Jedzenie na dowóz, które sam przyrządzasz – opinie czytelników o Ojami

IMG_20160822_182403

Czy to ma sens i czy się opłaca? Co o tym sądzą moi czytelnicy?

Artykuł powstał we współpracy z marką Ojami.

Na czym to polega?

Zamawiacie nieprzygotowany posiłek z dostawą do domu i przygotowujecie go w swojej kuchni. Dostajecie pudełko z niezbędnymi składnikami, równo odmierzonymi dla dwóch osób, pokrojonymi i umytymi oraz przepis na danie, które wybierzecie z oferty.

Więcej informacji

O Ojami pisałem przed miesiącem. Dokładnie wypunktowałem wady i zalety tego rozwiązania. Szukałem też osób, które podobnie jak ja będą chciały podjąć wyzwanie i przez 5 dni z rzędu jeść obiady dostarczone przez Ojami.

Co na ten temat sądzą czytelnicy?

Dziś przedstawiam ich opinie. Jedyne, co zmieniałem w nadesłanym przez nich tekście, to interpunkcję. Reszta pozostała bez zmian.

W trakcie przygotowań relacji z wyzwania Ojami dałem piątce szczęśliwców wolną rękę – to, jak przedstawią te 5 dni, zależało od nich. Jedni robili zdjęcia, drudzy nie. Niektórzy się rozpisali, inni przedstawili swoją opinię w bardziej skondensowanej formie.

Czytajcie i wyciągajcie wnioski!

 

Judyta

[Judyta]

Idea gotowania bez konieczności robienia zakupów i przygotowywania produktów wydała mi się pomysłem wprost stworzonym dla mojej rodziny. Nie myliłam się – zestawy Ojami okazały się bardzo wygodnym rozwiązaniem w naszym przypadku i spisały się na 5 z plusem.

– Jako młoda mama rozbrykanej 1,5-rocznej Ulki nie mam wiele czasu na spokojne przygotowywanie posiłków (a gotować w domu zawsze lubiłam). Do najmniej przyjemnych codziennych obowiązków należą zakupy w markecie: robienie listy zakupów (zwykle w myślach tuż przed wejściem do sklepu), stanie w kolejce (ze zniecierpliwionym dzieckiem), dźwiganie pełnych reklamówek na czwarte piętro bez windy (na dodatek z córą na rękach), a na koniec… i tak okazuje się, że o czymś zapomniałam i muszę po tę śmietanę czy koperek lecieć do warzywniaka pod blokiem (no i znów te czwarte piętro…). W przypadku korzystania z usług Ojami cała ta historia nie ma miejsca. Wszystko, czego potrzebujesz do przygotowania obiadu, zostaje dostarczone pod same drzwi!

14163910_1183323961731790_1360579248_o

– A to nie koniec! Czas, który zwykle poświęcam na mycie, obieranie, krojenie, szykowanie półproduktów itd. mogłam przez te kilka dni poświęcić na inne czynności kluczowe w dniu typowej matki polki – zbieranie zabawek z podłogi, wywieszanie prania albo picie kawy. Produkty przygotowane do wrzucenia ich prosto „do garnka” rozleniwiły mnie na tyle, że kiedy w którymś przepisie przeczytałam, że natkę pietruszki należy POSIEKAĆ poczułam się oszukana. ; )

14203682_1183324038398449_1930134653_o

– Bardzo ważne było dla mnie to, że wiedziałam dokładnie, co ląduje każdego dnia na naszych talerzach. Zawsze Ula je to samo, co my i tym razem nie było inaczej. Nie miałam zastrzeżeń przed tym, czy mogę podać jedzenie dziecku (w daniach restauracyjnych, albo co gorsza daniach gotowych ze sklepu nie do końca wiemy, czy nie użyto „polepszaczy smaku”, ani jakiej jakości były składniki przed gotowaniem). Jedno pudełko Ojami obliczone jest co prawda na dwie porcje, ale dla naszej trójki też raczej wystarczało.

14163981_1183323958398457_993381809_o

– Brak konieczności krojenia, obierania itd., to również mniej naczyń do zmywania. Przy ogromnej niechęci do tej czynności, połączonej z brakiem zmywarki – sprawa nieoceniona. Dodatkowo zaoszczędzony czas (na drugą kawkę) również na plus. Niestety ilość plastikowych woreczków, w które hermetycznie zapakowane są składniki, znacznie zwiększała zawartość kosza na śmieci – za to minusik. Nie wiem, czy nie udałoby się trochę zmniejszyć rozmiarów woreczków lub pomyśleć nad łączeniem większej ilości składników w jednym opakowaniu. Teraz jest pewnie bardziej ekonomicznie, ale może wtedy byłoby też bardziej ekologicznie.

14233824_1183324118398441_34075719_o

– Z wypróbowanych dań (były to: kurczak po tajsku, quiche, chili con carne, polędwiczki wieprzowe, roladki ze schabu) wszystkie okazały się smaczne i łatwe w przygotowaniu. Osobiście najbardziej zadowolona byłam z tarty (nigdy sama nie zrobiłam tak smacznego kruchego spodu – na dodatek tutaj był już rozwałkowany, przycięty w odpowiedni kształt i nakłuty widelcem!), a mój mąż z kurczaka po tajsku (tutaj wysoka nota nie tylko za niecodzienny smak, ale też dbałość o szczegóły podania: czarny sezam, szczypiorek – świetnie, że o tym pomyślano).

