Wyszukiwarka

Burgery z Whiskey in the Jar

SAM_2748Pamiętacie jeszcze, jak z Rednaczem i Chłopem z Mazur zachwycaliśmy się wielkim otwarciem nowej restauracji? Tak, Whiskey in the Jar zrobiło na nas kolosalne wrażenie. Parę dni później otrzymałem tajemniczego SMS, którego nadawcą był sam Lite, a treść nakazywała powrót w tamto miejsce i ocenę burgera. Treść była zachęcająca. Ale o tym, co tam spotkaliśmy zamawiając te jakże ważne dla światowej kultury danie, przekonacie się za chwilę.

DSC03627

Blue Cheese Burger

Zdecydowałem się na Blue Cheese Burgera. Ten ser może albo wywindować ocenę pod niebiosa, albo zarżnąć dobre wrażenie. Poza nim dostajemy również (i teraz proszę nie regulować swoich odbiorników): pestki z dyni, kiełki, pomidora, mango, marmoladę z cebuli i (choć nie stwierdziłem) chilli. A żeby było piękniej, sercem burgera jest potężny 200 gramowy kawałek wołowiny. Niektórzy mogliby co prawda narzekać, że nikt nie pyta nas o stopień jej wysmażenia, ale ja mam jedną zasadę – burger ma być średnio wysmażony. I zgadnijcie jaki jest tutaj?

Jest absolutnie perfekcyjnie wysmażonym burgerem. Powinien stać w Sevres obok przykładowego kilograma, metra i co oni tam jeszcze trzymają, bo jest odzwierciedleniem moich snów, marzeń i wyobrażenia o wołowinie zamkniętej w bułce. W tym miejscu powinienem przejść do opisu smaku tego dzieła, ale mam problem, gdyż moje słownictwo jest zbyt ubogie, aby w pełni opisać to, co poczułem, niemniej jednak podejmę to wyzwanie.

Z tym że najpierw przedstawię  moją reakcję. Po raz pierwszy w życiu kompletnie mnie zatkało po wzięciu kęsa (no dobra, kroiłem sztućcami, bo wielkie to i nieporęczne), nie byłem w stanie wypowiedzieć słowa, a w głowie miałem kalejdoskop najpiękniejszych momentów z życia (włączając w to między innymi ostatni rzut Jordana w finałach ’98). Pełna harmonia smaków i aromatów. Pełen zachwyt. Mięso soczyste bez zbędnego przesolenia (co się zdarza w fast foodach), czy innych przypraw rodem z Bóg wie jakich zakamarków kuchni. Esencja wołu zamknięta w 200 gramulcach.

Całość jest słodko-pleśniowa, prawdopodobnie za sprawą cebuli w formie niemalże dżemu i pojawiającego się gdzieniegdzie mango. Jeśli chodzi o zieleninę, to nie psuła obrazu całości, co więcej jakoś się nawet wpasowała.

Do zestawu dostajemy wiaderko frytek i miseczkę sosu blue cheese – aksamitnego, z mocnym pleśniowym akcentem, zaskakująco dobrze zgrywającymi się z najlepszym dzieckiem ziemniaka – w Whiskey miękkim, ale nie surowym. Świetne dopełnienie tego burgera. Jeśli pamiętacie moje poprzednie 10/10 za burgery (a były 2 – tu i tu), to zapomnijcie. Ten jest lepszy, co najmniej o klasę. Z racji tego, że tu nie będzie klasycznej oceny wpisu wystawiam mu ponad dychę, liczbowo widziałbym to około 15/10. Idźcie i jedzcie. Ja się w nim zakochałem.

SAM_2745Maciej

[rednacz]

W Whiskey na wołowinie w bułce byłem dwa razy. Za pierwszym razem mi i mojej dziewczynie burgery od nich wjechały tak bardzo, że przez następne dni marzyliśmy o powrocie. Poszliśmy tam znowu, mimo że wcale nie mieliśmy kieszeni wypchanych złotówkami.

Spicy BBQ Burger

Wizyta nr 1. Wybieram standardowo – Spicy BBQ Burger. Powtórzę: jestem tu po raz pierwszy, więc nie wiem, czego się spodziewać. To, co wjeżdża na stół, robi na mnie wrażenie. Większe „wow” powiedziałem tylko w Barn Burgerze, kiedy Chłop z Mazur dostał swojego Double Bypassa.

Podstawą Spicy BBQ jest 200-gramowy kotlet średnio wysmażonej, siekanej wołowiny (chyba największy w Poznaniu) oraz ostry sos barbecue z domieszką Johnnie Walkera. Do tego cała wuchta dodatków: czerwona cebula, pikantne papryczki, pomidor, ogórek, rukola i sałata lodowa. Żadnego z dodatków nie poskąpiono – burger jest wielki.

