Monidło (Poznań)

DSC03732 (Kopiowanie)

Doskonały przykład na to, jak powinny reagować restauracje w social mediach.

Jestem na firmowej kolacji. Za dobre wyniki w pracy, prezes zafundował mojemu działowi ucztę. Nie patrzę na ceny, jem to, na co mam ochotę. Czyli m.in. na steka z domowymi frytkami.

Na talerzu wołowina podana na warzywach (marchewka i szpinak), w korytku frytki. Stek znakomity – dobrze doprawiony i wysmażony dokładnie tak, jak sobie tego życzyłem: na medium. Co innego frytki: do domowych im daleko, do mrożonych lub tych z McDonalda znacznie bliżej. Cienkie i bez wyrazu.

DSC03309 (Kopiowanie)

DSC03313 (Kopiowanie)

DSC03314 (Kopiowanie)

DSC03319 (Kopiowanie)

Mija parę dni. Ranek. Jak codziennie zastanawiam, czym tym razem zaskoczyć Was w social mediach. Przypominam sobie o wizycie w Monidle. Zamieszczam zdjęcie steka i frytek i piszę, że coś tu nie halo. Oznaczam profil restauracji na Facebooku, bo taki mam zwyczaj. Po paru godzinach dostaję odpowiedź.

W ciągu 5 lat od założenia bloga dowiedziałem się wiele o restauratorach. Wiele z nich zamiast przyjąć krytykę z pokorą, wchodzi w głupie pyskówki, grozi sądem, a nawet strzałem w mordę. Wszystko oczywiście publicznie, na Facebooku. Nie muszę chyba mówić, że wizerunkowo jest to strzał w stopę i jeżeli już bronić swoich racji, to jednak kulturalnie.

DSC03731 (Kopiowanie)

DSC03289 (Kopiowanie)

DSC03288 (Kopiowanie)

Ale najlepiej to – w myśl zasady: klient ma zawsze rację – po prostu przeprosić i obiecać poprawę. Podręcznikowa reakcja. Właśnie w tym tonie wypowiada się restauracja Monidło, czym mnie trochę szokuję, bo – jak już wspomniałem – wcale nie jest to normą na rynku gastronomicznym. Mało tego, zaprasza mnie na steka ponownie. Powiedzmy sobie szczerze, nie jest to wymagane, w większości przypadków raczej zbyteczne i prawdopodobnie nie miało by miejsca, gdybym – po pierwsze – nie zamieścił zdjęcia i – po drugie – nie prowadził bloga czytanego przez kilkadziesiąt tysięcy osób. Zaproszeniu na steka nigdy nie odmawiam, udaję się do Monidła raz jeszcze.

I tym razem wszystko jest już cacy. Stek równie smaczny co ostatnio, choć teraz wysmażony ciut bardziej krwiście. Frytki za to całkiem inne: grubsze i na pewno bardziej domowe, podane na talerzu ze stekiem. Na pewno nie najlepsze, jakie jadłem w życiu – po prostu smaczne.

DSC03743 (Kopiowanie)

DSC03734 (Kopiowanie)

DSC03737 (Kopiowanie)

11060031_923735044331360_4076691781651526330_o

Ale jak tu teraz oceniać? Czy załoga Monidła zwyczajnie wyłożyło się przy pierwszej wizycie (zabrakło ziemniaków? kucharz nie wiedział, co czyni?), czy może przy drugiej bardziej się postarała? Mądre porzekadło mówi, że prawda zazwyczaj leży gdzieś po środku.

Gdybym miał jednak wybierać między jedną opcją a drugą, skłoniłbym się do odpowiedzi, że pierwsze frytki były wpadką, a drugie normą. Skąd te wnioski? To proste: z poziomu innych dań w Monidle, które miałem przyjemność zjeść.