14191436_1183324108398442_605221327_o

– Wyzwanie z Ojami wniosło też nieco nowego do moich kulinarnych umiejętności, np. sposób na czerwony ryż z chili con carne na pewno jest wart powtórzenia w codziennym, samodzielnym gotowaniu. Jeśli ktoś lubi gotować, ale dopiero uczy się pewnych tricków, czy też chce poszerzyć repertuar swoich dań, to wybierając taki sposób gotowania na pewno również sporo zyska i to bez ryzyka nieudanych eksperymentów (jak to lubi bywać w przypadku gotowania wg niesprawdzonych przepisów np. z blogów kulinarnych).

Podsumowując – z czystym sumieniem mogę polecić Ojami, szczególnie osobom mającym podobne wymagania i potrzeby do moich. Boxy Ojami spełniły wszystkie moje oczekiwania:
– jest to produkt, który w 100% odpowiada na potrzeby rodziny, w której skład wchodzi dwójka młodych rodziców + małe dziecko (które nie jest żywione gotowymi papkami ze słoiczka, tylko je to, co reszta domowników);
– pozwala zjeść smacznie, do syta, to na co ma się akurat ochotę (może menu nie jest bardzo obszerne, ale znajdują się tam i dania orientalne, niecodzienne, i kuchnia tradycyjna, polska);
– oszczędza czas i – choć nie jest może najtańszym rozwiązaniem – pieniądze (składniki są dokładnie odmierzone = nie ma potrzeby kupowania dużych opakowań produktu potrzebnego w małej ilości = nic się nie marnuje = nie wyrzucamy kasy do kosza wraz z niewykorzystaną częścią składników).

Na pewno będę powracać do tej oferty, szczególnie w sytuacjach kryzysowych (typu ząbkowanie, czy inne takie atrakcje macierzyńskie) – bo gotowanie z Ojami jest szybkie i wygodne, ale także z chęci powrotu do pewnych dań i wypróbowania nowych (jeśli się pojawią) – bo proponowane kompozycje są po prostu… smaczne.

Ewa i Tomek

[Ewa i Tomek]

Ewa
typowy niejadek już od dziecka, mnóstwa rzeczy nie lubi

Tomek
ma być smacznie i do syta

Podsumowanie Tomka
To jest jak klocki LEGO! Serio. Masz gotowe składniki w odpowiednich ilościach i instrukcję obsługi. Krok po kroku wszystko do siebie dodajesz, jak przy budowaniu z klocków. Albo składaniu mebli z Ikei.

Podsumowanie Ewy
Ogólnie rzecz biorąc kupujemy ten pomysł. Fajnie jest od czasu do czasu coś ugotować, ale bez zdolności kulinarnych średnio nam wychodzi. A przy zestawach z Ojami jedyną zdolnością kulinarną, jakiej potrzebujesz, jest umiejętność nieprzypalania rzeczy. I w zasadzie to wszystko.

Minusem są rozbudowane kroki w przepisach. To już tak naprawdę kwestia gustu, ale ja zdecydowanie wolę konkrety, bo upstrzone metaforami opisy mnie dekoncentrują i przez to trochę namieszałam przy przygotowywaniu chili con carne. Niektóre „żarciki” wydawały mi się wymuszone, ale część była nawet zabawna. Mój ideał to krótkie kroki (np. „smaż mięso 2 minuty”, „dodaj cebulę”), a dodatkowe teksty i wskazówki w ramkach obok.

Jeśli chodzi o same potrawy, to wszystko było smaczne, ale… No właśnie zostanie to „ale”. W zasadzie jedynym daniem, z którego byłam w pełni zadowolona, była tarta (chociaż nie przepadam za serem pleśniowym). Reszta też mi smakowała, jednak czegoś brakowało. Wszystko jest dość wymyślne, prosty był jedynie makaron, ale wręcz na tyle prosty, że według mnie sensowniej zrobić samemu większą porcję, która wyjdzie znacznie taniej.

Ogólnie przygodę z Ojami oceniam bardzo pozytywnie. Lubię czasami coś ugotować, nawet jeśli średnio mi to wychodzi, ale rzadko mam pomysł, często nie mam ochoty iść po zakupy i kończy się na Pyszne.pl. Niestety, jeśli chcemy złożyć zamówienie z Ojami, trzeba sobie zaplanować obiad z wyprzedzeniem. Rozumiem, że wszystkie składniki trzeba przygotować i wiedzieć na ile porcji, jednak dostępność „od ręki” byłaby wielkim atutem. Dlatego też na pewno nie będę korzystać z oferty bardzo regularnie, ale z chęcią zamówię dania, jeśli najdzie mnie ochota na gotowanie.

Na koniec przestroga dla zamawiających do pracy. Do dostawy podałam właśnie adres mojej pracy i to był duży błąd. W pierwszym zamówieniu przyszły trzy pudełka, dość duże, które potem musiałam transportować do domu. Mała wskazówka – dwa pudełka mieszczą się do standardowej płóciennej torby, ale robi się z tego wielki i mało poręczny tobołek. Trzecie danie transportowałam w foliowej siatce, więc musiałam dość dziwnie wyglądać. Dałam radę, ale zdecydowanie polecam dostawę do miejsca gotowania, chyba że poruszacie się po mieście samochodem.

Smakowitość:

polędwiczki 75%
chili con carne 65%
kurczak 67%
tarta 88%
makaron 75%

PS Z całego zestawienia daniem najostrzejszym był kurczak po tajsku, a nie chili con carne, jak mi się wydawało. Był to już stopień pikantności, który dla mnie, osoby unikającej ostrych potraw, okazał się nieco za wysoki.

