Wyszukiwarka

Łódź na parę godzin – co zobaczyć i gdzie zjeść?

screenshot_2016-11-09-21-06-42-01

Niedawno wpadłem dosłownie na chwilę do Łodzi. Dziś krótka relacja z tej kilkugodzinnej wizyty.

Z racji tego, że w Łodzi rzeczywiście spędziłem mało czasu, potraktujcie moje polecenia jako wskazówki i drogowskazy do głębszego poszukania i pogrzebania o atrakcjach w tym mieście. Sam na pewno wrócę do niego w ciągu paru miesięcy, tym razem na pewno na dłużej i wtedy na 100% przygotuję bardziej szczegółowy artykuł.

CO ZOBACZYĆ?

Piotrkowska

Łódź to duże miasto, pod względem liczby mieszkańców jest ono trzecie największe w Polsce. Usłyszałem, że i tak wszystko kręci się wokół ulicy Piotrkowskiej – jednej z najdłuższych, jeśli nie najdłuższej w kraju. Na jej sporej części znajduje się reprezentatywny pół-deptak (jednak coś środkiem czasem przejedzie). Sporo tu knajpek i imprezowni, wygląda to o wiele lepiej niż w Poznaniu, gdzie Półwiejską opanowały ciuchlandy i brzydkie, nachalne reklamy. Nie jest idealnie, ale warto się przejść. Sam to zrobiłem parę razy mimo niepogody, a podejrzewam, że w słoneczny dzień jest to o wiele przyjemniejsze.

Piotrkowska 3

screenshot_2016-11-09-21-08-52-01

screenshot_2016-11-09-21-10-13-01

Dostałem radę, by pozaglądać w podwórka przy Piotrkowskiej, do których można swobodnie wejść. Szczególnie polecano mi Piotrkowską 3, nie zdradzając dlaczego. Muszę przyznać, że ta szklana mozaika robi niesamowite wrażenie. Dopiero po kilku dniach od powrotu do Poznania dowiedziałem się, że to podwórko nazywa się „pasaż Róży” i za jego powstaniem kryje się smutna historia: choroba oczu małej dziewczynki, której mama wykonała tę „instalację”.

EC1

Targowa 1/3 | fanpage

screenshot_2016-11-09-21-11-55-01

Jeśli jakiś budynek lub kompleks budynków podoba mnie się mimo tego, że nie został jeszcze w pełni ukończony, to znak, że albo jest to Sagrada Familia w Barcelonie, albo EC1 w Łodzi. Przykład na to, co ciekawego można zrobić z opuszczoną elektrociepłownią, łącząc stare z nowym. Wierzę, że przy następnej wizycie w Łodzi budynek będzie już ukończony, a ja będę miał czas wpaść do planetarium, bo ostatnio byłem w czymś takim za dzieciaka w Toruniu.

Herbaciarnia Kocie Oczy

Piotrkowska 25 | fanpage

Pisałem o niej na blogu przed paroma dniami. Miejsce, w którym oprócz możliwości wypicia jednej z kilkudziesięciu mieszanek herbacianych, można też pogłaskać kotka, a w zasadzie to trzy kotki. Super klimat i przemiła atmosfera. Odwiedzę znów na pewno.

kontrasty

screenshot_2016-11-09-21-07-42-01

Nawet podczas tak krótkiego pobytu w Łodzi spędzonego w jej ścisłym centrum trudno nie zauważyć, że jest to miasto kontrastów. Piękne odrestaurowane budynki, obok których stoją rozpadające się kamienice. Wizytówka miasta, ulica Piotrkowska, na której nie brakuje żebrających dwudziestoparulatków. Wieczorem, gdy wracałem do samochodu, zostałem zaczepiony przynajmniej 5 razy, z czego dwa razy przez tę samą osobę jeżdżącą rowerem miejskim. Z kolei w Pasażu Róży byłem świadkiem sikających dresów, wyzywających się przy okazji z okolicznymi mieszkańcami. Łodź się zmienia, rozbudowuje i unowocześnia, ale jej obraz tworzą też takie sytuacje. I to miasto kontrastów może nie tyle warto zobaczyć, co na pewno zobaczycie, spędzając w nim kilka godzin.

murale

screenshot_2016-11-09-21-05-16-01

Bardzo ich tutaj dużo. Sam naliczyłem kilka, ale z tego, co mówił mi Łukasz Przechodzeń z bloga Rowerowe Porady, w całym mieście jest ich kilkadziesiąt. W dodatku, nowe miesza się tu ze starym – obok stosunkowo młodego muralu sprzed kilku lat można dojrzeć te sprzed dziesięcioleci. To w sumie też przykład na to, że Łódź to miasto kontrastów – tyle że bardziej pozytywny.

