Wyszukiwarka

Dżem z boczku i 60 tys. butelek piwa na godzinę

W ubiegłym tygodniu odkryłem najlepszą przekąskę do piwa wszech czasów.

Zanim o niej opowiem, postaram się nakreślić kontekst całej sytuacji: Wszystko działo się w ostatnią sobotę, a ja wraz z kilkorgiem innych blogerów oraz naszymi czytelnikami zostałem zaproszony do Lech Browary Wielkopolski na Franowie. To właśnie tam Kompania Piwowarska warzy kilka ze swoich piw, co mogliśmy zobaczyć na własne oczy (a poniekąd również poczuć).

Nigdy w życiu nie widziałem, jak przygotowuje się piwo na wielką skalę i właśnie ta skala robi chyba największe wrażenie. Produkcja sięga milionów hektolitrów w ciągu roku, więc nic dziwnego, że wszystko jest tutaj ogromne – zarówno Browar w całości, jak i każda z jego części z osobna. Mnie najbardziej do gustu przypadła hala, w której nalewa się piwo do butelek – jest coś hipnotyzującego we flaszkach poruszających się po taśmie w bardzo szybkim tempie. Wyobraźcie sobie, że w ciągu godziny przez linię produkcyjną przechodzi ok. 60 tys. butelek! Przynajmniej tak twierdził przewodnik.

No właśnie, przewodnik. Lech Browary Wielkopolski mogą zwiedzać pod jego okiem w zasadzie wszystkie osoby pełnoletnie i nie potrzeba do tego specjalnego zaproszenia. Wystarczy wypełnić formularz na stronie internetowej, stawić się w wyznaczonym miejscu o umówionej godzinie i zapłacić za bilet. Cena nie jest wygórowana (12 PLN – normalny, 6 PLN – ulgowy) i poza 1,5-godzinnym zwiedzaniem obejmuje także degustację 1 piwa w znajdującym się przy Browarze pubie.

Czy warto? Cóż, nie przeżyjecie tu najpewniej najbardziej ekscytujących chwil Waszego życia (chyba że się zgubicie w jednym z budynków albo zakochacie się w innym uczestniku wycieczki), ale na pewno miło spędzicie czas i dowiecie się czegoś o piwie, polskim rynku alkoholi niskoprocentowych oraz funkcjonowaniu i historii Browarów Wielkopolski. Mówiąc inaczej, nie ma tu emocji jak w parku rozrywki, więc raczej nie będziecie tu wracać, ale ten jeden jedyny raz po prostu warto się wybrać.

Oprócz zwiedzania w programie mieliśmy przewidziany baaardzo przyspieszony kurs degustacji piwa, a właściwie jego wąchania i łączenia z potrawami. Tuż po nim mogliśmy przekuć zdobytą wiedzę i umiejętności w praktykę: szef kuchni restauracji Lumiere w Baranowie (jeszcze nie miałem okazji jej odwiedzić), Jakub Kasprzak przygotował dla nas warsztaty kulinarne, w czasie których przygotowywaliśmy przekąski do piwa.

Ja wybrałem zrobienie dżemu z… boczku i niech mnie do końca życia rzucają klocki Lego pod bose stopy, jeśli nie jest to najlepszy snack pod browar, jaki kiedykolwiek wymyślono! Kroicie boczek w kostkę, podsmażacie na patelni, aż zrobi się chrupiący i „osuszacie” z tłuszczu na jakichś ręcznikach papierowych. Następnie ładujecie go jeszcze raz na patelnię, dodajecie miód, musztardę i ocet i razem wszystko ze sobą podgrzewacie, czekając aż całość mocniej się zredukuje. Dokładnych proporcji nie pamiętam, ale dżem ma smakować boczkiem, być słodki i słony jednocześnie. Jak ktoś lubi na ostro, to nie widzę problemu, by zmodyfikować ten prosty przepis i dodać jakiś pikantny składnik.

Taki dżem możecie wyjadać łyżeczką – gwarantuję, że będzie świetnie smakował. Niemniej piwo raczej pije się wśród znajomych, a w grupie o wiele lepiej sprawdzą się małe kanapeczki z naszym smakołykiem. W czasie warsztatów mieliśmy do dyspozycje brioszkę, ale w domowych warunkach może to być nawet najzwyklejsza bagietka.

Najważniejszy wniosek po sobocie? Od teraz do piwa coś więcej niż czipsy i paluszki, na które do tej pory zazwyczaj „się porywałem”. Dżem z boczku będzie daniem popisowym. Czekam na Wasze propozycje szybkich i prostych w przygotowaniu piwnych przekąsek. A nuż z czegoś skorzystam?

Lech Browary Wielkopolski Zwiedzanie&Pub

lokalizacja: Szwajcarska 11, Poznań | fanpage

Artykuł powstał we współpracy z Kompanią Piwowarską.