Wyszukiwarka

I Festiwal Smaków Food Trucków w Poznaniu

DSC02018 (Kopiowanie)

W końcu doczekaliśmy się zlotu food trucków z prawdziwego zdarzenia. Jak miło takim imprezom patronować.

Rzecz się dzieje na Franowie. To chyba najlepsza lokalizacja w Poznaniu na eventy tego typu. Najlepsza, ale dla mnie bardzo odległa – jadę tam ponad 30 min samochodem. Gdy docieram na miejsce, większość food trucków jeszcze nie przyjmuje zamówień.

DSC01995 (Kopiowanie)

DSC01958 (Kopiowanie)

DSC01961 (Kopiowanie)

Od organizatora otrzymujemy 10 kuponów do różnych food trucków uprawniających do spróbowania czegoś z ich oferty za free. Takie plusy bycia blogerem. Zanim je jednak odbiorę, jem z własnej kieszeni w Van Cyganie – trucku, który zwrócił moją największą uwagę jeszcze przed festiwalem. Ta nazwa!

DSC01954 (Kopiowanie)

DSC01917 (Kopiowanie)

Proszę o tortillę z chrupiącymi krewetkami. Zawiniątko otrzymuję po ok. 10 minutach – wizualnie nie jest zbyt duże, co mnie z jednej strony martwi, bo wydałem na nie 20 zł, a z drugiej wcale, gdyż jest to w zasadzie moje drugie śniadanie. Krewetek w środku jest całkiem sporo – nie liczę ich, ale wyczuwam w zasadzie w każdym kęsie, przez co kwota wydana na tortillę wydaje mi się trochę adekwatniejsza. Trochę strzelam, ale wydaję mi się, że jest to odmiana jumbo, w dodatku w tempurze. Czyli smacznie i rzeczywiście chrupiąca. Do tego nic nie znaczące dodatki w postaci warzyw oraz salsa ananasowa robiąca dużo dobrego (jakby komuś było mało jest jeszcze drugi, osobno podawany sos: pomidor z chili). Generalnie bardzo smacznie, raczej drogo i niestety słaby współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”.

DSC01934 (Kopiowanie)

DSC01937 (Kopiowanie)

Po odebraniu kuponów nie mam czasu. Jest sobota, a ja zaraz jadę na wesele. Część kuponów oddaję innym redaktorom, pozostałe obiecuję (sobie, w duchu) wykorzystać następnego dnia. Tak zamiast poprawin.

DSC01928 (Kopiowanie)

DSC01964 (Kopiowanie)

DSC01965 (Kopiowanie)

W międzyczasie diametralnie zmienia się pogoda. W sobotni wieczór słońce zastępuje deszcz, o czym donosi nam jeden z czytelników na Twitterze (zachęcam mocno do obserwowania):

W niedzielę już nie leje, ale od czasu do czasu kropi i mocno wieje. Pogoda więc nie sprzyja chillowaniu w towarzystwie jedzenia na świeżym powietrzu. Ale ja się nie zrażam, ja zjem w każdych warunkach atmosferycznych.

Na sam początek: Pasta Mobile – food truck z makaronami. Wydaję mi się to ciekawym i w miarę oryginalnym pomysłem. Proszę o penne z czerwonym pesto i po kilku minutach otrzymuję dość małe pudełeczko. W smaku po prostu poprawne: ot, dobry, kupny makaron z dodatkiem niezłego pesto. Koniec, nic więcej, żadnych dodatków i wybijających się smaków. Porcja jest mała. Z jednej strony to dobrze, bo dzięki temu na zlocie można zmieścić więcej smacznych rzeczy, z drugiej bardzo słabo – zwłaszcza w momencie, gdy kosztuje to wszystko 15 zł (ja nie płacę, ale już widzę ten grymas na twarzach innych). Dużo za dużo. Nic dziwnego, że przed Pasta Mobile nie stoją żadne kolejki. Od teraz jestem negatywnie nastawiony do trucków z włoskimi makaronami. Nigdy więcej.