GDZIE ZJEŚĆ?

Kilka godzin w Łodzi to za mało, by poznać tutejszy rynek gastronomiczny dogłębnie – nawet ten zlokalizowany w obrębie okolic ulicy Piotrkowskiej. Poniżej przedstawiam listę miejsc, które odwiedziłem i do których się wybierałem. Może być to dla Was jakaś wskazówka.

Lavash

Piotrkowska 69 | fanpage

Bardzo chciałem spróbować kuchni gruzińskiej na poziomie. W Poznaniu mam wprawdzie lokal Pod Cykadami, ale serwowane tam jedzenie jest niestety nieśmiesznym żartem. W zlokalizowanym na Piotrkowskiej w Łodzi Lavashu nie ograniczają się jedynie do kuchni gruzińskiej, w menu znajdują się bowiem specjalności z całego Kaukazu.

screenshot_2016-10-26-21-39-46-01

Decyduję się jednak na khinkali (mogliście spotkać się też z pisownią „chinkali”), czyli pierogi typowo gruzińskie i popijam je stuprocentowo gruzińską wodą Borjomi. Trudno na podstawie tego jednego dania rekomendować całe menu restauracji, ale mogę za to powiedzieć, że to, co zjadłem, było doskonałe. Dla niektórych wprawdzie będą to tylko „pierogi z mięsem o fikuśnym kształcie”, dla mnie jest to intrygujący sposób konsumpcji (maczasz w maśle, nadgryzasz, wypijasz wodę i dopiero jesz) oraz dawka ciekawych smaków i aromatów. Kiedyś wrócę po więcej.

mitmi

OFF Piotrkowska | fanpage

Knajpa, którą polecono mi ze względu na tatara i poliki wołowe. Zamówiłem w niej dokładnie te dwie pozycje i już po chwili zdarzyło się dość zabawne nieporozumienie. Okazało się, że w karcie mitmi są dwa tatary – jeden wołowy, drugi z buraka, a ja poprosiłem po prostu o tatara. Nieszczęśliwie podano mi przystawkę w wersji bezmięsnej, ale nie było problemu z wymianą jej na opcję mniej wegańską.

screenshot_2016-10-26-21-41-16-01

Niestety, ani tatar, ani poliki nie spełniły pokładanych w nich nadziei. Jeśli chodzi o ten pierwszy, to wydał mi się po prostu przekombinowany. Samo mięso smakowało wyśmienicie, ale danie położyły dodatki, w tym najbardziej twardy, żółty ser podany w dużych, grubych płatach. W przypadku polików nie jestem pewien, czy nie podobało mi się ich wykonanie, czy zwyczajnie nie jest to potrawa dla mnie – do tej pory jadłem je raczej w kanapkach, więc nie mam porównania.

OFF Piotrkowska

Piotrkowska 138/140 | fanpage

screenshot_2016-11-09-21-03-53-01

Wprawdzie trochę głupio pisać na podstawie zwykłego „wydaję mi się”, ale – no właśnie – wydaję mi się, że jest to miejsce, które po pierwsze warto zobaczyć (świetnie zaadaptowana przestrzeń) i w którym po drugie łatwo znaleźć coś smacznego do jedzenia. Mitmi to tylko jeden z wielu zlokalizowanych tutaj punktów gastronomicznych, większość z nich prezentuje się zachęcająco i ma ciekawe rzeczy w menu. Przed wyjazdem do Łodzi możecie poszperać informacji i opinii na temat nich i na pewno traficie na coś ciekawego i odpowiadającego Waszym kubkom smakowym. Jeśli się mylę, wyprowadźcie mnie z błędu!

Ato Sushi

6 sierpnia 1/3 | fanpage

Magda z Krytyki Kulinarnej napisała o tym miejscu, że jest to najlepsze sushi w Polsce. Wierzę jej. Tylko wierzę, bo nie było mi dane spróbować – w poniedziałek wieczorem nie było żadnych wolnych miejsc. W poniedziałek wieczorem, kiedy spora część knajp w Polsce nawet się nie otwiera, „bo się nie opłaca”.

