Le Targ Bistro & Bar (Poznań)

letarg

Stary Browar skrywa kilka fantastycznych miejsc, o których wciąż nie zdążyliśmy napisać. Jednym z nich jest Le Targ Bistro & Bar. Zanim sami zdążyliśmy się tam udać, zostaliśmy tam zaproszeni i ugoszczeni – najedliśmy się jak nigdy, w dodatku ze smakiem.

Chwilę po przekroczeniu progu restauracji w oczy rzucają się dwie rzeczy. Po pierwsze, klimatyczny, industrialny wystrój pełen żywych i zielonych elementów. Wnętrze nie dość, że pasuje do designu całego centrum handlowego, to ponadto sprawia przytulne wrażenie. Aż chce się tu siedzieć.

DSC09733 (Kopiowanie)

DSC09727 (Kopiowanie)

DSC09737 (Kopiowanie)

DSC09748 (Kopiowanie)

DSC09736 (Kopiowanie)

Po drugie, trudno od razu nie zauważyć, ile dodatkowych rzeczy pracownicy Le Targ Bistro & Bar przygotowują na miejscu. Jeszcze przed wejściem wita stoisko z przygotowanym na miejscu chlebem i domowymi wypiekami, w środku zaś pełno jest często bardzo niebanalnych przetworów. Poza tym na każdym kroku jesteśmy przypominani, że restauracja ogromną wagę przykłada do tego, skąd pochodzą produkty, z których przygotowywane są wszystkie potrawy.

Z tą świadomością zasiadamy do testowania nowego, wiosennego menu. Zaczynam od startera – melona owiniętego szynką dojrzewającą.

Pomysł – super. Serio, czapki z głów. Połączenie dobrego mięsa i super owocu – zawsze spoko. Podejrzewam jednak, że pełny pazur przystawka ta pokazałaby albo w innym klimacie, albo w cieplejszej porze roku. Melon zdawał się być nie w pełni dojrzały, ciut za twardy, nie do końca soczysty. Szynka dojrzewająca super, sos balsamico i te chrupiące pałeczki także. Latem będzie lepiej, wierzę.

DSC09799 (Kopiowanie)

W ramach dania głównego jem pizzę. Niejeden pewnie stuknie się w głowę, zadając pytanie: „Idziesz do takiej restauracji i jesz pizzę? WTF?”, ale szybko odpowiadam: taki to blog, na którym street food króluje i trzeba sprawdzać jego odpowiedniki w wersji restauracyjnej. Dlatego ja sprawdzam pizzę, a bobbybobas testuje burgera. Ale spokojnie, jeśli chcesz wiedzieć, czy w Le Targ Bistro & Bar zjesz mniej kaloryczny obiad, to znajdziesz odpowiedź w części pisanej przez MruMru.

Proszę o pizzę ostrą, z papryczką chili, salami piccante i chorizo – składniki dla mnie wymarzone. Stare porzekadło mówi, że pizza jest okrągła – nie w tym przypadku. Ta w kształcie przypomina mocno spłaszczoną elipsę. Smakuje jednak jak pizza. Niestety, nie dorównuje najlepszym w Poznaniu – Suszone Pomidory, Frontiera, BuffBus Pizza Truck i Bar-a-boo (tylko gdy się dobrze trafi) zostawiają Le Targ Bistro & Bar daleko w tyle. W czym tkwi szczegół? W cieście. Te jest wprawdzie cienkie, ale samo w sobie nie smakuje – bez dodatków byłoby niczym.

DSC09850 (Kopiowanie)

DSC09856 (Kopiowanie)

Dlaczego mimo to warto zamówić tu pizzę? Bo składniki są wysokiej jakości, salami i chorizo – pełen sztos. Do tego ostrość wyważona idealnie – trochę się pocę, robi mi się cieplej, ale nie pali na tyle, by wypić całą Wisłę jak Smok Wawelski. No i chyba najważniejszy argument: do pizzerii cała rodzina idzie na pizzę, względnie na „coś włoskiego”. W Le Targ Bistro & Bar każdy znajdzie coś dla siebie, więc jeśli Twoja dziewczyna ma ochotę na coś zdrowego, a Ty zjadłbyś bardzo dobrą (lecz nie genialną!) pizzę, to kieruj swojego cztery litery do Starego Browaru. Zresztą, akurat te miejsce odwiedziłbym wyłącznie ze względu na klimat, a wybierając tę pizzę na pewno nie płakałbym (chyba że zmalałby mi próg tolerancji kapsaicyny).

