Wyszukiwarka

Piano Bar (Poznań)

Wspominałem czasem, że pisanie na WzA ma swoje dobre strony? Na przykład wtedy, gdy ktoś nas gdzieś zaprosi na degustację. Kiedy rednacz zapytał, czy mam czas iść na jedną z nich – nie wahałem się. Kiedy dowiedziałem się gdzie – byłem wniebowzięty. Piano Bar jest miejscem, o którym słyszy się głównie dobre rzeczy. Jeden z najbardziej znanych lokali w mieście. Jakość potwierdzona niemalże testami klinicznymi.

Nas zaproszono na składający się z 6 dań set degustacyjny szefa kuchni. Razem z rednaczem udaliśmy się zatem skosztować cóż to Pan Roop Lal Balu (szef kuchni Piano Baru) miał dla nas w zanadrzu. Ubrani niemalże jak na komunię kuzynostwa zameldowaliśmy się o wyznaczonej godzinie na miejscu, zajęliśmy wskazany stolik, poprosiliśmy o wodę i czekaliśmy. Trochę to czekanie trwało, ale w takich miejscówkach ma to jakieś uzasadnienie – składniki potraw zazwyczaj przygotowywane są na świeżo, a nie czekają pozamrażane w lodówkach. No ale dość wstępu, po kolei jedziemy z tym setem.

P1150652

Na sam początek – przystawka na zimno. Gambas z pomidorami, podany na sałacie (tudzież innej zieleninie) z kawałkiem pieczywa. Gambas to taka większa krewetka – w smaku dobra (jak inne krewetki), raczej delikatna. Pomidorki robią swoją robotę, zielenina nasiąka oliwą, którą jest polana. Generalnie jest dobrze. W międzyczasie kelner przeprasza nas za oczekiwanie i zapowiada, że dalej będzie lepiej. Swoją drogą, o jakości obsługi jeszcze wspomnę na koniec.

P1150658

P1150657

Jako druga przystawka – tym razem już na ciepło – ślimaki z kurkami w sosie czosnkowo-ziołowym. Pierwszy raz jadłem ślimaka. Serio. Zawsze wydawało mi się to cokolwiek obrzydliwe, ale cóż, podali, to jem. Sos mocno zaciąga kurkami, czosnek też czuć, ale dla mnie grzyby przodują. Skorupiak (ślimak żyje w skorupie, nie?) sam w sobie – neutralny. Konsystencja – do przeżycia – trochę jak małża czy coś. Smakowo delikatny. Jest dobrze.

P1150660

P1150659

Po tych 2 przystawkach byłem myślami przy daniach głównych, a tu nagle – krem mango z imbirem. To było coś genialnego. Gęsty, mocny w smaku, doskonale współgrające ze sobą smaki. Rewelacyjny. Zgodnie z Maćkiem stwierdziliśmy, że rozniósł nas na łopatki. I tylko względnie dobre wychowanie powstrzymało mnie, od wylizania naczynia w sposób urągający jakimkolwiek normom. Ale wiedzcie, że byłem blisko złamania etykiety. Geniusz.

P1150665

P1150664

P1150663

P1150662

Wreszcie dania główne. Mimo że byłem pewien, że po kremie nie spotka mnie już nic  wartego uwagi, do jagnięcego comberu przystąpiłem ochoczo. I wiecie co? Podołał. Wspaniale wysmażone, delikatne, rewelacyjnie – czytaj nieznacznie – doprawione mięso jagnięce zrobiło na mnie kolosalne wrażenie. Gęsty żurawinowy sos również. Placek kukurydziany na którym podano – ok. Ale cóż to było za jagnię.

P1150667

P1150668

P1150671

Potem nadszedł czas na langustę podaną z krewetkami w sosie homarowym. Sama langusta wędzona, sposób podania – spójrzcie na zdjęcia, pod kloszem i w ogóle – sztos. W tejże – czuć wędzenie na drewnie, smakowo – wysoko. Naprawdę. Sos z krewetkami – również kompletny odjazd. Dla mnie bomba i nie wiem, co zrobiłbym, gdybym miał wybrać 2 najlepsze dania, jakie jadłem podczas tego setu. Bo 3 były zdecydowanie na światowym poziomie.

P1150674

P1150675

P1150678

P1150680

P1150679

Dobry był również deser. Coś jak budyń karmelowy – ale bardziej zwarty, podany na bitej śmietanie z wiórkami kokosa. Słodkie, smaczne, bardzo dobre. Jakimś tam fanatykiem słodyczy nie jestem, ale sam w sobie bardzo mi smakował.

