Wyszukiwarka

Bistro „Pobite Gary” (Gdańsk)

W głosowaniu czytelników naszego bloga zwyciężyła restauracja „Pobite Gary” mieszcząca się w Gdańsku. Po pierwsze – ciężko tam trafić. Bistro nie znajduje się w centrum Gdańska czy w najpopularniejszych dzielnicach, lecz schowane jest między blokami – przy ulicy, gdzie nie dojeżdżają nawet tramwaje. Wchodząc do środka i zastając o późnej godzinie w poniedziałek połowę stolików zajętych, mam nieodparte wrażenie, że będzie dobrze. Wystrój lokalu nie powala, ale bije od niego wręcz domową aurą i czuje się w tym miejscu bardzo dobrze, jest dużo miejsca, ale lokal jest przytulny i kameralny.

2015-01-12 19.50.23

Po złożeniu zamówienia otrzymujemy starter, którym jest pokrojona bagietka wraz z oliwą. Bardzo fajny i niespodziewany gest. Podobał mi się również sposób podania napoju – otrzymujemy go w klasycznej butelce do mleka. Zamówiliśmy bowiem również kompot, który jest przygotowywany na miejscu, niestety czuć w nim owoce mrożone, ale nie można mieć obsłudze tego za złe – w końcu jest środek zimy.

2015-01-12 19.57.31

Jako pierwszy na stół trafia burger Ostry, na którego składa się bułka maślana, wołowina, ser bursztyn, boczek, pikle, pomidor, papryczki jalapeno, cebula, sos chilli, a do tego własnoręcznie przygotowywane frytki. Na pierwszy rzut oka – kanapka jest słusznych rozmiarów, a powagi dodaje jej długa wykałaczka oraz sposób podania. Po pierwszych gryzach można poczuć to, co tygryski lubią najbardziej, czyli świetną wołowinę oraz idealnie wyważoną ostrość. Cała reszta składników raz w czas przebija się do świadomości kubków smakowych, lecz wołowina wraz z ostrymi dodatkami wygrywają całą pule. Jednym może to przeszkadzać, dla innych – tak jak mi – ani trochę, ale umówmy się – jeśli nie chcesz żeby było ostro, nie zamawiasz Ostrego. Do tego frytki, domowe, czuć, że krojone na miejscu oraz podane z bardzo dobrym sosem. Jestem na tak.

2015-01-12 19.58.17

Kolejne danie w karcie dumnie widnieje jako „Burgund Oliwski”. Składa się na nie wołowina, pieczarki, szalotki, młode ziemniaki, karmelizowane na miodzie marchewki oraz sos z czerwonego wina. Pierwsze, na co zwracamy uwagę to sposób podania – absolutnie prosty, ale piękny w swojej prostocie. Po takim widoku wzrastają też wymagania, a jak z nimi Burgund sobie poradził? Wyśmienicie.

Zaczynając od dodatków, od puree z młodych ziemniaków, przez karmelizowane marchewki z świetnym miodowym posmakiem aż do szalotek oraz pieczarek zanurzonych razem z wołowiną w sosie z czerwonego wina. Wołowina! Miękka, aromatyczna, rozpływająca się w ustach. Wszystko razem tworzące harmonijną całość, pięknie podaną i wcale nie taką drogą jak na standard smaku. Czapki z głów!

2015-01-12 19.57.42

W ciągu kolejnych dni zawitałem do Pobitych Garów po raz drugi, tym razem zdecydowałem się na lżejszy zestaw, gdyż byłem po niedawnym obiedzie. Startuję od klasyku polskich obiadów – pomidorowej. Dostajemy ją bardzo ciekawie i oryginalnie podaną. Smak jest obłędny! Nie wiem, czy zupa jest robiona z prawdziwych pomidorów, czy z bardzo dobrej jakości pomidorów z puszki, ale smakuje bardzo wyraziście, mocno czuć wszystkie przyprawy. Klasyka podana – pozwólcie, że powtórzę – w sposób godny podziwu!

2015-01-14 19.29.55

Na tzw. „drugie danie” wybieram coś z przystawek – ser camembert wraz z trzema ciekawymi sosami – mango, malina oraz pietruszka. Sam dobór sosów do serka jest już ewenementem i przełamuje rutynę podawaną wszędzie, czyli żurawinę bądź borówki. Tutaj niestety było nieco gorzej niż w przypadku zupy, bo panierka była bardzo twarda i ciężka w jedzeniu. Nie zmienia to faktu, że danie smakowały bardzo dobrze, a sosy – niekoniecznie tak słodkie jak żurawina – świetnie dopełniały camemberta. Niektóre z nich były wręcz kwaśne, co na początku lekko mnie szokowało (całe życie camembert na słodko), ale absolutnie nie był to minus.

2015-01-14 19.42.52

A na deser – smoothie, czyli zmiksowane owoce, lód oraz sok. Bardzo gęsta, bardzo wyrazista oraz niesamowicie dobra mieszanina. Wyższą ocenę pewnie dałbym, jeśli za oknem byłyby 24 stopnie Celsjusza, a nie -5, ale mimo wszystko bardzo dobra opcja na przypomnienie sobie, jak smakuje lato.