DSC03267 (Kopiowanie)

DSC03270 (Kopiowanie)

DSC03269 (Kopiowanie)

DSC03268 (Kopiowanie)

Przy pierwszej wizycie bowiem nie próżnuję – już na wstępie zajadam się pysznym chlebem z przeciętnym smalcem i smacznym twarogiem. Najlepsze nadchodzi jednak po chwili – tatar w pełnej okazałości:

DSC03274 (Kopiowanie)

DSC03278 (Kopiowanie)

DSC03281 (Kopiowanie)

Podany, nie powiem, dość finezyjnie. Wygląda to niesamowicie, choć wolę raczej klasyczną formę. W tatarze jednak nie forma, a treść się liczy. Pod tym względem jest więcej niż dobrze: siekana wołowina, podgrzybek, ogórek, cebulka. Wszystko mieszamy z żółtkiem confit i kremem z lubczyku i przenosimy się w sobie tylko znane miejsce, w którym zachwycamy się tym, co właśnie jemy. Ten tatar otrzymał w 2013 ogólnopolską nagrodę i wcale się nie dziwie. Jest doskonały!

Potem: czas na żur po poznańsku. Dużo białej kiełbasy, dużo boczku i trzy „ósemki” jajka. Wszystko w gęstej, wyrazistej i doprawionej zawiesinie, która zwala z nóg. Serio, dawno nie jadłem tak dobrego żurku. Przy wizycie – musicie to zamówić.

DSC03296 (Kopiowanie)

DSC03306 (Kopiowanie)

Co niekoniecznie powinniście zrobić w przypadku deseru. Deseru, którym jest… deska serów z konfiturami. Mimo że są tu słodkie akcenty, do kategorii „deserów” bym tego dania nie zaliczał. Prędzej sprawdziłby się w roli przystawki. Zresztą, gdziekolwiek bym deski serów nie zamówił, zawsze mnie rozczarowuje: ot, dobre, śmierdzące sery, które jednak nie wybijają się znacząco ponad to, co można dostać w Lidlu. Tu jest niestety to samo. Plus za formę podania i ciepłe bułeczki.

DSC03325 (Kopiowanie)

DSC03334 (Kopiowanie)

DSC03327 (Kopiowanie)

Za to drugi z deserów: magia! Krem brulee z płatkami owsianymi, sezonowymi owocami i sorbetem z hyćki. Coś niesamowitego. Krem słodziutki i bardzo delikatny, co kontrastuje z wyraźnym, lekko miętowym sorbetem. Takim deserem jest zaszczyt skończyć posiłek.

DSC03339 (Kopiowanie)

DSC03340 (Kopiowanie)

Wniosek z wizyt w Monidle nasuwa się sam: to bardzo dobra restauracja, której jednak zdarzyła się – póki co jedna – wpadka. Dla tatara, żurku i kremu brulee warto tutaj przyjść. Ba, stek też jest tu wyśmienity! Mam tylko nadzieję, że nikt więcej nie zostanie pognębiony frytkami, które zwyczajnie nie przystają takiej restauracji. Równie dobrze Amaro mógłby być kierownikiem w jednym z punktów McDonalda. Po znakomitej PR-owej reakcji ufam, że był to jedynie wypadek przy pracy i nikt więcej na takim lub podobnym nie ucierpi. Oby tak było, bo Monidło pokazuje, że również na Łazarzu można naprawdę dobrze zjeść!

PS Wszystko polecam zapić siwuchą. Mocna rzecz.

Lokalizacja: Matejki 68, Poznań | fanpage

Ceny:
* tatar – 38 zł
* żur – 10 zł
* stek – 64 zł
* sery – 22 zł
* krem brulee – 18 zł

Smakowitość:

tatar 90%
żur 95%
tatar 90%
stek 80%
sery 60%
krem brulee 90%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: przystawka, zupa, danie główne, dwa desery – przebij!

Zastanawiasz się, co i gdzie zjeść w Poznaniu? Chcesz się podzielić opinią o lokalu, który odwiedziłeś? Dołącz do grupy „Gdzie zjeść w Poznaniu?” na Facebooku, zadaj pytanie lub wymień się spostrzeżeniami odnośnie gastronomii ze stolicy Wielkopolski.