DSC01975 (Kopiowanie)

DSC01970 (Kopiowanie)

DSC01985 (Kopiowanie)

DSC01988 (Kopiowanie)

Następny punkt – Pitu Pita – wypada lepiej. Zamawiam quesadillę – to w końcu moje ulubione danie z kuchni meksykańskiej. Dostaję wypasionego texmeksa z kurczakiem, warzywami (trzy kolory papryki + cebula), sosem BBQ i ogromną dawką sera. Do tego trochę nachosów i salsa w osobnym opakowaniu (istnieje też opcja wrzucenia nachosów pomiędzy tortillę, ale aż tak nie ryzykuję). Wychodzi z tego quesadilla pierwsza klasa – z dobrym mięsem, porządnym sosem i mocno wyczuwalnym, ciągnącym się serem. Tu wszystko jest na swoim miejscu. Ale znów: cena. 20 zł? Gdybym nie płacił kuponem, to cóż… Nie spróbowałbym. Nic dziwnego, że i przed tym truckiem kolejek nie widzę.

DSC01918 (Kopiowanie)

DSC01999 (Kopiowanie)

DSC02001 (Kopiowanie)

DSC02004 (Kopiowanie)

DSC02005 (Kopiowanie)

Chwilę później udaję się do dość osobliwego miejsca – Celtyckie Smaki, czyli w zasadzie nie food truck. Próbuję tam ślimaków z grilla. W tym miejscu pozwolę sobie zacytować moją dziewczynę: „jak glut z ziołami i czosnkiem”. Coś w tym rzeczywiście jest. Tyle że zioła i czosnek robią dobrą robotę. Mi smakuje. Czy kupiłbym jeszcze raz („wydał własne pieniądze, mając tę wiedzę”)? Raczej nie.

DSC02009 (Kopiowanie)

DSC02010 (Kopiowanie)

DSC02011 (Kopiowanie)

Co innego z Belgijkami – frytkami od organizatorów festiwalu. Pod ich truckiem przez cały czas jest pełno ludzi, jednak przygotowywanie zamówień idzie bardzo sprawnie. Po paru minutach w łapie mam już rożek świeżych, jeszcze gorących, grubo ciachany frytek z sosem na bazie suszonych pomidorów. Wszystko to bodaj za 11 zł. Frytki są odpowiednio dosolone i usmażone, sos też pierwszorzędny, całość smakuje więcej niż dobrze. Aż chciałoby się ich na stałe w Poznaniu.

DSC02059 (Kopiowanie)

DSC02014 (Kopiowanie)

DSC02019 (Kopiowanie)

DSC02020 (Kopiowanie)

DSC02021 (Kopiowanie)

DSC02022 (Kopiowanie)

Idziemy po lemoniadę. 6,50 zł za lemoniadę z cytryną, miętą, imbirem i cukrem trzcinowym. Pięknie orzeźwia i gasi pragnienie. Normalnie stoją w Nowym Zoo. Dawać mi ich w centrum miasta!

DSC02029 (Kopiowanie)

DSC02031 (Kopiowanie)

DSC02033 (Kopiowanie)

Mniej więcej w tej samej chwili na terenie festiwalu pojawia się J-Mac. Wraz z nim próbuję dwóch pizz: jednej z Pizza Trucku, drugiej z Lipo Pizza. W obu busach pieką ciasto w piecach opalanych drewnem, choć różnica w rozmiarach ciężarówek jest ogromna.

DSC01921 (Kopiowanie)

DSC01948 (Kopiowanie)

DSC01945 (Kopiowanie)

DSC02041 (Kopiowanie)

DSC02043 (Kopiowanie)

W Pizza Trucku bierzemy pizzę salami w wersji ostrej, gdzie mięso króluje i jest serio pikantne, a w tle przygrywa mu czerwona cebulka. Ciasto jest w smaku bardzo podobne do tego, które podają w BuffBus Pizza Truck, za to mozzarella tutaj wydaje mi się ciut smaczniejsza – jest po prostu zniewalająca. Taki placek za 20 zł? Jak najbardziej warto.

