Wyszukiwarka

Bo. (Poznań)

20160304_140737~3

To nie jest miejsce, do którego jedziesz z drugiego końca miasta, przesiadając się trzy razy w komunikacji miejskiej. Ale gdy jesteś w pobliżu, warto wpaść na lunch w przyzwoitej cenie.

Zanim jednak o nim trochę opowiem, zatrzymam się na chwilę przy śniadaniowym menu. Bardzo fajne propozycje – trochę wielbionego przeze mnie boczku, trochę rzeczy niestandardowych, w dodatku wydawanych w tygodniu już od ósmej rano. Rzadko jem śniadania na mieście, ale przy następnej okazji prawdopodobnie tutaj skieruję swoje kroki. A może chcecie jakiś ranking najlepszych poznańskich śniadaniowni? Dajcie znać w komentarzach!

20160304_134438~3

Wracając, Bo. odwiedzam w porze lunchu. Jest ze mną Łukasz i Ola, którzy na YouTubie prowadzą bardzo fajny kanał „Gry planszowe u Wookiego” – jeśli lubicie ten rodzaj rozrywki, koniecznie musicie go sprawdzić. Jeśli nie, to zobaczcie chociaż dwa filmiki z moim gościnnym udziałem – jeden to rozmowa ze mną na różne tematy, drugi to recenzja Monopoly: Gra o Tron.

Menu w Bo. mimo że nie jest zbyt rozbudowane (to dobrze), sprawia nam trochę kłopotów – każde z dań zapowiada się smacznie, więc dość skomplikowaną drogą eliminacji przypada mi czerwone curry z kurczaka z ryżem jaśminowym. Do tego domawiam lemoniadę „spicy mango” – w smaku ciekawą, bo lekko pikantną, jednak nie na tyle, by odebrać przyjemność z picia. Ba, jak to lemoniada, doskonale orzeźwia – latem piłbym na wiadra!

Curry aż tak mnie nie fascynuje. Owszem, jest dobrze przygotowane, a w konsekwencji smaczne, jednak bez dodatkowego efektu „wow”. To oczywiście nic złego, bo nie każde danie takie musi być, warto to jednak wyraźnie zaznaczyć. Sos jest przygotowany na bazie mleczka kokosowego, z lekką pikantną nutą. Trochę kurczaka, trochę warzyw i kleks kwaśnej śmietany dla załagodzenia ostrości – ten ostatni dla mnie zupełnie niepotrzebny, ale każdy ma własną tolerancję pikantnego pazura, więc w takim lokalu jak ten w pełni to rozumiem.

20160304_140748~2

20160304_140757~2

Bo jeśli mnie mój kulinarny zmysł nie myli, Bo. aspiruje do takiego fajnego, może modnego miejsca ze smaczną kuchnią, w którym każdy znajdzie coś dla siebie i który nie nastawia się na bardziej skonkretyzowaną grupę klientów. Tu miło spędzą czas studenci z pobliskich uczelni, ludzie pracujący nieopodal, osoby szwendające się po centrum, czy nawet vlogerzy nagrywający video recenzje gier planszowych. Zwłaszcza że ceny są bardzo przystępne. Powtórzę to, co mówiłem we wstępie: specjalnie z drugiego końca miasta z trzema przesiadkami w komunikacji miejskiej jechać trochę bez sensu, ale przy okazji wpaść jak najbardziej warto.

Tym bardziej, że spróbowałem wołowinę po burgundzku od Łukasza i sałatkę z pieczonego kalafiora (!) od Oli i każde z tych dań mi smakowało. Ale może lepiej będzie, jeśli oni o nich sami opowiedzą…

Wookie

[Łukasz]

Obawiałem się, że lokal będzie drogi, ale z drugiej strony ostatnio rzadko wychodzimy, więc zdecydowaliśmy wyskoczyć do Bo.Poznan. Na miejscu okazało się, że ceny są naprawdę spoko i serwują tam potrawy na różne okazje, co też jest na duży plus. Narobiłem sporo zamieszania przy zamawianiu, ale wolę dobrze zrozumieć moje opcje, zanim podejmę jakąś decyzję.

