Wyszukiwarka

JE SUS (Poznań)

Wegańska knajpa, której obawiałem się chyba najmocniej. Zupełnie niepotrzebnie.

Od kilku miesięcy bardzo dużo słyszę o JE SUSIE. Przeciwnicy mówią, że „to miejsce dla najbardziej hardkorowych wegan”, w którym „nie ma cennika i nigdy nie wiesz, ile zapłacisz”, „nieznane są godziny otwarcia”, a w ogóle to jest to czysta „hipsteriada na kółkach”. Z drugiej strony odzywają się zwolennicy lokalu, stali bywalcy i klienci, chwalący wyśmienite jedzenie i przemiłą, rodzinną wręcz atmosferę. Opinie obu obozów musiałem ze sobą skonfrontować, choć jako zadeklarowany mięsożerca, który tylko na miesiąc stał się wegetarianinem, poszedłem tam lekko zaniepokojony.

Sok wiśniowy 100% - fajna rzecz!
Sok wiśniowy 100% – fajna rzecz!

Zacznę może od rozwiania (przynajmniej częściowego) zarzutu, który najbardziej bije po oczach. Rzeczywiście, w JE SUSIE nie ma cennika – ani w formie fizycznej, ani cyfrowej. Nie bardzo wiem, z czego dokładnie to wynika, ale na pewno wpływ na taki stan rzeczy może mieć to, że menu jest bardzo zmienne – raz, że zależne jest od pory dnia, a dwa, że w zasadzie codziennie podaje się tu coś innego. W związku z tym trochę inaczej wygląda forma składania zamówienia – już na wejściu pytamy się, co dobrego można dzisiaj zjeść, a pracownik lub właściciel odpowiada, wymieniając max 2-3 dania. Cen nie podaje, ale jeśli o nie zapytamy, na pewno je poznamy – nikt nie będzie nas trzymał w niepewności do momentu zapłacenia rachunku. A jeśli kogoś takie pytania krępują, niech wierzy mojemu zapewnieniu, że drogo wcale nie jest – ceny są podobne jak w innych knajpach tego typu. W takim sensie, że żeby wydać 50 zł na obiad, trzeba się mocno postarać.

20160411_103628~2

20160411_104109~2

Co się tyczy „hipsteriady na kółkach”, to jest to pojęcie na tyle subiektywne, że bardzo trudno mi się do niego odnieść. Wystrój JE SUSA opiera się na meblach pamiętających lub stylizowanych na głęboki PRL i wizerunkach Jezusa i Matki Boskiej. Kontrowersyjnie? Na pewno. Hipstersko? Nie wiem. Godzin otwarcia rzeczywiście wcześniej nie było, dziś są one stałe, można je podejrzeć choćby na Facebooku i wynika z nich, że JE SUS to jedna z dłużej czynnych knajp w tym mieście.

20160407_140254~2

Ten to ma parcie na szkło jednak.
Ten to ma parcie na szkło jednak.

Klienci przyjmowani są już od godz. 8 rano i pierwszy raz polecam odwiedzić lokal właśnie śniadaniową porą. O tutejszym wegańskim omlecie z tofu krążą już legendy. Jest ogromny, sycący i niestety dość drogi (20 zł), ale za to diabelnie smaczny! Doprawiony kurkumą, co ma wpływ na jego mocno żółtą barwę oraz podany z warzywami (uwaga na ostre papryczki!), liśćmi i chlebem z piekarni GODNY na Wildzie. Przygodę z JE SUSEM warto zacząć właśnie od tego omletu – jest to bowiem jedna z nielicznych stałych pozycji w menu, która w dodatku doskonale smakuje.