DSC02045 (Kopiowanie)

DSC02036 (Kopiowanie)

DSC02037 (Kopiowanie)

DSC02039 (Kopiowanie)

W Lipo Pizza też robią smaczną pizzę. Tańszą (15 zł), ale i też sporo mniejszą. Bierzemy wariant Capri z pieczarkami i szynką parmeńską. Próbuję jeden kawałek i to, co zauważam od razu, to sos pomidorowy, który jest inny niż gdziekolwiek indziej (a nie dość, że wyjątkowy, to jeszcze pyszny). Ciasto całkiem inne niż w Pizza Trucku, ale też genialne, składniki na wysokim poziomie. Lipo, jeszcze kiedyś u Was zjem, wierzę w to.

DSC02040 (Kopiowanie)

DSC02051 (Kopiowanie)

DSC02052 (Kopiowanie)

DSC02054 (Kopiowanie)

Wychodzi więc na to, że na festiwalu króluje pizza, ale nie wiem, czy J-Mac i inni się ze mną zgodzą. Jak uważacie?

J-Mac

[J-Mac]

Pizza Truck i ich pizza salami to absolutny strzał w dychę. Smaczne, cienkie ciasto – jako udana podstawa całości. Mięso, które jest wyraziste i lekko piecze w język jako teoretycznie najważniejszy składnik, czerwona cebulka jako królowa dodatków i ser, który rozbija bank prawie z takim rozmachem jak gang Albanii Bonnie & Clyde. Nie wiem, gdzie Pizza Truck stoi zazwyczaj, ale znajdę go i zjem w nim ponownie.

DSC02044 (Kopiowanie)

Lipo Pizza – faktycznie zauważalnie mniejsza, niemniej jednak nie skreślam jej od razu. Co do ciasta – zgadzam się, rewelacja. Szynka parmeńska – pyszna i mam wrażenie, że nie jest to pierwsza lepsza parma z Biedry. Pieczarek sporo i dobre. Ale to co zasługuje na najwyższe uznanie, to mocno ziołowy sos pomidorowy, dzięki któremu ta pizza zyskuje „to coś”, co sprawia, że zjadłbym u nich ponownie. I jeszcze raz.

Zamiast jednak iść do Lipo raz jeszcze, postanowiłem iść na burgera – nie byłbym sobą, gdybym tak nie postąpił. rednacz zwrócił mi uwagę na trucka o zacnej nazwie Strawa i tam właśnie skierowałem swoje kroki. Mieli mieć burgera z dziczyzną – ale dzik już wyszedł. Dlatego poszedłem klasycznie.

WP_20150510_004

WP_20150510_002

Odyn to ichni BBQ. Poza mięsem, tenże sos, podwójny bekon, sos pomidorowy, hamburgerowy, ser, sałata, ogórek, cebulka i pomidor. Klasyka smaku – nie zniszczcie tego, proszę. Nie zniszczyli, mięso (choć nie padło pytanie o stopień wysmażenia) zrobione poprawnie, reszta składników na przyzwoitym poziomie. Porządny slow foodowy burger. Czego mi brakowało – ciut za mało bekonu, ciut za słaba ekspozycja sosów, te elementy mogliby poprawić. Ale nie żałuję tego, że się u nich zjawiłem. Solidne 7/10 ode mnie.

MruMru

[MruMru]

rednacz był na weselu i nie wiedział, jaka jest pogoda i trochę pisze głupoty. Z bobbybobasem na Franowie pojawiliśmy się koło 15 w sobotę i pogoda była idealna. Mnóstwo trucków, jedzeniem pachnie tak, że ślinka cieknie, a słońce idealnie grzało w głowę. Na Franowie brakowało tylko jednego – koncesji na alkohol. Oh, jak piwo idealnie by wjechało pod to, co zjedliśmy!

DSC01966 (Kopiowanie)

DSC01967 (Kopiowanie)

DSC01956 (Kopiowanie)

Na pierwszy ogień idzie burger. We Fresh Burgers zamawiam Bacon z sosem BBQ, w sumie taka klasyka. Czekam na niego długo, ale nie marudzę, biorąc pod uwagę że miałam numer 88 (!), a przede mną odbierali zamówienia z siódemką na przedzie. Burgera dostałam idealnego, więc tym bardziej trzeba docenić, że Panowie się starali. A trucka obserwowałam bacznie i nie mogłam wyjść z podziwu, z jaką łatwością ogarniają przyjmowanie zamówień, wydawanie i robienie burgerów. Nie wydawali nic na tak zwane „odwal się” i każdy burger był dopieszczony. Gdy odbierałam moje zamówienie, ostatnia osoba miała numer 102. Szacun.

