Wyszukiwarka

Gescheft (Poznań)

Nowe miejsce, które musicie koniecznie odwiedzić przed końcem tego roku.

Pamiętacie Pod Nosem? Tyci knajpę na Żydowskiej, która słynie z pysznych azjatyckich pulled porków i zmiennego menu? Jej właściciele otworzyli nowy lokal, kilkadziesiąt metrów dalej, na tej samej ulicy. Z równie autorską, choć tym razem stałą kartą, na której spore piętno odcisnęła kuchnia azjatycka.

screenshot_2016-12-11-19-40-00-02

Nazywa się Gescheft, co z niemieckiego przetłumaczymy jako „biznes”, „sklep”, czy „zakład” i co nijak ma się do przytulnej atmosfery panującej w knajpie. Niewiele ma to też wspólnego z ofertą knajpy – w takim miejscu i w dodatku na tej ulicy spodziewalibyśmy się raczej kuchni żydowskiej. Ba, sam byłem świadkiem sytuacji, w której potencjalny klient zapytał o nią przy ladzie, a usłyszawszy, że zje tu prędzej dania koreańskie, odwrócił się na pięcie i wyszedł. Z właścicielami Gescheftu mogę przybić sobie piątkę – nazwa mojego bloga też często jest źle rozumiana.

screenshot_2016-12-11-19-39-01-02

Od wejścia podoba mi się wystrój lokalu. To dziwne, bo raczej rzadko zwracam na tę kwestię większą uwagę, co później sporo czytelników mi wypomina (no dobra, głównie czytelniczek). Ściany gołe, cegły widoczne, lekko industrialne wnętrze, a przy tym sporo zielonych roślin, kaktusów i tak dalej. Czuję się tu bardzo dobrze, choć sporą niedogodnością są niektóre siedziska zamontowane zbyt wysoko względem położenia stołów. Ramen je się w ten sposób dość niewygodnie.

Obejrzyj video z Gescheftu i zasubskrybuj mój kanał na YouTubie

No właśnie, w menu jest ramen. Zupa, którą w zeszłym roku nazwałem Moją Ulubioną Zupą, którą poznałem w YetzTu na Krysiewicza w Poznaniu, którą zajadałem się w warszawskim Omami i która sprawiła mi wiele radości w Cocolo na berlińskim Kreuzbergu. Na Żydowskiej podaje się ja z dwoma połówkami przygotowanego na pół miękko jajka, dość tłustą szarpaną wieprzowiną, świeżym szpinakiem, posiekaną w julienne marchewką i naturalnie makaronem. Makaronem, który jak na mój gust mógłby być ciut bardziej sprężysty, choć to jedynie delikatny niuans. Gorzej z bulionem – spodziewałem się jednak czegoś głębszego, a to jednak jednowymiarowy i dość pikantny wywar.

screenshot_2016-12-11-19-40-56-01

Mówię to jednak jako osoba, która z niejednego gara ramen jadła i ma po prostu dość wysokie wymagania, zwłaszcza po listopadowej wizycie w Berlinie. Najprawdopodobniej jeśli nigdy wcześniej nie jadłeś tego japońskiego przysmaku, to będziesz naprawdę zachwycony. Nawet słabszy (a w zasadzie Nie Aż Tak Dobry) ramen na tle większości innych zup wypada jak cesarz przy pospólstwie, polędwica przy parówkach czy filmy Scorsese przy kryminalnych wątkach w Na Wspólnej.

screenshot_2016-12-11-19-37-15-01

Co najśmieszniejsze, ten japoński ramen smakował mi… koreańsko. I to mimo tego że nigdy w Korei nie byłem i poza kimchi – ostrą kapuchą konsumowaną przez Koreańczyków do każdego posiłku – nie jadłem w życiu zbyt wielu dobrodziejstw tamtejszej kuchni. Przypuszczam, że do bulionu dodaje się w Geschefcie ichniejszych przypraw, z pastą gochujang na czele.

Właśnie ona wydaje się być elementem pozostałych próbowanych przeze mnie dań. Tradycyjny koreański bibimbap to micha pełna ryżu, warzyw (m.in. marchewka, kiełki, szczypiorek, ogórek), liści nori, kim chi, grzybków i – w tym akurat wariancie – świeżych i przyrządzonych w punkt krewetek. Do tego jajko – tutaj w koszulce, choć akurat zazwyczaj podaje się sadzone, które przynajmniej wygląda bardziej apetycznie. Bibimbap bardzo mi smakował, podobała mi się ta mnogość smaków. Przyznam się jednak bez bicia, że jadłem to danie po raz pierwszy, więc nie mam większego porównania.

screenshot_2016-12-11-19-42-02-01

Najbardziej go gustu przypadł mi jednak boczek gochujang. W jakimś stopniu na pewno wynika to z mojego Wielkiego Uwielbienia Do Tej Części Świni, z drugiej jednak strony to po prostu obłędnie smaczne danie. Znów micha pełna ryżu i warzyw, którą uzupełnia, a w zasadzie przewodzi jej on, krojony w plastrach BOCZEK w pysznym, lekko ostrym sosie. Swoją drogą we wszystkich trzech daniach pikantność najprawdopodobniej złagodzono względem oryginałów. Dla mnie to akurat w porządku, bo przy większym „ogniu piekielnym” płakałbym pewnie rzewnymi łzami i nie czuł żadnego smaku, a tak ostrość potraw była doskonale wyważona.

screenshot_2016-12-11-19-43-15-01

Boczek najmocniej przypadł mi do gustu, ale i bibimbap, i ramen bardzo mi smakowały. Ten ostatni po prostu nie raczył być tak zajebistym, jak mości pan Maciej tego by pragnął. Tylko dlatego kręciłem nosem.

