Wyszukiwarka

Patataje (Poznań)

Zapowiadało się dobrze, byłem pozytywnie nastawiony, ale czegoś zabrakło.

Ulica 3 Maja w Poznaniu. Łączy urokliwy Plac Cyryla z bardzo ważnym Placem Wolności. Poza tym mało istotna. Przez jakiś czas mieściła się przy niej knajpka z najsmaczniejszymi zapiekankami w mieście. U Hanki Zapiekarnia stała się jednak cieniem siebie samej, gdy zmienili się jej właściciele, którzy nie potrafili utrzymać wysokiej jakości podawanego jedzenia, jak i ducha samego lokalu.

Nic więc dziwnego, że U Hanki nie pociągnęło długo na zasługach, fejmie i splendorze zdobytym przez poprzednią ekipę. Zapiekarnię zamknięto, a w jej miejsce pojawiła się nowa knajpa, tym razem specjalizująca się we frytkach belgijskich i burgerach. Poznajcie Patataje.

Bułą z kotletem z mielonej wołowiny trochę się zawiodłem. Na zdjęciach publikowanych na fanpage’u lokalu burgery wyglądają doskonale, przy czym nie jest to zasługa stylizacji i obróbki w programach graficznych, po prostu są to apetyczne hambugsy. I choć samo pieczywo (polecam bułki z czarnuszką) jest rzeczywiście bardzo smaczne, to reszta budzi moje wątpliwości.

Mówiąc inaczej, nie sprawdziło się to, co przekazałem w poniższym filmie. Chyba pierwszy raz w życiu.

Niby wołowinę wysmażono tak, jak należy, czyli na medium – nikt mnie o to nie pytał, sam o to nie prosiłem, więc tym bardziej na plus. Tyle że nie zmienia to faktu, że kotlet był suchy i mało soczysty – totalnie nie taki, jak bym tego oczekiwał. Trudno powiedzieć, z czego to wynika. Może to być jakość mięsa (a w zasadzie wybór konkretnej części wołowiny – inną „soczystość” ma rostbef, inną polędwica czy kark), może to być technika smażenia lub grillowania, może to być coś jeszcze innego. Przyczynę należy niezwłocznie zlokalizować i naprawić, by zacząć serwować gościom soczyste burgery, bez tego nie wróżę sukcesu.

Do poprawy jest także sos BBQ. Stop. Nie tyle do poprawy, co do wymyślenia na nowo. To, co otrzymałem w burgerze BBQ (19 PLN), miało tyle wspólnego z sosem BBQ, co ja z akrobatyką sportową. Rozumiem, że termin „sos BBQ” jest bardzo szeroki, ale nie czułem tu nic poza majonezowo-pomidorowo-paprykową mazią. Większego rozczarowania nie przeżyłem, odkąd przegryzłem kulkę do paintballa, myśląc że to Milka Lila Stars.

Kompozycja burgera zatem się nie broni. Najważniejsze rzeczy w kanapce kuleją (mięso i sos), bardzo brakowało bekonu (naprawdę nie kumam, czemu jest on w innych kompozycjach, a w tej najbardziej oczywistej go zabrakło), a tło (karmelizowane warzywa!) było niezłe, choć nie uratowało całości (w końcu było tylko tłem). To nie jest zły burger, wciąż można go zjeść bez grymasu, nie mając innych alternatyw w pobliżu, ale daleko mu dobrego hambugsa, po którego z chęcią przejdziesz się kawałek dalej.

Z frytkami (9,50 PLN – duża porcja) jest ciut lepiej, ale… też mam jakieś „ale”. Bo choć wizualnie prezentują się jak Najlepsze Frytki Świata, to po ich spróbowaniu szybko dociera do mnie, że coś jest nie halo. Nie zrozumcie źle: wziąłem jedną frytkę, potem drugą i trzecią. W końcu stwierdziłem, że nie wszystko jest w porządku, a następnie zjadłem całą porcję. Smakowało? Owszem. Czy można byłoby lepiej? Na pewno. Wiecie, najlepsze frytki belgijskie to takie, które są chrupiące na zewnątrz i mięciutkie w środku. Mam rację? No mam. W Patatajach było dokładnie na odwrót: na zewnątrz miękko, w środku momentami lekko twardawo. Albo te frytki smażyły się chwilę za krótko, albo to po prostu zły ziemniak był. Musicie sobie zdawać sprawę, że nie każda pyrka się do tytki nadaje.

Mimo tych wad zjadłem frytki do ostatniej sztuki, co było zasługą znakomitego sosu „india nut” przygotowanego na bazie orzeszków ziemnych. Smakował tak dobrze, że z chęcią zobaczyłbym go również w jakimś burgerze. Albo kupił sobie słoik (wiadro lepiej), wziął do domu i jadł z nim wszystko od rana do wieczora.

Trudno żeby jeden sos mógł mocniej wpłynąć na ocenę całego lokalu, a przyznam z jedną ręką na sercu, a drugą na żołądku, że mam z nią ogromny problem. Jakby nie patrzeć, popełniono dwa karygodne błędy (mało soczysta wołowina i źle wysmażone frytki) i jeden nieco mniejszego kalibru (sos BBQ). Z drugiej strony widzę masę pozytywnej energii oraz chęci i starań, by serwować dobre jakościowo jedzenie. Niestety, nie do końca to wychodzi.

Dodając wszystkie „za” i „przeciw”, wychodzą lekko naciągane trzy gwiazdki. Niech będzie na zachętę. Liczę na poprawę w przyszłości. Trzymam kciuki!

Lokalizacja: 3 maja 48, Poznań | fanpage

zakres cen: 10-20 PLN

Ocena Ogólna

Przeciętna knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
2.67/5 (30)
Ja oceniam na...

  • Bardzo nie na temat – ale skoro mówisz „plac Cyryla”, to prawdziwy z Ciebie poznaniak 😉

    • Możesz rozwinąć? Zaciekawiłaś mnie. 🙂

      • Formalnie miejsce nazywa się „plac Cyryla Ratajskiego”, zazwyczaj przy skracaniu omija się imię, nie nazwisko. Ten plan jest wyjątkiem, ale przybysze niekoniecznie o tym wiedzą 🙂