Wyszukiwarka

Lavenda (Poznań)

Skoro śniadania zwalają tutaj z nóg, to desery chyba kopią leżącego.

Powyższa gra słowna może okazać się niezrozumiała, więc żeby ją poprawnie zinterpretować zacznę od początku. Czytając opinie nieznanych mi ludzi w internecie nie wierzę im, dopóki sam ich nie sprawdzę lub nie potwierdzą ich moi znajomi, a najlepiej osoby, które znają się na danym temacie. Głównie dlatego z dużym dystansem podchodzę do najczęściej polecanych knajp, tym bardziej że powiedzenie „tam gdzie są ludzie, tam karmią smacznie i dobrze” dawno już się zdezaktualizowało. Nie mówię, że nie ma w nim krzty prawdy. Zazwyczaj coś jest na rzeczy, ale „coś jest na rzeczy” i „miejsca naprawdę fajne” dzieli zazwyczaj ogromna przepaść.

Trzymanie internetowych opinii na dystans ma swoje nieocenione plusy, ale też parę minusów, jeden z nich odkryłem w ostatnich tygodniach. Zacząłem przygotowywać ranking najlepszych śniadaniowni w Poznaniu i zapytałem o propozycje lokali na swoim facebookowym fanpage’u. Jednym z najczęściej proponowanych miejsc była Lavenda. Ta sama Lavenda, którą wielokrotnie różne osoby wymieniają wraz z – a w zasadzie tuż za – Werandą. Pewnie znacie, pewnie kojarzycie, a jeśli nie, to w sumie nic nie tracicie, bo tak dużych rozczarowań jak tam nie przeżyłem nigdzie indziej – opakowanie (a więc wystrój, klimat, atmosfera) prezentuje się fajnie, ale już to, co na talerzu przynosiło mi mniejszy lub większy zawód. Żebyśmy się źle nie zrozumieli: nie uważam, że jest tam źle czy tragicznie, raczej poniżej oczekiwań.

Zmierzam do tego, że jeśli jakiś lokal tak często zestawia się z miejscem, które kojarzy mi się z lekkim przerostem formy nad treścią, to automatycznie wydaje mi się, że będzie ono równie niesatysfakcjonujące. Przez to ociągałem się z odwiedzeniem Lavendy. W końcu, na potrzebę rankingu śniadań wybrałem się na Wodną i dziś wiem, że porównując tę knajpę ze wspomnianą wcześniej Werandą ludzie robią ogromny błąd. Dlatego też sam je ukracam w tym tekście i skupiam się w 100% na Lavendzie.

Koniecznie odwiedźcie ją rano i zjedzcie tam śniadanie. W weekendy warto zarezerwować stolik – my z Sonią tego nie zrobiliśmy i musimy poczekać kilkanaście minut na miejsca. Zachęca nas do tego ciepły, domowy klimat bijący od wejścia, na który składa się m.in. bardzo przytulny wystrój. W takim otoczeniu można zarówno spędzić uroczą randkę, miłą uroczystość rodzinną czy – jak mniemam – spotkanie kilku przyjaciółek zakrapiane winem i jakimiś słodkościami.

Obejrzyj video z Lavendy i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

Ale do deserów przejdę dopiero w którymś kolejnym akapicie, na razie pozostając przy śniadaniach. Nie rozdrabniajcie się i zamówcie coś na duży apetyt. Ze swojej strony polecam jajko poche (w koszulce) na grzankach z domowej ciabatty z dość grubym, wędzonym boczkiem oraz sosem brneńskim. Śniadanie proste, dość zwyczajne, ani trochę nie wymyślne i obłędnie smaczne. Co więcej, idzie się nim solidnie najeść – porcja jest ogromna i zapełnia żołądek na wiele godzin.

Podobnie sprawa ma się z propozycją, której próbuje Sonia i która „na papierze” wydaje się ciut mniejszym wypasem. Ot, frankfurterki, jajka sadzone, jakaś sałatka i musztarda. Tyle że znów porcją mógłby się najeść nawet Obelix do spóły z Garfieldem, a jeśli chodzi o smak można bić brawo zarówno kucharzom, jak i sobie samemu za to, że konsumuje się takie pyszności.

