Wyszukiwarka

Raclette (Poznań)

Co jest lepsze od ciągnącego się sera? Mnóstwo ciągnącego się sera!

Mój brat studiował przez jakiś czas we Francji. Przyjeżdżał rzadko, ale jak już mu się udało, to zawsze przywoził ze sobą jakieś ciekawostki związane z tamtejszą kulturą. Często tą kulinarną.

Raz przytarabanił ze sobą raclette. Urządzonko – bardziej fachowo powiedzielibyśmy „kuchenne AGD” – działające trochę na zasadzie elektrycznego grilla, w którym przygotowywało się ser, mięso i dodatki. Ot, taki bajer, przy którym kolejną taką samą kolację z tymi samymi produktami spędza się w nieco inny sposób.

Nie zachowałem żadnego zdjęcia, a nie wiem za bardzo, gdzie jest teraz to ustrojstwo, ale pi razy drzwi prezentowało się ono w ten sposób:

źródło: http://img.doc.xeex.cz/xdomowo-pl/page/38/dgcr7makmz-55f805e59697c.jpg
źródło: http://img.doc.xeex.cz/xdomowo-pl/page/38/dgcr7makmz-55f805e59697c.jpg

Przyjąłem do wiadomości, że raclette to urządzenie. O innych znaczeniach tego słowa albo brat mi nie powiedział, albo wyparłem je z pamięci. Ale człowiek uczy się przez całe życie – idąc Wrocławską w Poznaniu (wyjątkowo nie „na szlaku po bo bombę” od pijalni do pijalni) dowiedziałem się, że za „raclette” kryje się znacznie więcej.

Bo to przede wszystkim rodzaj szwajcarskiego, pełnotłustego sera wytwarzanego z mleka bez żadnych dodatków, który pięknie się topi i ciągnie się jak na „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej. Długo.

Obejrzyj video z Raclette i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

To także popularna w Szwajcarii i Francji, bardzo sycąca potrawa. Jej podstawą jest właśnie stopiony ser, a uzupełnieniem ziemniaki, dojrzewająca szynka, cebula czy korniszony. Tak naprawdę wariacji jest wiele, ważne by ser ciągnął się jak zapach pizzy za jej dostawcą.

Wreszcie „raclette” to nazwa nowego lokalu na Wrocławskiej, którego właścicielami są osoby prowadzące bardzo przyjemne Pettit Paris w Starym Browarze. Pierwsze skrzypce gra tu oczywiście ser topiony i „zdrapywany” na oczach klienta – mamy więc wizualny efekt wow, ślinianki same zaczynają pracować. Jeśli to nie jest food porn, to ja gardzę bekonem, a na śniadanie wcinam owsiankę z granolą.

W Raclette jem tradycyjne danie, które wspomniałem wcześniej. Parę ziemniaków, korniszony i małe cebulki przykryte warstwą topionego, ciągnącego się jak przebudowa Ronda Kaponiera sera. Talerz prostego, sycącego jedzenia, które szybko znika i za które płacę piętnastaka.

screenshot_2016-11-30-21-41-58-01

Poza tym zjecie tu tosty z różnym wkładem – czasem mięsnym, czasem nie, zawsze serowym – za dyszkę i pyszny krem z cebuli z grzankami i rzecz jasna startym serem w podobnej cenie. Przy większym głodzie warto zamówić zwłaszcza tę drugą. Te pierwsze wydają się być idealnym prezentem dla nocnych imprezowiczów, których zwłaszcza w weekendy na Wrocławskiej nie brakuje, a którzy do tej pory mogli wybierać jedynie między podłym kebabem, okropną zapiekanką i takim sobie burgerem. Miła odmiana.

screenshot_2016-11-30-21-43-47-02

Czy Raclette to kulinarne objawienie na ulicach Poznania? Bez przesady, to po prostu stopiony ser z ziemniakiem. Dobra rzecz na lunch w zimie, podkład przed imprezą lub w ramach „zabicia” gastrofazy po kilku lub kilkunastu kuflach, lampkach lub kieliszkach.

