejscówka, gdzie zjemy dobry włoski placek – chciał nie chciał symbol lubiących porachunki Włochów.

W Pomidorach zdecydowałem się na nic innego jak pomidory właśnie. Na przystawkę bruschetta w klasycznym wydaniu, o którym rozpływać się nie ma sensu, bo wzorzec jest tylko jeden słuszny i prawdziwy, a oni od niego nie dobiegli. Właściwym daniem był oczywiście placek! Zdecydowałem się na pozycję firmową „Suszone Pomidory”. Zamawiając ją, byłem przede wszystkim ciekaw, na ile przyłożą się do zrobienia firmowej pozycji. Zazwyczaj te wychodzą lepiej i okazalej na tle pozostałych dań, no bo oczko w głowie!

DSC_0491

Tym razem nie było ani lepiej, ani gorzej i to wcale nie oznacza, że źle. Wszystkie pizze w okół mnie trzymały zaskakująco wysoki poziom. Na moim cieście znaleźć mogłem mozzarellę, suszone pomidory i pomidorki cherry, salami piccante i rukolę. Chciałbym w tym momencie napisać, że wszystko było perfekt, ale mam dwie uwagi. Po pierwsze rukoli było zdecydowanie za dużo. Szanuję ją jako jeden z niewielu zielonych dodatków, ale tym razem przytłaczała i musiałem pozbyć się jakiejś 1/3. Druga sprawa to wyrazistość dania. Z nią poradziłem sobie dzięki podanym w flakonikach oliwom z dodatkami przypraw  np. pieprzu, papryki, czosnku. Jednak to może być tylko i wyłącznie moje wypaczenie.

Kiziu

[Kiziu]

Nie idzie się nie zgodzić z MruMru, jeżeli idzie o opis lokalu. Nie za duży, przytulny, ze wspaniałą, uśmiechniętą obsługą. Do takich miejsc chce się wracać i do Suszonych Pomidorów na pewno wrócę.

Inną sprawą jest fakt, że nie sposób nie zgodzić się też z Kotem. Ja również czekając na swoją pizzę stwierdziłem, że nie będzie to poziom Frontiery, w co zwątpiłem już przy pierwszym kęsie. Zacznijmy jednak od początku…

…a początkiem jest przystawka. Grzanki z mozarellą, szynką i rukolą. Choć to przystawka to mięso musi być, a jeżeli jest naprawdę dobrze to z większą przyjemnością czeka się na danie główne. Suszone Pomidory przygotowują wędliny tradycyjnie, we własnej wędzarni. Jestem w stanie w to uwierzyć, bo szynka, która znalazła się na grzankach smakowała znakomicie. Mozarella była świeża, smaczna i delikatnie się ciągnęła, a rukola jako jedyne zielsko, które ma jakiś smak, dopełniło dzieła. Mogłem dalej cierpliwie, przy szklance Ciechana pszenicznego czekać na danie główne.

DSC_0456

DSC_0458

A była nim Boscaiola Piccante, czyli pizza z mozarellą, salami piccante i papryczkami chilli. Zacznijmy od salami. Według informacji w menu nie jest to jedna z tych wędlin pochodzących z własnej wędzarni, lecz to nie ujma. Broń Boże! Kiełbasa była świeżutka, mięciutka, soczysta i pikantna jak trzeba. Grała pierwsze skrzypce na placku bez dwóch zdań. Papryczki chilli dodawały ognia i choć gorąco polecam tę kompozycję, to muszę ostrzec, że choć nie jest to poziom sosu nr 7 ze Spoco Loco albo Zemsty Luchadora z Guac’n’ole, to może zapiec. Do tego wszystkiego mozarella. Ta sama co na grzankach, tak samo dobra, tylko w większej ilości. I w tym miejscu narzuca mi się chyba najbardziej znaczące porównanie do Frontiery. Mam wrażenie, że tam ser ciągnie się bardziej, acz zastrzegam, że taki stan rzeczy może być spowodowany tym, że zacząłem jeść jako ostatni bo musiałem obfotografować wszystkie dania.

DSC_0499

DSC_0498

Nasz wypad na Wildę należy stwierdzić, że Suszone Pomidory to jedna z lepszych knajp w Poznaniu, gdzie można zjeść dobrze, tanio i zostać potraktowanym jak przyjaciel, a nie konieczny balast.

Lokalizacja: Poplińskich 12a, Poznań | fanpage

Cena:
* krem z buraków – 13 zł
* krem z pomidorów – 8 zł
* bruschetta – 6 zł
* grzanki – 7-8 zł
* boscaiola piccante – 16 zł
* quattro formaggi – 20 zł
* suszone pomidory – 25 zł
* napoli – ~ 17 zł
* siciliana – 18 zł
* penne con pomodori secchi – 16 zł

Smakowitość:

krem z pomidorów 90%
penne con pomodori secchi 80%
quattro formaggi 90%
grzanki ze świeżymi pomidorami 95%
siciliana 90%
bruschetta 80%
napoli 90%
krem z buraków 80%
grzanki z mozzarellą i suszonymi pomidorami 80%
Suszone Pomidory 80%
grzanki z mozzarellą, szynką i rukolą 85%
boscaiola piccante 90%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: suszony

Autorem wszystkich zdjęć jest Szymon Kiżewski.

Ocena Ogólna

Rewelacja

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.41/5 (70)
Ja oceniam na...