Wyszukiwarka

Kuchnia Wandy (Poznań)

Co jest kulinarną inspiracją, a co zwykłym plagiatem?

Kuchnia Wandy to restauracja, jakiej Święty Marcin dramatycznie potrzebuje, aby znów zyskać miano reprezentatywnej dla Poznania ulicy. Elegancki wystrój, kelnerzy nakrywający stoły w rękawiczkach oraz potrawy kuchni staropolskiej w nieco bardziej nowoczesnym wydaniu – tym lokal się wyróżnia, przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Trudno nie zauważyć też śniadań, a zwłaszcza ich niskich cen. Nie przypominam sobie, abym gdziekolwiek w ostatnim czasie zjadł poranny posiłek za 9 PLN. W dodatku taki, którym nie tylko można się najeść, ale co więcej jest naprawdę smaczny. To już tak niska kwota, że powoli można zacząć się zastanawiać, na ile przygotowanie bardziej złożonych i wymyślnych śniadań w domu ma w ogóle sens.

Choć trzeba przyznać, że w śniadaniowej karcie Kuchni Wandy są raczej klasyki: jajecznica, omlet z boczkiem, jajo sadzone z wędliną, tyle że własnego wyrobu i na rogalu własnego wypieku. Nie są to dania zaskakujące, ale jeśli mogę wierzyć Soni i MruMru, bardzo dobrze wykonane i naprawdę smaczne.

Mocno wyróżnia się tylko jedno z nich: kanapka z polikami wieprzowymi sous vide, serem smażonym własnej produkcji, musem jabłkowym oraz podanym osobno dżemem z mleka, czyli po naszemu kajmakiem. Smaczne, inne, intrygujące i na swój sposób wyjątkowe.

Tak sądziłem do momentu, kiedy po wychwaleniu tej kanapki na moim fanpage’u na Facebooku, pojawiły się głosy, że bardzo podobne śniadanie było parę miesięcy temu w menu lubianego przeze mnie Bo. z ulicy Kościuszki. Bardzo podobne, ale jednak nie identyczne. Cechy wspólne: kanapka z wieprzowiną połączona z serem i owocem oraz podany osobno dżem z mleka. Dokładnie przyglądając się liście składników trudno jednak powiedzieć z ręką na serduchu, że to kropka w kropkę to samo (tutaj screeny z menu: Kuchnia Wandy, Bo.).

Historię ubarwia fakt, że obecny szef kuchni Kuchni Wandy pracował w Bo. dokładnie w tym czasie, kiedy w menu pojawiła się ta śniadaniowa pozycja i – jak udało mi się ustalić – nie on był jej autorem. Mając tę wiedzę, trudno mówić o jakimś przypadku.

Czy można to jednak nazwać plagiatem, biorąc pod uwagę to, że nie jest to mimo wszystko zrzynka 1:1? Może to po prostu kulinarna inspiracja? Myślę, że trudno to jednoznacznie ocenić – granica jest bardzo cienka, a ja na każde z tych pytań mam odpowiedzi zarówno „za”, jak i „przeciw”. Niemniej to, że w ogóle o tym teraz rozmawiamy, już chyba o czymś świadczy i dziwię się, że szef kuchni Kuchni Wandy nie przewidział konsekwencji wprowadzenia tak podobnego dania do menu.

„na dopchanie” po śniadaniu: wypiekany na miejscu rogalik drożdżowy z domowymi powidłami (4,50 PLN) – cudo!

Jest to dla mnie tym bardziej niezrozumiałe, że poza tym karta wręcz kipi od ciekawych i autorskich przepisów. Wzrok przyciągają pierogi z gęsiną z sosem z palonego koziego sera (26 PLN) i gęsina pieczona z dyniowymi szagówkami, modrą kapustą i karmelizowanymi warzywami okopowymi (49 PLN). Albo ozory z boczniakami, maślanym puree ziemniaczanym, cebulą confit, brukselką i sosem gribiche (34 PLN).

Spróbowałem właśnie ostatnie z wymienionych dań. Chyba pierwszy raz w życiu jadłem ozory, choć moim zdaniem to nie one grały tu pierwszoplanową rolę, a walczące o uwagę dodatki. Raz zachwycał mnie boczniak, chwilę później zaskakiwała brukselka lub konfitowana cebula, by później zatonąć w idealnym, naprawdę mocno maślanym puree. Można powiedzieć, że na tym pięknym talerzu to ozory były dodatkiem dla dodatków – bardzo smacznym, lecz chyba najmniej wyrazistym.

Wcześniej zjadłem jeszcze żurek (18 PLN). Taki klasyczny, na własnym, całkiem niezłym zakwasie, z boczkiem, dużą ilością pieczonej białej kiełbasy i borowikami. Małą ekstrawagancją było jajko – nie tradycjnie ugotowane na twardo lub półmiękko, a przygotowane w koszulce, z lekko płynnym żółtkiem. Bardzo lubię żurek i ten jadłem z wielką przyjemnością. Z chęcią na niego tu wrócę.

Tak jak i na kilka dań z karty, których jeszcze nie spróbowałem. Wspomniane wcześniej pierogi z gęsiną „chodzą” za mną, odkąd zobaczyłem je w ofercie Kuchni Wandy, a przyjazna cena śniadań również zachęca do ponownych odwiedzin.

zagadka na koniec: co jest na tym „talerzu”?

Na Świętym Marcinie powstała naprawdę porządna restauracja z ciekawym menu skupiającym się na kuchni staropolskiej i wielkopolskiej, obsługą na wysokim poziomie i bardzo ładną, elegancką przestrzenią. Dodatkowym atutem jest wypiekany na miejscu chleb, który można też zakupić na miejscu i wziąć ze sobą do domu. Trochę szkoda, że na tym diamencie pojawiła się rysa związana z pochodzeniem jednego z dań – czas pokaże na ile jest ona poważna i czy rzeczywiście jest się czym przejmować. W końcu pod względem smaku i klimatu w Kuchni Wandy naprawdę nie ma na co narzekać.

Lokalizacja: Święty Marcin 76, Poznań | fanpage

zakres cen: 30-50 PLN

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
3.72/5 (39)
Ja oceniam na...

  • Halszka Barczyńska

    Brawo za odwagę pisania także o tych mniej przyjemnych aspektach gastronomii! 🙏🏻

  • Mijam tę restaurację codziennie chodząc na wykłady i po wystroju stwierdzam, że wyrzuciliby mnie z niej za sam wygląd, więc raczej jej nie odwiedzę 😛

  • Emilia M

    Pierogi odradzam, jadlam wlasnie z gęsina i szczerze mowiac robie lepsze! Farsz był strasznie suchy a ciasto grube i jakby 2 albo 3 razy odgotowane… bez szału. Wrażenie robią wszystkie dodatki, które dostaje się podczas zamawiania i oczekiwania na głowne dania. W szczegolnosci przepyszny chlebek i masło wlasnej roboty 🙂

  • Michał Król

    Może to głupie pytanie, ale czy w porze śniadaniowej niezbędna jest rezerwacja? będę w Poznaniu tylko dwa dni i chciałbym tam wpaść a nie wiem jak zatłoczone to miejsce.

    • Podczas moich odwiedzin było pusto, ale… to było przed tą recenzją, więc trudno powiedzieć. Zawsze lepiej zarezerwować. 🙂