Mówiąc w skrócie, mnie smakowało, z chęcią kiedyś wrócę, ale nie śnie o tym po nocach.

Koniec komunikatu. W ramach rozgrzewki możecie wymyślić jeszcze jedno porównanie „ser ciągnął się jak…”. Jestem ciekawy, na ile jesteście kreatywni.

Lokalizacja: Wrocławska 21, Poznań | fanpage

zakres cen: 10-15 zł

Smakowitość 80%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: ziemniak + ser = brzusio zadowolony

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
2.86/5 (28)
Ja oceniam na...

  • Sara Janeczek

    Ser ciągnął się jak Titanic (tak na czasie z programem telewizyjnym). 🙂

  • Ewa Dworczak

    Z jednej strony poszłabym spróbować, ale z drugiej… chyba nie o to w raclette chodzi. Byliśmy kiedyś z rodzicami u ich koleżanki we Francji, która wyszła za Francuza i miała teściów Francuzów. U nich w domu poznaliśmy raclette w formie urządzenia, które pokazałeś. Przed wyjazdem kupiliśmy własne i co jakiś czas jemy w domu. Potem razem ze znajomymi, będąc we francuskich Alpach na nartach, poszliśmy do knajpy, gdzie ser był podany na stół na stojaku z grzałkami na ruchomych „skrzydełkach”, aby ser można było przygrzać i nałożyć na bieżąco – zawsze ciepły i ciągnący.

    Do czego dążę? Otóż według mnie nałożenie na talerz warzyw i szynki, a następnie zalanie tego masą sera, trochę nie ma sensu. Najfajniej jest nałożyć sobie po kilka kawałków warzyw, na tym nowoczesnym urządzeniu podpiec sobie kiełbaskę albo boczek i roztapiać małe kawałki sera na szpatułkach.

    Bardzo lubię raclette, ale chyba wolę poprosić mamę, żeby przewidziała taki obiad, jak przyjadę, niż dostać talerz oblany serem, który przy moim tempie jedzenia ostygnie, zanim zdążę zjeść połowę dania.

    • I to, o czym piszesz, i to, czym jest Raclette na Wrocławskiej, to raclette – słowo jest jedno, ale ma kilka znaczeń. 🙂 Wystarczy wpisać w Google Images lub Wikipedię, by się o tym przekonać. Nie mówię, że pomysł z Wrocławskiej jest lepszy, to po prostu troszkę coś innego i ciężko to ze sobą porównywać.

  • Jachuu

    Zgadzam się z Ewą poniżej – ja poznałem Raclette w Polsce, rodzice skąś kupili i kojarzy mi sie przede wszystkim z biesiadą – duzo półmisków ze świeżymi dodatkami i mięskiem, do tego ser – co chcesz podpiekasz na grillu (górna część urządzenia) co chcesz przykrywasz serem i opiekasz na patelkach i pałaszujesz własne kompozycje 🙂 Taki posiłek trwa zdecydowanie dłuzej niż zwykły obiad ale jest ciekawy i wymusza interakcje…

    Z tego, co widzę na zdjęciach przypomina to bardziej fastfood i to w tą złą stronę – drewniane sztućce i papierowe/styropianowe talerzyki…

    Powiedz mi jeszcze, jak to u nich jest przygotowywane? Na grillu czy w jaki sposób?

    • Ser przygotowywany jest w taki sposób jak na załączonym filmie. Reszta na kuchni z tyłu, więc trudno powiedzieć.