20160411_104741~2

Niestety, ja jem tutaj śniadanie dopiero przy trzeciej wizycie. Przy pierwszej wychodzę może nie tyle rozczarowany, co po prostu ani trochę nie oczarowany. Melduję się na miejscu tuż po godz. 14 – zgodnie z przyjętym rytmem dnia, w JE SUSIE jest to pora lunchowa, więc dania obiadowe nie są jeszcze dostępne. Dostaję więc talerz z dwoma pastami – jedną słonecznikową z czosnkiem niedźwiedzim, drugą z pieczonych warzyw. Do tego chleb z GODNEGO i duuużo liści. Smaczne, całkiem sycące, ale nie porywające.

20160407_143348~2

20160407_143440~2

Kto by pomyślał, że będę jeść takie kanapeczki.
Kto by pomyślał, że będę jeść takie kanapeczki.

Po zjedzeniu kilku kromek dowiaduję się, że zupa w kuchni jest już gotowa i jeśli mam miejsce, to mogę o nią poprosić. Mam żołądek bez dna, więc już po chwili się nią zajadam. Choć chyba nie jest to dobre słowo, gdyż bardzo nie trafia w moje smaki – to krem orzechowy z topinamburu z dodatkiem imbiru (jest ostro) i sporej ilości koperku (nie lubię go). Niby czyszczę talerz do końca, ale jest to z mojej strony baaardzo wymęczone.

20160407_150341~2

20160407_150350~2

Lepiej jest za drugim razem. Wraz z Sonią zamawiamy dwa kremy: jeden bazyliowy z brokuła, drugi z soczewicy na mleczku kokosowym. W przypadku tego pierwszego obawiam się, że będzie dla mnie zbyt mdły – nic z tych rzeczy, wszystko jest świetnie doprawione w punkt. Drugi również zaskakuje mnie pozytywnie, mimo że od początku wiedziałem, że wszystko z nim będzie w porządku – wyraźnie czuć mleczko kokosowe i soczewicę, a tę lekko pikantną zupę wzbogaca m.in. marchewka i wyraziste suszone pomidory, które chyba ani przez chwilę nie były trzymane w zalewie. Na ten krem na pewno bym do JE SUSA wrócił.

20160410_151936~2

20160410_151949~2

20160410_151955~2

Tak jak i na desery, które każdorazowo mnie zachwycają. O ile „takie gęstsze mango lassi” nie jest może jakieś wyborne, o tyle na myśl o smakowitym cieście marchewkowym i wegańskim koglu moglu ślinka cieknie sama, a mój brzuch zaczyna wydawać dziwne odgłosy. Na uwagę zasługuje zwłaszcza ten drugi – wymieszany banan z masłem orzechowym, do tego daktyle i voila – prosty i jeden z najgenialniejszy deserów, jakie kiedykolwiek jadłem. Serio.

"takie gęstsze mango lassi"
„takie gęstsze mango lassi”
marchewkowiec
marchewkowiec
wegański kogel mogel
wegański kogel mogel

JE SUS to jedno z tych miejsc, które albo pokochasz, albo znienawidzisz. Co więcej, knajpa jest na tyle specyficzna, że w jednym i w drugim przypadku będziesz miał 100% racji. Lokal z Taczaka można uwielbiać za starannie przygotowane potrawy ze świeżych składników i przyjazną, wręcz rodzinną atmosferę, ale z drugiej strony można go omijać ze względu na brak cennika, wąski wybór dań jednego dnia (przez co można trafić na takie, które nie są w naszym guście) czy dość kontrowersyjny wystrój. Wydaję mi się, że w przypadku JE SUSA łatwo znaleźć tyle samo plusów, co minusów i tylko od naszych osobistych preferencji zależy, czy zalety knajpy uznamy za ważniejsze od wad. U mnie to one właśnie przeważają, także na Taczaka jeszcze pewnie wrócę.

ZOBACZ VLOGI Z JE SUSA I SUBSKRYBUJ MÓJ KANAŁ NA YOUTUBE

Lokalizacja: Taczaka 22, Poznań | fanpage

Ceny:
* omlet – 20 zł
* zupy – 15 zł
* deserki – 9-12 zł

Smakowitość:

omlet 90%
pasty na kanapki 70%
krem z topinamburu 50%
krem z brokuła 70%
krem z soczewicy 85%
mango lassi 70%
ciasto marchewkowe 80%
kogel mogel wegański 100%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: bezmięsnie, ale syto!