Mało tego, do tego wszystkiego podaje się chleb wypiekany na miejscu w Lavendzie, tak jakby ktoś chciał się jeszcze dopchać. Na spróbowanie dostajemy też pieczywo bezglutenowe i powiem Wam, że bardzo współczuję osobom chorym na celiakię – niby wszystko fajnie, ale czegoś wyraźnie brakuje. I tym czymś musi być gluten.

Po śniadaniu mamy ochotę na więcej, ale nasze żołądki wyraźnie się przed tym buntują – są już bowiem wystarczająco zapełnione. Wracamy więc do Lavendy po paru dniach, tym razem w godzinach obiadowych. Zamówioną przystawką znów mógłbym się zachwycać – wędzony pstrąg podany na grzankach wraz z jabłkiem i cebulą (choć wg mnie bliżej jej do chrzanu) smakuje wprost niesamowicie i nie mogę się doczekać, gdy spróbuję go znowu.

Gorzej z daniami głównymi – decydujemy się na klasyczne aglio oglio i tagliatelle z sosem grzybowym i szarpaną wieprzowiną. Oba makarony nam smakują, trudno się do nich jakoś konkretnie przyczepić, ale przy tym brakuje zachwytów, które towarzyszyły nam wcześniej. Ktoś by powiedział, że dobre, ale tyłka nie urywa, ja jestem bliższy stwierdzeniu, że w Lavendzie zbyt wysoko zawieszono poprzeczkę innymi daniami.

Potwierdza się to przy deserze, który zwyczajnie zwala z nóg. Biorąc pod uwagę, że wcześniej zrobiło to śniadanie, to pucharek lodów waniliowych, malin i bitej śmietany oblanej czekoladą kopie leżącego, czyli właśnie tego zwalonego z nóg. Desery lodowe w ostatnim czasie wyszły trochę z mody, zwłaszcza w obliczu szału związanego z lodziarniami rzemieślniczymi, ale w Lavendzie się tego nie wstydzą i w dodatku przygotowują kosmiczne słodkie pyszności. Tyle szczęścia w jednym słoiku, no nie mogę wyjść z podziwu!

Sonia dwukrotnie wychodziła z Lavendy najedzona, zachwycona i oczarowana klimatem. Mnie też się podobało, choć – jak to ja – mniejszą uwagę przykuwałem do wystroju, a bardziej do tego, co na talerzu. Wprawdzie na makaron raczej nie wrócę, ale w kwestii śniadań pozostaje jednym z głównych faworytów do wygrania przygotowywanego przeze mnie rankingu. Gdybym tworzył podobne zestawienie deserów, Lavenda również miałaby spore szanse.

Idźcie, jedźcie i pamiętajcie o rezerwacji. Smacznego!

Lokalizacja: Wodna 3/4, Poznań | fanpage

Ceny:
* śniadania – 17 zł
* grzanki z pstrągiem – 13 zł
* aglio oglio – 18 zł
* tagliatelle z szarpaną wieprzowiną – 27 zł
* deser lodowy – 16 zł

Smakowitość:

śniadanie z boczkiem 90%
śniadanie z frankfurterkami 80%
grzanki z pstrągiem 90%
aglio oglio 70%
tagliatelle z szarpaną wieprzowiną 70%
deser lodowy 90%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: żołądki napełnione!

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.09/5 (34)
Ja oceniam na...

  • guzik

    Spróbujcie pójść lunch do Lavendy, od poniedziałku do piątku, tanio (14/15? Pln) za dwa danie. Codziennie inne i PYSZNE!

    • Kiedyś będzie trzeba ogarnąć temat lunchy na blogu, choć jeszcze nie wiem, jak się za niego wziąć. 🙂

  • pożeraczbekonu

    Potwierdzam, jest pysznie, chociaz literówki w menu („burgur”, „tabuli”) rażą po oczach