Niezły Meksyk (Poznań)

20160331_131817~2

Nadzieja dla narzekających na brak dobrej kuchni meksykańskiej w Poznaniu.

Guac’n’ole? Niezłe, ale to fast food. The Mexican? Sieciówa, jak Sphinx. Mamasitas? Chwaliłeś, ale w sumie nie wiem czemu, paskudnie nijako tam. Czerwone Sombrero? Niby okej, jednak też coś nie tak. Bla bla bla.

Nawet nie wiecie, ile się tego w ostatnim czasie nasłuchałem. Z każdej strony słyszę jęki i utyskiwania, że Poznań jest ubogi, jeśli chodzi o „dobrą” meksykańską kuchnię. Nie wiem, mi tam w Mamasitas przed rokiem smakowało, a Guaco swego czasu się mocno objadałem, choć rzeczywiście to fast food. Cóż, może jakość w tych miejscach poleciała na łeb na szyję, może ja lepiej trafiłem, a może po prostu to brak doświadczenia z podróżą do Meksyku.

Skoro jednak tyle osób negatywnie wypowiada się o knajpkach meksykańskich w Poznaniu, to problem istnieje, nawet jeśli sam nie podzielam tego poglądu. Ratunkiem dla tej rozczarowanej klienteli miał być Niezły Meksyk – lokal na Wildzie prowadzony przez prawdziwe zajawkowiczki, które latem podbijały serca bywalców Targu Śniadaniowego.

20160331_133402~2

Zapowiedzi otwarcia miejscówki na Różanej pojawiły się wczesną jesienią, może i nawet późnym latem – pierwsze burrito miało zostać sprzedane jeszcze we wrześniu 2015. Datę tę jednak wielokrotnie przekładano – najpierw na grudzień, potem na styczeń i luty, by w końcu dopiąć wszystkie formalności w ostatnim tygodniu marca. Grunt, że w końcu się udało.

Ale jeśli już przy dopinaniu jesteśmy, to nie wszystko jest jeszcze na przysłowiowy ostatni guzik. A przynajmniej nie było przy mojej wizycie, w drugi dzień od otwarcia. Sytuacja w Niezłym Meksyku zmienia się bowiem dynamicznie i mam wrażenie, że wciąż panuje tu chaos, który metaforycznie – może przypadkowo, a może w zamierzony sposób – zawarto w nazwie.

I choć jestem zwolennikiem knajp, które już w dzień otwarcia są dopracowane w 100%, to to początkowe nieogarnięcie na Różanej jest wręcz urocze. Bo choć wnętrze na pierwszy rzut oka wydaje się ciut surowe, to barwną zapowiedzią tego, jak będzie wyglądać w przyszłości, są kolorowe poduszki przy stolikach. Zresztą, tak jak przed chwilą wspomniałem, na miejscu byłem w czwartek, dziś mamy wtorek następnego tygodnia i cały Niezły Meksyk mógł się od tego czasu kilka razy wywrócić do góry nogami.

20160331_131722~2

20160331_131727~2

Mam jednak nadzieję, że wielkie rewolucje nie zajdą w menu. Bo w nim już jest dobrze, a do pełni szczęścia brakuje dopieszczenia poszczególnych składników. Najlepszym przykładem jest moja ukochana quesadilla – wszystko w niej w zasadzie gra: warzywa są świeże i soczyste, sera nie brakuje, świetna jest cebula marynowana z habanero, tylko ten kurczak, niby doprawiony, ale jakby mógł dawać trochę więcej od siebie. Pierś to pierś, udko lub rwana łopatka na pewno bardziej przesiąkałyby smakiem marynaty. Właścicielki Niezłego Meksyku już zauważyły ten problem, wciąż eksperymentują z mięsem w quesadilli i w sumie niewykluczone, że już poczyniły stosowne kroki, lekko modyfikując skład tego dania.