Filip i Babcia

[Filip i Babcia]

22 sierpnia. Godzina 16:30. Kurier puka do moich drzwi. Właściwie to do drzwi babci, bo ja akurat stoję gdzieś w korku pomiędzy pracą, a siłownią. Zamiast jednak myśleć o zbliżającym się treningu (poniedziałek, czyli Międzynarodowy Dzień Klaty), myślami stoję przed moją lodówką. Co dziś przygotować na obiad? Kurczak po tajsku? A może polędwiczki wieprzowe? Chciałbym mieć tylko takie problemy!

Zestawów z Ojami nie będę jednak próbował sam. Można rzec, że potrawy będą w ogniu krytyki – oceniać bowiem będą: moja 88-letnia babcia, która nie jednego schabowego zjadła i nie jednego kucharza skrytykowała (do teraz podziwiam dystans i swobodę krytykowania u starszych osób) oraz 24-letni świeżo upieczony absolwent uczelni, który przez pracę w korporacji oraz niespełnione ambicje sportowe ma mało czasu na przygotowywanie wykwintnych potraw (poza tym nie ma co kombinować, bo „kurczak, ryż i kreatyna, zrobią z Ciebie…”).

IMG_20160822_182408

Dobra. Czas na jedzenie. Obiad na poniedziałek wybiera babcia – ryż z mięsem mielonym pobudza apetyt, a więc na pierwszy rzut leci chili con carne. Całość schludnie zapakowana w niewielkim pudełku. I to niewielkie pudełko budzi obawy – składników jest jakoś mało, więc mam wątpliwości czy się najem (a głupio byłoby podbierać z porcji babci). Według instrukcji mam 28 minut na przygotowanie i o dziwo jest to całkiem dokładne przybliżenie. Efekt końcowy wizualnie mnie uspokaja. Wygląda nieźle i jest tego dużo! Najem się. Przejdźmy jednak do smaku, bo to właśnie jest najważniejsze. Ryż pomidorowy – okej, choć babcia od razu wyczuwa niewielką ilość przypraw. Przyznaję – dodałem dużo mniej soli niż w przepisie. No cóż. Parafrazując klasyka: „Mamusię oszukasz, przyjaciela oszukasz, ale babci nie oszukasz”. Na szczęście po wymieszaniu ryżu z sosem, potrawa nabiera rumieńców. To bowiem w sosie drzemie moc tego zestawu. Mięso smacznie komponuje się z fasolą, pomidorami, papryką pepperoni, cebulką i czosnkiem. Amatorom pikantnych dań polecam przygotować jednak większą porcję proszku chili albo innych, ostrych wynalazków. Z pierwszego dania jesteśmy zatem zadowoleni. Najadłem się solidnie, a babcia udźwignęła tylko pół swojej porcji. Następnym razem gotowałbym nieco dłużej ryż, bo mój wyszedł lekko mówiąc al dente. Reszta w punkt, ale bez efektu „wow”. Zgodnie z babcią oceniamy zestaw na 6 w skali do 10 punktów, czekając na więcej w kolejnych dniach.

IMG_20160822_185600

IMG_20160822_194920

We wtorek wybieram ja – tym razem polędwiczki wieprzowe. Obiad w wersji „na bogato”, bo wyceniony przez Ojami na 35 zł. Mnie przekonuje jednak czas przygotowania – 15 minut to maksimum jakie wytrzyma mój brzuch po 1,5h treningu na rowerze. Rzeczywistość jednak szybko weryfikuje moje plany. Obiad gotuję dwa razy dłużej, a złość niebezpiecznie rośnie wprost proporcjonalnie do głodu. Do obsuwy przyczynia się worek z mlekiem, który rozpadł mi się w rękach. Było trochę sprzątania, ale przecież „nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem”. W końcu udaje się sfinalizować danie – wygląda jak blendowana papka dla niemowląt. Nigdy nie byłem estetą. Zapach jednak jest obiecujący, a smak… Smak przechodzi moje najśmielsze oczekiwania. Dawno nie jadłem tak genialnych polędwiczek. Są delikatnie i świetnie komponują się z gęstym sosem. Do tego pierwszy raz jem puree z musztardą francuską – ciekawy i smaczny pomysł. Jedyny minus to wielkość porcji. Ta była mała. Ja zaspokoiłem tylko pierwszego głoda. Babcia się najadła, ale tym razem z talerza zniknęło wszystko. Zgodnie z babcią oceniamy ten zestaw wysoko – mocne 8/10 (ocenilibyśmy wyżej, ale kto wie co czeka na nas w kolejnych dniach?).