Przechodząc do sedna – wołowina była dobra, ale mnie nie powaliła. Lubię wybijające się smaki i tutaj trochę mi tego brakowało. Warzywa niewiele wniosły, sos był trochę rzadki, a pęczak to po prostu kasza – nic specjalnego. Na szczęście samo mięso było dobre, miękkie i było go całkiem sporo (więcej niż kurczaka u Macieja), dlatego nie wykluczam, że miejsce jeszcze kiedyś odwiedzimy.

20160304_140658~2

20160304_140708~2

A najlepsze z tego wszystkiego były lemoniada i kalafior w sałatce Oli. Nie jest to jakieś mistrzostwo, ale smak był ciekawy i tego chyba najbardziej szukam.

Ola

[Ola]

Dla mnie każdy lokal tworzy pewną całość, dlatego żebym mogła wypowiedzieć się o moim kalafiorze najpierw muszę zaznaczyć, jak odebrałam ową całość. Bo.Poznan jest restauracja z konkretnym klimatem, gdzie surowe cegły fajnie współgrają z betonowymi doniczkami, szorstkimi stołami i panią kelnerka w srebrnych trampkach.

W tym wszystkim, zamawiając moja wege-sałatkę z pieczonego kalafiora, z granatem w sosie tahi-cośtam, czułam, że to będzie najlepsza opcja. I rzeczywiście tak było! Półmisek kalafiora oprószony pestkami granatu jeszcze nigdy mnie tak pozytywnie nie zaskoczył – (o ile kalafior w ogóle może kogoś zaskoczyć). Niemniej muszę zaznaczyć, że kalafior zawsze będzie tylko kalafiorem. Ten był bardzo dobry, ale dla ludzi o konkretnym zapotrzebowaniu objętościowo-kalorycznym sugeruje coś innego.

20160304_134438~2

20160304_140635~2

20160304_140645~2

PS Śniadania w Bo. wymiatają. Sprawdźcie ten ranking.

Lokalizacja: Kościuszki 84, Poznań | fanpage

Ceny:
* lemoniada – 9 zł
* czerwone curry – 19 zł
* wołowina po burgundzku – 20 zł
* sałatka z kalafiora – 15 zł

Smakowitość:

lemoniada 85%
curry 75%
wołowina 60%
kalafior 75%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: na lunch styknie

Ocena Ogólna

Dobra knajpa

Wasza Ocena

Oceniacie tę knajpę na:
4.16/5 (32)
Ja oceniam na...

  • Mnie tam bardzo smakuje 🙂 A ponieważ jest klimat i jest super blisko mojego Wydziału – bywam często. W zasadzie, to chyba najciekawsze miejsce w tej okolicy.

    Ranking śniadań bardzo za!

    • Gdy ja studiowałem obok, to jeszcze nie istnieli. Szkoda, wtedy byłbym stałym klientem! 🙂

  • ZrewolwerowanyKaloryfer

    Byłem podczas „Poznania za pół ceny” i zrobili na mnie ogromne wrażenie. Pan obsługujący był niezwykły miły, ciasta świetne, a jedzenie przyzwoite. Porcje w sam raz, super jedzenie. Dlatego właśnie wróciłem po całej akcji, jakiś miesiąc-dwa później. Zamówione dania były jednak totalną pomyłką. To samo, co jadłem wcześniej i co mnie urzekło, smakowało zupełnie inaczej. Ściślej mówiąc, nie smakowało – porcja większa niż wcześniej, niedoprawione, totalnie bez smaku. Nie zjadłem do końca i choć mógł to być gorszy dzień kucharza, kolejnej szansy niestety nie będzie – mam wrażenie, że świetne dania, których smak idealnie się na początku łączył i były czymś intrygującym, zamieniły się w swoje „spolszczone” wersje, które są po prostu kiepskie w smaku. Świetnym pomysłem latem była też kranówa za darmo, ale i z tego zrezygnowali…