  • Karolina Lemur Niedźwiecka

    ser ciągnął się jak śledztwo ws. Ewy Tylman

  • Izabela Grzegorz

    Mieszkam we Francji i oczywiście posiadam to urządzenie. Raclette to tutaj podstawa. Przede wszystkim w czasie zimy – oni nie wyobrażają sobie chyba życia bez sera, bagietki i butelki wina 🙂
    Zgadzam się z Ewą kilka komentarzy niżej – podstawą tego dania jest ciągnący się ser – wciąż ciepły. Dlatego urządzenia ma małe „patelki” dla każdego uczestnika obiadu, bo podgrzewa się po prostu na bieżącą niewielkie kawałki sera, by jeść dodatki oblane właśnie ciągnącym się serem. Niewyobrażalnie większą satysfakcję daje właśnie przygotowywanie tego sera samemu, oczekiwanie na niego pobudza apetyt jeszcze bardziej. Niebo w gębie! Nigdy nie byłam fanką sera w dużych ilościach – ale teraz Raclette mogłabym jeść prawie codziennie na obiad :p
    Polecam wybrać się zimową porą do Francji i spróbować tego cuda w oryginale! 😉

  • Zdzisław Inkognicjusz

    Byłem, jadłem i powiem Ci Panie Macieju, że zawiodłem się twoją recenzją. De gustibus non est disputandum, ale do tej pory nasze gusta się zgadzały, a tutaj taka niespodzianka. Muszę przemyśleć tę sytuację i zgłoszę się do Ciebie z wnioskami. Dzisiaj zamówiliśmy zupę cebulową oraz raclette tradycyjne i meksykańskie.

    Pierwszy zgrzyt nastąpił w momencie pojawienia się zupy. Naczynie i sztućce iście ekologiczne. Papier i drewno. Chwali się taka zieloność, aczkolwiek w knajpach szukam czegoś więcej. Drewniane sztućce same w sobie nie są złe, ale te, które dają w Raclette są malutkie i trudno się po prostu nimi operuje. Zupa była okej, nic więcej, nic mniej. Zjadłem i już o niej zapomniałem.

    Jakość Raclette była bardzo niezadowalająca. Ziemniaki – okej, ser – okej, ale to co pojawiło się obok zakrawało na żart. Korniszony, cebulka, papryczki, fasola – wszystko z puszki lub ze słoika i bardzo jakościowo przypominało produkty z Lidla czy Biedronki. Szynka i chorizo, które znalazły się pod serem również dyskusyjnej jakości. Powiedziałbym, że opcja ekonomiczna. Do tego roszponka i pomidorki koktajlowe. Wszystko jałowe i bez wyrazistych kontrapunktów czy po prostu punktów.

    Nie polecam, nie wróżę długiej kariery, żałuję i wewnętrznie płaczę, bo nasze gusta przestały się zgadzać. To smutny dzień.

    • Jeśli chodzi o zarzut dotyczący „papieru i drewna” – masz wszystko w recenzji w formie zdjęć. Nie wiem, czego się spodziewałeś.

      Jeśli chodzi o resztę, to pomijając to, że nie jadłem wersji meksykańskiej (nawet nie wiem, czy istniała przy mojej wizycie), to trochę nie rozumiem, czego się spodziewałeś. Poza mięsem wystarczy spojrzeć na zdjęcia, by wiedzieć, z czym mamy do czynienia.

      „Mówiąc w skrócie, mnie smakowało, z chęcią kiedyś wrócę, ale nie śnie o tym po nocach.” 🙂

  • Justyna

    Ser ciągnął się jak smród po gaciach

  • zipperblog

    Ser sie ciągnął jak Moda na sukces

  • Joanna

    Byłam, próbowałam i podobnie jak Autor recenzji śnić po nocach o tym nie będę.
    Natomiast coś innego wydało mi się istotne. Niby jest eko, niby papierowe i drewniane akcesoria. Co z tego skoro w lokalu jest jeden kosz na śmieci, do którego wrzuca się wszystko? Razem z raclette kupiłam napój. Po skończonym posiłku spytałam Pani czy mam to wyrzucić razem te odpady. Trzeba było widzieć jej minę. A przecież papier i plastik to surowce wtórne, które wrzucone do odpowiedniego kubła mogą zostać przetworzone i służyć nam dalej. Pewną niekonsekwencję widać nie tylko na płaszczyźnie jedzenia.