DSC01923 (Kopiowanie)

IMG_3762

IMG_3764

Burger był z tych poprawnych, które dobrze się je, ale się przesadnie nie zachwyca. Wykonanie było świetne, składniki ciut gorsze. Mięso, choć średnio wysmażone, odchodziło trochę poziomem od mięs, które pojawiają się w poznańskich truckach takich jak Food Patrol czy np. Smart Bastard. Bekon był super. A warzywa to warzywa. Sos BBQ niestety był z Fanexu. Czyli dobry, ale powiedzmy sobie szczerze – są lepsze sosy BBQ. Burgerowi daję solidne 7.

Po burgerze chwilę odpoczęliśmy, po czym skierowaliśmy się w stronę kolejki do Kultowych Zapiekanek. Tutaj czekaliśmy już półtorej godziny – dobrze, że pogoda była dobra. Modliliśmy się tylko, by warte były czekania. No, ale tyle ludzi nie może się mylić, prawda? Za namową bobbybobasa wzięliśmy zapiekankę „Ostry słodziak”. Ten, kto czyta regularnie, wie, jaki ja mam stosunek do ostrych rzeczy… No ale wzięliśmy, ze specjalnym zaznaczeniem, że jedna połowa woli jednak bardziej na słodko, niż ostro.

image3

image5

Ostry słodziak to istna bomba i misz masz. Są tam pieczarki, ser, salami, feta, żurawina, kiełki, jalapeno i tabasco. Dobraliśmy też posypkę w postaci szczypiorku. Brzmi conajmniej dziwnie. Oczywiście moja połowa jest bez tabasco, a wierzch polany był sosem majonezowym, żeby, w razie wu, załagodzić ogień. Tak, dla miłośników ostrego brzmi to jak profanacja. Ucieszycie się więc, gdy przeczytacie, co dobrał sobie bobbybobas. Koniec końców nasze zapiekanki nie były tak szalone, bo zabrakło na nich fety i kiełków, ale w sumie jakoś niespecjalnie mi to przeszkadzało, bo zapiekanka i tak była dobra! Jalapeno paliło, ale w granicach rozsądku, żurawina świetnie do tego pasowała, pieczarki smakowały po prostu jak pieczarki, a dobrany sos majonezowy ani nie dodawał walorów smakowych, ani nie przeszkadzał.

Nie odpoczywamy od jedzenia. Po zapiekanach i 5-minutowej przerwie skierowaliśmy się do Belgijek. Tam kolejka szła szybko. Chwila moment i trzymaliśmy frytki belgjskie. U mnie wersja klasyczna, z majonezem. I to jest coś, czego Poznań może zazdrościć ludziom z Trójmiasta – FRYTEK. W Poznaniu takich nie mamy. Były idealne. Grube, usmażone na złoto z chrupiącą skórką i miękkim środkiem – no, kwintesencja frytek. Hej, Beligijki, może jakaś filia w Poznaniu? Będę stałym klientem!

[column size=1/3]image10[/column][column size=1/3]image11[/column][column size=1/3]image12[/column]

Na sam koniec postanowiliśmy jeszcze spróbować ślimaka. Robi się go najbardziej klasycznie, jak się da – ślimak wyjmowany jest ze skórki, gotowany, do tego masło ziołowe, wszystko wkłada się z powrotem do muszli, wygładza i wstawia na grilla. Podawany jest na mini kromce chleba. Ślimaka wyjmuje się wykałaczką, usadawia na kromce i je na raz. Stwierdzenie rednacza, że to glut w ziołach jest bardzo mocnym uproszczeniem jego smaku. Ja właśnie spodziewałam się gluta w ziołach, ale smakuje zgoła inaczej. Jest bardzo wyrazisty i smak ślimaka przebija się przez zioła. Na początku myślałam, że przypomina mi mule, ale to nie jest ten smak. Ma coś w sobie z posmaku owoców morza, lecz nie ma tej charakterystycznej, morskiej nuty. Jego po prostu trzeba spróbować. 3 zł za jedną sztukę to dość sporo, bo ślimaczek jednak do wielkich nie należy, ale jeśli będę kiedyś w restauracji, która serwuje ślimaki – z pewnością zjadłabym jeszcze raz!