2015-01-14 19.29.12

Darien

[Darien]

A mi się zdarzyło wpaść do Pobitych Garów już któryś raz, tylko że jakoś nigdy nie było po drodze mi ich opisać. Wrażenia smakowe wspominam wspaniale, więc po cichu ucieszyłam się, że zwyciężyły one w głosowaniu. Przedstawię najpierw, jak prezentuje się wnętrze (potwierdzając tym samym słowa Olsena, również uważam, że miejsce jest urokliwe i nowoczesne zarazem):

CAM01093

Nie wiem dlaczego tak wyszło, ale tego dnia wybraliśmy same pikantne pozycje z menu. Padło na pizzę z pobitą marynowaną wołowiną, cebulą i papryczkami jalapeno oraz zupę tajską. Do picia opisany wcześniej przez Olsena kompot – jak dla mnie idealny zimowy napój z dołączoną łyżeczką do wyjadania owoców – truskawki, rabarbar. Bardzo smaczne.

???????????????????????????????

Potrawy wjeżdżają równocześnie. Zaczynam od pizzy. Ciasto jest bardzo cienkie, przez co trochę opada. Pierwszą rzeczą, na którą zwracam uwagę, jest smak sosu bazowego do pizzy, czyli tzw. sosu Robertino (lokal mieści się na miejscu dawnej Pizzerii Robertino, stąd nazwa i możliwe też, że tajna receptura sosu). Nie jest typowym przecierem, to swego rodzaju sos, w smaku podobny do czegoś znajomego (jak się później dowiaduję do sosu bolognese). W każdym razie bardzo mi podchodzi, dawno nie jadłam tak dobrego sosu pod spodem pizzy. Przyznam się, że odkładam na bok większość papryczek. Ale wołowinę i cebulę zajadam z chęcią – co dziwne nie mięso mi najbardziej smakuje w tej kompozycji, tylko właśnie sos i ładnie pokrojona cebula. Wołu nie pożałowano i przyjemnie spełnia rolę mięsnego dodatku, aczkolwiek nie powala na kolana.

Bistro "Pobite Gary" (Gdańsk)

Zupa tajska z nudlami, warzywami i kurczakiem curry brzmi w teorii bardzo dobrze. W rzeczywistości na pierwszy rzut oka spodziewałam się więcej składników, a nudle chyba zawsze będą mi się kojarzyć z poskręcanym makaronem z zupek chińskich, więc lekko się zawodzę widząc praktycznie zwykły makaron. Nie doszliśmy jeszcze jednak do smaku – bulion z mleczkiem kokosowym jest cudownie pikantny. Nie znam się aż tak mocno na kuchni azjatyckiej, ale wrażenie bardzo dobre. Makaron tak przesiąkł smakiem zupy, że przyjemnie się go zajada. Trochę zawodzę się na kurczaku curry, gdyż w smaku jest troszeczkę nijaki. Może to kwestia tego, że wszystko inne, czego spróbowałam, było bardzo ostre i intensywne, ale curry to również charakterystycznie pachnąca mieszanka przypraw, a mimo to mięsko nie zachwyciło. W ogólnym rozrachunku zupka wypada nieźle, aż robi się po niej gorąco.

???????????????????????????????

W mojej ocenie Bistro Pobite Gary wypada odwiedzić. Kiedyś udało mi się tam zjeść jeszcze przyjemniejszą pizzę niż opisywana tutaj – niestety nie było jej teraz w menu. Jest bardzo ciekawą propozycją, nowoczesną i ciekawą w gąszczu trójmiejskich Doner Kebabów. Menu jest różnorodne, bardzo intrygujace. Polecam samemu odwiedzić i się przekonać! Ja pewnie spróbuję jeszcze kiedyś – może tym razem coś mniej ostrego.

Lokalizacja: Bitwy Oliwskiej 34, Gdańsk | fanpage

Cena:
* kompot – 6 zł
* pomidorowa –  8 zł
* camembert – 15 zł
* Burgund Oliwski – 25 zł
* Ostry – 25 zł
* smoothies – 12 zł
* zupa tajska –  15 zł
* pizza – 25 zł

Smakowitość: 

kompot 70%
pomidorowa 90%
Ostry 85%
Burgund Oliwski 85%
camembert 75%
smoothies 75%
zupa tajska 75%
pizza 75%

Współczynnik „zwycięstwa z anoreksją”: ciekawość to pierwszy stopień do zjedzenia

Kliknij, zapisz się do newslettera i bądź na bieżąco. W każdą niedzielę będziesz otrzymywać krótkiego, czytelnego maila z podsumowaniem mijającego i zapowiedzią następnego tygodnia. Dzięki temu już nigdy nie przegapisz nowości na blogu.

  • Ewelina Tkaczyk

    Polecam odwiedzić „Kawior” w Gdańsku Brzeźnie. Cuda na talerzu!