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.35/5 (17)
Ja oceniam na...

  • woźniacka

    Za Chiny nie moge sie do Je Susa przekonac… 🙂 omlet byl przepyszny, jednak pytania wlasciciela, ktore byly skierowane do nas, jednak rzucane w druga czesc sali (‚chleb jedzą?!’), zaskakujaco wysoki rachunek i doplata za to, ze nalalysmy sobie szklanke wody troche zniechecaja. Nie jestem starym piernikiem – hipsterskie knajpy sa okej, ale w Je Susie siedzialam troche jak na szpilkach 😀 Trzeba jednak przyznac, ze omlet pycha!

    • Woda była płatna?!?! Ja wody nie piłem, piła moja znajoma i wydaję mi się, że za nią nie płaciła.

      „Chleb jedzą” – tak, też to słyszałem. To jest ten specyficzny klimat właśnie.

      A ile za omlet zapłaciłaś? 20 zł to dość dużo…

      • woźniacka

        Wiem, moi znajomi tez nie placili, ale jak wół miałam oprocz zamowionej kawy na rachunku ‚napoj zimny’ za 2 zl.
        22, ale bylo warto 🙂

        • Mnie to wlasnie irytuje – jedna osoba zapłąci 20, inna 22, co jest zależne głównie od widzimisie właściciela. Daleko mi fo sformalizowanych stosunków klient-obsługa, sama zazwcyzaj jestem ze wszystkimi na „ty”, ale dla mnie to miejsce jest przereklamowane.

        • Ah, no i dopłata za wodę z kranu jest… no trochę brak słów.

  • Marta Klara Wojciechowska

    Czekałam tam kiedyś 15min (byłam pierwszym gościem) na kakao przy akompaniamencie sprzeczki właścicieli.Szybko wypiłam, zapłaciłam i wyszłam, bo chciałam poczytać coś, ale się nie dało ;> Wracałam kilka razy – mają boski tofurnik!

  • Natalia Balińska

    Ja Je Susa kocham od pierwszego wejrzenia. Znalazłam ich na Instagramie. Wiedziałam, że muszę odwiedzić to miejsce przy kolejnym pozbycie w Poznaniu. I było genialnie. Miejsce dla mnie bardzo ciekawe, z duszą i klimatem. Atmosfera mnie nigdy nie rozczarowała 🙂 ale, gdy zabrałam tam mamę, reprezentantkę starszego duzo pokolenia, była wręcz… Zdegustowana. Stwierdziła, że to melina 😀 jedzenie bardzo Jej smakowało, ale reszta totalnie nie przypadała do gustu. Także potwierdzam. Albo się kocha albo nienawidzi 🙂

  • Dominisia

    Jesus Maryjka! jeżeli 20 zł za omlet, który nasyci Cię na najbliższe 5-6 godzin to jest dużo, to chyba jestem jakaś dziwna, ponieważ wg mnie jest to wybitnie mało biorąc pod uwagę produkty użyte do przyrządzenia tego posiłku, ilość dodatków i generalna jakość dania. Doświadczyłam tam wspaniałych smaków, właściciele wiele dają od siebie, tak smacznych warzyw jak tam jeszcze nie jadłam w poznańskiej gastronomii. Pan zza lady to zawadiaka i charyzmatyczny gospodarz, nie widzę kompletnie niczego złego w Jego humorystycznym podejściu do klienta. Wspaniały klimat, świetna muzyka, to nie restauracja, to dom i czujesz się tam jakby właściciele zapraszali Cię na starannie przygotowany przez gospodynię obiad ( tłumaczy to brak cennika, gdyż zepsułby on całe to doświadczenie). Miłość do Je susa forever.

    • 20 zł to dużo jak za omlet po prostu, tak na pierwszy rzut oka. 🙂

      • Dominisia

        Rozumiem, szanuję.