IMG_20160823_202152

IMG_20160823_202206

Trzeci dzień to kurczak po tajsku z mlekiem kokosowym, ryżem jaśminowym i sałatką. Kolejny przepis sygnowany nazwiskiem Michała Kutra. Poprzeczka po polędwiczkach postawiona wysoko, więc oczekiwania były bardzo duże. Niestety, podczas przygotowań znów klapa. Tym razem rozpadł mi się woreczek z dressingiem (sosem sojowym). Zatem albo woreczki są za słabe, albo moje wizyty na siłowni nie idą na marne. Dla bezpieczeństwa jednak apeluję: „Ojami – zmieńcie woreczki!”. Przejdźmy jednak do samej potrawy. Już w trakcie jej przygotowania czuję, że będzie tajsko-ostro. Decyduję się ładnie rozdzielić sos od ryżu i sałatki na talerzu, próbując każdego składnika osobno. Ostrość sosu oceniam dość wysoko. Co prawda nie uroniłem nad nim łzy, ale był przyjemnie pikantny i skłoniło mnie to do wymieszania wszystkiego na talerzu. Potrawa przypominała mi trochę kurczaka w sosie słodko-kwaśnym (tyle że bez ananasa, czyli mniej na słodko). Porcja była większa niż w zestawie z wtorku, ale nadal mniejsza od poniedziałkowego chili con carne. Pod względem smakowitości też postawiłbym kurczaka po środku. Ja daję zatem ocenę 7/10. Spytacie jak babcia? Otóż babcia tym razem się nie najadła – dla niej obiad był zbyt ostry i zrezygnowała z dokończenia swojej porcji. Mieszając sos, spodziewałem się, że tak to się może skończyć, ale przygotowując danie trudno jest regulować poziom pikantności. Zamawiając ten zestaw decydujemy się zatem na odrobinę pikanterii.

IMG_20160824_204618

Tak czasem bywa, że obiad może stać się kolacją. Czwartkowe gotowanie rozpoczynam późno, zmęczony całym dniem, ale pobudzony nadzieją na pyszną porcję schabu pieczonego ze śliwką. Schab w takiej formie to moja zmora dzieciństwa (nie wiem dlaczego). Przekonałem się do niej stosunkowo niedawno. Przygotowując ten zestaw wierzę, że bardziej tradycyjne danie przypadnie babci do gustu. Tym razem żadne opakowanie nie pęka. Czas przygotowania jak zwykle przekroczony, ale do tego jestem już przyzwyczajony – przynajmniej znowu mocno zgłodnieliśmy. Po niespełna 30 minutach moim oczom ukazuje się danie, które nawet w moim wykonaniu wygląda zachęcająco! Już wtedy wiem, że będzie nam smakowało. W kuchni unosi się zapach gotowanej, czerwonej kapusty (podsmażanej z dodatkami – miodem, cebulką, przyprawami) oraz bardzo obiecującego schabu. Nikt nie musi mnie zachęcać do jedzenia. Tym razem jest sztos! Nigdy nie jadłem kapusty w takim zestawieniu i miło mnie ono zaskakuje. Schab ze śliwką i boczkiem jest genialny, pomimo że nie lubię tłustych potraw (wybaczcie wyznawcy bekonu!). Wydaję mi się, że czwartkowa kolacja obejmuje prowadzenie. Dałbym spokojnie 10 na 10, gdyby zwykłe ziemniaki zamienić na puree z porcji wtorkowej. Wtedy byłbym w niebie, a tak jedynie lekko unoszę się nad stołem (pomimo, że porcja była słuszna i zaspokoiła głód). Babcia podziela moje zdanie – w końcu to jej klimaty, bez większego wymyślania i obco brzmiących nazw. Wynik ostateczny – 9/10. Bardzo solidna ocena.

IMG_20160825_204413

Piątek, piąteczek, piątunio! Tyle smacznych obiadów w tym tygodniu, a wisienką na torcie ma być quiche z kurczakiem. Będzie trzeba uruchomić piekarnik. Mój jest starszy ode mnie, więc tylko lekko uśmiecham się, gdy w przepisie czytam o funkcji „termoobieg”. Mam nadzieję, że uda się jednak uporać z ostatnim daniem i nie zwęglić posiłku. Oczywiście nie obyło się bez przygód. Podczas wstępnego pieczenia ciasto przepięknie zawinęło się do wewnątrz, więc uświadomiłem sobie, że znów walory wizualne mojego podboju kulinarnego poszły w las. Reszta poszła na szczęście gładko – myślę, że był to najprostszy przepis z całego tygodnia. Po kolejnych 15 minutach w piekarniku wyciągam moje cudo. Nie wygląda aż tak źle! Jest to jednak danie raczej tłuste – daleko mu do super fit, zdrowych przysmaków, które królują na Instagramie. Nie oszukujmy się – tak właśnie jest smacznie i quiche to potwierdza. Kruche ciasto jest jak mniemam własnej roboty (tzn. roboty Ojami) fajnie zapiekło się z kurczakiem i serem pleśniowym. Szpinak z cebulką fajnie uzupełnia kompozycję. Jemy i jemy i… chciałoby się więcej. Quiche jest jednak dość małe. Nie najadam się swoją połówką, więc pomagam babci uporać się z jej częścią „placka”. Zgodnie oceniamy potrawę na 7/10, kończąc tym samym tydzień obiadowowy z ojami.

IMG_20160826_210818

IMG_20160826_210855

Podsumowując przedstawmy naszych bohaterów w kolejności od najsmaczniejszego i na nieco mniej smacznym kończąc:

1. Roladki ze schabu ze śliwką i boczkiem, kapustą czerwoną i pyrkami. 9 na 10 punktów. Absolutny faworyt. Gdyby zamienić zwykłe ziemniaczki puree z zestawu polędwiczek otrzymalibyśmy legendarny zestaw.

2. Polędwiczki wieprzowe z pieczarkami i niesamowitym puree. 8 na 10 punktów. Najlepsze polędwiczki jakie jadłem. Delikatne mięso, dobrze doprawiony zestaw i świetne dodatki.

3. Quiche ze szpinakiem i serem pleśniowym. 7 na 10 punktów – należy dodać, że mocne 7. Bardzo dobra tarta, ale również dość mała. Idealna dla jednego głodomora lub średnio głodnej pary.

