Raj i Cafe La Ruina (Poznań)

Miejsce, do którego wysyłaliście mnie długo, do którego muszę czym prędzej wrócić i do którego Wy musicie wybrać się natychmiast.

Śródka to dla mnie totalnie niezbadany rejon w Poznaniu. Raczej nie bywam, a jeśli już, to jestem tu tylko przejazdem, siedząc za kółkiem. Przez długi czas myślałem, że w zasadzie „nic tam nie ma”. Oj, jak bardzo się myliłem!

Raj i La Ruina to knajpa i kawiarnia prowadzona przez tych samych właścicieli (małżeństwo?). Pierwsza powstała La Ruina, która zyskała sławę kawą, sernikami i klimatem. Klimatem, który na swój sposób – z jednej strony podobny, z drugiej całkiem na inny sposób – obecny jest również w Raju. Wyznając zasadę „najpierw obiad, potem deser”, ze swoją dziewczyną zaczynam właśnie od niego.

Tak, mają tu też kino.
Tak, mają tu też kino.

Wstępując do lokalu nie wiesz, czy wchodzisz do innego, egzotycznego świata, czy do kuchni swojej babci, która nie robiła remontu najważniejszego pomieszczenia w domu przynajmniej od wczesnego Gierka. Takie panuje tu pomieszanie z poplątaniem: fotografie i pamiątki z dalekich wojaży krzyżują się z białymi kafelkami, jakie widywałem u cioci na zapuszczonej leśniczówce. Podoba mi się to – takie moje odczucie.

DSC03644 (Kopiowanie)

DSC03606 (Kopiowanie)

DSC03641 (Kopiowanie)

Kapitalnym pomysłem jest karta dań… na pocztówkach. Jedna widokówka to jedno danie: jego historia, opis, cena i tak dalej. Przy pierwszej wizycie możesz czuć się w tym trochę zagubiony, ale po chwili zadumy w mig załapiesz, przyklaśniesz i z lekka się podniecisz. Zamawiam pad thaia z rostbefem.

DSC03599 (Kopiowanie)

DSC03645 (Kopiowanie)

Mam słabość do tego dania. Tak wielką, że nie waham się go zamówić po totalnej porażce, jaką był pad thai z Thai Woka konsumowany parę dni wcześniej. Skąd się ona bierze? Zwyczajnie uwielbiam potrawy z woka, w których dzieje się dużo i jeszcze więcej. Tu jest makaron, tofu, kiełki fasoli mung, szczypior, kolendra, orzeszki ziemne, chili i limonka. A to jeszcze nie wszystko! Dochodzi do tego jeszcze przecież wspaniały, cienko krojony rostbef i słodko-słono-kwaśny sos z cukru palmowego, sosu rybnego i tamaryndowca. To te 2 składniki tutaj przewodzą. Zwłaszcza fantastyczny sos, na wspomnienie którego mam ochotę wsiąść do auta, jechać na Śródkę i wydać 33 zł na rewelacyjnego pad thaia.

DSC03624 (Kopiowanie)

DSC03634 (Kopiowanie)

DSC03630 (Kopiowanie)

DSC03636 (Kopiowanie)

Tyle że z chęcią wróciłbym do Raju popróbować innych dań. Kosztuję co nieco od mojej dziewczyny i jestem oczarowany. Testaroli to w sumie takie „niewiadomoco” z włoskiej Lunigiany. Taki naleśnik, ale jednak makaron na mące razowej. W wersji wegetariańskiej z mascarpone i pesto z bazylii, orzeszków piniowych, czosnku, oliwy i parmezanu. Opcja wegańska nie ma sera, za to jest z pesto z bazylii, suszonych pomidorów, kaparów, migdałów, czosnku, oliwy i chili. Moja dziewczyna uwielbia suszone pomidory, więc wybór jest prosty. Smakuje to tak doskonale, że aż nie mogę wybrać, kto tego dnia trafił lepszy obiad. To tak jak wybierać między bekonem a stekiem – podjęcie tak trudnej decyzji graniczy z niemożliwością, więc najlepiej zdecydować się na jedno i drugie.

DSC03618 (Kopiowanie)

DSC03627 (Kopiowanie)

DSC03617 (Kopiowanie)

Wszystko popijamy piwem Milkołak – to mleczny stout ze Śląskiego Browaru Rzemieślniczego Reden. Uwielbiam piwa z laktozą, do dziś rzewnie wspominam Sweet Nygusa. To jest równie dobre.