No i niemniej istotne: współczynnik „zwycięstwa z anoreksją” pizzy w Le Tar Bistro & Bar jest bardzo wysoki. Ledwo ją zjadłem, mimo że bobbybobas porwał mi jeden kawałek (ten to ma spust). Nażarty jestem w zasadzie po brzegi, a jednak obsłudze udaje się namówić mnie na deser (na dobrą sprawę nie musieli mnie długo przekonywać). Dostaję kawałek czekoladowca – czekoladowego ciasta z czekoladowym kremem i czekoladową polewą. Jak się można domyślić, smakuje czekoladą – choć raczej gorzką, niż mleczną – jest raczej słodko i syto. Taki deser to ja rozumiem.

DSC09881 (Kopiowanie)

Przystawkę i danie główne popijam zieloną herbatą mrożoną. Zimna, ani trochę nie słodka, mocno orzeźwiającą – dokładnie taka, jak powinna być. Nawet wysoka cena nie odstraszyłaby mnie od zamówienia przy ponownej wizycie. To samo tyczy się zresztą szejka z bananów i masła orzechowego. Drogi w cholerę, ale przepyszny. 10/10 to za mało, naprawdę.

To taka knajpa, w której każdy coś znajdzie dla siebie, a przy okazji to „coś” zawsze będzie stało przynajmniej na wysokim poziomie. Jestem w szoku – zazwyczaj sądziłem, że tak się nie da, a jednak. No i ten klimat. Mam rację?

MruMru

[MruMru]

Masz rację, klimat w tej knajpie jest niesamowity. Jest gwarno, ale nie głośno. Ludzi pełno – to zawsze dobrze rokuje. Do tego niesamowicie pachnie, od razu skojarzyło mi się z restauracjami, które odwiedzałam we Włoszech. Wystrój świetny – pełno kwiatów (przy naszym stoliku pięknie pachniało od hiacyntów), wszędzie świeże owoce, słoiki wypełnione pysznościami własnej roboty – kremami z białej i ciemnej czekolady, dżemy, konfitury i inne przetwory. Uwielbiam takie miejsca.

[column size=1/3]DSC09794 (Kopiowanie)[/column][column size=1/3]DSC09796 (Kopiowanie)[/column][column size=1/3]DSC09797 (Kopiowanie)[/column]

Z przystawki rezygnuję (i całe szczęście, i tak się wytaczałam z restauracji), zamawiam za to łososia z grilla na ziemniaczanym puree z zieloną fasolką. Wypiłam też dwie lemoniady – arbuzową i ogórkową. Łosoś był pyszny. Był dobrze ugrillowany, no, może minutę krócej bym go trzymała, to byłby bardziej soczysty. Nie był jednak suchy. Do tego dobrze doprawiony – uwaga, nie szukałam soli wzrokiem! Puree ziemniaczane było prawdziwym puree, a nie tłuczonymi ziemniakami aspirującymi do ładniejszej nazwy. Doprawione wszystko gałką muszkatołową. Fasolka ugotowana al dente, podana z oliwą z oliwek. Wszystko komponowało się pięknie, smakowało i syciło. Łososia zapijałam lemoniadą arbuzową, którą uwielbiam. Jest słodka, ale nie do przesady, idealnie orzeźwia, do tego mocno smakuje arbuzem.

DSC09873 (Kopiowanie)

DSC09863 (Kopiowanie)

Po daniu głównym namówiono nas na deser. Ponoć u pań wielkim powodzeniem cieszy się tort bezowo-kajmakowy. Zamówiłam więc. O matko… toż to gwarantowana cukrzyca, ale za to pyszna. Tę pyszną cukrzycę popijałam lemoniadą ogórkową, która idealnie się do tego nadawała – nie była w ogóle słodka, była orzeźwiająca i idealnie gasiła pragnienie po tak wielkiej dawce słodyczy.