Ale pozwólcie, że pokręcę nim jeszcze przez chwilę. Pomarudzę, ponarzekam i pewnie ciut za mocno się czepnę. Gescheft to bowiem taka knajpa, której największe zalety wydają mi się być zarazem największymi wadami.

screenshot_2016-12-11-19-37-58-01

Weźmy takie menu. Niby fajnie, że jest krótkie i różnorodne jednocześnie. Bo wprawdzie jeszcze o tym nie wspomniałem, ale Gescheft to nie tylko kuchnia koreańska i japońska, ale także przysmaki z Bliskiego Wschodu, pomidorowa z kakao (więc bardziej Ameryka Południowa) czy wariacja nt. wołowiny po burgundzku. Nie dość, że mamy większą pewność świeżości wykorzystywanych w kuchni składników, to jeszcze mamy przekrój szamy z połowy świata i obok ramenu możemy zjeść falafel. To duży plus, zdecydowanie.

Tyle że odniosłem wrażenie, że zjadłem już wszystko, co chciałem i raczej nie mam po co prędko wracać. Jasne, boczek gochujang mógłbym zjeść jeszcze wiele razy, ale raczej przy jakiejś okazji, typu wyjście w mniejszym lub większym gronie znajomych, sam z siebie już niekoniecznie. Pozostałe dania z karty interesują mnie średnio, a te w klimacie bliskowschodnim wcale – taki mam gust, nic nie poradzę.

Nie zrozumcie mnie źle, ten pierwszy raz totalnie warto odwiedzić Gescheft. Trochę szukam dziury w całym i może niesłusznie chcę, aby była to knajpa bardziej „pode mnie”. Niemniej, wydaję mi się, że receptą na wszystkie troski byłoby wprowadzenia czegoś, co bardzo by tutaj pasowało, a co spotkałem przed kilkoma tygodniami w Transicie w Berlinie. Specjalne menu z mniejszymi porcjami, które jednocześnie nie są przystawkami, a pełnoprawnymi daniami. Wiadomo, jednym się nie najesz, ale o to tu chodzi, żebyś zamówił więcej, próbował, smakował i dzielił się z innymi.

screenshot_2016-12-11-19-36-11-01

Biorąc pod uwagę różnorodność karty, bardzo coś takiego by się tutaj przydało. Zdaję sobie jednak niestety sprawę z tego, że pod względem biznesowym może się to na dłuższą metę nie opłacać przy dość małym lokalu. Na próbę zawsze można jednak wprowadzić taką ofertę na jeden dzień czy weekend. Melduję się wtedy jako pierwszy i zamawiam WSZYSTKO.

A jeśli to się nie wydarzy, przyjdę przy zmianie menu. Wy idźcie już teraz, bo w kuchni powstają bardzo smaczne rzeczy i to często takie, których do tej pory w Poznaniu raczej nie mogliście zjeść. Koniecznie zdajcie później relację w komentarzach. Smacznego!

Lokalizacja: Żydowska 28, Poznań | fanpage

Ceny:
* ramen – 25 zł
* bibimbap z krewetkami – 35 PLN
* boczek – 29 PLN

Smakowitość:

ramen 70%
bibimbap 80%
boczek 90%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: najadłem się jak ten boczek

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
3.31/5 (16)
Ja oceniam na...

  • Bibimbap wygląda tak sobie bo jednak najlepsze są podawane w gorącym kamiennym naczyniu (jak tu: http://cdn2.koreanbapsang.com/wp-content/uploads/2010/02/Bibimbap.jpg ), gdzie podczas mieszania słychać jeszcze skwierczenie, dzięki temu wszystko przez dość długi czas zachowuje temperaturę.
    Był w nim w ogóle koreański sos? Jak smakował? Bo słyszałam, że w Polsce dość trudno go dostać.

    • A nie wiedziałem z tym kamiennym naczyniem!

      Nie wiem, jak smakuje koreański sos, więc trudno mi się odnieść. Było to podobne, choć nie identyczne, do sosu z potrawy z boczkiem – miałem wrażenie, że tu i tu użyto pasty gochujang.

      Jak przyjedziesz kiedyś do Poznania, to chyba będziesz musiała sama sprawdzić. 😛

      • Kamienne naczynie jest super, tylko łatwo się oparzyć :<< Na szybko sprawdziłam że w Warszawie kilka lokali tak podaje, więc jak będziesz to spróbuj koniecznie 😉
        Jak będę w Poznaniu też chętnie sprawdzę!