Wyszukiwarka

Eyes Creams vs. Made in Thailand (Poznań)

lodytajskie

Lody tajskie pojawiły się w stolicy Wielkopolski w dwóch miejscach na raz. Gdzie zjecie lepsze?

Czym są lody tajskie?

Zanim przejdę do porównania, winny jestem Wam wyjaśnienie, o czym w zasadzie mówię. Specyfika lodów tajskich opiera się na ich sposobie produkcji – robi się je na oczach klienta, ale nie tak jak w Marinie (zwycięzca ubiegłorocznego rankingu), przy użyciu ciekłego azotu, a na specjalnej, zamrażającej płycie. Co więcej, do ich przygotowania nie używa się gotowych past, tylko miesza się mleczną bazę z owocami, batonami lub innymi składnikami świeżo przed podaniem. Zarówno sam proces, jak i efekt końcowy jest naprawdę niesamowity. A że całość trudno ubrać w słowa i opisać jak należy, zobaczcie filmik z obu lodziarni, który przygotowałem:

1. Wybór smaków

W jednym i drugim miejscu – ogromny. Na oko i tu, i tu jest mniej więcej 10 różnych wariantów smakowych, które można rozwijać poprzez dostępne dodatki. Na samym początku mamy remis.

Eyes Creams – Made in Thailand 1:1

2. Dodatki

Tu zdecydowanie prowadzi Made in Thailand. Są tu posypki, polewy, owoce i bita śmietana – wszystko w cenie. W Eyes Creams jest pod tym względem ubożej, choć i tak każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Eyes Creams – Made in Thailand 1:2

Screenshot_2016-06-22-18-18-27-01

3. Smakowitość

W Eyes Creams lody mi bardziej smakują. Po pierwsze dlatego, że można tutaj zmieszać ze sobą dwa smaki – wybieram banana z oreo i jest to cudne połączenie. W Made in Thailand niektóre smaki są dwuskładnikowe (np. mój banan z masłem orzechowym), inne nie.

Druga sprawa, to mleczna baza. W Eyes Creams lżejsza i – porównując z typowymi lodziarniami rzemieślniczymi – wręcz zaskakująca. W Made in Thailand tego efektu „wow” nie było. Niemniej w jednym i drugim miejscu zje się świetne lody.

Eyes Creams – Made in Thailand 2:2

Screenshot_2016-06-22-18-40-42-01

4. Rozmiar

Nie ważę i nie mierzę objętości lodów, ale wizualnie większe są te z Made in Thailand – całkiem możliwe, że wyłącznie ze względu na dodatki.

Eyes Creams – Made in Thailand 2:3

5. Cena

Niemal identyczna. W Made in Thailand płacę 9,90 zł, a w Eyes Creams dychę za dużą porcję (jest też średnia za bodajże 7 zł). 10 groszy to żadna różnica. W tej kategorii remis.

Eyes Creams – Made in Thailand 3:4

Screenshot_2016-06-22-18-20-35-01

6. Obsługa

Tu i tu mili, uśmiechnięci i sympatyczni ludzie. Stojąc w długiej kolejce, pamiętajcie o tym, że przygotowanie jednego takiego loda to +/- 3 minuty (wyżej zamieszczone video przyspieszone 6-krotnie) i nikt z obsługi nie robi Wam na złość.

Eyes Creams – Made in Thailand 4:5

7. „Towarzystwo” innych food trucków

Jeśli wybieracie się jedynie na lody, ten punkt jest dla Was nieistotny. Wychodzę jednak z założenia, że na lody jest inny żołądek, a zarówno na Piekarach, jak i pod Galerią Malta, stoi całkiem pokaźna reprezentacja poznańskiego street foodu. Pod tym względem lepiej i ciekawiej wypada moim zdaniem „towarzystwo” Eyes Creams, które sąsiaduje z Food Patrol, Arizoną Express i The Deli. Pod Maltą loda można przegryźć wegeburgerem od Mixtury oraz burgerem lub tortillą od Barbecue IQ – nie mówię, że to złe jedzenie czy gorsze, ale jednak ciut bardziej monotematyczne.