DSC09878 (Kopiowanie)

Z Le Targ Bisto dosłownie się wytoczyłam. Doceniam tam wszystko – wystrój, atmosferę, obsługę i oczywiście jedzenie. Wszystko na wysokim poziomie. To kolejna restauracja, którą dodaję na listę miejsc, w które będę zaprowadzać znajomych czy rodzinę.

łosos – 8, lemoniady – arbuz 9, ogórek 8, ciasto – 8

[bobbybobas]

Gdybym pracował w jednym z biurowców w okolicy, bądź był zatrudniony w niewielkiej odległości, bywałbym w Le Targ Bistro & Bar dość często. Może nawet zbyt często… Dlaczego? Już spieszę z wyjaśnieniem!

Przyszedłem głodny, wyszedłem najedzony tak, że niemal się toczyłem. Do tego było przepysznie. Tyle wyjaśnienia mogłoby wystarczyć, ale wejdźmy w szczegóły.

Jako przystawkę zamawiam krewetki. Uwielbiam je, więc muszę spróbować tutejszej wariacji na ich temat. Po chwili przede mną pojawia się drewniana deska, na której leży 5 krewetek w towarzystwie pomidorków koktajlowych, rukoli i tostów czosnkowych. Krewetki również przyprawiono czosnkiem. Taka przystawka mogłaby być świetnym daniem dla kobiety fit. Dla mnie idealnie wpisuje się w definicję przystawki – tą ilością się nie da najeść, ale smaku na dalsze wojaże narobi nieziemskiego. Smak, bo o niego nam tutaj chodzi, jest najwyższych lotów. Delikatne krewetki, wyrazistość czosnku i okrasa z rukoli (jedynej słusznej zieleniny) komponują się bajecznie. Jedynym mankamentem tego dania jest jego cena.

DSC09810 (Kopiowanie)

DSC09825 (Kopiowanie)

Jako main course występuje danie street foodowe – burger amerykański. Dwie olbrzymie porcje mięsa, wysmażone dokładnie tak jak chciałem (medium rare), po których spływał ser, mmmm… Zielenina też oczywiście była. W skład drużyny zielonych weszła sałata, pomidor, czerwona cebula i jako VIP zasiadł kawałek awokado. Wszystko to było tak ogromne, że trzeba było jeść go partiami. Dodatkowo na talerzu znalazły się pieczone ziemniaki i ciut więcej warzyw. Ta kompozycja była zdecydowanie epicko złożona i przygotowana. Sporo musiałem się natrudzić, żeby opanować tą bestię.

DSC09839 (Kopiowanie)

DSC09844 (Kopiowanie)

DSC09868 (Kopiowanie)

Do popicia wybrałem szejka z masłem orzechowym. Dokładnie tego, którego zgapił ode mnie rednacz i tak bardzo chwalił. W moim mniemaniu nie był za słodki, był najlepszy na świecie. Nie ułatwił mi zjedzenia burgera, ale definitywnie pomógł wygrać z pozostającymi strzępkami głodu.

Z ciekawości skubnąłem też rednaczowi kawałek pizzy. Była na tyle pikantna, by pożegnać smak szejka i burgera, jednak nie na tyle, by zmusić mnie do zapicia.

Deser był już w tej chwili wątpliwą kwestią, jednak nie niemożliwą do przyjęcia. Dlatego też jak i reszta załogi nie odmówiłem. Wybrałem jednak rozsądniejszą opcję – sernik. Delikatny, nie za słodki, orzeźwiający – taki jaki sernik być powinien. Dla przełamania smaku poprosiłem o sok ze świeżych pomarańczy. Był naprawdę świeży, naprawdę wyciskany i z prawdziwych pomarańczy – zero chemii czy oszukiwania sokami z kartonu, za co wielkie słowa pochwały.

DSC09886 (Kopiowanie)

Wystrój i klimat dawały wrażenie przytulności i ciężko spotykanego w lokalach komfortu. Definitywnie jest to miejsce, w którym chce się posiedzieć, pobyć, zrelaksować. Jedzenie pomimo wysokich cen broni się jakością najwyższej klasy, świeżością, naturalnością, popisowym wykonaniem i smakiem… Smakiem, który będę pamiętał i polecał. Warto czasem wydać ciut więcej, ale wyjść z danego miejsca, choć odrobinkę szczęśliwszym. Pobyt w Le Targu „made my day”.