4. Kurczak po tajsku z ryżem i sałatką. 7 na 10 punktów. Danie już większych rozmiarów, bardzo dobrze przyprawione.

5. Chili con carne. 6 na 10 punktów. Czuję, że tutaj się nie przyłożyłem. Może to trochę moja wina i mogłem solidniej doprawić to danie? Tak czy inaczej było dobre, ale nie ścięło nas z nóg. Na plus zdecydowanie wielkość porcji – tutaj najadłem się do syta.

Po tych pięciu dniach jesteśmy zadowoleni. Nasze żółądki także. Rzadka natrafia się na okazję spróbowania pięciu, tak różnych dań. Trzeba przyznać, że wszystkie składniki były świeże i trudno byłoby wskazać wśród nich niezdrowe produkty. Przepisy dodawane do każdego dania napisane z humorem, jasno i zwięźle (w końcu nawet mi się udało upichcić wszystkie dania, więc to o czymś świadczy). Pochwalę też Ojami za dobry kontakt przez ich konto na Facebooku. Odpowiadali od razu na pytania (chociażby dotyczące rodzaju mięsa wołowego w zestawie).

IMG_20160826_211149

Do tego wszystkiego dodać należy kwestię ceny – bardzo na plus, bo takie dania w restauracjach kosztują przynajmniej dwukrotnie więcej. Tutaj masz pewność, co wkładasz na talerz i do tego jesz smacznie. Zestawy są dobrą opcją na wspólny romantyczny wieczór z drugą połówką. Sprawdzą się także jako zdrowa alternatywa dla typowego jedzenia z dowozem dla wygłodniałego singla – myślę, że zestawem chili con carne najadłbym się dużo bardziej niż klasyczną pizzą w podobnej cenie.

Czy spróbuję znów? Sądzę, że tak, bo widziałem już nowy, ciekawy zestaw (klopsiki marokańskie) i liczę, że schab ze śliwką będzie można wkrótce połączyć z puree ziemniaczanym z musztardą. Chętnie wrócę do tych smaków. Babcia również.

[Gosia i Hubert]

Day 1
CHILI CON CARNE

Zgodnie z zapowiedzią pierwszego dnia kurier przywiózł pod wskazany adres 3 posiłki do ugotowania. Kurier był bardzo uprzejmy i poprosił, żebym schowała dania do lodówki (jedzenie przyjechało w pudełku, które wyglądało na termiczne). Wszystko super, gdyby nie to, że to były moje godziny pracy, także obiad przyjechał do biura. Nie przemyślałam tego wcześniej – pudełka, w które pakowane jest Ojami, są dosyć duże. Na szczęście upchnęłam je w ”służbowej” lodówce i później przetransportowałam na rowerze do domu. W przyszłości jednak chyba zamawiałabym pudełka prosto do domu – kiedy już wrócę z pracy. Transport ich przez miasto może okazać się kłopotliwy (czasami trzeba gdzieś wstąpić itd.) i na pewno nie odbywa się w warunkach lodówkowych.

IMG_20160816_184028

W pierwszym rzucie dostarczono mi dzisiejszego bohatera – Chili Con Carne oraz Kurczaka po tajsku i Polędwiczki wieprzowe. Wszystko kusiło, ale zgodnie z planem zdecydowałam się na chili.

IMG_20160816_184443

Po odpakowaniu Ojami zwróciłam uwagę na to, że było bardzo estetycznie zapakowane – w małych pojemniczkach i woreczkach z brandowanymi naklejkami na każdym składniku. Trochę czasu zajęło mi wczytanie się w przepis, z powodu zawiłych ozdobników, które choć są zabawne, to utrudniają czytanie przepisu nad patelnią. Mowa o np. „Zamieszaj, zakryj i zapomnij na 9 minut. Ale po 9 minutach koniecznie sobie o nim przypomnij!”. Przygotowanie dań było jednak naprawdę proste – postawiłam pudełko ze składnikami zaraz obok kuchenki i po prostu wyjmowałam je w określonej kolejności. Całość zajęła mi dokładnie 30 minut – tak jak było to określone na opakowaniu. Bez krojenia i przygotowywania składników, ale trzeba doliczyć zmywanie (dwa garnki i patelnia).

IMG_20160816_191918

Zestaw chili zawiera fajną mieszankę przypraw, oprócz której trzeba dodać do potrawy tylko sól. Ja dodałam dodatkowo cukier, który fajnie podkreśla w daniach smak pomidorów. Drugą zmianą było dodanie tylko części spakowanej papryczki chilli, dlatego że nie przepadam za bardzo ostrymi smakami. Danie wyszło w miarę smaczne, ale takie bardziej domowe, niż knajpowe. Całość wystarczyła na dwie dosyć duże porcje, którymi można się najeść. W ostatnim punkcie przepisu napisane było, żeby dodać posiekaną pietruszkę, przy czym w opakowaniu znalazłam jedynie małe gałązki pietruszki. Zdecydowałam się jej nie siekać, tylko użyć jako ozdoby – nie wiem czy to błąd w przepisie czy niespakowana siekana pietruszka.

Day 2
POLĘDWICZKI WIEPRZOWE W SOSIE ROZMARYNOWYM Z KREMOWYM PUREE ZIEMNIACZANYM

W środę skusiliśmy się na polędwiczki. Opakowanie tak jak w przypadku chili con carne było estetyczne i pomysłowe. Usprawnieniem w przyszłości mogłyby być nacięcia na foliowych woreczkach, które ułatwiłyby ich otwieranie. Obecnie konieczne jest użycie noża albo nożyczek, co a. zabiera czas, b. grozi wylaniem zawartości, jeżeli nieumiejętnie się otworzy woreczek. W naszym przypadku było tak podczas mieszania mąki z mlekiem do sosu – które odbywało się właśnie w woreczku. Bez tych nacięć w przepisie powinno być napisane, że potrzebujemy też nożyczek.