[bobbybobas]

Klasyczna sobota wypełniona relaksem, dobrym jedzeniem, chłodnym orzeźwieniem i dobrze spożytkowanym czasem. Tak określić mogę sobotę spędzoną na festiwalu. Przyznaję, że dojazd z Batorego na Franowo chwilę potrwał (również ponad 30 min jak w wypadku jazdy rednacza), ale czym jest ta chwila zadumy w zatłoczonym tramwaju przy obietnicy niebiańskiej strawy?

Lokalizujemy food trucki, szybki rekonesans i MruMru już czeka na swojego burgera. Chcąc być gentlemanem czekam na nią, aż odbierze swoje zamówienie, ale trwa to na tyle długo, że idę do MeetMeat wziąć coś dla siebie. W chwili w której podszedłem kilka osób siedziało czekając na swoje zamówienie, ale kolejki do jego złożenia nie było, tak więc podchodzę do lady:

– Dzień dobry. Co podać?

– A co Pan poleci?

– Pieczony Burak jest fajny.

– Niech zatem będzie.

Spodobało mi się skracanie dystansu pomiędzy obsługującym, a nabywającym poprzez prośbę o podanie imienia. Później personalnie po imieniu „Panie Bartku” proszony byłem o odebranie swojego zamówienia. Ale co ja do cholery zamówiłem?!

IMG_3765

image1

Otóż pieczony burak to kompozycja wołowiny, grillowanego bekonu, sera szwajcarskiego, roszponki, sosu BBQ i pieczonego buraka… Nie brzmi to zbyt ciekawie nieprawdaż? Pieczony burak? W burgerze? Fantazja mnie nie poniosła? Nie ma co się pieścić z tą pajdą, biorę zawiniątko, idę po MruMru, która po chwili dopiero odebrała swojego burgera, znajdujemy stolik i jazda.

Po otworzeniu, nie wygląda to zbyt ciekawie, chyba że ktoś jest fanem czerwieni. Grube plastry buraka, kilka bekonów (niestety, nie na chrupiąco, co lubię najbardziej), sos i reszta. Znajduję jeszcze czerwoną cebulę, ale jej smak – tak samo jak roszponki – gdzieś ucieka w tej kompozycji na sam koniec. I dobrze, to nie warzywa grają tu główną rolę, no może poza jednym – burakiem. Jego smak przytłacza niekiedy nawet smak 180 gram wołowiny. Jest słodkawy, a w konsystencji miękkawy, nie rozpada się jak rozgotowane ziemniaki i chwała za to. Wołowina jest smaczna, średnio wysmażona, ale obsługa nie zapytała, czy taką chciałem. Do sosu BBQ wolę surowsze mięso. Nie ma co narzekać. Całość jest dość ciekawa i naprawdę smaczna. Oceniłbym tego burgera na mocne 7,5.

Jak wspomniała MruMru, następnym celem były Kultowe Zapiekanki. Chcąc przekonać się o ich fenomenie, czekaliśmy ponad godzinę, grrrubo ponad godzinę. Do kompozycji, która opisała MruMru, wziąłem dodatki zapewniające niezliczoną ilość kapsaicyny. Wybrałem – poza jalapeno – tabasco i specjalny sos, który poleciła mi obsługa, jako całkiem pikantny, specjalny itd. Sos ten zrobiony był z papryczek habanero… Po zjedzeniu tej na pozór ognistej zapiekanki, wiem że nie wróciłbym tam następnym razem, nawet gdyby trzeba było czekać tylko 10 minut. Nie widzę też fenomenu tychże zapiekanek – ot, zwykła buła na pół, ze zwykłymi dodatkami. Gdyby nie dodatkowy magiczny ostry sos, smak zapiekanki zostałby przybity przez jeden z sieciowych sosów firmy, o której wspomniała MruMru przy okazji swojego burgera. Jak można robić otoczkę wyjątkowości używając sosów, które dostaniem na zapiekance z… Fresha. Poza tym: cena mało adekwatna do jakości obsługi / czasu oczekiwania (obsłudze pomyliły się numerki, kilkukrotnie). Zapiekanka była pikantna, nawet bardzo, co nie zmienia faktu, że docenić muszę świeżość papryczek jalapeno (chrupiące, sprężyste, nie były wyschnięte od zalegania w lodówce). Ze swojej strony Kultowym Zapiekankom odmawiam ich wymiaru kultowości. Są przeciętne. Smaczne, ale przeciętne. 6,5/10, nie więcej.