I co najważniejsze smakuje świetnie. Wołowina – przepyszna. Sos barbecue w Whiskey in the Jar to najlepszy sos barbecue, jaki miałem przyjemność kosztować w Polsce. Pikantne papryczki wcale nie są takie ostre, nawet w połączeniu z założenia ostrym BBQ. Podniebienie jest łaskotane, nie wypalane – mi to pasuje, ale Chłop z Mazur nie byłby zadowolony. Warzywa są świeże i stanowią świetne dopełnienie burgera.

Ktoś powie: – Gdzie ser? Nie ma i wcale go nie brakuje. Serio. Do pełni szczęścia przydałyby się ze dwa plastry bekonu, ale nawet bez niego jest to zdecydowanie najlepszy burger w Poznaniu. Prawdopodobnie też najdroższy, ale to już nieistotne.

SAM_2740

Big Burger

Bekon jest za to w drugim próbowanym przeze mnie burgerze. Ba, pojawia się nawet ser. Niestety i jedno, i drugie średnio się wyczuwa. O ile jeszcze bekon gdzieś tam czasem zamigocze, o tyle ser się tylko widzi. Ale to nieważne, bo w Big Burgerze również mamy najlepszą (i największą) wołowinę w mieście. Do tego sos na bazie grillowanej papryki i czosnku – pyszny, choć nie tak genialny jak barbecue, ale to w sumie tylko moje zboczenie. Zestaw warzyw zbliżony do tego ze Spicy BBQ Burgera, jedynie bez ostrych papryczek. Koniec końców – mistrzowska kompozycja. Bardzo smaczna i bardzo syta.

Moją jedyną wątpliwość budzi bułka – acz i to raczej zwykłe czepialstwo. Taka zwykła, ani jakaś super, ani tym bardziej zła. Ot, normalna, bez wdzięku i wyrazu. Spełnia jednak swoje zadanie. Utrzymuje potwora w ryzach – ani za pierwszym, ani za drugim razem nic mi się nie rozpadło. Oczywiście coś tam wypadało i wypłynęło, ale to się zdarza, gdy je się rękoma, a nie jak zdrajca ideałów, J-Mac, sztućcami.

Frytki to klasa sama w sobie. Duże, grube, ciachane z prawdziwych ziemniaków i doprawione. Do nich w zależności od zestawu sos barbecue lub sos paprykowo-czosnkowy (a i z doświadczenia wiem, że można wymienić na dowolny inny).

Whiskey in the Jar chwali się najlepszymi stekami w Poznaniu. Powinno też burgerami. Z dopiskiem: tylko dla bogatych. Choć trzeba przyznać, że za 34 zł dostajemy najwyższe doznania smakowe i uczucie sytości na długo.

Lokalizacja: Stary Rynek 56, Poznań

Cena: 34 zł (każdy burger zestaw)

Smakowitość:
* Blue Cheese Burger – 15/10
* Spicy BBQ Burger – 10/10
* Big Burger – 9,5/10

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: 94%

  • pOOni

    To będzie trochę offtopic ale muszę podzielić się pewną sprawą 🙂
    Przy okazji rozmów ze znajomymi i wspominek sytuacji z lat ’90 napomknąłem o wspomnianym we wpisie rzucie Jordana w finale z Utah Jazz…gęsia skórka rzadko pojawia się na mojej skórze ale wspomnienie tej jednej sytuacji…widziane w retrospekcji oczami wspomnien w zwolnionym tempie to jedno z niewielu wspomnień wywołujących takich efekt. To była moc…przy linii rzutów za „3”…zwód z lewej do prawej w strone centrum boiska i rzut z odchylenia…BAH! wszedł… syrena…. MASAKRA! :D:D:D:

    W whisky jadłem… jedzienie PYSZNE… nie wiem czy na mierę tego rzutu ale z czystym sumieniem polecam!

  • byłam, jadłam Blue Cheese Burger i wcale nie podzielam tego zachwytu. poprosiłam mięso krwiste, dostałam wysmażone na wiór. W mojej sztuce nie znalazłam ani chili, ani marmolady z cebuli ani mango… jakiś taki wybrakowany mi się trafił. No i obsługa była fatalna – 30 minut czekaliśmy na przyniesienie rachunku, aż sami się po niego udaliśmy! a do tego kelnerki odsyłały nas jedna do drugiej, żadna nie była w stanie dać nam rachunku.