DSC03609 (Kopiowanie)

DSC03642 (Kopiowanie)

DSC03647 (Kopiowanie)

Najedzeni wychodzimy z Raju i przechodzimy obok, do La Ruiny na kawę i ciasto. Tak jak już wspomniałem: klimat z jednej strony podobny, z drugiej całkiem inny. Na pewno: przyjemny. Słyszałem, że wiele tajemnic kryje toaleta w budce telefonicznej. Koniec końców do niej zachodzę, czego żałuję do dzisiaj.

DSC03650 (Kopiowanie)

Sam kawy nie pijam, moja dziewczyna bierze latte i jest bardzo zadowolona. Przychodzę tu jednak nie po kofeinowego kopa, tylko by spróbować rozsławionych na całe miasto serników. To zdecydowanie moje ulubione ciasto. Oczywiście moja mama robi najlepsze serniki w galaktyce, ale Monika z La Ruiny dzielnie próbuje dotrzymać jej kroku, mocno eksperymentując. Zamawiamy po kawałku obu dostępnych ciast tego dnia: sernika czekoladowego i truskawkowego. Ten pierwszy jest dokładnie taki, jak powinien być: bardzo słodki, mocno czekoladowy, z lekkim alkoholowym posmakiem. Z kolei truskawkowy mocno zaskakuje: konsystencją i smakiem blisko mu do… serka homogenizowanego. I też jest słodki.

DSC03655 (Kopiowanie)

DSC03665 (Kopiowanie)

DSC03672 (Kopiowanie)

DSC03659 (Kopiowanie)

DSC03663 (Kopiowanie)

Raj i La Ruina spełniają wszystkie moje zachcianki: jedzenie pyszne i na słono, i na słodko, można się napić dobrego piwa, a poza tym panuje wyjątkowy na skalę całego świata klimat. To jest jedna z wizytówek kulinarnego Poznania. Wracam tam niebawem!

Lokalizacja: Śródka 3, Poznań | fanpage

Ceny:
* pad thai – 33 zł
* testaroli – 22 zł
* Milkołak – 12 zł
* latte – 10 zł
* sernik – 14 zł

Smakowitość:

pad thai 95%
testaroli 95%
Milkołak 90%
sernik czekoladowy 80%
sernik truskawkowy 80%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: raj, a nie ruina

 

Ocena Ogólna

Wybitnie

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.67/5 (3)
Ja oceniam na...

  • 33 zł za Pad Thaia ma też duży współczynnik wygrania z portfelem :C ale i tak trzeba będzie pójść, ech

    • Też uważam, że to całkiem sporo jak za obiad, ale jakość jedzenia szybko zrewidowała moje postrzeganie. Na codzienne wizyty w Cafe La Ruina mnie nie stać, ale raz na jakiś czas warto się wybrać. 🙂

      • Anna Kromska

        Pad Thai w Maj Pen Raj na KontenerArt jest chyba ciutkę tańszy, kojarzy mi się, że raczej 28-30 zł 🙂

        • W Raju 33 zł kosztuje opcja z rostbefem, bez niego jest za 28 zł. 🙂

  • ELfeno wuefę

    Jadłem pad thaia w Ruinie i przyznam jest dobre, ale cena powala jak na talerz „rosołu” tym bardziej ,ze w azji za takie danie max 10 zł.

    • Cena bierze się stąd, że przyprawy i zioła użyte w tym pad thaiu rzeczywiście są sprowadzane z Azji. Tu nie ma kolendry z Biedronki. 😉 Nie twierdzę, że jest tanio, ale rozumiem skąd ta cena. 🙂

  • ula

    a mnie pad thai w raju w ogóle nie przekonuje, robiłam 2 podejścia i niestety, to nie to. ich pad thai jest „za bardzo”. za dużo sosu, za dużo dodatków, zbyt intensywny smak. przez to nie jestem w stanie zjeść go do końca, nie dlatego, że jestem przejedzona, tylko przesycona sosem i kolendrą (w Tajlandii nie spotkałam się z pad thaiem, który byłby zanurzony w tak dużej ilości sosu i dodatków). przesada w każdą stronę może zepsuć danie.

    • To bardzo możliwe, że ta intesywność nie będzie dla każdego. Ja się jaram. 🙂

      • ula

        no właśnie widzę, że większość osób się jara 🙂 raj i ruina klimatyczne, ale ja pozostanę przy herbacie / piwie bananowym (to akurat mają pyszne!)