PS Wiem, że wylałem już całe morze propsów, ale na szejka z masłem orzechowym będę wracał, nie odstraszyłaby mnie nawet cena 1000$.

Lokalizacja: Półwiejska 42, Poznań | fanpage

Ceny:
* melon owinięty szynką parmeńską – ~25 zł
* pizza – 31 zł
* ciasta – ~15 zł
* zielona herbata mrożona – 10-15 zł
* szejk – 18 zł
* łosoś – ~30 zł
* lemoniady – 12 zł
* krewetki – 39 zł
* burger – 30 zł

Smakowitość:

melon owinięty szynką 70%
pizza 80%
czekoladowiec 85%
zielona herbata mrożona 90%
szejk z banana i masła orzechowego 100%
łosoś 80%
lemoniady 85%
karmelowiec 80%
krewetki 85%
burger 95%
sernik 80%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: wytoczyliśmy się

Prowadzisz restaurację? Zajmujesz się promocją lokalu gastronomicznego? Chcesz zaprosić redakcję Wygrywam z Anoreksją na degustację w celu rzetelnej oceny? Pisz na m.blatkiewicz@wygrywamzanoreksja.pl lub dzwoń pod nr tel. +48 530 794 235 – jesteśmy otwarci na propozycje.

  • Michał Za

    bardzo fajny sponsorowany artykuł … a prawda o lokalu jest nieco inna. Czas oczekiwania na zwykłego burgera do 45 min , obsługa na mega niskim poziomie , składnik w potrawach pomylone, sprawdzone 3-krotnie , Istny letarg.

    • Le Targ Bistro & Bar

      Michał, dziękujemy za Twoją opinię! Każda z nich sprawia, że się rozwijamy i zmieniamy na lepsze. Przykro nam, że nie spełniliśmy Twoich oczekiwań, ale mamy cichą nadzieję, ze przy kolejnej wizycie przekonasz się o naszej gościnności i miłości do pysznego jedzenia! 🙂

      Pozdrawiamy, Le Targ Bistro & Bar.

    • Dlatego oznaczamy artykuły jako „zaproszenie”, żeby czytelnik sam mógł wysnuć wnioski. Rzeczy, o których wspomniałeś, nie powinny zdarzyć się w jakiejkolwiek sytuacji. O naszej obecności obsługa Le Targu wiedziała – wiedziała, że jesteśmy blogerami i że później opiszemy to na blogu – więc byłoby nie do pomyślenia, żeby pomylono nam dania lub żebyśmy musieli na nie czekać zbyt długo.

      Jak pewnie sam zauważyłeś, pisaliśmy przede wszystkim o smaku potraw i klimacie miejsca – te są w naszej opinii bez zarzutu.

      Pewnie jeszcze odwiedzimy Le Targ nie raz. Jeśli kiedykolwiek spotka nas podobna przykrość co Ciebie, to na pewno nie pozostawimy tego restauracji płazem.

      • Dawid Schulz

        Niestety zaczyna się bolączka bycia znanym portalem 😉 Coraz częściej idziecie na zaproszenia,a jak zaproszenie to wiadomo,że zapraszający się postara. Z drugiej strony nie możecie uniknąć przyjmowania takich propozycji,bo nie ukrywajmy – ceny w Le Targ są na restauracyjnym poziomie i raczej długo byście nie pociągnęli jakbyście mieli sponsorować sobie wypady na obiady,gdzie za osobę wypada od 50 zł w górę plus fast foody 😉

        • Ktoś w końcu rozumie. 😉 W każdym razie wszystko jawnie, bez ściemy. 🙂

  • Lilith

    Po pierwszej udanej wizycie myślałam, że i ja polubię ten lokal, ale omijam szerokim łukiem odkąd obsługa spojrzała na mnie jak na dziwoląga gdy ośmieliłam się zapytać o semifreddo z menu. Zrobiłam dwa podejścia – raz poinformowano mnie, że jest wprowadzone nowe menu i deser wróci wkrótce w postaci truskawkowej, ale przy ponownej wizycie (w szczycie sezonu truskawkowego) spotkałam się już z totalnym zdziwieniem, jakbym poprosiła o kilo gwoździ. Od tego czasu minął już prawie rok, a na oficjalnej stronie ciągle widnieje stare menu z malinowym semifreddo…