Wyszukiwarka

Hogi (Poznań)

20160510_125035(1)-02

Ciekawy projekt, bardzo dobry pomysł i wykonanie, nad którym trzeba jeszcze ciut popracować.

Choć na dobrą sprawę chodzi raczej o odnalezienie swojej tożsamości, czyli czegoś, czego knajpy często nie posiadają, a co moim zdaniem jest kluczowe, jeśli chodzi o powodzenie w tym trudnym biznesie. To jest to, co odróżnia dane miejsce od innych – czasem objawia się to w pysznych daniach lub w wyjątkowej atmosferze, a czasem w czymś zupełnie innym. Takie pierwsze skojarzenie. Może lepiej zobrazują to przykłady: do YetzTu idziemy, by zjeść ramen, do Raju, by poczuć klimat kuchni z odległych krajów, a do Manekina, by przylansić stojąc w kolejce. Co sprawia, że ludzie tłumnie odwiedzają daną knajpę? Nie niskie ceny, nie lokalizacja, nie to, nie tamto.

Liczy się tożsamość.

A tej Hogi moim zdaniem nie posiada. Co nie znaczy, że jej nie poszukuje. Próbuje, skręcając to w lewo, to w prawo i patrzy, co się sprawdzi. Jest na dobrej drodze? Możliwe, że tak. Ale jest to droga wyboista i pełna zakrętów. Dość filozofowania, przechodzę do konkretów.

A konkret jest taki, że moją pierwszą wizytę w Hogi trzeba uznać za nieudaną. Zamawiam bento z makaronem, krewetkami, warzywami i smażonym jajkiem. Przy kasie dowiaduję się, że jest to danie takiej wielkości, że na drugie śniadanie będzie w sam raz. W taki dzień jak ten mnie to cieszy, bo chwilę wcześniej jem nieziemski sernik w Cukrze Pudrze.

Już po trzech kęsach cieszę się z tych niewielkich rozmiarów z innego powodu: to jest po prostu niesmaczne. Głównymi winowajczyniami są krewetki – mrożone, nieświeże i słabo doprawione. Źle wypadają również warzywa – kojarzą mi się z mrożoną mieszanką „azjatycką”, którą można kupić w pierwszym lepszym dyskoncie. Makaron jest po prostu okej, a najlepiej z tego wszystkiego prezentuje się smażone jajko, czyli na dobrą sprawę taki mały omlecik. Z Hogi wychodzę niezadowolony, ale z zamiarem powrotu.

20160506_135044-01

20160506_135030-01

Trafiam tu znów po paru dniach, ze znacznie większym głodem. Decyduję się więc na aż trzy dania: guabao, bento z kurczakiem i smażone pierożki z wieprzowiną. Proszę, aby wszystko podano na raz, lecz niestety otrzymuje każde z dań w kilkuminutowych odstępach (na tyle długich, by zjeść to, co wylądowało na stole chwilę wcześniej). Wytłumaczone jest mi to dużym ruchem w knajpie, choć moim zdaniem aż tak wiele osób w niej nie ma. Trudno jednak nie zauważyć, że przy stolikach siedzą sami Azjaci. Dobry omen?

Druga wizyta przysparza mi całkiem odmiennych wrażeń niż pierwsza. Guabao to maślana buła na parze „nadziewana” wieprzowiną, ogórkiem konserwowym, kolendrą i orzeszkami ziemnymi. Przepyszna, proste połączenie smaków i mięso w słodziutkiej marynacie. Bento z kurczakiem (dobrze przysmażone i doprawione kawałki udka) to również ryż, nieszczęsne warzywa i jajko gotowane w herbacie. To ostatnie wygląda bardzo ciekawie, ale smakuje jak typowe jajo na twardo. Najbardziej go gustu przypadają mi jednak pierożki – wprawdzie są smażone, a nie gotowane na parze, ale jeśli miałbym porównywać do tych z Para Baru z Ratajczaka, to te z Hogi smakują mi bardziej. Pyszne ciasto, dobrze doprawiona wieprzowina, kolendra i wyrazisty, pogłębiający smak całości sos.

20160510_125009(1)-01

20160510_125513-01

20160510_125603-01

20160510_130603(1)-01

20160510_130651-01

Najlepsze jest to, że za te 3 dania płacę tylko 23 zł. Po ósemce ze bento i pierożki plus siódemka za bułę. Taniocha, w dodatku całkiem smaczna. Można? Można.

Zatem po cholerę te niesmaczne mrożone krewetki za piętnastaka? Jeśli bento z owocami morza zamówiłby ktoś mniej wyrozumiały, mógłby się do Hogi zwyczajnie zrazić. Nie dość, że zapłaciłby znacznie więcej niż za inne dania, to jeszcze podniebienie nie byłoby zadowolone. Jeśli już wrzucamy do menu krewetki, to niech będą one dobre – skoro takie Momo może mieć codzienne dostawy świeżych owoców morza, to czemu takie Hogi nie? Wtedy danie będzie droższe? No trudno. Jeśli właściciele założyli sobie, że to ma być miejsce z tanią szamą, to niech po prostu zrezygnują z krewetek. Inne rzeczy im całkiem nieźle wychodzą.

I tu wrócę do wątku tożsamości. Póki co Hogi to lokal z tanimi przekąskami z Azji – jedne zawodzą (jak krewetki), inne są po prostu „spoko” (jak bento z kurczakiem), a jeszcze inne smakują naprawdę dobrze i może warto skupić się na nich? Chyba łatwiej będzie podbić serca poznaniaków, serwując guabao z bardzo smaczną wieprzowiną i smażone pierożki w niskiej cenie? Może tak, może nie, ale na pewno nie uda się tego zrobić, stawiając na słabe, mrożone krewetki.

Hogi bardzo mocno kibicuję. To fajny projekt, który może wypalić, jeśli jego twórcy w końcu zdecydują się, w którą stronę podążyć, wybierając przy tym mądrze. Potencjał jest, teraz trzeba go tylko dobrze wykorzystać.

Lokalizacja: św. Marcin 27, Poznań | fanpage

Ceny:
* bento z krewetkami – 15 zł
* guabao – 7 zł
* bento z kurczakiem – 8 zł
* pierożki – 8 zł
* zielona herbata – ZA DARMO

Smakowitość:

bento z krewetkami 40%
guabao 80%
bento z kurczakiem 60%
pierożki 80%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: dwie przystawki trzeba zjeść