Wrócę na pewno. Choćby po to, żeby nie musieć wierzyć, a wiedzieć. I na pewno zarezerwuję stolik. Wysokiej frekwencji w Ato Sushi dziękował jednak mój żołądek – szedłem tam w zasadzie najedzony, chciałem tylko popróbować. Skończyłoby się pewnie tak, że bym eksplodował.

***

Zapowiedziałem już, że z chęcią wrócę do Łodzi. Dajcie znać w komentarzach, gdzie powinienem zjeść i – to chyba nawet mnie bardziej interesuje – gdzie zobaczyć coś ciekawego. Niekoniecznie w okolicy Piotrkowskiej. Na pewno skorzystam z Waszych podpowiedzi!

  • Ania Nowak

    Moze nie do konca o Łodzi, ale… Nazywanie pysznego bulionu z chinkali „woda” to troche profanacja- no chyba, ze w tym wypadku smakowal jak woda. W Gruzji raczej nie macza sie ich w maśle i sa wieksze niz te z Łodzi (po 4 masz dosc na caly dzien), ale wszystko jest ok, jesli te smakowaly dobrym mielonym miesem i koledra, a w srodku byl parzacy bulion. Jak cos do przesady smakuje koledra- jest z Gruzji. 😉 Od naszych pierogow rozni je tez ciasto. Woda Borjomi jest okropna, ble. Do tej pory wykreca mnie na wspomnienie tej butelkowanej, jak i tej pitej ze zrodelka w parku w Borjomi, ale podobno jest dobra na zoladek.
    Chinkali to najlepszy wybor z gruzinskiej kuchni dla miesozercow- przez 10 dni w Gruzji, w zadnym regionie, nie udalo nam sie znalezc nic bardziej miesnego oprocz wlasnie chinkali, kebabi („kielbaska” z mielonego miesa) i plackow z baranina i haszem na gorskiej drodze.
    Chetnie wrocilabym do tych smakow, ale boje sie, ze nawet w Łodzi nie znajde tak dobrych bakłażanow, pomidorow, serow kozich i wszedzie obecnej koledry jak wlasnie w Gruzji i czar prysnie.

    • Jasne, to był bulion, mój błąd. A kolendry naładowali w opór. 🙂 Dobrzy są!

  • Kate

    Before food market na Piotrkowskiej 217. Tylko od czwartku do soboty, otwierany po godz. 17. Zakochacie się w tym miejscu 🙂

  • Aleksandra Gmach

    A ja na najlepsze makarony i sernik z musem malinowym zapraszam do lokalu Bawełna w Manufakturze. Sama Manufaktura jest warta zobaczenia, a dodatkowo na rynku przed centrum handlowym jest masa restauracji i knajp.
    Na Piotrkowskiej wart uwagi jest także Jerry’s Burger. Pyszne burgery i obłędny wystrój.
    Jeśli chodzi o miejsca to polecam rzucić okiem na Księży Młyn – fajny klimat.
    Czy wiesz, że pod Placem Wolności znajduje się muzeum? : ) „Dętkę” także polecam.

  • wrobelek

    Najbardziej klimatyczne miejsca i z bardzo dobrym jedzeniem i obsługą to: Bawełna (pyszna pizza i obłędny czarny makaron z owocami morza) oraz Senoritas (dla amatorów kuchni meksykańskiej).
    Jeśli chodzi o najlepszy burger w Łodzi to tylko Gastromachina (lepiej omijać miejsca typu Jerry’s Burger), ale niestety jest w niej drożej niż chociażby w poznańskim Fat Bobie, a porcja mięsa jest mniejsza :(.
    Na deser polecam Daleko Blisko na OFFie.
    Na herbatkę: Niebieskie Migdały, Cafe Verte, Dekadencja.

    Niestety, ale dla mnie większość miejsc na OFFie czy na Piotrkowskiej to lokale przypominające „Spółdzielnię” czy „Drukarnię”, czyli serwujące menu, w którym jest wszystko (makaron, burger, pizza). Z takich bardziej „wyrazistych” miejsc, zorientowanych na pewien rodzaj kuchni to: Restauracja Bułgarska, Lokal, Ato sushi, Złoty Imbir, ….

    Polecam też obczaić miejscówkę Piotrkowska 217 – jest tam street food co weekend (Before Food Market) oraz kilka fajnych knajp urzędujących na stałe.

  • CandyCamilla

    Polecam Filharmonia Smaku, zmieniają menu co sezon

  • kargas

    Tango Argentino – najlepsze steki jakie w życiu jadłem, mała klimatyczna knajpka na ul Traugutta tylko ceny troche wysokie ale warto