IMG_20160817_174550

Sam przepis jest bardzo fajny, spokojnie nadaje się np. jako popisowa kolacja dla dziewczyny (mój Hubert świetnie sobie z nim poradził!). Przygotowanie jest proste, a danie ciekawe w smaku i można powiedzieć, że trochę bardziej wykwintne przez rodzaj użytego mięsa – polędwiczki. Dodatkiem do dania jest puree, które przygotowuje się z ugotowanych już i zgniecionych ziemniaków i mleka. Nam to puree wyszło zbyt rzadkie – być może trzeba było je bardziej odparować, albo po prostu nie dawać tyle mleka. No i na koniec po raz kolejny mieliśmy dodać do potrawy posiekaną pietruszkę, a w woreczki były tylko listki. Tym razem zdecydowałam się posiekać tę pietruszkę (to znaczy, że użyłam dodatkowo noża i deski – chcąc się przyczepić, nie było tego w instrukcji).

IMG_20160817_183830

Podobnie jak w przypadku chili, sam przepis był napisany dosyć zawile. Kiedy nad garami odlicza się minuty, nie ma czasu, żeby wczytywać się w zawile napisany przepis. Jeżeli już autorzy chcieli go urozmaicić, to przydałyby się praktyczne wskazówki dotyczące gotowania, użytych składników, czy podawania potrawy. Zakładam, że część osób mogłaby potraktować Ojami jako naukę gotowania. Np. zamiast tekstu „Możesz przy wykładaniu gotowych składników tego dania nucić sobie piosenkę z przerobionej „Zakręconej”: „Wszyscy razem w jednym daniu, marzyli o tym spotkaniu, kto nic ni chce jego sprawa, dla nas to cudowna strawa. Usmażona! Usmażona!” mogłaby pojawić się prosta informacja „Danie jest gotowe! Czas na zaprezentowanie go na talerzach. Zrób najpierw to i to, a później to i pamiętaj o tym, bo jak wykłada się dania to jest ważne.”.

IMG_20160817_185133

IMG_20160817_185212

Jeszcze odnośnie porcji, to była okej na dwie osoby, ale spokojnie zmieściłaby się przed daniem jakaś przystawka albo po daniu deser, już po jakimś czasie poczułam znowu głód… Także lecimy do Kolorowej.

Day 3
KURCZAK PO TAJSKU Z MLEKIEM KOKOSOWYM, RYŻEM JAŚMINOWYM I SAŁATKĄ

Dzisiejsze danie zdecydowanie jest naszym dotychczasowym faworytem! Kurczak po tajsku okazał się naprawdę pyszny i chyba nawet jeszcze prostszy w przygotowaniu niż dwa poprzednie dania. Do gotowania potrzebowaliśmy tylko dwa garnki i miski. W jednym gotował się ryż jaśminowy, w drugim powstało całe danie, a w misce sałatka.

IMG_20160818_213840

To danie wyróżnia się przede wszystkim wyjątkowymi składnikami, które trochę trudniej jest dostać w sklepach i raczej trzeba kupić je w większych opakowaniach, nawet jeżeli potrzebujemy kilku gram/ml produktu. W skład dania wchodzi np. pasta curry, mleczko kokosowe, pędy bambusa, dressing (obstawiam, że było to połączenie sosu sojowego i słodkiego teryiaki, albo czegoś podobnego), czarny sezam, czy marynowany imbir. Połączenie tych składników to bardzo przyjemny słodko-ostry posmak, odpowiedni nawet dla osób, które w ogóle nie jedzą ostrych potraw (np. ja).

IMG_20160818_221804

Na początku zdziwiłam się, że papryka była zapakowana razem z imbirem i czosnkiem, także nie byłoby możliwości jej oddzielenia. Jednak dobrze że nie było takiej możliwości, bo pewnie bym to zrobiła i zepsuła smak dania. Super w tym przepisie jest to, że tak naprawdę wrzucasz wszystko po kolei do jednego garnka i wychodzi naprawdę fajna kompozycja. Jedyną zmianą, którą wprowadziłam, to niedodanie wody do sosu – wydawał mi się wystarczająco rzadki. To było słuszne, bo finalnie konsystencja była zadowalająca. Kurczakiem najedliśmy się do syta we dwoje, Hubert zjadł trochę więcej, ja trochę mniej i oboje byliśmy zadowoleni.

Day 4
ROLADKI ZE SCHABU ZE ŚLIWKĄ I BOCZKIEM, KORZENNĄ KAPUSTĄ CZERWONĄ, ZIEMNIAKAMI Z PIETRUSZKĄ

Roladki to danie chyba o największym stopniu trudności z tych dotychczas. Pojawia się tutaj znany w kuchni element robienia wszystkiego na raz. Jednocześnie gotujemy ziemniory, mieszamy kapustę i smażymy mięso, pilnując, żeby nic się nie przypaliło i nie przegotowało. W przypadku ziemniaków nastawiłam minutnik dokładnie na 14 minut, tak jak w przepisie, ale nie były ugotowane. Mam kuchnię indukcyjną, a nie gazową i ona zachowuje się trochę inaczej. W przepisie warto byłoby dodać, żeby nie sugerować się w 100% podanym czasem, ale dokładnie opisać jak składniki powinny wyglądać, kiedy będą gotowe. Podobnie było ze smażeniem roladek. Gdybym zostawiła ja na te 6 minut, to jedlibyśmy przysmolone. W trakcie smażenie dodałam na patelnię trochę wody (sposób mamy), dzięki czemu mięso przestało się palić i przybrało pięknego złotego koloru.