image4

Po zapiekankach musiały być Belgijki. I były! Szybkość otrzymania zamówienia, patrząc na ilość obsługiwanych osób, była miłym zaskoczeniem. Rożek frytek wylądował w naszych dłoniach dosłownie po 5 minutach. Niestety nie opiszę smaku sosu, jaki wybrałem do frytek, gdyż był on jednym z najłagodniejszych, a po zjedzeniu zapiekanki miałem nie do końca sprawne kubki smakowe. Same frytki jednak klasa sama w sobie – grube, chrupiące, masywne wręcz, takie jakie być powinny. Tutaj z czystym sumieniem daję 8,5/10.

IMG_3754

Ostatnim przystankiem był namiot Celtyckich Smaków. Jedni uważali ślimaki za gluty jak rednacz, jednym smakowało jak MruMru i mi. Namaszczenie z jakim serwujący je Pan opowiadał o sposobie ich przygotowania, gotowania w bulionie, przygotowaniu samemu masła klarowanego i dalszej ich obróbce bardzo mi się spodobał. Widział, że będziemy się z tym zmagać, tak więc chciał nam uatrakcyjnić ten mikro posiłek. Dla mnie dodatkowym plusem był fakt, że ślimaki te to Polskie Winniczki, a więc wykorzystano rodzimy potencjał pełzających skorupek.

image2

image7

image9

Bez zbędnych ceregieli ślimak trafia na mikro kromkę chleba, toast jak przy kieliszku i hop. Skrzywione miny zniknęły po sekundzie. Chwilka zastanowienia i refleksji i werdykt – jestem na tak! Porcja była owszem mała, gdyż ślimaki po obróbce się nieco skurczyły, ale gdybym miał zjeść jako przystawkę 10 takich, na pewno dałoby się poczuć, że coś pełza w żołądku. Czy się opłaca taki interes? 3 zł za 1 lub 10 zł za 4. Może nie jest to deal roku, ale patrząc na proces przygotowania i wykorzystane składniki, cena już tak nie odstrasza. Ślimakom daję mocne 9!

Cały festiwal jak najbardziej na plus – więcej takich wydarzeń w Poznaniu!

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: godny!

Kliknij, zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco. W każdą niedzielę będziesz otrzymywać krótkiego, czytelnego maila z podsumowaniem mijającego i zapowiedzią następnego tygodnia. Dzięki temu już nigdy nie przegapisz nowości na blogu.

 

  • Michał Grosman

    skąd można czerpać info o takich eventach? Gdybym miał pojęcie, że takie cuś się odbywa tak blisko mojego rodzinnego Szczecina, to czym prędzej zapakowałbym w auto 4 litery i zjawił się na miejscu 🙂

    • My informujemy o tych, które są w Poznaniu lub którym patronujemy (przede wszystkim na fanpage’u).

      Autor bloga Street Food Polska żyje z organizacji takich eventów, tyle że organizuje je na wschód od Poznania – u niego jest dużo informacji.

      A w Szczecinie? Nie wiem? Może Szczecin Blog? Tam już się chyba działy takie rzeczy.

      • Michał Grosman

        zasadniczo to chodzi mi o eventy właśnie w Poznaniu, bo ze Szczecina rzut beretem, na kolejnym muszę się zjawić i wolałbym nie przegapić 😉 W Szczecinie było coś na wzór takiego eventu, no ale śmiesznie to wyglądało, jak na wsi prawie, 3 opcje na krzyż.

        • No to śledź uważnie nasz fanpage. Trochę o tym trąbiliśmy. 😉