20160331_131850~2

Z kolei burrito niemal od początku do końca robi na mnie dobre wrażenie. Mierzi mnie trochę fakt użycia wołowo-wieprzowej mieszanki, jakoś całe życie żyłem w przekonaniu, że to jednak musi być wołowina. Z drugiej strony nie wpływa to negatywnie na smak, a poza tym żadnych zastrzeżeń nie mam.

20160331_131903~2

20160331_131831~2

Do obu tych dań dodawana jest jedna salsa. Można zamówić więcej, ale jest to już dodatkowo płatne (minus). Decyduję się na te bardziej nietypowe, tj. mango i malinę z miętą. Obie słodkawe i lekko kwaśne, obie równie fantastyczne i wbrew pozorom super pasujące zarówno do quesadilli, jak i burrito. Do tego jeszcze klasyk, czyli kwaśna śmietana.

Śmietana, która mogłaby pomóc w walce z czymś bardziej pikantnym. Tyle że dania w Niezłym Meksyku nie są przesadnie ostre, dla mnie ich „temperament” jest wyważony idealnie w punkt. Trochę zapiecze, ale nie na tyle, by stracić smak potraw. Zapytałem właścicielki o jakiś wybitnie ostry sos dla chiliheadów – póki co nie ma go w ofercie, ale jest w planach.

Zajadam się jeszcze zupą kukurydzianą – nie jest to typowy krem, bo znajduję w niej kawałki awokado, a także kontrowersyjną, dość twardą, prażoną kukurydzę. Lepszy, ciekawszy i akceptowany przez szersze grono osób byłby chyba popcorn. Pomijając tę drobną niedogodność, zupa mi bardzo smakuje – dobrze doprawiona, lekko pikantna, z kleksem kwaśnej śmietany i słuszną ilością kolendry. Za dyszkę w sam raz!

20160331_130849~2

20160331_130943~2

Skoro już wywołałem temat cen, jedna sprawa: porównując do innych meksykańskich knajp, w Niezłym Meksyku ani nie jest drogo, ani tanio. Dla mnie te 22 złote za burrito lub quesadille nie stanowi jakiegoś większego problemu, ale na pewno znajdą się osoby, dla których ta kwota będzie ciut za wysoka. Bezpośredniej konkurencji na Wildzie Niezły Meksyk nie posiada i ciekaw jestem, jak zostanie przyjęty w okolicy.

Póki co jest po prostu dobrze. Widać, że nie wszystko przygotowano w 100%, ale też łatwo dostrzec drzemiący w tym miejscu i w tych daniach potencjał. Mam nadzieję, że zostanie dobrze wykorzystany i knajpka na Różanej będzie się rozwijać. Gorąco im kibicuję i zaciskam mocno kciuki. Wrócę na pewno!

Lokalizacja: Różana 15, Poznań | fanpage

Ceny:
* zupa kukurydziana – 10 zł
* burrito – 22 zł
* quesadilla – 22 zł

Smakowitość:

zupa kukurydziana 75%
burrito 75%
quesadilla 75%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: niezły Meksyk, ale i srogi potencjał

  • Michal Kolasinski

    Właśnie przed chwilą gościłem – quesadilla jest już w opcji z długo pieczoną łopatką. Pulled pork po meksykańsku jak się patrzy – bardzo smakowity! 🙂

  • Już miesko było szamane?;)

  • Kapuh

    bardzo słaba knajpa, zupa dobra i to by byli na tyle o nachosach nie będę się wypowiadał bo chyba nikt nie zepsuje nachosów, za to TACO z ich knajpy jest podawane zimne placek jest miękki i niesmaczny, burrito również nie powala pierwsze co sie rzuca w oczy to mięso głownie wieprzowe, bardzo słabe dodatki i masa kolendry naprawdę dawali ja wszędzie tonami przez co czuć tyłka ją jedyna przewaga burrito to temperatura, danie było cieple za co duży plus biorąc pod uwagę to jak nadziała się moja dziewczyna, a ostatnie to obsługa na powiadomienie o zimnym jedzeniu nie zareagowała w żaden sposób