IMG_20160819_213919

Odnośnie przepisu to mam takie same spostrzeżenia jak wcześniej – za dużo ozdobników, trudno się czyta takie przepisy. W zależności od dania, przepisy są na różnym papierze – zdecydowanie lepiej sprawdza się ten grubszy, ponieważ cieńszy łatwo przemaka, a wiadomo, że w kuchni się trochę chlapie.

IMG_20160819_221247 (2)

IMG_20160819_221314

Jeżeli chodzi o smak i pomysł na ten obiad – to byliśmy bardzo zadowoleni. Propozycja smakuje tradycją i domowym jedzeniem. Roladki -> super! (No, może tylko dodałabym po 1 śliwce więcej). Modra kapusta wyszła trochę za sucha, ale w smaku była ok. Dania faktycznie wymierzone są równo na dwie osoby – znowu nic nie zostało.

Day 5
QUICHE Z KURCZAKIEM, SZPINAKIEM I SEREM PEŚNIOWYM BLUE

To zdecydowanie była najszybsza tarta, jaką zrobiłam ever. Ogólnie tarty niby są mega proste, jednak zawsze wyzwaniem jest idealne ciasto, zarówno w smaku, jak i w kruchości oraz farsz, który czasami kapryśnie nie osiąga wymarzonej konsystencji. Ten przepis był banalnie prosty, ale też naprawdę efektowny. Cudowne było też to, że podczas gotowania trzeba pobrudzić tylko jedną patelnię! Cud. Danie było bardzo smaczne. Jedliśmy je w czwórkę, bo akurat w sobotę mieliśmy gości – dało radę jako lekki obiad dla wszystkich. Dla dwóch osób byłoby naprawdę sycące. Pomidorków nie ma w zestawie, użyłam swoich do dekoracji. Odnośnie zapakowania i przepisu, to odczucia tak jak przy poprzednich – nożyczki i zbyt kwiecisty język w przepisie. Jeżeli już konieczni musi być kreatywnie, to każde danie można opisać w taki śmieszny sposób, a sam przepis zostawić jednak maksymalnie prosty i przejrzysty.

IMG_20160820_152043

IMG_20160820_154528

IMG_20160820_160852

IMG_20160820_161408

Myślę, że gdybym miała zrobić ranking to ta pozycja byłaby na pierwszym miejscu, a zaraz za nią kurczak po tajsku i na trzecim roladki wieprzowe. Myślę, że to są propozycje, do których jeszcze wrócimy.

Diana

[Diana]

Bardzo lubię gotować, próbować nowych przepisów i przygotowywać nowe dania. Strasznie męczy mnie rutyna w kuchni. Niestety, odkąd jestem mamą, nie zawsze mam czas na przekopanie Internetu czy chodzenie po różnych sklepach w celu znalezienia produktów. Ostatnie 5 dni (a właściwie 4, bo raz przyrządziłam dwa obiady z Ojami) były idealne. Nie musiałam myśleć co ugotować (oprócz obiadów dla córki), rano wnosić po schodach zakupów do domu razem z dzieckiem (ok. 10 kg) i wózkiem (ok. 10 kg) pod pachą. Wystarczyło tylko wyciągnąć pudełko i wrzucić zawartość w odpowiedniej kolejności na patelnię/do garnka. Rozwiązanie idealne! Produkty są szczelnie zapakowane, woreczki da radę otworzyć jedną ręką (+ zębami), a dziecię na rękach nawet nie zdąży pomyśleć „oho! fajna zabawka, zabiorę”. Jeżeli chodzi o czas przygotowywania, to jest on zbliżony do tego co napisane jest w przepisie (+/- 3 minuty).

W ramach testu dostałam 5 dań:

Chili con carne z ryżem pomidorowym; Kurczak po tajsku z mlekiem kokosowym, ryżem jaśminowym i sałatką; Polędwiczki wieprzowe w sosie rozmarynowym z pieczarkami, puree z musztardą i sałatką tzatziki; Roladki ze schabu ze śliwką i boczkiem, korzenną kapustą czerwoną, ziemniakami i pietruszką; Spaghetti z pomidorami, sosem neapolitańskim, mozzarellą i świeżą bazylią.

Najsmaczniejsze były roladki ze schabu <3 i kurczak po tajsku (choć mój Narzeczony na 2 miejscu postawiłby polędwiczki w sosie). Chilli con carne kompletnie nie podeszło naszym kubom smakowym, także tego dania nie zamówiłabym ponownie. Co prawda akurat chili con carne jedli moi rodzice, którzy wpadli z niezapowiedzianą wizytą, a ja jako wzorowa córka zaserwowałam im obiad. Rodzice zjedli, pochwalili, a że porcja dostarczona przez Ojami była spora, to mieliśmy z Narzeczonym po trochę do spróbowania.

Porcje są przygotowane dla 2 osób i naprawdę można się tym najeść. Potwierdzam to ja – kobieta karmiąca, która sporo je plus mój mężczyzna. A i wizualnie jedzenie prezentuje się pięknie.