Eyes Creams – Made in Thailand 5:5

Screenshot_2016-06-22-18-43-43-01

No i mamy remis!

Lody z Eyes Creams i Made in Thailand różnią się, ale w obu przypadkach mówimy o naprawdę smacznym produkcie. Warto spróbować, zwłaszcza że to coś innego niż lody tradycyjno-naturalno-prawdziwe, które obecnie zdominowały rynek. Fajne urozmaicenie to jedno, a drugie, że tutaj naprawdę widzimy, z czego są te lody przygotowywane, co dla wielu będzie jeszcze mocniejszym atutem. Polecam z całego serca i życzę smacznego!

PS Jeśli macie jakiś pomysł na kolejne porównanie dwóch, podobnych do siebie miejsc w Poznaniu – piszcie w komentarzach. Zobaczę, co da się z tym zrobić.

Lokalizacja:
* Eyes Creams – Piekary 1, Poznań | fanpage
* Made in Thailand – Maltańska 1, Poznań | fanpage

Ceny: 10 zł

Smakowitość:

Eyes Creams 85%
Made in Thailand 80%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: na lody jest osobny żołądek

  • ola

    Eyes Creams – strasznie sztuczny i chemiczny smak bazy do lodów, mała porcja, ale może od otwarcia się poprawili. Do Made in Thailand nie mam uwag.

    • Byłem w poniedziałek. „Sztuczny” i „chemiczny” to ostatnie przymiotniki, jakimi mogę opisać ich bazę. Nie wiem, jak było przy otwarciu, ale teraz jest doskonale. 🙂

      • ola

        Może się skuszę na drugie podejście 😉

      • ela

        Zgodzę się z Olą – byłam dwa dni temu i szczerze mówiąc – duże rozczarowanie. Wodne, smak mleka w proszku. Za to te pod Maltą bardzo spoko.

  • Totalnie idę 😀

  • Ania Cylka

    Nie jadłam w żadnym z punktów, więc jedynie jestem mocno zachęcona 😉 ale ostatni punkt mi nie odpowiada – na równi traktowanie ceny, smaku czy urozmaicenia lodów z towarzystwem burgera kilka ulic dalej? ^^ to mógłby być komentarz odnośnie przegranej lodziarni, ale come on… Jeśli oceniamy lody/lodziarnię/obsługę co za znaczenie ma sąsiedztwo innych fastfoodow?

    • To nie jest towarzystwo burgera kilka ulic dalej. Te trucki stoją w jednym miejscu, koło siebie. Dla mnie ma to spore znaczenie, bo np. myśląc o obiedzie, wybiorę się do ciekawszego trucka, a jeśli przyjdzie mnie potem ochota na lody, to zjem w miejscu obok, a nie parę kilometrów dalej. 🙂

      Tak jak napisałem, jeśli wybierasz się jedynie na lody, ten punkt jest nieistotny.

  • Muszę się wybrać! Nie znałem tego wcześniej, a wygląda świetnie 😀

  • Aga

    Jak dla mnie wygrywają tajskie lody spod Galerii Malty. Mają całkiem inny smak niż te tradycyjne. W końcu trzeba próbować nowych smaków.

  • jadłam tajskie lody, ale na Kościelnej. I o ile mojemu towarzyszowi smakowały mocno (oreo/wiśnia/cośtamjeszcze) o tyle ja – chcąc coś niekoniecznie słodkiego – zamówiłam sorbet i były to NAJGORSZE LODY MOJEGO ŻYCIA. Chciałam je czymś „uratować”, więc Pani dodała mi bitą śmietanę i kolejny strzał w kolano.. To była największa gastroporażka i o ile tamte (niesorbetowe) mogę od biedy polecić to przestrzegam przed sorbetami! Oblecha! 😀