P1150683

P1150681

Podczas naszego pobytu duże wrażenie zrobił na mnie profesjonalizm obsługi i dbałość o detale. Nie bez powodu Piano Bar – to lokal premium w Poznaniu. Tutaj wszystko jest dopięte na ostatni guzik, łącznie z tym, że w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że obsługa przeszkolona była z zakresu protokołu dyplomatycznego. Ale to detale, które cieszą tych którzy wiedzą, gdzie ich szukać. Moim zdaniem, jeśli macie trochę gotówki i chcecie iść zjeść, dobrze i elegancko – Piano Bar  nadaje się jak niewiele innych miejsc w mieście koziołków.

Maciej

[rednacz]

J-Mac powiedział tyle, że aż mi trudno coś dodać. Przejdę więc wszystkie dania chronologicznie:

Przystawka na zimno, czyli gambasy z pomidorami – cud, miód i orzeszki. Wejście z buta, choć później było tylko coraz lepiej.

Pokazały już to ślimaki z kurkami. Kto mnie zna, ten wie, że za grzybami nie przepadam. Z kolei ślimaki jadłem raz w życiu, bodajże z Lidla i szału na mnie nie zrobiły. Tu jest jednak pełen sztos: w przeciwieństwie do J-Maca uważam, że „ryba” – jak twierdzi Unia Europejska – ma swój smak i nie jest on neutralny, a kurki wcale nie są na pierwszym planie. Bardziej uderza mnie aromat ziołowo-czosnkowy. Gdzieś te grzyby się przebijają, ale w taki sposób, że mnie – grzybofoba – wcale nie odrzucają. Wręcz przeciwnie: intrygują!

Trudno zaprzeczyć temu, że krem mango z imbirem to najlepsze, co tego dnia jedliśmy. Podejrzewam, że było to też najlepsze danie, które mogliśmy skosztować w tym tygodniu, miesiącu, roku, dekadzie i życiu. Idealne połączenie charakterystycznego mango z zadziornym, lekko pikantnym imbirem. Podane na ciepło smakuje jeszcze cudowniej. Jeśli kiedyś będę wyprawiał wesele, to zatrudnię Roop Lalu Balu do tego, by przygotował mi zapas tego kremu dla chociaż 200 osób.

Comber jagnięcy pokazał mi po wielu latach życia i stołowania się w różnych mięsach, co oznacza idealnie wysmażone mięso. Miało odpowiedni kolor, rozpływało się w ustach, a także doskonale komponowało się z sosem żurawinowym. Jak będę kiedyś piękny i bogaty (okej, piękny już jestem), to przyjdę do Piano Baru na większą porcję. Takie to smaczne.

Inna sprawa, że gdybym miał wybierać pomiędzy daniami głównymi, trudno byłoby mi wskazać lepsze. Wędzona langusta to coś niesamowitego – z aromatem wędzenia i delikatna w smaku zarazem. Lepsze są jednak krewetki, a właściwie nie same krewetki (bo te są raczej umiarkowanie pospolite), a sos homarowy, który jest obłędny. Równie obłędny co krem mango z imbirem.  Gdy go smakujesz, dotykasz nieba czy czegoś równie przyjemnego. Jadłbym go ze wszystkim, choć polewanie nim czegoś mniej szlachetnego od krewetek to chyba swego rodzaju bluźnierstwo.

Deser był bardzo fajnym zwieńczeniem. Nie powalił mnie na łopatki jak reszta dań, ale był bardzo smaczny.

Świetny obiad. Wprawdzie nie do końca się nim najadłem (ale ja mam bardzo duże możliwości, pamiętajcie), to jednak pod względem smaku przeniosłem się w dotąd bardzo mi odległe obszary galaktyki. Jeszcze tam wrócę, wierzę.

Lokalizacja: CH Stary Browar, Poznań | fanpage

Cena: wartość setu degustacyjnego dla dwóch osób wynosi 180 zł

Smakowitość:
* gambas z pomidorami – 8,25/10 (J-Mac – 8/10, rednacz – 8,5/10)
* ślimaki z kurkami w sosie czosnkowo-ziołowym – 9,25/10 (J-Mac – 9/10, rednacz – 9,5/10)
* krem mango z imbirem – 10/10 (J-Mac – 10/10, rednacz – 10/10)
* comber jagnięcy – 9,75/10 (J-Mac – 10/10, rednacz – 9,5/10)
* langusta z krewetkami w sosie homarowym – 10/10 (J-Mac – 10/10, rednacz – 10/10)
* deser – 8,5/10 (J-Mac – 9/10, rednacz – 8/10)

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.5/5 (8)
Ja oceniam na...

    • Jan Hylla

      Z tym, że na tych telefonach, które tak strasznie obrażają lokal – zapisujemy spostrzeżenia, uwagi, a także robimy lwią część zdjęć pojawiających się na blogu. Mam wrażenie, że restaurator zapraszając nas, nie miał nadziei że będę siedział z gęsim piórem i papirusem na kolanach, aby te spisać. A przecież, spamiętanie poszczególnych wrażeń z tylu dań – może być problematyczne, a zależy nam na rzetelności. Także wybacz, ale Twój argument jest inwalidą.