Nie podobały mi się żarty w przepisach, są naprawdę kiepskiej jakości (albo córka z mlekiem wysysa mi poczucie humoru) i przeszkadzają w robieniu dania. W założeniu Ojami mam oszczędzać czas przy gotowaniu (co oczywiście ma miejsce), a żarty wpisane w przepisach tego nie robią. Wręcz się człowiek irytuje, że musi to czytać. Polecam usunąć.

Podoba mi się w przepisach zaznaczenie półproduktów, które mają być użyte. Przepisy są dzięki temu bardziej przejrzyste.

Poleciłabym szczególnie osobom, które nie mają czasu gotować. Sprzątanie po obiedzie też przebiega sprawnie (szczególnie jak wrzuca się zużyte woreczki do pojemnika dostarczonego przez Ojami – minimum bałaganu). Niezapowiedziani goście, też docenią fakt iż na stole pojawił się obiad. Także jeśli siedzisz rano w pracy i nagle dostajesz tel. że o 17 wpadnie teściowa, to masz czas do 10.00, żeby zamówić obiad z Ojami, wracasz po 16 do domu i beng! 20-30 min i obiad gotowy, a teściowej zostaje myśleć „jak ona to zrobiła”. Dobra opcja dla matek, które mają high need baby albo po prostu pociecha ząbkuje i uczepiona jest do matki 24h.

Póki co jest mały wybór. Z ciekawości przejrzałam konkurencję – niektórzy mają większy wybór dań, podział na dania mięsne/jarskie/dobre dla dzieci/etc. To byłby fajny dodatek do strony! Na stronie przydałaby się możliwość zamówienia family boxa i program lojalnościowy (za zamówienie dostajesz punkty, które potem można zamienić na danie).

[column]Plusy:

– dobrze zapakowane
– może przeleżeć w lodówce, jeśli nie wykorzystam obiadu w dzień dostawy
– smaczne dania
– duże porcje
– zaznaczenie w przepisie półproduktów dostępnych w opakowaniu
– praktycznie brak sprzątania
– krótki czas przygotowania
– łatwość w przyrządzeniu (wszystko wyliczone do sekundy, nie ma jak zepsuć)
– miły kurier[/column]

[column]Minusy:

– słabe żarty
– mały wybór dań
– brak programu lojalnościowego
– droga dostawa 1 dania

 

 

 

 

 

 

[/column]

Zniżka na pierwsze zamówienie

Przy składaniu pierwszego zamówienia każdy, kto wpisze kod „WZA” otrzyma rabat w wysokości 15 PLN (dokładnie tyle, ile wynosi koszt dostawy).

Sklepy stacjonarne, w których dostępne są zestawy Ojami:

Piotr i Paweł Stary Browar
PiP Tatrzańska 1/5
PiP Gronowa 18

Dziękuję wszystkim osobom, które wzięły udział w wyzwaniu. A resztę zachęcam do spróbowania i przekonania się samemu, czy taka forma jedzenia na dowóz się opłaca.

  • Mateusz Szamborski

    To raczej taka ciekawostka dla „dzianych” 🙂 Patrzcie jakie nasze Mamy były superbohaterkami i ten cały kuchenny szajs ogarniały… i to kupując i krojąc wszystko 😛

    • Czyli jedzenie na mieście też jest dla „dzianych”? 😉

      • Mateusz Szamborski

        Nie, ale na mieście nie jadamy często, a w domu mamy okazję trochę oszczędzić. Chilli Con Carne w domu to 30 zł. Ale za 4 porcje i to wersja deluxe (mięso wołowe, fasola czarna, cheddar, ser, awokado). Podejrzewam dużo smaczniejsza od tego co sprzedają tutaj. Oczywiście każdy ma wybór i robi co chce, ale wydaje mi się, że można poświęcić troche więcej czasu na przygotowanie posiłku. A jak się chce szybko i tanio to jest pełno lokali oferujących smaczne posiłki w cenie 15 złotych (np. Green Way)

        • Chili con carne to chyba jedna ze słabszych i mniej opłacalnych potraw w Ojami. Reszta bardziej się broni cenowo, a taki kurczak po tajsku to już w ogóle.

          Zresztą, to jest dla osób, którym zależy na czasie lub które mają problem z robieniem zakupów. Jak ktoś lubi / chce / może poświęcać go więcej na przygotowanie obiadu i zakupu do niego, to rzeczywiście Ojami nie ma sensu. Za czas i wygodę się płaci. 😉

          • Mateusz Szamborski

            Lepsza inwestycja to już zakup książki Jamiego „30 minut w kuchnii” bądź „15 minut w kuchnii”.

          • I jak w ten czas oszczędzisz czas przeznaczony na zakupy? 🙂

    • Filip Odważny

      Też myślałem, że opcja dla „dzianych”. Ale takim zestawem chilli con carne najedzą się spokojnie dwie osoby, więc cena na porcję wyjdzie 15zł. Myślę, że gdybyś kupował sam produkty to zapłaciłbyś niewiele mniej, nie wspominając o oszczędności czasu. Dla naszych mam szacun, bo robiły to wszystko same – wiadomo :). Ale to, że kiedyś nie było światła, nie oznacza że teraz mamy pracować przy świeczkach :D. Pozdro!

  • Pablito

    No raczej faktycznie dla bardziej zamożnych, porcje nie są jednak takie duże. Za 30 zł można zrobić chili con carne dla 4 osób spokojnie. No ale nie o to w tym chodzi, ma być prosto i szybko, nie tanio. Moim zdaniem się nie przyjmie na rynku, ale kto wie może jednak wstrzelą się w niszę 🙂